Na cysterskim szlaku cd. – Przemęt

Tropiąc pocysterskie ślady trafiamy do Przemętu. W tej niewielkiej wsi, leżącej w powiecie wolsztyńskim, znajduje się kolejny kościół tego zgromadzenia i pozostałości zabudowań klasztornych.

Zakonnicy w Przemęcie osiedlili się stosunkowo późno (początek XV w) przenosząc tu swą siedzibę z Wielenia Zaobrzańskiego,  za sprawą Władysława Jagiełły, który pozwolił cystersom wykupić zastawiony Przemęt,  a  przywilejem z 1409 przekazał miasto klasztorowi.

Budowa obecnej świątyni trwała prawie sto lat (1651 -1732), przy jej planach pracowali Jerzy  i Jan Catenazzi. W 1732  świątynia była gotowa i wyposażona, wieże pokryto hełmami,  ale już w  dziesięć lat później pożar strawił niemal doszczętnie kościół i budynki klasztorne.  Odbudowa nastąpiła dopiero na początku drugiej połowy XVIII wieku. Potężny huragan, jaki nawiedził Przemęt w 1792 roku strącił  z południowej wieży kościoła hełm, który odtworzono dopiero 1984 roku. Następne lata nie również nie były łaskawe dla cysterskiego konwentu. W 1835 roku władze pruskie zamknęły klasztor i nakazały rozebrać część klasztornych krużganków, a rok później dawna świątynia zakonna stała się kościołem parafialnym.

010 Czytaj dalej

Początek wiosny, czyli śnieżyce zakwitły!

Sobotnie wczesne popołudnie, zamiast przeznaczyć na przedświąteczne porządki, zagospodarowałam  „pielgrzymką” do Śnieżycowego Jaru.007

Ten  rezerwat przyrody odwiedzam rokrocznie w porze kwitnienia śnieżyc, czyli w połowie marca. W różnych warunkach pogodowych, bywało, że w śniegu „po kolana” lub w błocie po kostki.004 Ale tradycji musi stać się zadość, charakter trzeba mieć itp, więc mimo niesprzyjających prognoz pogodowych wyjechałyśmy z przyjaciółką w kierunku Starczanowa.005

Na zaadaptowanym ,specjalnie na ten czas, na parking kawałku pola, zostawiamy samochód. Panie „parkingowe” rozpoznają w nas stałe bywalczynie, udzielają informacji, że dzisiaj ludzi mniej niż w zeszłym tygodniu, a śnieżyce w pełnym rozkwicie.  Ruszamy więc „drogą pylistą, drogą polną” choć jeszcze nie „kolorową jak panny krajka” do rezerwatu. Jak na razie ludzkich tłumów nie widać, tylko pojedyncze postacie, posuwające z naprzeciwka. Żartujemy sobie, że my „zawsze pod prąd” czyli zdrowe rybki jesteśmy 🙂004

Dochodzimy do lasu, tam szlak jest starannie oznaczony, na drzewach wymalowane wizerunki białych dzwoneczków, wskazują drogę tym „co pierwszy raz”. Czytaj dalej

Jak generować sobie robotę, czyli co wyniknąć może z rosołu…

Od kilku dni „chodził” za mną rosół. Nie żadna tam tłusta woda z wymoczkowatego kurczaka marketowego, tylko solidny bulion na wołowinie. Powszechnie wiadomo, że jedynym sposobem na pokusę jest jej ulec, więc i ja postanowiłam z nią nie walczyć.

Zakupiłam wołka w dwóch gatunkach – szponder aby rosół miał należytą „tęgość”, oraz  tak zwaną „dolną zrazówkę”, aby smak zupie nadała. Do tego solidną porcję warzyw, żadna tam „włoszczyzna z pęczka”, tylko starannie wybrany seler, dwie pietruchy, dorodne marchewki, jędrny por.

Opłukane mięso włożyłam do gara z zimną wodą i powoli gotowałam na wolnym ogniu. Po zagotowaniu zebrałam pływające po wierzchu szumowiny, dodałam obrane warzywa i leciutko podkręciłam płomień palnika.

Gdy zupka gotowała się, ja opiekłam nad ogniem średnią cebulkę i również dołożyłam do garnka. Rosół nabierał już koloru i aromatu, więc wrzuciłam jeszcze zamrożoną gałązkę lubczyku i liście selera oraz doprawiłam vegetą. Aromat rozniósł się po kuchni, nie wytrzymałam i nalałam sobie kubeczek wywaru. Złocisty rosołek mrugał do mnie drobnymi oczkami tłuszczu. Doprawiłam go jeszcze zahartowanym żółtkiem ( jak szaleć to szaleć) i posiekaną zieloną pietruszką. Ostrożnie spróbowałam bo gorący.Pycha! Taki z tych, co umarlaków stawia na nogi, esencjonalny, dzięki dodatkowi żółtka, aksamitny. Po prostu poezja. Czytaj dalej

Na cysterskim szlaku – Obra

Peregrynując śladami cystersów trafiamy do Obry. To tu właśnie,  w 1231 roku, Sędziwój z rodu Jeleńczyków ufundował klasztor, który za zgodą władz zakonu stał się opactwem. Mnisi przybyli doń z  Łekna prawdopodobnie jeszcze przed 1241 rokiem.

