Filmowy listopad

Ze wszystkich dwunastu miesięcy, listopad lubię najmniej…  Dni krótkie, pogoda kiepska, do lata daleko, świat w monochromatycznych barwach… Może właśnie dlatego, aby oderwać się nieco od wszechobecnej szarości, w listopadzie najczęściej odwiedzam kino. W tym roku, właśnie w listopadzie, na ekrany weszło parę nowych filmów, które chciałam obejrzeć. Byłam na „Spencer”, „Bo we mnie jest seks” i „Dom Gucci”. Wszystkie trzy obrazy traktują o znanych osobach, ale żaden z nich, nie jest dziełem stricte biograficznym. Opowiem o swoich wrażeniach z seansów, w kolejności oglądania filmów. Czytaj dalej

Nagradowice. Dwór Hermanna Bittera

Kiedy zwiedzałyśmy pałacyk Sarazzinów w Tulcach, szefowa mieszczącej się w nim SHR powiedziała: „koniecznie musicie też panie pojechać do Nagradowic”. Od  czasu wizyty w Tulcach minęło już parę lat a my, choć  ciągle miałyśmy Nagradowice w planach, jakoś nigdy nie mogłyśmy do nich dotrzeć.  Parę razy nawet byłyśmy w pobliżu, ale zawsze brakowało nam czasu. Jednak „co się odwlecze, to nie uciecze” i pewnego dnia zaparkowałyśmy na gospodarczym podwórzu nagradowickiego założenia pałacowego…

Czytaj dalej

Obudno. Pałac Biberstein Paruszewskich.

Do Obudna wybrałyśmy się specjalnie po to, aby zobaczyć tamtejszy pałac. Niestety, zamiar ten udało nam się zrealizować jedynie w niewielkim stopniu. Obiekt jest obecnie własnością prywatną, choć zdaje się, że jedynie na podstawie dzierżawy, nie kupna. Wprawdzie obecny  użytkownik (właściciel?) pałacu kompletnie nie dba o jego kondycję, za to nadgorliwie pilnuje, aby nikt się do niego nie zbliżał. O ile pierwsze jestem jeszcze w stanie jakoś zrozumieć, bo najprawdopodobniej chcąc kupić (czy wydzierżawić ziemię) musiał wziąć  „w pakiecie” zupełnie nie potrzebny mu pałac, o tyle drugiego nie potrafię sobie racjonalnie wytłumaczyć.  Boi się, że ubędzie mu tego pałacu od mojego spojrzenia?… Czytaj dalej

Masoni i folklor czyli gmach Muzeum Etnograficznego w Poznaniu

Tym razem za cel swojego spaceru po poznańskiej starówce wybrałam gmach Muzeum Etnograficznego. Sztuka ludowa nigdy specjalnie mnie nie pociągała, więc do tej nigdy jeszcze nie odwiedziłam tej placówki. Teraz pewnie też bym do niej nie zajrzała, gdyby nie fakt, iż chciałam obejrzeć wnętrze budynku, w którym niegdyś mieściła się loża masońska „Świątynia Jedności”.

Czytaj dalej

Krotoszyn. Pałac Brzeskich

Już na początku wyjaśniam, że tym razem nie chodzi o Krotoszyn, miasto powiatowe w województwie wielkopolskim, któremu stosunkowo niedawno poświęciłam dwa  wpisy, a o niewielką, podbarcińską wieś w województwie kujawsko-pomorskim. Odwiedziłam ją, bo chciałam zobaczyć kolejną rezydencję, niegdyś należącą do rodziny Brzeskich herbu Oksza, o której niejednokrotnie już pisałam. Początki wsi i jej pierwsi właściciele giną gdzieś w pomroce dziejów i trudno je dzisiaj ustalić. Pierwsze pewne fakty o właścicielach pochodzą dopiero z XVI wieku kiedy to Krotoszyn, podobnie jak dobra barcińskie znajdował się w rękach rodziny Krotowskich herbu Leszczyc.  Prawdopodobnie, pierwszym  dziedzicem Krotoszyna był wojewoda inowrocławski, Jan Krotowski, zdeklarowany wyznawca kalwinizmu.

