Głuchowo, kościół św. Katarzyny

Sześć lat temu (jak ten czas leci…) pisałam o założeniu pałacowym w Głuchowie. Wtedy opisałam rezydencję rodu Żółtowskich. Tym razem, przejeżdżając przez wieś, zatrzymałam się przy głuchowskiej świątyni. Miałam nadzieję, że przy okazji remontu kościelnej wieży, zastanę świątynię otwartą i uda mi się obejrzeć jej wnętrze. Szczęście tym razem mi dopisało…

Czytaj dalej

Międzychód – Lipowiec

Swoją pierwszą wizytę w Międzychodzie opisałam kilka lat temu, w poście „Gaski, Pola Negri i Osioł”. Niedawno miałam okazję ponownie odwiedzić to miasto. Z radością zauważyłam, że „muchociński osiołek” ma się dobrze i nadal stoi przy swoim wózku.

„Środa to mały piąteczek” oznajmiła moja Szefowa, dając tym do zrozumienia, że już pora zwolnić tygodniowe tempo pracy. Mając pozwolenie „od samej góry” bez wyrzutów sumienia,  oddałam się swojej pasji, czyli wyszukiwaniem w Międzychodzie ciekawych, a jeszcze nie widzianych, obiektów. Kiedyś już wspominałam, że w większych miejscowościach, z reguły nie udaje mi się zobaczyć wszystkiego, co bym chciała, za pierwszym razem.  Ponowne wizyty służą na ogół temu, żeby zajrzeć w te rejony, których dotąd nie udało mi się zwiedzić. Czytaj dalej

Nowy Dwór, Krobielewko. Śladami von Tresków

Tym razem, po załatwieniu spraw służbowych w Skwierzynie, postanowiłyśmy wracać inną, niż zazwyczaj, drogą. Biegła po drugiej stronie Warty i  niewątpliwie należała, zarówno do malowniczych, jak i stosunkowo mało uczęszczanych. Ruch na niej był niewielki, bo i nadrzeczny, porośnięty lasem teren, jest słabo zaludniony. Mogłyśmy więc bez przeszkód wypatrywać z rzadka rozrzuconych, niewielkich wiosek.  Osady są małe, jednak skrywają ciekawą historię i mroczne tajemnice.  Na odcinku do Międzychodu, dwukrotnie zrobiłyśmy postój, by zobaczyć miejscowe zabytki. Czytaj dalej

Kosowo, założenie pałacowe Potworowskich herbu Dębno

Tym razem trafiła nam się nie lada gratka bo wyjazd na, obfitującą zabytkami, ziemię gostyńską, którą stosunkowo rzadko odwiedzamy. Z góry jednak było wiadomo, że chcąc pogodzić obowiązki z pasję poznawczą, możemy wytypować  tylko jeden obiekt. Po długich naradach (i to kusi, i to nęci…) zdecydowałyśmy się zobaczyć zespół pałacowy w Kosowie. Czytaj dalej

Wągrowiec raz jeszcze

Po raz kolejny zawitałyśmy do Wągrowca. Pisałam już kilkukrotnie o tym mieście, starając się przybliżyć największe jego atrakcje czyli kościół farny, cysterski zespół poklasztorny, bifurkację Wełny i Nielby. W osobnym poście przedstawiłam też postać, związanego z miastem rotmistrza Franciszka Łakińskiego herbu Pelikan oraz jego niezwykły grobowiec. Dziś, chciałabym zająć się głównie  „późniejszym” Wągrowcem, tym, który w dużej mierze, pozostawił po sobie pruski zaborca. Trzeba sobie uświadomić  i zaakceptować fakt, iż  mimo wszystko, miasto sporo mu zawdzięcza. Właśnie w czasach zaboru pruskiego Wągrowiec, z niewielkiej, prowincjonalnej i zaniedbanej mieściny o głównie drewnianej zabudowie,  przeistoczył się w miasto powiatowe.

Czytaj dalej

Ponownie w Starych Oborzyskach i Racocie

Specyfiką wyjazdów służbowych  jest to, że nawet w małych miejscowościach, mimo najlepszych chęci, często brakuje czasu aby zobaczyć „wszystko”. Dlatego, bardzo sobie cenię ponowne wizyty, dające kolejną szansę na uzupełnienie wiedzy i wrażeń.  Tym razem taką szansę stworzył nam służbowy wyjazd do, położonych blisko siebie, Starych Oborzysk i Racotu. W jednej, i drugiej wsi, miałam coś do „nadrobienia”. Czytaj dalej

Bonikowo

Kiedy wyjeżdżałyśmy z Poznania, miasto i drogę spowijała gęsta mgła, jednak ziemia kościańska ciepło przywitała nas słońcem. Korzystając z niespodziewanie pięknej (jak na listopad) pogody, postanowiłyśmy, po pracy, pojechać do Bonikowa. Wprawdzie wiedziałyśmy, iż nie mamy co liczyć na widok tamtejszego pałacu bo, w 1945 roku, skutecznie spalili go Rosjanie.  Chciałyśmy jednak zobaczyć to, co, z założenia pozostało, czyli urokliwy kościół, bramę wjazdową, oficynę i domek ogrodnika.

Czytaj dalej

Rozdrażew. Jego historia i zabytki.

Do Rozdrażewa wezwały nas obowiązki służbowe.  Byłam w tej miejscowości po raz pierwszy więc  najlepsza z Szefowych (znając moje pasje poznawcze) dała mi czas wolny, biorąc na siebie cały ciężar pracy. Miałam nadzieję, że przez te czterdzieści minut, jakie standardowo zajmuje spotkanie, zdążę uwinąć się ze wszystkimi atrakcjami Rozdrażewa. Jednak, ciekawość i miłość do starej architektury  (nie po raz pierwszy)  wpędziły mnie w pewne tarapaty, które sprawiły, że  nie do końca zmieściłam się w limicie czasowym… Czytaj dalej

Mosina. Pożegowo i Ludwikowo

Obowiązki ponownie zagnały nas do Mosiny. Poprzednio, byłyśmy w niej dobre parę lat temu. Oczywiście, po takim czasie, spodziewałyśmy się pewnych zmian, jednak nie tego, że z rynku poznikają kawiarnie… Tymczasem, z naszej ulubionej „Cafe Natura” pozostała tylko ciastkarnia. Panie za ladą smutno kiwają głowami, musiały zlikwidować stoliki, które „nie zarabiały na siebie”… Jest jednak ekspres i są filiżanki, bo do niedawna, przed kawiarnią funkcjonował „ogródek” w którym jeszcze pozostały  siedziska i stoliki. Ponieważ dzień jest w miarę pogodny, decydujemy się wypić kawę na dworze. Do kawy, obowiązkowo (bo sezon) bierzemy „marcińskiego rogala”. Panie zapewniają nas, że jest „najlepszy na świecie” i pieczony na miejscu. Ciastko (zgodnie z zapewnieniami) okazuje się wyborne. Po drugim śniadaniu pojechałyśmy do Pożegowa…

Czytaj dalej