Inowrocław raz jeszcze

Tego dnia kończymy pracę w Inowrocławiu. Zostaje nam do dyspozycji wolne popołudnie. Cieszymy się z tego i postanawiamy „ruszyć w miasto”. Chwilę zastanawiamy się czy wybrać „solanki” czy centrum. Wygrywa opcja „centrum” czyli rynek, deptak i okolice.

Zaczynamy od obiadu, oczywiście w „Różach, fiołkach i aniołkach”. To nasz ulubiony inowrocławski lokal. Mamy szczęście, restauracja jest prawie pusta, nic nie przeszkadza nam więc cieszyć się „pierwszym łykiem piwa” i oczekiwaniem na zamówione pierogi „z pieca”. Tradycyjnie, każda z nas bierze inne, aby potem wymienić się połową. Podwójna przyjemność za tę samą cenę. Zgodnie stwierdzamy, że jak zwykle, oba rodzaje są  są znakomite. Czytaj dalej

Reklamy

Pałac Wincentego Swiniarskiego i Dziembowskich w Roszkowie. Wielkopolskie rezydencje.

O mały włos (choć precyzyjniej byłoby powiedzieć o średniego dzika), nie zobaczyłabym pałacu w Roszkowie. Początkowo wszystko szło dobrze,  skręciłyśmy  w boczną drogę i  już z daleka widać było całkiem okazałą bryłę pałacu. Nagle, ku naszemu zdziwieniu, zauważyłyśmy dzika. Spory zwierzak  podążał w tym samym kierunku co my.  Truchtał, jako pieszy nie przepisowo, po prawej stronie drogi, towarzysząc nam przez pewien czas. Tak więc wespół z dzikiem przemieszczałyśmy się „bok w bok” pewien odcinek drogi, aż mu się to znudziło i skręcił w przydrożne zarośla.  Niestety, były to zarośla pałacowego parku…

Lekko zszokowana niecodziennym uczestnikiem ruchu drogowego Szefcia, stanowczo odmówiła zatrzymania się w tym miejscu. Nie wyraziła nawet zgody na moją propozycję, że wysiądę i sama i szybciutko porobię zdjęcia. W zamian roztoczyła przede mną bardzo sugestywną wizją  czyhającej na mnie w krzakach krwiożerczej watahy. Coś jeszcze mruknęła, że nie będzie zbierać moich szczątków po wiejskich chaszczach… Więc choć widok parku ze stawem a w dalszym planie pałacu na lekkim wzniesieniu był śliczny, na takie dictum musiałam zrezygnować. Czytaj dalej

Jabłkowo. Dwór Brzeskich. – Wielkopolskie rezydencje

W maleńkim Jabłkowie znajduje się zabytkowy, pochodzący z 2 połowy XIX wieku, dwór.  Miałam okazję zobaczyć go „z bliska”, choć w tym celu musiałam pokonać szmat zarośniętego, dawno nie koszonego, i co tu dużo mówić, zdziczałego ogrodu. Można jednak w nim zauważyć resztki dawnej świetności w postaci nieco zatartego układu ścieżek i pozostałości szpaleru grabowego. Czytaj dalej

Bojanowo. Willa Willego Junkego, browar i kościół

W Bojanowie zatrzymałyśmy się w zasadzie tylko dlatego, że było „po drodze”  i po właściwej stronie nowej „eski”, którą jechałyśmy.