Jan Krotowski był trzykrotnie żonaty (za każdym razem wybierał żonę z kalwińskich rodzin) i w każdym z tych związków doczekał się potomstwa. Pierwsze małżeństwo, z Anną z Potulickich herbu Grzymała, zaowocowało córkami Katarzyną i Anną. Druga żona,  Anna, córka dziedzica Łabiszyna i wojewody poznańskiego Janusza Latalskiego herbu Prawdzic, obdarzyła go upragnionym synem, któremu, po ojcu, nadano imię  „Jan” oraz kolejną córkę, którą ochrzczono imieniem Urszula. Z trzeciego małżeństwa, z Urszulą  Ostrorożanką, narodziło się dwóch chłopców: Jakub i Andrzej (1550-1624).

Dobra barcińskie wraz z Krotoszynem, przypadły  Andrzejowi Krotowskiemu. Rodzice zadbali o jego wykształcenie i pobierane w kraju nauki  uzupełnił zagranicznymi studiami. Na  swoją alma mater wybrał zaliczanym wówczas do najlepszych uniwersytecie w  Bazylei, na którym wykładały takie znakomitości jak Erazm z Rotterdamu czy F. A. von Hohenheim lepiej znany jako Paracelsus. Po powrocie do kraju Krotowski szybko został doceniony na królewskim dworze,  co potwierdza nominacja  Andrzeja  stanowisko kasztelana kaliskiego oraz obdarzenie godnością senatorską.

Andrzej Krotowski był tym, który zerwał z tradycją rodu i (chyba jako pierwszy) pojął za żonę katoliczkę. Jego wybranką została  Dorota Uchańską herbu Radwan, i zapewne pod jej wpływem (była spokrewniona z prymasem Jakubem Uchańskim), Krotowski przeszedł na katolicyzm. Niestety, nie doczekał się syna,rozmodlona małżonka powiła mu tylko jedną córkę, Urszulę. Posażną jedynaczkę świetnie wydano  za mąż. Poślubiła krajczego koronnego, starostę ratneńskiego Mikołaja Sieniawskiego herbu Leliwa. Na niej wygasła ta linia rodu Krotowskich.

Po Krotowskich i Sieniawskich, Krotoszyn znalazł się w rękach Grudzińskich herbu Grzymała a następnie Gałeckich herbu Junosza. Prawdopodobnie pierwszym z tego rodu na Krotoszynie był Franciszek Gałecki starosta bydgoski i wojewoda inowrocławski. Dla Gałeckich powstał pierwszy w majątku dwór, który spłonął w 1725 roku. Rezydencję prawdopodobnie jeszcze  odbudował Franciszek Gałecki lub jego syn Ignacy. Gdzieś na początku XIX wieku Krotoszyn znalazł się w rękach rodziny Brzeskich herbu Oksza. Pierwszymi jego dziedzicami z tego rodu byli Katarzyna z Pomianów Nieżychowskich i Jan Brzescy.

Po nich majątek objął syn Amilkar, który w  1842 roku pojął za żonę Rozalię Teresę Karską. W 1843 roku w Krotoszynie przyszła na świat ich pierwsza córka Waleria. Po niej państwo Brzescy doczekali się dwóch synów, Erazma i Józefa oraz kolejnych córek Hieronimy i Władysławy.  Panny brzeskie powychodziły za mąż. Waleria, w 1863 roku poślubiła Władysława Brodnickiego, w pięć lat później obok Ignacego Mukułowskiego, na ślubnym kobiercu stanęła jej młodsza siostra Hieronima.  Najmłodsza Władysława, w 1870 roku, wyszła za Stefana Ponikiewskiego herbu Trzaska. Erazm ożenił się z Wandą z Zielonackich herbu Leszczyc.

W wyniku działów rodzinnych Krotoszyn dostał się Józefowi Julianowi, który w 1876 roku pojął za żonę córkę dziedziców Zakrzewa, hrabiankę Józefę Węsierską herbu Belina. W pierwszych latach ich małżeństwa, po trzykroć spotkała ich tragedia, kolejno urodzeni synowie umierali we wczesnym dzieciństwie.  Po nich Józefa i Józef doczekali się córek Marii i Ludwiki, a w 1881 roku, syna Zdzisława. Po nim narodziły się kolejne córki (Janina, Celina i Józefa), jeszcze jeden syn, Erazm i córka Wanda. Tak więc po krotoszyńskim parku biegała spora gromadka dzieci.

