„Prawda… o zdradzie”

013 Kraków  w  wieczornej scenerii jest bajkowy. Z przyjemnością spacerujemy po starówce, przystajemy przed wystawami sklepików na Floriańskiej, zaglądamy do „Empiku”. Kierujemy się ku rynkowi. Wyniosłe wieże kościoła Mariackiego i podświetlone Sukiennice sprawiają bajkowe wrażenie.  Z zaparkowanych przy nich dorożek dobiegają nas zaproszenia na przejażdżkę, ale nie mamy czasu na tę przyjemność. Przed  godziną osiemnastą musimy odebrać, cudem załatwione przez znajomych, bilety w kasie teatru „Bagatela”.

Do rozpoczęcia spektaklu mamy jeszcze półtorej godziny. Postanawiamy spędzić ten czas na kawie. Mimo, że dookoła kawiarenek, lokalików, pubów bez liku, o miejsca trudno. No cóż, przecież to kolejna sobota karnawału, w centrum Krakowa widać to najlepiej.

W końcu znajdujemy miejsca w cukierni „U Sowy”, wnętrze niewielkie, ale przytulne. Wertujemy kartę słodkości – wybór trudny, wiadomo „osiołkowi w żłoby dano” i to kusi i to nęci. W końcu każdy z nas zamawia coś innego, a potem bez żenady podjadamy sobie wzajemnie, kosztując cudzych przysmaków. Popijamy kawę z charakterystycznych filiżanek ozdobionych wizerunkiem sympatycznej sowy. Wszystko jest pyszne, ale też kaloryczne, więc mamy pewne kłopoty z podniesieniem się z miejsc. Na szczęście do teatru nie mamy daleko.

W oczekiwaniu na pierwszy gong dyskretnie przyglądam się publiczności. Na widowni reprezentowane są wszystkie pokolenia, od licealnej młodzieży do hmmm… młodzieży bardzo dojrzałej. Stroje też różnorakie, ale przeważa styl casualowy, cardigany, dżersejowe żakiety, sztruksowe marynarki.

Wreszcie rozlega się komunikat przypominający o wyłączeniu telefonów i światła gasną.

Scenografia utrzymana w odcieniach szarości przedstawia wnętrze pokoju, jego centralny punkt stanowi łóżko, w którym spoczywa para bohaterów. Zabawny dialog( tłumaczenia sztuki F. Zellera dokonała B. Grzegorzewska) wprowadza nas w tajniki intrygi.  Okazuje się, że Michel   (brawurowo grany przez  Marcela Wiercichowskiego) od dłuższego czasu ostro romansuje z Alice (Magda Grąziowska), żoną swego najlepszego przyjaciela Paula. Oboje ukrywają to przed swoimi współmałżonkami, ale ta sytuacja zdaje się męczyć Alice, która zamierza wyjawić mężowi prawdę. Michel wolny jest od wyrzutów sumienia i stara się przekonać kochankę, iż takie wyznanie nie wyjdzie nikomu na dobre… „Gdyby z dnia na dzień ludzie przestali się okłamywać, nie ostałaby się na ziemi ani jedna para. I w pewnym sensie byłby to koniec cywilizacji.”

Kolejna scena to powrót niewiernego męża do domu, gdzie czeka na niego Laurence (Magda Walach), która z niedowierzaniem przyjmuje jego tłumaczenia, iż popołudnie spędził w towarzystwie Paula  (Wojciech Leonowicz). W miarę rozwoju akcji dowiadujemy się, że również Paul nie wierzy w wierność swej małżonki, z czego zwierza się Michelowi.

Nie będę zdradzać co było dalej, ale zapewniam, że sztuka obfituje w niespodziewane zwroty akcji. Silną stroną komedii są błyskotliwe dialogi i bardzo pokrętna logika zdradzających i zdradzanych.

Wszystkich zainteresowanych poznaniem całej prawdy o zdradzie odsyłam na spektakl komedii „Prawda o zdradzie” w reżyserii   H.J. Schoena do krakowskiego teatru „Bagatela”. Nawet jak nie znajdą w niej odpowiedzi na nękające ich pytania typu: „dlaczego mnie to spotkało” to przynajmniej zafundują sobie półtorej godziny zdrowego śmiechu.

My również roześmiani opuściliśmy teatr. Emocje wyciszyliśmy wieczornym spacerem przez, mimo późnej pory rojną i gwarną, starówkę. Przy Bramie Floriańskiej jakaś młodziutka para śpiewa piękny duet z  III aktu  „Fairy Queen” Purcella. Belcanto dźwięczy nam w uszach jeszcze przy Barbakanie. Magiczne zakończenie pięknego dnia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s