Byle nie o miłości…

W listopadzie niemalże programowo panuje smutek, nostalgia i spleen.  Dni, nie dość że krótkie, to jeszcze szare i ponure. Wieczory długie, łkające i zawodzące wiatrem.  Noce zapłakane na przemian a to mżawką, a to rzęsistym deszczem.

Już początek miesiąca, z racji Dnia Wszystkich Świętych i Zaduszek przypomina o przemijaniu, odchodzeniu i niebycie, co samo w sobie jest mało radosne A dalej jest tylko gorzej.  Przyroda dostosowuje się do ogólnego nastroju, jakby czując, że w takich okolicznościach nie wypada pysznić się złotem i czerwienią listowia. Drzewa zrzucają dotychczasową, radosną okrywę i stoją posępne w swej graficznej postaci. Dramatycznie wyciągając ku niebiosom poskręcane konary są w swej ekspresji równie przygnębiające, jak nie przymierzając, „Krzyk” E. Muncha.  Złowieszcze krakanie zastępuje dotychczasowy świergot ptaków i brzęczenie owadów. W takiej scenerii trudno o optymizm.  Dopada mnie jesienna chandra… Czytaj dalej

Reklamy

Rynek i ratusz w Kościanie

Kościan należy do najstarszych ośrodków miejskich Wielkopolski. Prawa miejskie otrzymał w połowie XIII wieku (lokacja na prawie polskim) i był wtedy własnością książąt wielkopolskich, a nieco później śląskich, z linii głogowskiej. Od czasu zdobyciu  przez wojska Łokietka, Koscian stał się miastem królewskim.  Władysław Jagiełło przeniósł miasto na prawo magdeburskie. Sławę i bogactwo przyniosło Kościanowi rzemiosło, a zwłaszcza cech sukienniczy. Sukna kościańskie były tak wyśmienitej jakości, że ich odbiorcą był nawet dwór królewski. Aby zapobiec fałszowaniu kościańskich wyrobów, Kazimierz Jagiellończyk nadał im znak ochronny, który najprawdopodobniej jest pierwszym znakiem towarowym w Rzeczpospolitej. Była to pieczęć z herbem miasta, orłem i litera „C” od imienia króla ( Casimirus). No ale wróćmy do architektury… Czytaj dalej

Kościan. Mury miejskie, kościół pod wezwaniem Pana Jezusa i budynek sądu.

Ponieważ dzień był prześliczny, po odwiedzeniu fary, postanowiłam zrobić sobie dalszą  ( niezupełnie uzasadnioną)przerwę w pracy i przejść się pięknie zagospodarowanym nadbrzeżem kanału Obry. Kościańskie planty to uroczy zakątek miasta wprost wymarzony dla niespiesznej przechadzki. Pas zieleni powstał w XIX wieku z inicjatywy władz pruskich. Uporządkowano wtedy brzegi kanału, posadzono kasztanowce, klony a nad samą wodą wierzby płaczące. Liczne mostki i kładki przerzucone przez wodę nadają plantom malowniczości. Ławeczki zachęcają do odpoczynku a po wodzie majestatycznie płyną dzikie kaczki. Czytaj dalej

Kościół Wniebowzięcia NMP w Kościanie

Ponownie zawitałam do Kościana. Pogoda była piękna, zachęcająca do dłuższego spaceru po mieście. Swoją wędrówkę zaczęłam od okolic starego rynku, miejsc, których układ urbanistyczny nie zmienił się od czasów średniowiecza. Na początek skupiłam się na najcenniejszym i chyba najstarszym zabytku Kościana, czyli farnym kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia NMP. Z zewnątrz świątynia robi wrażenie monumentalnej i  ciężkiej. Czytaj dalej

Międzyrzecz. Zamek królewski i siedziba starostów.

Wszystko ma swoje dobre i złe strony… Moja praca daje mi okazję zwiedzenia wielu miejsc odległych od utartych tras turystycznych. I to jest niewątpliwie wielki „plus dodatni”, jak mawia o zaletach Pani Prezes. Jednak wyjazdy służbowe mają też pewną wadę. Będąc w pracy, nigdy nie mogę poświecić tyle czasu na zwiedzanie, ile bym chciała… Nie mniej jednak, (dzięki wyrozumiałości Szefci) zawsze „coś” udaje mi się zobaczyć.  Tak właśnie było z wizytą w Międzyrzeczu. Jednak zawsze pozostaje nadzieja, że wcześniej czy później zawitam tam ponownie… Czytaj dalej

Gołaszyn dwór Swiniarskich. Wielkopolskie rezydencje

Wyjechałyśmy do pracy „z zapasem czasowym” uwzględniającym korki…  Tymczasem, zupełnie wyjątkowo, udało nam się opuścić  miasto bez przymusowych postojów. Trasa też przebiegła bez przykrych niespodzianek.  Szefcia, spojrzawszy na zegarek, stwierdziła że przyjedziemy za wcześnie. Zaproponowała wykorzystać  ten czas na wyprawę do Gołaszyna. Oczywiście, zna mnie tak dobrze, że o akceptację takich planów, pytać nie musi.   Od dawna chciałam zobaczyć znajdujący się we wsi dwór wybudowany dla rodziny Świniarskich. Ucieszyłam się więc bardzo. Czytaj dalej

Zmiany w Gorzyniu.

Postanowiłyśmy zrobić sobie przerwę  w pracy. Na miejsce postoju wybrałyśmy  naszą ulubioną stację benzynową w Gorzyniu. Ilekroć jesteśmy w okolicy tam właśnie  zatrzymujemy się na kawę i posiłek. Powodów naszej sympatii do właśnie tej placówki jest kilka. Przede wszystkim bardzo miła obsługa i pyszna, kolumbijska kawa. Na dodatek, podawana w filiżankach, a nie w papierowych kubkach. Niby drobiazg a jednak podnosi smak i aromat „małej czarnej”. Poza tym lubimy tę stację za ciekawe sezonowe dekoracje (o świeżych kwiatach w eleganckiej  toalecie nie wspominając) które każdorazowo cieszą nasze oczy. Czytaj dalej