Józef Brzeski zmarł w 1929 roku. Krotoszyński majątek przekazał młodszemu z synów, Erazmowi (1891-1980) już żonatemu z Olgą Watta Skrzydlewską herbu Samson z Ocieszyna. Oni byli ostatnimi przedwojennymi właścicielami krotoszyńskiego majątku. Olga i Erazm doczekali się trzech córek: Renaty, Weroniki i Zuli. W 1939 roku państwo Brzescy wraz z dorastającymi córkami, zostali przez Niemców usunięci z majątku. W 1942 roku ich najmłodsza córka Zula, w warszawskich „Wizytkach”, wzięła cichy, wojenny ślub z podchorążym WP, adiutantem słynnego Hubala, Henrykiem Ossowskim herbu Dołęga.  Henryk Ossowski przed wojną był dziedzicem majątku Kunice położonego w województwie łódzkim a w 1939 roku, jako ogniomistrz podchorąży wraz z Armią „Pomorze” przeszedł szlak bojowy od Chojnic po  obronę Modlina. Po klęsce wojny obronnej trafił do niemieckiej niewoli a po uwolnieniu związał się z ruchem partyzanckim i był adiutantem majora Henryka Dobrzańskiego „Hubala”.  Po rozbiciu oddziału wstąpił do ZWZ i w związku ze swą podziemną działalnością przez jakiś czas ukrywał się na terenie dobrze mu znanego z okresu partyzanckiego, województwa świętokrzyskiego. Pod pseudonimem „Dołęga” w randze porucznika walczył w Powstaniu Warszawskim. Po wojnie rodzina osiadła w Tczewie.

Zapewne wojenne rozłąki, przeżycia oraz późniejsze ukrywanie przed UB konspiracyjnej przeszłości, sprawiły że małżeństwo Zuli i Henryka, mimo trójki wspólnych dzieci, nie przetrwało. Para rozstała się  po wojnie a w 1950 roku Henryk ożenił się powtórnie. Los nie oszczędzał Zuli i Henryka, w 1976 roku ich synowie Hubert i Piotr utopili się pływając żaglówką po jeziorze.

Aby dostać się  w pobliże pałacu, objechałam całą wieś, szukając w solidnym murze otaczającym niemały park dworski  bramy wjazdowej. W końcu udało mi się ją „namierzyć”.  Wjazd na teren dworski usytuowany jest obok folwarku, użytkowanego teraz przez jakieś przedsiębiorstwo. Budynek dworu, mimo pewnego zniszczenia, prezentuje się okazale.  Jest założony na planie prostokąta, podpiwniczony, dwukondygnacyjny i nakryty wysokim czterospadowym dachem. Diabeł, jak zwykle, tkwi w szczegółach, które nadają dworowi indywidualne piętno.  W tym wypadku owym diabłem okazują się okrągłe lukarny w łukowatych oprawach oraz kompozycja centralnego ryzalitu.

Na osi fasady znajduje się wydatny ryzalit, w którym znajduje się wejście główne, o ciekawych, częściowo oszklonych drzwiach. Nad nimi znajduje się uroczy, półokrągły balkon, a prowadzące nań porte fenetre umieszczono w profilowanej arkadowej wnęce. Ciekawie też zakomponowano ściany ryzalitu akcentując je prostokątnymi płycinami w formie wąskich i szerokich blend okiennych. Ryzalit zwieńczony jest trójkątnym szczytem i nakryty osobnym daszkiem.

Bok pałacu szpeci dość paskudna, parterowa przybudówka (pochodząca raczej z czasów powojennych, nie wyobrażam sobie żeby państwo Brzescy dobrowolnie w ten sposób zakłócili harmonię swej rezydencji) przesłaniająca ryzalit elewacji bocznej.