Mgliście kojarzyłam, że „coś tam” jest, ale zupełnie nie mogłam sobie przypomnieć co, a smartfona zapomniałam. Ruszyłyśmy więc w miasteczko nieco na żywioł i bez planu. Jednak bezbłędnie trafiłyśmy na dwa (a w zasadzie trzy) interesujące obiekty. Pierwszym była  willa Franza Junkego. Jest to okazały piętrowy budynek z ryzalitem w fasadzie. Prowadzą doń dwa wejścia, jedno umieszczone w fasadzie, drugie w elewacji bocznej. Budynek jest wysoko podpiwniczony, dwukondygnacyjny  i nakryty dachem mansardowym z lukarnami, kryjącym użytkowe poddasze. W fasadzie na osi umieszczono trzykondygnacyjny ryzalit, który w parterze mieści ganek o ciekawym sześciokątnym otworze wejściowym. W  nad gankiem, w pierwszej kondygnacji  trójdzielne okno zamknięte arkadą. W drugiej kondygnacji ryzalit przechodzi w taras ograniczony  pełną balustradą. Ryzalit zwieńczony jest trójkątnie. Między fasadą a elewacją boczną umieszczono półokrągłą trzykondygnacyjną wieżyczkę nakrytą wielopołaciowym hełmem z dachówki. Wejście w elewacji bocznej poprzedzone jest jednobiegowymi schodami i niewielkim gankiem, który osłania daszek, podtrzymywanym przez dwie kolumny.

Willa, a raczej jak na warunki Bojanowa, miejski pałac stoi w parku – ogrodzie, który graniczy z terenem browaru. Nic w tym dziwnego, zważywszy, że Franz Junke w początkach XX wieku był właścicielem owego zakładu. Odziedziczył go po ojcu Paulu, który gdzieś w połowie lat 80 tych  XIX wieku kupił zakład piwowarski od jego założyciela, Heinricha Heckiego. Paul Junke warzył piwo na lokalne rynki. jednak należyty rozmach. produkcja osiągnęła dopiero za czasów Franza Junkiego. On to zmodernizował browar, elektryfikując linie produkcyjne i wprowadzając nowe maszyny. Po  śmierci  Paula zakłady odziedziczyła żona, Ida Junke, która zarząd nad produkcją powierzyła Jerzemu Stampe.

W 1938 roku czwórka poznańskich restauratorów ( Maksymilian Breucz, Wacław Dąbrowski, Jakub Imiński i Stanisław Jóźwiak) zawiązuje spółkę i kupuje browar. Mają wobec niego dalekosiężne plany, które niestety niweczy wybuch wojny. W czasie okupacji zakłady dostają zarząd niemiecki, ale produkcja chmielowego trunku trwa nieprzerwanie. Potrzebny jest zarówno w wojskowych kantynach jak i cywilnych restauracjach. Po wojnie browar na krótko wraca w ręce przedwojennych właścicieli, ale klimat polityczny nie sprzyja własności prywatnej. W 1949 roku zakład zostaje upaństwowiony, a w 1950 przekształca się w Bojanowskie Zakłady Piwowarsko Słodownicze i zostaje przyporządkowany Wielkopolskim Zakładom Piwowarskim w Poznaniu. Po przekształceniach własnościowych lat 90 tych browar zamknięto. Obecnie jest własnością prywatną i od 2013 roku produkcja została wznowiona.

Architektura robi wrażenie swoją monumentalnością i swoistą elegancją. Trochę kręcimy się po terenie zakładów, w których trwa praca. Ze zdziwieniem dowiadujemy się, że choć oficjalnie browar nie posiada firmowego sklepu, możemy nabyć kilka butelek lokalnego wyrobu. Cieszymy się i kupujemy parę butelek różnych gatunków, aby zdegustować w domu. Mamy tylko jeden problem. Nie chce nam się wracać do samochodu, a w planach mamy jeszcze odwiedzenie miejscowego kościoła.  Na szczęście obie jesteśmy zaopatrzone w dość duże torebusie, które skryją, te może niezbyt licujące z naszym wizerunkiem, buteleczki.

