Kościół św. Stanisława w Chotelku

Urokliwy, drewniany kościółek w Chotelku widziałam kilkukrotnie z zewnątrz, jednak dotąd, mimo że za każdym razem próbowałam, nigdy nie udało mi się wejść do jego wnętrza.   Tym razem też, raczej ot tak, dla porządku, niż w nadziei wejścia do środka, wdrapałam się po nieco już wyszczerbionych schodkach na kościelne wzgórze. Bez większego przekonania  nacisnęłam na klamkę. Ku mojemu największemu zdziwieniu drzwi z lekkim skrzypem uchyliły się… Czytaj dalej

Wąchock. Na cysterskim szlaku

Po paru latach planowania, przekładania, odwoływania i znowu planowania, podczas tych wakacji, wreszcie udało mi się dotrzeć do Wąchocka.  Chciałam tam, przede wszystkim, zobaczyć opactwo romańskie, którego (wraz z sulejowskim) brakowało mi do „kolekcji” odwiedzonych małopolskich klasztorów cysterskich.  Po przyjeździe do miasta okazało się, że ma ono do zaoferowania dużo więcej… Czytaj dalej

Bazylika Bożego Ciała w Krakowie

Za tym pobytem w Krakowie (jak zawsze, o wiele za krótkim na realizację wszystkich moich celów) postanowiłam nie marnotrawić czasu na wysiadywanie (jakże przyjemne) w kolejnych urokliwych lokalikach, zaglądanie do starych antykwariatów, odwiedzania miejsc dobrze znanych. Jednak postanowienia, postanowieniami, a mnie ponownie skusiła dobrze mi  już znana, bazylika Kanoników Regularnych czyli kościół Bożego Ciała… Brak silnej woli usprawiedliwiłam (sama przed sobą) koniecznością porobienia zdjęć, aby móc świątynię opisać na blogu… Czytaj dalej

Włócząc się po Krakowie

Zazwyczaj dość krótko bawię w Krakowie, więc na ogół zwiedzanie planuję „docelowo”. Chcę zobaczyć konkretną wystawę, kościół, kamienicę, park, czasem spektakl czy koncert… Zdarza się jednak i tak, że czasem czuję potrzebę po prostu „pójścia przed siebie” i przystawania przy obiektach, które mnie z jakiś względów mnie zainteresują. Takie zwiedzanie „w ciemno” ma wiele uroku, pozwala „bez obciążenia” wiedzą, czysto intuicyjnie zachwycać się detalami.  W takich wypadkach, często dopiero po powrocie, dowiaduję się, co właściwie widziałam. Poszukiwania i poznawanie historii napotkanych obiektów są wtedy jeszcze bardziej pasjonujące… Czytaj dalej

Na kieleckim Wzgórzu Zamkowym

Wzgórze Zamkowe w Kielcach to chyba najpiękniejszy fragment starego miasta. Znajdującym się tam, katedrze i pałacowi biskupów krakowskich, już jakiś czas temu, poświęciłam osobne posty. Dziś chciałabym opowiedzieć o mniej znanych i spektakularnych obiektach, także usytuowanym na tym wzniesieniu. Ich  początki związane są kościelnym kompleksem ale potem żyły „swoim” życiem pełniąc, kompletnie odmienne od pierwotnych, funkcję. Należą do nich: zespół budynków „pałacu Zielińskiego” oraz pomocnicze zabudowania włączone później do kompleksu więziennego. Czytaj dalej

Kościół i klasztor augustianów w Krakowie

Za każdym pobytem w Krakowie obiecywałam sobie, że tym razem to już „na pewno” odwiedzę,usytuowany na obrzeżach Kazimierza kościół pod wezwaniem świętych Katarzyny Aleksandryjskiej i Małgorzaty. Do tej pory, z różnych powodów nie udało mi się tej, danej samej sobie, obietnicy spełnić, więc tym razem postanowiłam od tego właśnie zabytku rozpocząć swój spacer po mieście. Czytaj dalej

Założenie folwarczne w Goraju gmina Przytoczna

Kiedyś  pisałam o, leżącym w powiecie czarnkowsko-trzcianeckim,  Goraju i mieszczącym się tam, wspaniałym założeniu pałacowym, należącym  do książąt Hochbergów. Dzisiejszy wpis chciałabym także poświęcić Gorajowi, tyle że leżącemu w województwie lubuskim, w gminie Przytoczna. Znajdujący się tam zespół folwarczny (pałac niestety się nie zachował) jest na pewno mniej spektakularny, ale również warty odwiedzenia.

Wieś została założona gdzieś na przełomie XIV i XV stulecia (pierwsze pisemne o niej wzmianki pochodzą z początku XV wieku) i wówczas miała stanowić gniazdo rodowe Gorayskich herbu Orla.  W tym samym XV stuleciu, dobra gorajskie stanowiły część majątku Przytoczna i były wówczas w posiadaniu Sędziwoja  Ostroroga Niewierskiego.  Pod koniec tegoż stulecia, połowę wsi nabył Jan Przetocki herbu Nałęcz z Przytocznej. W XVI wieku właścicielem  przynajmniej części Goraja był Łukasz Kwilecki herbu Szreniawa, inna część majątku znajdowała się w rękach Franciszka i Joachima Gorajskich.