W elewacji ogrodowej umieszczono dwuosiowy ryzalit, w którego zwieńczeniu zawarto owalny oculus.Drugą z krótszych elewacji bocznych zdobi półokrągły aneks, z którego prowadziło boczne wyjście. Na koniec wizyty w Krotoszynie spotyka mnie niespodzianka. Dwór, jak wspomniałam, otoczony jest parkiem krajobrazowym (podobno projektowanym przez Augustyna Denizota). Obecnie posesję od parku oddziela druciana siatka, za którą pasie się spore stado danieli. Chyba stosunkowo rzadko ktoś zakłóca im spokój, bo na mój widok, patrzą nieufnie a potem majestatycznie oddalają się.

 

 

Dominowo. Szkoła z pałacu i kościół z sali balowej…

Tego dnia między innymi miałyśmy odwiedzić Dominowo. To siedziba gmina w powiecie średzkim. Miałam tam pojechać po raz pierwszy, więc aczkolwiek nie spodziewałam się „fajerwerków”, cieszyłam się, że poznam kolejną miejscowość. Po przyjeździe Szefowa zwolniła mnie z obowiązku towarzyszenia jej i poleciła rozejrzeć się po okolicy. Tak też zrobiłam. Czytaj dalej

Gąsawa i Komratowo

Ponownie zawitałyśmy do Gąsawy w nadziei, że tym razem szczęście nam dopisze i uda nam się zobaczyć wnętrze tamtejszego drewnianego kościoła, zaliczanego do najważniejszych sakralnych zabytków Pałuk.  Okazuje się jednak, że do Gąsawy „szczęścia”  nie mamy… Po raz kolejny drzwi do kościoła zastałyśmy zamknięte na głucho. Wygląda na to, że poza oficjalnymi godzinami liturgii (w dni powszednie jedynie o godzinie 18) i nieprzewidywalnymi nabożeństwami pogrzebowymi świątynia, choć wyremontowana ze środków unijnych, pozostaje niedostępna dla turystów.

Czytaj dalej

Kwilcz. Kościół św. Michała Archanioła.

Kwilcz odwiedzałam kilkukrotnie. Już kiedyś pisałam o znajdującym się we wsi pałacu, wzniesionym przez właścicieli ordynacji, Kwileckich herbu Szreniawa. Wtedy jeszcze potomkowie dawnych właścicieli walczyli w sądzie o zwrot rodowej posiadłości, teraz pałac jest już w ich rękach i sukcesywnie przechodzi remont.  Dziś jednak chciałabym się skupić na innym zabytku, równie mocno  związanych z rodziną Kwileckich co założenie pałacowe, czyli tutejszym kościele który nosi wezwanie św. Michała Archanioła.

Historia wsi zaczyna się najprawdopodobniej już w XIII wieku a jej ówczesny rozwój związany był z korzystnym położeniem na szlaku handlowym wiodącym do Sierakowa i Skwierzyny. W końcu XIV wieku majątek należał do kasztelana czarnkowskiego, Dobiesława z rodu Szreniawitów. W kolejnym stuleciu jego potomkowie, nadal pieczętując się Szreniawą, przyjęli nazwisko Kwileckich. W rękach tej rodziny (o której niejednokrotnie pisałam przy okazji postów m.in. o Oporowie, Dobrojewie, Wróblewie, Orzeszkowie) włości pozostawały przez kolejne pięćset lat, a Kwileccy utracili je dopiero w wyniku wybuchu II wojny światowej.

Pierwszy kościół (drewniany) wzniesiono już w XIII wieku. Przez przeszło dwa stulecia Kwileccy pozostawali wierni religii katolickiej. Jednak w XVI stuleciu, Jan Kwilecki uległ „reformatorskim prądom” i przekazał miejscową świątynię braciom czeskim, którzy z Kwilcza uczynili jeden ze swoich znaczniejszych w Wielkopolsce ośrodków. Pisałam o tym nieco szerzej w poście o Orzeszkowie.

Świątynia w ręce katolickie powróciła na fali kontrreformacji w 1646 roku. W sto lat później zaczęto wznosić nową, tym razem murowaną, świątynię. Jej fundatorami było trzech braci Kwileckich: kasztelan kaliski Franciszek, Adam dzierżący kasztelanię przemęcką oraz Jan, kasztelan międzyrzecki. Z ich środków, w 1782 roku, we wsi stanął  murowany, późnobarokowy kościół, który do dziś służy mieszkańcom Kwilcza. Stary, drewniany kościół rozebrano, a na jego miejscu, w 1790 roku, ustawiono opatrzony rodowym herbem, symbolami vanitas vanitatis oraz inskrypcjami, cokół na którym stanął kamienny posąg Matki Boskiej Niepokalanej. W latach 1792-1793 przy fasadzie kościelnej dobudowano wieżę.