Po wojnie trzydziestoletniej i prześladowaniach religijnych w 1 połowie XVII wieku wielu niemieckich ewangelików schroniło się na pograniczu Wielkopolski i Ślaska pod opieką prywatnych właścicieli miast. Założyciel Bojanowa, Stefan Bojanowski zagwarantował przybyszom swobodę wyznaniową, co więcej, ufundował zbór ewangelicki. Bojanowo stało się ważnym ośrodkiem reformatorskim. Jako ciekawostkę mogę podać, iż do tutejszego gimnazjum luterańskiego uczęszczał Jan Fryderyk Bachstrom. Ten XVIII wieczny teolog, uczony, medyk  urodził się w 1688 roku w okolicach Rawicza.  Bachstrom wyprzedzał w  swych poglądach epokę, był autorem „Observationes circa scorbutum” pracy o zwalczaniu szkorbutu. Był niespokojnym duchem i człowiekiem wielu umiejętności. Pracował w  Toruniu jako lektor, w Węgrowie był pastorem i lekarzem, w Konstantynopolu, gdzie zamierzał przełożyć biblię na język turecki prowadził księgarnię. Mieszkał w Londynie i holenderskiej Lejdzie. Pracował jako lekarz na dworze księżnej Anny z Sanguszków Radziwiłłowej a następnie zgłębiał tajemnice miśnieńskiej porcelany jako dyrektor huty szkła należącej do księcia Hieronima Radziwiłła. Ten niepospolity człowiek zginął w 1742 roku najprawdopodobniej uduszony z polecenia jezuitów w Nieświeżu.

W 1875 roku w Bojanowie wybuchł pożar. Ogień pochłonął niemal całe miasto. Spłonął ratusz, synagoga, poczta i zbór protestancki, a także ponad czterysta domów mieszkalnych. W latach 1859-60 zbór odbudowano. Nowy służył ewangelikom do 1945 roku. Po wojnie został przejęty przez katolików i otrzymał wezwanie Najświętszego Serca Jezusowego.

Jest to świątynia neogotycka, jednonawowa z wyniosłą wieżą w fasadzie.

 Ku naszej radości jest otwarty. Coś w tym jest, że najczęściej w dni powszednie otwarte są kościoły poewangelickie. We wnętrzu przeważa barokowe wyposażenie.Ołtarz główny jest kompilacją trzech części różnych ołtarzy. Górna jego część pochodzi z kościoła w Ruchocicach, dolna z kościoła w Zbąszyniu. W środkowej umieszczony jest obraz Najświętszego Serca Pana Jezusa.  W końcu lat 40tych ubiegłego wieku w świątyni częściowo usunięto charakterystyczne dla zborów empory. Może warto wspomnieć, iż Bojanowo przed II wojną było miastem multikulturowym. Obok siebie zgodnie koegzystowali Ewangelicy, Katolicy i Żydzi.  Po tych ostatnich została synagoga, a właściwie jej resztki. Wzniesiono ją w 1853 roku a jej budowę częściowo sfinansowała rodzina Rotschildów z Frankfurtu nad Menem. Niemcy, podczas II wojny zdewastowali jej wnętrze, a po wojnie dom przerobiono na łaźnię miejską.  Zniknął też z powierzchni stary kirkut.

I już czas żegnać się z Bojanowem. Jeszcze tylko ostatni rzut oka na kolorowy rynek i wracamy z powrotem na „eskę”. Musimy jechać dalej…

 

 

Tu powstała „Reduta Ordona”… Dwór Drwęskich i pałacyk Taczanowskich w Choryni – Wielkopolskie rezydencje

Późnym popołudniem zajechałyśmy do Choryni, wsi w powiecie kościańskim.  To niesamowita miejscowość, której odwiedziny bardzo polecam, nie tylko ze względu na jej bogatą historię. Znajdujące się w niej obiekty stanowią ciekawy przykład architektury a spacer po otaczającym dwory parku jest dużą przyjemnością.