Obecny kościół wzniesiono w pierwszej połowie XVIII wieku według projektu  Jana Cantenazziego ( współautora cysterskiego kościoła w Przemęcie). Równocześnie stanął  dwór opacki a nieco później zabudowania klasztorne.

Wysadzana wiekowymi drzewami aleja prowadzi nas przed jasną fasadę późnobarokowego  kościoła , któremu patronują NMP i św Jakub Apostoł.

Jednonawowy budynek ozdobiony jest dwoma niskimi, przysadzistymi wieżami. Bez problemu wchodzimy do środka. Jasne wnętrze o żaglastym sklepieniu sprawia wrażenie większego, niż jest w istocie, za sprawą lekkiego rokokowego i wczesnoklasycystycznego  wyposażenia i kremowo- złotej kolorystyki.008

W centrum rokokowego ołtarza głównego umieszczony jest obraz Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, dzieło Szymona Czechowicza. Symetryczne po obu bokach  malowidła znajdują się figury świętych Benedykta i Bernarda z Clairvaux. Całość wieńczy posąg świętego Jakuba. Czytaj dalej

Wyjazd służbowy

Aura, ni z tego ni z owego, postanowiła sprawić kobietom (może z okazji ich niedawnego święta?) prezent, więc szczodrze sypnęła słońcem i temperaturą. Jak zawsze w takich pogodowych okolicznościach, szefcia ( a prywatnie przyjaciółka) zarządziła wyjazd służbowy, tym razem do Torunia.

Wyjechałyśmy o świcie, jeszcze perłowym od mgły. „Moc była z nami”, bo szosa pusta i nic nie przeszkadzało nam w podróży. Jako, że nie pierwszy raz jechałyśmy w tym kierunku, „po drodze” komentowałyśmy zmiany, jakie nastąpiły w pejzażu od naszej ostatniej „wycieczki”… A to  dzwonnicę drewnianego kościółka, która  po renowacji desek, ostro kontrastuje z poczerniałym korpusem nawy, a to świeżo rozgrzebaną budowę sporych rozmiarów, zgadując jej przyszłe przeznaczenie.

016Przed załatwieniem  interesów, szefowa wydała pierwsze tego dnia polecenie służbowe – pora na kawę! Robimy wiec sobie piknik, spożywamy kanapki i muffinki, popijamy „stawiającą na nogi” latte, poprawiamy urodę by prezentować pełny profesjonalizm ;-). Jeszcze tylko „dokumentacja zdjęciowa” i  jesteśmy gotowe  do zadań. Pierwsze czekają nas w Inowrocławiu, następne w Gniewkowie. Chwilę zastanawiamy się czy jechać do Aleksandrowa, ale rzut oka na zegar, zmusza nas do rezygnacji z tego pomysłu. Jedziemy prosto do Torunia. Czytaj dalej

Na cysterskim szlaku – Łekno, Wągrowiec

Do kolejnych  wielkopolskich miejscowości związanych z zakonem Cystersów wybrałyśmy się u schyłku lata.

Jako pierwszą odwiedziłyśmy Łekno – niewielką, senną wioskę, w której nasze przybycie od razu zwraca uwagę miejscowych. Kierujemy się w stronę  ceglanego kościoła. W porównaniu z poprzednio odwiedzanymi przybytkami ten jest niepozorny i skromny.

Okazuje się, że świątynia wzniesiona przez Cystersów już nie istnieje, a tę, którą oglądamy, wzniesiono w połowie XVI wieku z fundacji Nikodema Łekińskiego. Zaś pozostałości dawnego klasztoru i przedromańskiej rotundy archeolodzy odkryli się na zachodnim brzegu jeziora łekińskiego.

Nieco rozczarowane zwiedzamy więc kościół pod wezwaniem Świętych Apostołów Piotra i Pawła. Trójnawowa budowla, której największą ozdobą jest gwiaździste sklepienie, nie wyróżnia się niczym szczególnym. No  może poza renesansowym nagrobkiem fundatora po lewej stronie prezbiterium. Wyposażenie świątyni stanowi barokowy ołtarz główny i późnorenesansowe ołtarze boczne.

