Dwór Garczyńskich (?) w Węgorzewie. Śladami von Tresków. Wielkopolskie rezydencje

Wybrałyśmy się do Węgorzewa… Nie tego słynnego, na Mazurach, lecz niewielkiej wioski w powiecie gnieźnieńskim noszącej to samo miano. Już sama podróż do tej miejscowości dostarczyła nam mnóstwo radości. Drogi obsadzone kwitnącymi drzewami owocowymi, soczysta zieleń pól i białe kwiecie na krzakach rosnących wzdłuż przydrożnych rowów były źródłem estetycznych doznań, które stanowiły preludium do tych, które miały nas czekać u celu podróży. Czytaj dalej

Pałac w Zakrzewie

Ktoś, kiedyś napisał, że stare dzieła mają w sobie moc przyciągania dziwaków. Coś w tym jest… Prawdziwych pasjonatów historii sztuki zupełnie nie interesuje  materialna wartość dzieł, cena kruszcu z jakiego zostały wykonane, nawet nazwisko twórcy, ma drugorzędne znaczenie. Tym, co ich „kręci”, jest ciekawa forma oraz historia zawarta w murach, meblach, płótnach.  Dla nich domy i sprzęty były świadkami narodzin i śmierci. Widziały intrygi, zdrady, bankructwa, ale też oglądały wielkie  miłości, bezinteresowne przyjaźnie. Patrzyły na ludzką szlachetność  i na człowieczą podłość, na wojny, gwałty, przemoc i klęski. Wszystko przetrwały. Już samo to czyni je fascynującymi, a jeśli jeszcze doda się ich niepowtarzalne piękno, (którego nigdy nie osiągną budynki czy przedmioty produkowane masowo) łatwo zrozumieć, czemu  nie można się im się oprzeć. Ja w każdym razie nie potrafię i dlatego nosi mnie po zakątkach, do których żaden szanujący się turysta nie zagląda. Cóż, widocznie jestem dziwaczką, którą bardziej cieszy odkrycie na wpół zrujnowanego dworu, niż popijanie drinka na plaży w egzotycznym kurorcie…  Tym razem  owa nieodparta siła zawiodła mnie do Zakrzewa położonego na krańcach powiatu nowotomyskiego. Czytaj dalej

Poznań. Folwark Edwardowo

Stosunkowo rzadko zajmuję się poznańskimi zabytkami, co wynika po części z tego, iż wiele z nich jest tak dobrze znanych i opisanych, że trudno dodać coś nowego. Dziś jednak chciałabym opowiedzieć o miejscu leżącym z dala od starówki, choć zapewne „z widzenia” znanym wszystkim, którzy kiedykolwiek jechali na lotnisko Ławica. To dawny folwark czyli prawdziwe gospodarstwo z dworem, parkiem, stajnią (stała do 2010 roku) oborą, magazynami oraz kolonią domków pracowniczych. W obrębie miasta są jeszcze założenia na Sołaczu, Marcelinie i Górczynie o których już kiedyś pisałam. Czytaj dalej

Połażejewo. Pałac

Nawet jeśli „na wyjeździe” mamy mnóstwo pracy, zawsze staramy się wygospodarować chociaż chwilkę na zobaczenie czegoś nowego. Tym razem udało nam się „zerknąć” na pałac w Połażejewie.  Zauważyłyśmy go, już jadąc do pracy, ale wtedy spieszyłyśmy się i nie mogłyśmy pozwolić sobie nawet na krótki postój.  Obiecałyśmy sobie jednak, że w drodze powrotnej,  „choćby nie wiem co”, zatrzymamy się przy nim na moment.

Pierwsze wzmianki o Połażejewie pochodzą z XIV wieku. Nazwa ma podobno pochodzić od imienia „Położej”, w którym to znawcy tematu, upatrują miano założyciela wsi. Do początków XVI wieku wieś była własnością prywatną, którą dzierżyli  kolejno Doliwowie Połażejewscy, Bnińscy herbu Łodzia i Ambroży Pampowski herbu Gozdawa.

Życie tego ostatniego jest dobrym przykładem na to, iż nie pochodzenie (bo pochodził z drobnej szlachty) ale  dobre układy i determinacja są drogą do kariery. Już w Akademii Krakowskiej Ambroży zaprzyjaźnił się z braćmi Kurozwęckimi (kiedyś pisałam o pałacu w Kurozwękach), dzięki którym zatrudniono go na królewskim dworze. Jako poseł i przedstawiciel Jagiellonów, Pampowski odbył wiele podróży po Europie które, oprócz królewskiego zaufania i wrażeń, przynosiły mu także wymierne, materialne korzyści. Tak więc Ambroży Pampowski stał się niezmiernie bogatym człowiekiem. Nie zbywało mu też na godnościach, był kasztelanem rozpierskim,  wojewodą sieradzkim starostą malborskim oraz starosta generalnym Wielkopolski.  Był dwukrotnie żonaty. Z pierwszą małżonką, Zofią z Kotów z Dębna miał syna Jana oraz córki: Annę, Bogumiłę i Małgorzatę. Drugą żoną Ambrożego została Anna z Grodźca, która urodziła mu córki: Zofię, Annę, Barbarę i Katarzynę.