Teren kościelny, który niegdyś pełnił funkcję parafialnego cmentarza i nekropolii rodowej, otoczono murem z półkolistymi wnękami.

Na teren założenia prowadzi brama z furtkami zawarta między   dwoma barokowo-klasycystyczne kaplicami.

Słupki bramy zdobią posągi świętych Floriana i Wawrzyńca.Kościół jest orientowany i wzniesiony na planie prostokąta, od wschodu  zakończonego wielobocznym prezbiterium.  Jego ściany, podobnie jak całego budynku, artykułują płaskie pilastry toskańskie podtrzymujące szerokie belkowanie i gzyms poddachowy. W ścianach fasady i prezbiterium rozmieszczono  półkoliście zamknięte nisze, w których ustawiono posągi świętych. Fasadę poprzedza kwadratowa, dwukondygnacyjna wieża zwieńczona obeliskowym hełmem. Jej przyziemie tworzy kościelną kruchtę. Świątynię przekrywa dach dwuspadowy, nad prezbiterium przechodzący w trójpołaciowy. Podziału pionowego fasady dokonują pilastry. Na osi umieszczono wejście główne ujęte w dwukolumnowy portyk zwieńczony balkonem o ażurowej kracie. Wyjście na balkon prowadzi przez arkadowe porte fenetre.  Kondygnacje wieży  wyznaczają fryz i gzyms kordonowy. Półszczyty dachu  przesłaniają łagodne spływy,  na których ustawiono kamienne wazy. Narożniki wieży zaakcentowano parzystymi pilastrami w dolnej kondygnacji toskańskimi, w górnej jońskimi. Okna wieży zamknięte są półkoliście a ponad nimi umieszczono tarcze zegarowe.

Bez większej nadziei, raczej ot, tak dla porządku, naciskam na klamkę drzwi wejściowych. Ku mojej ogromnej radości kościół okazuje się otwarty i przez kruchtę wchodzę do nawy. Tajemnica dostępności kościoła szybko się wyjaśnia, trwa w nim remont.

Kościół jest jednonawowy łatwo jest więc ogarnąć  jednym spojrzeniem całą przestrzeń. Ściany rozczłonkowane są toskańskimi filarami. Po obu stronach, nieco węższego od nawy, prezbiterium umieszczono loże otwierające się na kościół arkadowymi oknami. W części zachodniej znajduje się, oparta na trzech łukach koszowych, empora organowa. Jej falistą burtę zdobią motywy instrumentów muzycznych. Wnętrze, mimo prac renowacyjnych, po prostu olśniewa swym jednolitym rokokowo-klasycystycznym wyposażeniem i umieszczonymi na ścianach nagrobkami Kwileckich.

Przede wszystkim zwracają uwagę trzy ołtarze architektoniczne, z których główny zawiera posąg patrona świątyni boczne zaś siedemnastowieczny obraz Matki Boskiej z Dzieciątkiem (południowy) i barokowy krucyfiks oraz figury Matki Boskiej Bolesnej i św. Jana ewangelisty (ołtarz północny). Poza tym do wyposażenia kościoła należą też ambona i chrzcielnica.Osobną uwagę należy poświęcić czterem przyściennym nagrobkom Kwileckich powstałym w końcówce XVIII wieku. Jeden z nich poświęcony jest osobom kasztelana lędzkiego Łukasza Kwileckiego i jego żony Barbary z Lipskich herbu Grabie. Trzy następne należą do ich synów:  kasztelana kaliskiego Franciszka (jednego z fundatorów świątyni) i jego żony Teresy ze Sczanieckich herbu Ossoria,  oraz Jana (drugiego z fundatorów) kasztelana międzyrzeckiego, żonatego z Wiktorią z Gajewskich herbu Ostoja. Po jej śmierci, Jan ożenił się powtórnie poślubiając Nepomucenę z Bielińskich herbu Szeliga. Czwarty nagrobek należy do Adama Kwileckiego i jego małżonki, Weroniki z Łąckich herbu Korzbok. Opatrzony stosowną inskrypcją i symbolami vanitas w postaci śmierci z kosą jest dobrym przykładem stylu Ludwika VI w sztuce  sepulkralnej.