W końcu XVI stulecia, wieś dzierżył Franciszek Scheinech, pochodzący ze spolonizowanej gałęzi arystokratycznego, dolnośląskiego rodu Schoneich’ów. Jego córka (?) Barbara  Scheinech, poślubiła Ernesta von Briesen wnosząc mu Goraj we wianie. Ernest posługując się herbem własnym spolszczył nazwisko na „Breza” i zaczął się pisać „z Goraja”. Ich córka, urodzona w Goraju Barbara (1601-1662) słynęła  z urody jednak do historii przeszła jako poczwórna morderczyni.

„Barbara Brezianka” zabiła swych trzech kolejnych mężów oraz teścia. Pierwszego (Tomasza Śremskiego) i drugiego małżonka (Macieja Bronisza) oraz teścia otruła, podobno dobrze doprawionym sosem grzybowym. Trzeci, Andrzeja Skóra Obornicki, najwyraźniej sosów nie lubił i tego, Barbara z konieczności, zastrzeliła w piwnicach chalińskiego dworu. Tego zabójstwa nie udało się zatuszować „wypadkiem”, Oborniccy oddali sprawę do trybunału, który zajął się także tajemniczymi zgonami poprzednich małżonków nadobnej Barbary.

Choć  w sprawie o poczwórne morderstwo wyrok mógł być tylko jeden, to Barbarze okazano łaskę skazując ją na infamię i banicję.  A i tak uniknęła nawet takiej kary, bo jej czwarty małżonek, wielce wpływowy Piotr Bniński herbu Łodzia, sprawił iż Sąd Sejmowy wyrok anulował. Swoją drogą, Piotr musiał być  szaleńczo odważny jeśli zdecydował się (znając losy jej trzech poprzednich mężów) Breziankę poślubić. O dziwo, to małżeństwo okazało się długotrwałe i zgodne. Kiedy w 1626 roku, Piotr Bniński został sekretarzem  króla Zygmunta III Wazy para przeniosła się do Warszawy. Co ciekawe, Barbara mimo popełnionych morderstw pozostawała gorliwą katoliczką. W czasie szwedzkiego „potopu”  stanęła na czele miejscowej partyzantki i dowodziła obroną kościoła w Kamionnej, który Krzysztof von Unruh wraz ze szwedzkimi rajtarami  chciał złupić. Choć zdaje się, iż na jej postawie zaważyła raczej osobista, wzmożona niechęć do dzierżącego Międzychód  arystokratycznego rodu von Unruh, niż patriotyzm czy katolicyzm.

Nie wiadomo, czy świadomość popełnionych zbrodni  jakoś Barbarze doskwierała, przypuszczam jednak, iż ufundowane przez nią w Goraju kościół (a także powstała z jej fundacji świątynia w Lewicach) oraz przytułek i szkoła oraz mogły być jakąś formą ekspiacji.

W drugiej połowie XVII wieku dobra należały do Sebastiana z Kolna Prusimskiego herbu Nałęcz. Dziedzic żonaty był z Zofią z Gurowskich herbu Wczele, która powiła mu synów: Józefa, Adolfa, Rocha, Melchiora i Franciszka oraz córkę Annę Urszulę którą, gdy dorosła do małżeństwa, wydano za Józefa Dobrzyckiego herbu Leszczyc. Dwaj najstarsi synowie, wybrali stan duchowny, środkowy Roch zmarł młodo nie założywszy rodziny, a dwaj najmłodsi ożenili się. Franciszek pojął za małżonkę Joannę ze Święcickich herbu Jastrzębiec, Melchior, Mariannę z Korczaków Biernawskich.

Zofia i Sebastian Prusimscy byli fundatorami gorajskiego kościoła oraz  murowanej rezydencji, w której osiedli. W rękach  Prusimskich majątek pozostawał do połowy XIX wieku. Ostatnim z tej rodziny  właścicielem Goraja był Jan Prusimski herbu Nałęcz.

Prawdopodobnie, w końcu XIX wieku majątek przeszedł w ręce niemieckie. Dzierżyła go rodzina  von Jacobi. Myślę, że to oni byli inwestorami rozbudowy gorajskiego (niestety już nie istniejącego) pałacu oraz założenia folwarcznego. Z Goraja pochodził Ludolf von Jacobi, dwudziestodwuletni kapral pułku dragonów, który 16 lutego 1915 roku, poległ pod Bieżuniem. Jego grób znajduje się na, obecnie zniszczonym, dawnym rodowym cmentarzu Jacobich w Goraju.

