Wystawa dzieł Olgi Boznańskiej

Zaraz po usłyszeniu radiowego komunikatu, że w Krakowie wystawa dzieł Olgi Boznańskiej otwarta jest tylko do pierwszego lutego, zapadła spontaniczna decyzja – jedziemy!

Nieco zaniepokoiła nas informacja, iż cieszy się ona takim powodzeniem, że po bilet trzeba postać około czterech godzin (w weekendy jeszcze dłużej), a rezerwacji przez internet dokonać już nie można. Ale my, Polacy lubimy wyzwania…

Postanowiliśmy spróbować „na wydrę”, z zaskoczenia i w sobotę trzydziestego pierwszego stycznia ruszyliśmy do Krakowa. Pierwszym sukcesem było znalezienie miejsca na parkingu zaraz za budynkiem Akademii Górniczo – Hutniczej, rzut beretem od gmachu głównego Muzeum Narodowego. Uskrzydleni tym faktem, raźno ruszyliśmy w kierunku muzeum. Na zewnątrz nie było widać wystających „ogonów”, więc podbudowani weszliśmy do środka. Tam miny nam zrzedły…

Westybul szczelnie wypełniał ludzki tłum. Trochę czasu zajęło nam zorientowanie się, iż ciżba podzielona jest na dwie kolejki. Pierwszą, trzykrotnie zakręconą, tworzyli ludzie pragnący nabyć bilet, drugą, nieco krótszą, szczęśliwcy z biletami oczekujący na wejście na wystawę. Podzieliliśmy się na  grupy i zajęliśmy miejsca w obu kolejkach naraz. Podbudowani własnymi zdolnościami logistycznymi, snuliśmy rozważania o niesłuszności stwierdzenia, iż naród nie garnie się do kultury. No bo jak to się ma do faktu, iż  bilety do teatru trzeba rezerwować z trzymiesięcznym wyprzedzeniem, a na wejście na wystawę czekać w długich kolejkach? Widocznie nie jest tak źle…

012Wreszcie pełen sukces. Pani uchyla przed nami barierkę i pozwala wejść do sal wystawowych, wskazując równocześnie, że początek zwiedzania winniśmy zacząć od lewej strony.

Wystawa podzielona jest tematycznie – portrety, portrety dzieci, pejzaże, martwe natury, autoportrety i sceny z atelier, drobiazgi należące do artystki, dokumentacja prac konserwatorskich.

Zaczynamy od portretów. Podziwiamy twarze i sylwetki znanych i mniej znanych Krakowiaków, nakreślone śmiałymi pociągnięciami pędzla. Przeważa ciemna tonacja, ale zdarzają się też obrazy „świetliste” jak choćby „Kobieta w białej sukni”. Przy wielu obrazach umieszczone są  notki biograficzne portretowanych. Między obrazami autorstwa Boznańskiej wiszą również dzieła artystów duchowo i stylistycznie bliskich malarce, takich jak Mela Muter (wspaniały portret młodego Staffa), Anna Bilińska („Japonka”), E. Manet („Portret Berthy Morisot”), Bertha Morisot („Autoportret”), J. McNeilla Whistler („Neapolitanka”) i innych.

Przechodzimy dalej, zatrzymując się na chwilę przy gablocie, w której wystawione są palety, pędzle i wyciśnięte tubki z farbami. To wprowadzenie do działu autoportretów i scen z pracowni. Przyglądamy się kolejnym podobiznom artystki, która nie schlebiając sobie, dokumentuje upływ czasu. Obrazy przedstawiające sceny z pracowni także ewoluują. Początkowo są to raczej scenki rodzajowe, przedstawiające rozmowy z modelem, spotkania z przyjaciółmi, na późniejszych pracach atelier pustoszeje.

Kolejną grupę, stosunkowo nieliczną stanowią pejzaże. Artystka uważała je za najtrudniejszy temat, gdyż jak twierdziła, nie da się usadzić natury w fotelu i nakazać jej trwać bez ruchu. Ale sądząc z wystawionych dzieł, radziła sobie z nim doskonale, wykazując się doskonałą znajomością perspektywy ( widoki paryskich ulic) i umiejętnością syntezy.

Martwe natury zadają kłam obiegowej opinii, iż Boznańska to malarka szarości. Nasturcje, maki, róże kipią bogatymi, soczystymi kolorami. Między nimi wisi prawdziwa „perełka” niewielkie dziełko H. Fantin – Latoura, przedstawiające róże.

Prawdziwą ucztę dla oczu stanowią portrety dzieci. „Dziewczynka ze słonecznikiem” zestawiona jest z „Dziewczynką w czerwonej sukni” J. Pankiewicza, obok wiszą  „Dzieci siedzące na schodach” – jedno z najbardziej rozpoznawalnych dzieł artystki.

Jednak centrum tej grupy tematycznej stanowi „Dziewczynka z chryzantemami” i wiszący na przeciw niej „Portret infantki Małgorzaty” pędzla D. Velazqueza. Obie dziewczynki patrzą sobie, zapewne ze zdziwieniem, bo choć dzieli je kilka wieków, pochodzenie, wystawność i skromność sukienek, to  łączy je ten sam  skupiony wyraz ciemnych i jasnych oczu, oraz podobne fryzury.

Mnie osobiście jednak najbardziej zachwyca wisząca z boku „Dziewczynka z białą chusteczką”, którą widzę po raz pierwszy, namalowana w wysmakowanej,  rozbielonej błękitno -turkusowej,  tonacji.

W osobnej gablotce oglądamy osobiste drobiazgi malarki. Spinki do włosów, cygarniczki, haczyk do zapinania butów, prawidełko do rękawiczek, elementy biżuterii.  Budzą wzruszenie i przybliżają widzowi artystkę, jako pełnokrwistą kobietę.

Mniej uwagi poświęcamy historii renowacji obrazów Boznańskiej, choć to właśnie pracy konserwatorów zawdzięczamy w dużej mierze przyjemność oglądania dzieł w pełnej krasie.

I to już koniec zwiedzania… Jeszcze szybki powrót do ulubionych dzieł, ostatni rzut oka na obrazy, które wywarły największe wrażenie i trzeba opuścić gmach muzeum.

Było dla ducha, teraz trzeba pomyśleć o ciele. Udajemy się na obiad, do klimatycznej restauracji  „U Doroty”. Pałaszując wspaniałe dania, dzielimy się wrażeniami z wystawy, licytujemy się, które z obrazów chcielibyśmy powiesić u siebie w domu.

Wreszcie objedzeni „po dziurki w nosie” podnosimy się ociężale. Czekają nas jeszcze inne atrakcje…

 

 

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s