W krypcie pod kościołem znajdują się też szczątki przyrodniego brata Franciszka i Jana (syna Łukasza  z pierwszego małżeństwa z Konstancją z Marszewskich herbu Jastrzębiec) pułkownika wojsk saskich, konfederata barskiego Konstantego Kwileckiego herbu Szreniawa żonatego z Jadwigą z Ponińskich herbu Łodzia.

W wewnętrzną część ogrodzenia otaczającego teren kościelny wmurowane są kolejne płyty nagrobne ze zlikwidowanego cmentarza oraz epitafia upamiętniające innych członków rodu Kwileckich. Za świątynią w w XIX wieku założono nowy cmentarza parafialny. Jest on także otoczony murem którego słupki zdobią posągi świętych  Antoniego i Józefa.

Stoi tam także kapliczka z posążkiem piety. Została ufundowana w 1883 roku przez  Adolfa Hoffmana, urodzonego w Kwilczu syna powstańca listopadowego  Bazyliusza Hoffmana. Adolf był kupcem i założycielem Towarzystwa Przemysłowców we Lwówku.

Kiedy opuściłam świątynię i cmentarz, zrobiłam sobie krótki spacer po wsi. Uwagę zwraca, usytuowany niemalże w narożniku pałacowego parku, parterowy, czerwonoceglany budynek. To dawna ochronka dla dzieci pracowników majątku Kwileckich. W latach międzywojennych opiekowała się nimi, sprowadzona z Warszawy przez hrabinę Zofię z Załuskich herbu Junosza Kwilecką, pani Leokadia Kornaszewska.

Wzdłuż drogi, po jednej stronie ciągnie się pałacowy park, po drugiej domy mieszkalne wyglądające na zaadaptowane z dawnych siedzib pracowników majątku. Przez pałacową bramę chwilę podziwiam budynek pałacu i dwie oficyny a  idąc dalej, zabudowania folwarku oraz budynek gorzelni.

Może warto tu przypomnieć losy ostatniego ordynata na Kwilczu (a także  Kobylnikach i Wróblewie) Dobiesława Kwileckiego herbu Szreniawa.  Urodził się w Kwilczu w 1888 roku jako jedyny syn (miał trzy młodsze siostry) Jadwigi z Załuskich i  Hektora Kwileckich. Z powodu śmierci ojca (w 1912 roku)  dość wcześnie podjąć obowiązki zarządzania rodowymi majątkami.  W 1913 roku jego najstarsza siostra Zofia poślubiła Feliksa Sobańskiego herbu Junosza, w pięć lat później na ślubnym kobiercu stanęła „średnia” Maria przysięgając miłość, wierność i uczciwość hrabiemu Jerzemu Tyszkiewicz Kalenickiemu herbu Leliwa. Dobiesław musiał sprostać posagom. W tym samym 1918 roku, sam również wstapił w związek małżeński żeniąc się, ze skoligaconą z nim przez matkę, dwudziestoletnią panną Zofią Załuską herbu Junosza, z którą początkowo osiadł w majątku Kobylniki koło Kościana. W latach 20tych XX wieku małżeństwo przeniosło się do rodowego Kwilcza, w którym Dobiesław z sukcesami gospodarował.  W czerwcu 1939 roku najmłodsza z sióstr (choć już nie taka młoda) poślubiła księcia Romana Czartoryskiego herbu Pogoń Litewska.

Wybuch II wojny światowej zastał Dobiesława w majątku Anny z Kwileckich i Stanisława Niezabitowskich herbu Lubicz w Uhercach.  Gospodarzy NKWD deportowało do Kazachstanu a Dobiesława Kwileckiego aresztowano przy próbie przejścia do GG przez most na Sanie. Początkowo osadzono go w Kozielsku skąd (wraz z pewną grupą Polaków) został zwolniony na mocy amnestii. Tułał się po ZSRR docierając aż do południowego Kazachstanu, gdzie zmarł w wyniku zapalenia płuc w 1942 roku.