Po Jacobich Goraj, do 1945 roku, był własnością rodziny von Willich z Gorzynia o którym kiedyś pisałam. Ostatni z Willich na Goraju, Sigismond von Willich (1889-1945, syn dziedziców Gorzynia Gertrudy i Kurta von Willich) zginął w styczniu 1945 roku. Dziedzic, pod koniec wojny został wcielony do międzychodzkiego oddziału Volkssturmu, poległ na froncie.

Tak, w skrócie, przedstawia się historia Goraja, Jak już wspomniałam, pałac we wsi już nie istnieje. Został spalony przez Rosjan w 1945 roku.  Pozostał jednak barokowy kościół fundowany przez Ostrorogów Prusimskich herbu Nałęcz oraz bardzo ciekawe założenie folwarczne.

Prowadzi nań, stylowa, czerwonoceglana brama.  Po lewej jej stronie usytuowany jest budynek dawnej rządcówki. Od strony drogi poprzedza go niewielki ogród.Budynek jest  podmurowany, parterowy z użytkowym poddaszem. W elewacji od strony drogi posiada (obecnie nieco zdezelowaną) murowaną werandę. W czterospadowym dachu umieszczono wystawkę o konstrukcji ryglowej oraz facjatki.W części otworów okiennych zachowała się oryginalna stolarka. Fasada, w której umieszczone jest wejście główne, zwrócona jest w stronę dziedzińca. Ma to swoje pragmatyczne uzasadnienie, administrator majątku nie musiał obchodzić budynku aby znaleźć się w swoim miejscu pracy. Mógł z ganku pohukiwać na opieszałych pracowników a i do stajni, po konia „pod wierzch” miał dosłownie dwa kroki. Na ganku rządcówki spotykamy dwóch rozmawiających ze sobą panów. Są wyraźnie zaciekawieni naszą obecnością, nieco nieufni „co tu oglądać?” jednak nie mają nic przeciwko temu, abyśmy pokręciły się po podwórzu i porobiły zdjęcia.

Wśród zabudowań folwarcznych największe wrażenie robi budynek czerwonoceglany gorzelni. Dowiadujemy się jednak, iż  niestety, konserwator wydał już zgodę na rozebranie (przynajmniej częściowe) jej komina, który grozi zawaleniem. Szybko robimy zdjęcie aby udokumentować całość, póki jeszcze stoi.

Nie mniej interesująco wygląda potężny spichlerz z 1920 roku. Budynek jest nietypowy,  w jego przyziemiu znajduje się arkadowa brama przejazdowa, a czterokondygnacyjną bryłę nakrywa czterospadowy dach z doświetlonym poddaszem. Całość wieńczy niewysoka kwadratowa wieżyczka ozdobiona tarczą zegarową oraz wiatrowskazem.  Przy spichrzu usytuowany jest budynek stajni. Wzniesiony z nieotynkowanej, czerwonej cegły wyróżnia się bardzo starannie opracowanym detalem. W jego szczycie umieszczono inicjały „KJ”, wskazujące, iż inwestorem była rodzina Jacobi i data „1905” odnosząca się do czasu powstania budynku.Znajdująca się poniżej Gwiazda Dawida, być może, odnosi się do żydowskiego pochodzenia von Jacobich, choć zdaje się, iż właściciele Goraja zdążyli już dokonać konwersji i byli  wyznania ewangelickiego.

Reszta zabudowań gospodarczych tworzy ogromne folwarczne podwórze. We wsi znajduje się także kilka interesujących budynków mieszkalnych wzniesionych w początkach XX wieku. Ich stylistyka pokrewna jest zabudowie folwarku.

Ponadto wieś może pochwalić się  najgrubszym w województwie cisem. Obwód jego pnia wynosi trzysta centymetrów. Wiek, rosnącego  w podworskim parku drzewa  szacowany jest na pięćset lat.

 

Sanktuarium w Rokitnie i kościół w Kalsku

Dni pracy w terenie mają swój rytm. Wczesna pobudka, przebijanie się przez poranne korki, trasa pokonywana monotonną „eską”, kolejne zadania, w dobrze już znanych lub kompletnie nowych, punktach. Najprzyjemniejszym momentem jest ten, gdy (na ogół już po wykonaniu większości zadań) siadamy przy kawie. Wtedy, zazwyczaj na stół wjeżdża mapa… Patrząc na nią, opracowujemy drogę powrotną starając się tak ją wytyczyć, aby uwzględniała miejsca, w których jeszcze nie byłyśmy.  Tym razem, jedząc drugie śniadanie na (bardzo przyzwoitej) stacji benzynowej za Przytoczną, uznałyśmy że przy dzisiejszych cenach benzyny, najbardziej sensownie jest podjechać do nieodległych, a sąsiadujących ze sobą, miejscowości. Kierując się tymi przesłankami wytypowałyśmy Rokitno i Kalsko. Każda z tych wsi posiada ciekawą historię, piękne (choć kompletnie różne) świątynie, a  Kalsko, dodatkowo  założenie dworskie. Czytaj dalej