Po Pampowskim Połażejewo przeszło w posiadanie kapituły gnieźnieńskiej. Jako własność kościelna, majątek był wydzierżawiany przynosząc kapitule stały dochód.  Ten proceder trwał do czasów zaborów, po zniesieniu własności kościelnej, zmieniło się jedynie to, że dochód trafiał do pruskiej kasy. W 1807 roku dobra przejął tymczasowy rząd Księstwa Warszawskiego, który w dowód uznania, przekazał je, wraz z całym kluczem ziemskim, twórcy Legionów Polskich, generałowi Janowi Henrykowi Dąbrowskiemu. W tym samym roku, ponad pięćdziesięcioletni, owdowiały generał, w poznańskiej katedrze, poślubił o prawie trzydzieści lat młodszą Barbarę, córką Ksawerego Chłapowskiego. Pisałam o tej historii stosunkowo niedawno w poście o pałacu w Winnej Górze.  Podobnie do generała, postąpił Józef Wybicki (twórca „Mazurka Dąbrowskiego”), który także u schyłku życia, pojął za żonę młodą Wielkopolankę (Esterę Wierusz Kowalską) i osiadł w Wielkopolsce.

Jan Henryk  doczekał się jeszcze z Barbarą dwójki dzieci: Córki Bogumiły i syna Bronisława.  W jedenaście lat po ślubie, w otrzymanej od Napoleona Winnej Górze, generał zakończył swój pracowity żywot, zmarł  w czerwcu 1818 roku. Przed śmiercią zdążył powierzyć opiekę nad małoletnimi dziećmi i włościami, przyjacielowi Ludwikowi Sczanieckiemu.  Ten dbał o to, aby spadkobiercy mogli schedę po ojcu objąć nieuszczuploną. Bronisław odziedziczył po ojcu winnogórski klucz a Połażejewo należało do Bogumiły i jej męża, Teodora Mańkowskiego.

W 1854 roku dobra w Połażejewie nabył książę Aleksander Romuald Czartoryski (bratanek Adama Czartoryskiego) herbu Pogoń Litewska, dla swej żony, Marceliny z Radziwiłłów Czartoryskiej. Zdaje się, że jego prezent nie zrobił na małżonce większego wrażenia, jako że księżna nigdy nawet nie odwiedziła Połażejewa. Marcelina Czartoryska była zdolną pianistką, pobierała nauki u samego Chopina, który dostrzegł jej talent. Mistrza i uczennicę łączyła wzajemna sympatia, co sprawiało, że Marcelina korzystała z lekcji podwójnie.  Jej życie upływało na podróżach po  Europie i koncertach. W 1867 roku powróciła na stałe do ojczyzny.  Gdy osiadła w Polsce na swą rezydencje wybrała najpierw Lwów a potem Kraków, w którym prowadziła salon muzyczny. Początkowo mieścił się on w wilii na Woli Justowskiej (pałacyk Decjusza) później w zakupionym pałacu przy Sławkowskiej. Dzięki księżnej Marcelinie powstało też w Krakowie Konserwatorium Muzyczne, ale to już zupełnie inna historia…

W 1865 Czartoryscy Połażejewo sprzedali. W 2 połowie XIX wieku wieś była w posiadaniu Józefa Golskiego, następnie Marii z Wantochów Rekowskich, która wraz ze swą ręką, przekazała ją Witoldowi Kosińskiemu herbu Rawicz. O tej parze pisałam przy okazji postów o Koszutach i Krerowie.

U schyłku XIX stulecia Połażejewo staje się własnością Wacława Boeninga z Wrześni. Ostatnim, przedwojennym właścicielem Połażejewa był jego młodszy syn, Kazimierz Boening. Ten wykształcony prawnik, w 1919 roku pełnił funkcję wicewojewody poznańskiego, a następnie dyrektora departamentu spraw wewnętrznych w Ministerstwie byłej Dzielnicy Pruskiej. Po 1922 roku osiadł na stałe w Połażejewie zajmując się zarządzaniem dobrami oraz działalnością gospodarczą. Udzielał się m.in. w średzkiej cukrowni i towarzystwie ubezpieczeniowym Vesta. Pan Kazimierz w 1922 roku ożenił się  z Ireną Szenic. W tym małżeństwie urodziły się  trzy córki: Halina, Krystyna i Izabela.