Na koniec wracam na skwer im. ppłk. Łukasza Konrada Cieplińskiego, gdzie stoi pomnik poświęcony Powstańcom Wielkopolskim ziemi Kwileckiej.Patron placyku, ppłk Łukasz Ciepliński(1913-1951)  urodził się w Kwilczu. W Powstaniu Wielkopolskim udziału brać nie mógł, był wtedy dzieckiem, ale zaszczepione przez rodziców tradycje patriotyczne zaważyły na jego dalszym życiu. Uczęszczał do Korpusu Kadetów w Rawiczu a następnie, w stopniu  podporucznika, ukończył Szkołę Podchorążych w Ostrowii Mazowieckiej. W 1936 roku dostał przydział do 62 PP w Bydgoszczy, gdzie zastał go wybuch II wojny. W wojnie obronnej walczył między innymi nad Bzurą i w Puszczy Kampinowskiej. Na polu walki wykazał się takim męstwem i skutecznością iż, sam dowódca Armii Poznań, generał Tadeusz Kutrzeba odpiął od munduru własny krzyż Virtuti Militari i odznaczył nim Cieplińskiego równocześnie awansując go do stopnia porucznika. Po klęsce Łukasz Ciepliński uniknął niewoli i udał się na Węgry aby organizować trasy przerzutowe. W drodze powrotnej na skutek zdrady został zaaresztowany pod Baligrodem przez ukraińską policję. Udało mu się zbiec z więzienia w Sanoku i zajął się pracą konspiracyjną na terenie Podkarpacia. Brał udział w wielu akcjach bojowych oraz organizował struktury wywiadu i kontrwywiadu dzięki czemu można było zlikwidować część konfidentów Gestapo i kolaborantów. Jego podwładni przyczynili się m.in do  przechwycenia (a później wyekspediowania na Zachód) części pocisków V1 i V2.

W 1944 roku, po wyzwoleniu Rzeszowa (i niemal równoczesnym zaaresztowaniu przez NKWD 400 żołnierzy AK)  zdecydował się  dalej działać w konspiracji. Związał się z organizacją Wolność i Niepodległość(WiN). W 1947 roku został aresztowany przez UB. Jak to się stało, że uwierzył im w propozycję „cichej amnestii” i wydał podkomendnych i współpracowników, trudno dziś orzec. Szybko jednak zorientował się, iż to jedynie czcza obietnica, której UB dotrzymać nie zamierza. Wycofał się z akcesu współpracy co skutkowało jego natychmiastowym uwięzieniem i trzyletnim brutalnym śledztwem zakończonym wyrokiem śmierci. Wyrok wykonano 1 marca 1951 roku w podziemiach więzienia UB na Mokotowie w Warszawie. Miejsce jego pochówku nie jest znane do dziś. W rodzinnym Kwilczu ma swoją tablicę pamiątkową.

I na koniec coś lżejszego…  W 1892 roku w Kwilczu urodził się przyszły aktor scen teatralnych i amant polskiego kina przedwojennego Franciszek Brodniewicz. Przyszedł na świat  w rodzinie miejscowego krawca, Aleksandra Brodniewicza i Bogumiły z Nowaków.

Tworzył niezapomniane kreacje jako ordynat Waldemar Michorowski w „Trędowatej” Juliusza Gardana z 1936 roku, rotmistrza Wiesnicyna w „Wiernej rzece” Leonarda Buczkowskiego, czy Franciszka Murka w „Doktorze Murku” filmie J. Gardana z 1939 roku. Ostatnim filmem w którym zagrał był obraz J. Fethke „Przez łzy do szczęścia” w którym wcielił się w postać Jana Monkiewicza. Prywatnie (od 1930 roku) był mężem Heleny Thews i ojcem jej córki Jadwigi Marii (1925) którą oficjalnie uznał i dał nazwisko dopiero w 1930 roku.

Podczas okupacji odmówił występowania w filmach finansowanych przez okupanta a w swym mieszkaniu przy Złotej w Warszawie ukrywał Żydówkę Rachelę Adler. Zmarł 17 sierpnia 1944 roku na zawał serca.