004

Śladem dawnych mnichów ruszamy do Wągrowca, dokąd w końcu XIV wieku przenieśli się łekińscy cystersi. Bez trudu znajdujemy okazałą budowlę kościoła (obecnie parafialnego pod wezwaniem NMP) i budynków klasztornych. 010Przechodzimy przez odnowioną bramę ale spotyka nas zawód – kościół jest zamknięty. Nie możemy wejść do środka, więc obchodzimy obiekt z zewnątrz.  O ile  barokowy budynek kościoła został odnowiony, to wągrowieckie zabudowania klasztorne sprawiają wrażenie mocno zaniedbanych. Wszędzie widać niszczycielską działalność czasu, tynki się sypią, na ścianach zacieki, większość okien  „zabita na głucho”.007 Czytaj dalej

Na cysterskim szlaku cd. – Ląd nad Wartą

Pogoda nadal taka, że tylko zaszyć się w domu i przy konfiturach (niebiańsko dobrych, morelowych) i herbatce dalej porządkować zdjęcia, a wraz z nimi wspomnienia…

Objeżdżając pocysterskie zabytki trafiamy do Lądu nad Wartą.  Na nadwarciańskiej równinie, z daleka doskonale widoczny jest różowo- kremowy, zespół klasztorny z barokowym, dwuwieżowym kościołem. Tutejsze opactwo obecnie jest siedzibą Wyższego Seminarium Duchownego Towarzystwa Salezjańskiego.

Podobnie jak w Gościkowie mamy pewne trudności z dostaniem się do środka. Siedzący w „recepcji” mężczyzna z nieufnością odniósł się do naszego pomysłu zwiedzenia wnętrza klasztoru,  jednak w końcu zalecił nam poczekać i wprowadziwszy do małej  salki udał się na skonsultowanie naszej prośby „z górą”. Rozglądamy się po pokoiku, to chyba tak zwana „rozmównica”. Jego skromne umeblowanie – stół i krzesła – uzupełniają  akcenty dekoracyjne w stylu „późny Gomułka” – słomianka, kosz z wiórowymi kwiatami,  które jak pamiętam z dzieciństwa sprzedawane były na jarmarkach i w Cepeliach. Czas nam się dłuży, tym bardziej, że przed nami jeszcze długa droga, ale zrezygnować z szansy żal, więc czekamy dalej. W końcu nasza cierpliwość zostaje nagrodzona i  dostajemy upragnione pozwolenie. Podążamy więc za naszym przewodnikiem.

Opactwo jest cudowne! Przechodzimy  średniowiecznymi krużgankami  (najstarszej zachowanej części klasztoru) i dochodzimy do kaplicy św. Jakuba. Pełniła ona funkcję  prywatnej kaplicy i została ufundowana przez Wierzbiętę z Paniewic – starostę generalnego Wielkopolski. Jej obecny kształt pochodzi z XIV wieku, kiedy to została przesklepiona i ozdobiona freskami. Podziwiamy średniowieczne polichromie w tym słynne „panny mądre i głupie”, rozbudowany program heraldyczny i sceny dworskie. Chętnie dłużej byśmy pokontemplowały gotyckie „perełki”, ale pilotujący  mężczyzna pogania nas niemiłosiernie.

Wchodzący w skład opactwa kościół pod wezwaniem NMP i św. Mikołaja robi kolosalne wrażenie. Dynamiczne, pełne przenikających się łagodnie płaszczyzn, wnętrze zdaje się falować w świetle sączącym się przez okna umieszczone nie tylko w ścianach naw bocznych ale i w polach czaszy kopuły. Dowodzi najwyższego kunsztu włoskiego architekta Pompeo Ferrariego, któremu świątynia zawdzięcza obecny kształt.

Podziw wzbudza też dekoracja malarska i sztukatorska świątyni, zwłaszcza unikatowy na ziemiach polskich program ikonograficzny przedstawiający dzieje zakonu cysterskiego, dzieło Adama Swacha.

Niestety oprowadzający daje nam jednoznacznie do zrozumienia, że pora opuścić już fascynujące wnętrze. Nawet nie zdążyłyśmy zrobić zdjęć, szkoda.  Na pocieszenie zostaje nam spacer po klasztornym ogrodzie…018

Na cysterskim szlaku – Paradyż

Pogoda nie sprzyja wyprawom, jest więc czas na uporządkowanie zdjęć, z tych już odbytych. Na” pierwszy ogień”  idą te z wyjazdów do miejsc związanych ze zgromadzeniem Cystersów –  zakonu, który na polskich ziemiach pojawił się już w połowie  XII wieku.

Pierwszym odwiedzonym przeze mnie obiektem, był pocysterski zespół klasztorny w Gościkowie – Paradyżu, w którym obecnie mieści się Wyższe Seminarium Duchowne.  Pewnej pięknej październikowej soboty wybrałyśmy się tam z przyjaciółką.  Już z daleka widać górujące nad okolicą  bliźniacze kościelne wieże z barokowymi hełmami.

Jako, że przyjechałyśmy po oficjalnych godzinach zwiedzania, musiałyśmy użyć czaru osobistego i wielu argumentów aby  dyżurujący przy furcie kapłan pozwolił nam wejść do środka. Ksiądz w końcu skapitulował i przydzieliwszy nam sympatycznego kleryka Krzysztofa, przepuścił  na dziedziniec opactwa.

Krzysztof (mamy pewne wątpliwości czy tytułować go księdzem, bratem, ojcem, więc na wszelki wypadek zwracamy się do niego bezosobowo) jest nieco spięty i jakby niepewnie oprowadza nas po kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny.

013Barokowa bazylika (obecny kształt pochodzi z XVIII w) właśnie przechodzi remont przywracający jej dawną świetność. Czytaj dalej