Czytaj dalej

Pałac Augustyna Grabowskiego w Gorzewie- wielkopolskie rezydencje

Do eklektycznego pałacu w Gorzewie trafiłyśmy przypadkiem. Wracałyśmy z Ryczywołu i już z daleka zauważyłyśmy wystającą ponad drzewami wieżyczkę.  Wystarczył nam tylko rzut okiem aby podjąć decyzję „zatrzymujemy się!”  Skojarzenia w takich wypadkach są proste „drzewa, wieża… czyli pałac w parku krajobrazowym”. Wiedziałyśmy, że musimy  obejrzeć go z bliska.img_8145 Czytaj dalej

Środa Wielkopolska. Kolegiata i rynek

Niby Środa leży niedaleko od Poznania, ale jakoś nigdy  w niej nie byłam. Kiedy więc okazało się, że po załatwieniu spraw służbowych zostało nam jeszcze trochę czasu, z przyjemnością przeznaczyłyśmy go na zwiedzanie. Problemem (i to dużym) okazało się znalezienie w centrum miejsca parkingowego. W końcu, po chyba trzykrotnym, objechaniu wąskich uliczek udało nam się gdzieś „przytulić” auto. Czytaj dalej

„Zimna wojna”

Przypomina mi się moja, nie tak dawna, rozmowa z super uprzejmym i wyrozumiałym sprzedawcą z „Empiku”.  Poszukiwałam u niego rady co do zakupu dobrej, polskiej komedii na DVD. Film  koniecznie miał mieć angielskie napisy, jako że płytka miała być prezentem dla mego amerykańskiego zięcia. Dodatkowo zaznaczyłam, iż dobrze by było, aby owa komedia opierała się na polskich realiach i nie była zbyt przeintelektualizowana. Chciałam, żeby była śmieszna i akcja toczyła się wartko. No i nie była romantyczna. Wydawało mi się, że moje oczekiwania nie są przesadzone.  Pan Bartek (bo tak ów młody człowiek miał na imię) wysłuchał mnie uważnie, po czym posmutniał i powiedział z lekką urazą : Pani to ma wymagania! Takiej komedii nie nakręcono u nas od dwudziestu lat.

-Może być starsza, ma pan „Jak rozpętałem drugą wojnę światową” albo „Pułkownika Kwiatkowskiego”? – Zasugerowałam. Pan Bartek posmutniał jeszcze bardziej, a i uraza w jego głosie się nasiliła. Spojrzał na mnie z wyrzutem.

-Pani to lubi drzazgi pod paznokcie wbijać – oznajmił umęczonym tonem – Nie ma! Ani z angielskimi napisami, ani bez. Nic na to nie poradzę! Wskazał na półki wypełnione szczelnie dziełami takimi jak „Katyń”, „Smoleńsk”, „Wołyń” ” Historia Roja”, „Miasto 44”, „Akcja pod Arsenałem”…  Proszę, dramatów ci u nas dostatek. Może pani wybierać i przebierać. Ale śmieszna i niegłupia polska komedia? Niestety… Czytaj dalej

Dworek Swinarskich w Budziejewie. Wielkopolskie rezydencje

Czułam się zmęczona. Marzyło mi się po prostu odpocząć. Najlepiej w ładnym, spokojnym otoczeniu. Nie chciałam odwiedzać oblężonych morskich czy górskich kurortów, gdzie nie dość że drogo, to jeszcze tłoczno, gwarno i znajomych spotyka się co krok… Pojechałam więc do Budziejewa.  Byłam pewna, że tam  nie spotkam nikogo, kto zakłóciłby mi wypoczynek.

Znajdujący się w Budziejewie dworek Swinarskich, zaadaptowany obecnie na hotel i restaurację,  idealnie się nadaje na taki krótki pobyt. Czytaj dalej

Pałacyk Edwarda Grabskiego na Balcerowie Gniezno. Wielkopolskie rezydencje.

O ciekawych miejscach w Gnieźnie pisałam już nie raz i pewnie jeszcze nie raz napiszę. Dziś chciałabym przedstawić tylko  dwa budynki przy obecnej ulicy Wrzesińskiej. Ich historia nierozerwalnie związana jest z gnieźnieńską cukrownią i osobami Leona Grabskiego jej założyciela oraz  Edwarda Grabskiego jej dyrektora.  Tak więc tematem dzisiejszego postu są prześliczny pałacyk i okazały budynek administracji. Czytaj dalej