W październiku 1939 roku został przez Niemców aresztowany jako zakładnik. Ze względu na niemiecko brzmiące nazwisko, służbę w pruskiej armii, studia w Berlinie i Getyndze a także praktykę prawniczą we Frankfurcie nad Menem przedstawiono mu ofertę podpisania volkslisty. Kazimierz Boening zdecydowanie odmówił. „Byłem Polakiem i Polakiem zginę” miał odpowiedzieć. Rozstrzelano go dwa dni później i pochowano w zbiorowej mogile pospiesznie wykopanej przy stawach obok wrzesińskiej cukrowni. Po wojnie jego szczątki ekshumowano i przeniesiono na średzki cmentarz. Po jego śmierci, rodzinę Boeningów wypędzono z pałacu, a dobra dostały niemieckiego zarządcę. Pod koniec okupacji przez krótki czas pałac zamieszkiwali niemieccy (a po wyzwoleniu radzieccy) lotnicy. Po wojnie włości upaństwowiono a  pałac przeznaczono na biura i mieszkania. W 2007 roku pałac nabyli obecni, prywatni właściciele, którzy doprowadzili zrujnowany obiekt do dawnej świetności.

Pałac wzniesiono dla Marii z Rekowskich i Witolda Kosińskich herbu Rawicz.Budynek składa się z piętrowego korpusu i parterowych skrzydeł bocznych. W fasadzie na osi znajduje się okazały ganek na który prowadzą wachlarzowe schody.  Zdublowane kolumny ganku podtrzymują obszerny balkon drugiej kondygnacji. Korpus przekryty jest płaskim dachem z attyką.

Do korpusu przylegają parterowe aneksy zwieńczone balustradami. Skrzydła owe posiadają osobne (i ozdobne) wyjścia do ogrodu.

Niestety to wszystko co udaje nam się dojrzeć. Brama prowadząca na teren parku pozostawała zamknięta, nie dało się także niczego dostrzec „z boku” od strony folwarku.

Z Połażejewem związane są  legendy. Jedna z nich mówi o psach, które zostały zastrzelone w ogrodzie, gdy miały próbować biec na pomoc swemu panu Kazimierzowi Boeningowi, wleczonemu na rozstrzelanie. Podobno na drzewach, pod którymi zostały pochowane, są tajemnicze narośle.

Druga z legend wspomina o zjawie, która odziana w żołnierski mundur, po zmierzchu puka do pałacowych bram a następnie gasi lub zapala światła….

Pałac Hermanna Lorenza w Nielęgowie

Pałac w Nielęgowie kusił nas od dawna, jednak do tej pory nie udawało nam się do niego dojechać. Dysponując teraz większą ilością czasu, postanowiłyśmy wybrać się tam specjalnie. Do wsi trafiłyśmy bez problemu, zlokalizowanie pałacu również nie nastręczało trudności. Problemem okazało się dopiero znalezienie miejsca, w którym mogłybyśmy zaparkować.  Wiejska droga nie posiada odpowiednich poboczy, jedyne szersze miejsce okazało się przystankiem autobusowym, a wjazd na teren założenia pałacowego zastawiony był przez radiowóz i samochód zatrzymany przez funkcjonariuszy.  Z tymi ostatnimi próbowałyśmy nawiązać z nimi  kontakt, jednak bez  konstruktywnych rezultatów. W końcu zdecydowałyśmy się wjechać na podwórko jednego z domów, którego mieszkańcy, na szczęście nie mieli nic przeciwko temu, abyśmy zostawiły tam auto. Dopiero wtedy mogłyśmy pójść zobaczyć interesujący nas obiekt. Czytaj dalej

Dwór Dziembowskich w Rakojadach

Na ogół, obiekty które „po drodze” chcemy zwiedzić, wybieramy bardzo starannie, jednak o wizycie w Rakojadach zadecydował przypadek… Ostatnie służbowe spotkanie skończyło się dość późno, więc wracając, postanowiłyśmy pojechać „na skróty”. W Łopiennie skręciłyśmy, w dotąd nam nieznaną, dość wąską, brukowaną drogę. Choć jej nawierzchnia daleka była od gładkiej, jechało nam się całkiem nieźle, gdyż owa, wiodąca przez pola i lasy, droga była idealnie pusta. Kiedy zawiodła nas do Rakojadów, uznałyśmy to za „palec losu”, którego ignorować nie należy. Mimo, iż nam się spieszyło, zrobiłyśmy we wsi krótki postój aby zobaczyć dwór Dziembowskich. Czytaj dalej

Chobienice. Ostoja

Aby odreagować stresy związane z pandemią, świętami, szczepieniami, brakiem dostępu do kultury, zamkniętymi salonami fryzjerskimi i ogólnie nieciekawą sytuacją gospodarczą, postanowiłyśmy zafundować sobie jakąś przyjemność. Ponieważ i pogoda chwilowo postanowiła zrobić sobie przerwę w deszczach a słupek rtęci drgnął  ponad ostatnio stałe +4,  uznałyśmy że pora wyjechać. Wybrałyśmy się więc do Chobienic. Czytaj dalej