Wyjazd służbowy

Aura, ni z tego ni z owego, postanowiła sprawić kobietom (może z okazji ich niedawnego święta?) prezent, więc szczodrze sypnęła słońcem i temperaturą. Jak zawsze w takich pogodowych okolicznościach, szefcia ( a prywatnie przyjaciółka) zarządziła wyjazd służbowy, tym razem do Torunia.

Wyjechałyśmy o świcie, jeszcze perłowym od mgły. „Moc była z nami”, bo szosa pusta i nic nie przeszkadzało nam w podróży. Jako, że nie pierwszy raz jechałyśmy w tym kierunku, „po drodze” komentowałyśmy zmiany, jakie nastąpiły w pejzażu od naszej ostatniej „wycieczki”… A to  dzwonnicę drewnianego kościółka, która  po renowacji desek, ostro kontrastuje z poczerniałym korpusem nawy, a to świeżo rozgrzebaną budowę sporych rozmiarów, zgadując jej przyszłe przeznaczenie.

016Przed załatwieniem  interesów, szefowa wydała pierwsze tego dnia polecenie służbowe – pora na kawę! Robimy wiec sobie piknik, spożywamy kanapki i muffinki, popijamy „stawiającą na nogi” latte, poprawiamy urodę by prezentować pełny profesjonalizm ;-). Jeszcze tylko „dokumentacja zdjęciowa” i  jesteśmy gotowe  do zadań. Pierwsze czekają nas w Inowrocławiu, następne w Gniewkowie. Chwilę zastanawiamy się czy jechać do Aleksandrowa, ale rzut oka na zegar, zmusza nas do rezygnacji z tego pomysłu. Jedziemy prosto do Torunia.

Obie uwielbiamy ten moment, kiedy  to zostawiwszy za sobą mało wizyjny Podgórz i nadwiślańskie chaszcze, przy wjeździe na most na most „wybucha” nam panorama Torunia…

Ten widok nigdy mi się nie znudzi!  Czasem odnoszę wrażenie, iż jak Anteusz, czerpię z niego siłę…

Uroda miasta, w swej całej krasie, prezentuje się dumnie oczom przybysza. Szaro srebrne, o tej porze roku, wody Wisły są doskonałą oprawą dla cynobrowo ceglanych murów  i bram miejskich, kolorowych kamieniczek i spichrzów, oraz górujących nad nimi, zielonkawych od patyny, wież kościelnych.

003Staramy się jak najszybciej pozałatwiać sprawy służbowe, aby móc dłużej cieszyć się urokami Torunia. Wreszcie koniec! Odwiedzamy miejsca, dobrze nam znane i te, które dopiero „odkrywamy”. Buszujemy w małych sklepikach w  poszukiwaniu „pamiąteczek” z podróży. Szefcia nabywa oryginalny, rudy sweterek, ja przecudnej urody (i wygody) włoskie buty, z mięciutkiej skórki.

Pora coś zjeść. Krótka narada:  pierogi czy wątróbka? Pierogi zwyciężają przez aklamację! Udajemy się więc na Most Pauliński do dobrze nam znanej ” Pierogarni Stary Toruń,” o dziwo dzisiaj nie oblężonej przez tłumy turystów i tubylców. Bez przeszkód zajmujemy „nasz stolik” w szklanej przybudówce, aby móc się cieszyć widokiem Nowego Arsenału i gmachu Liceum Kopernika w Zaułku Prosowym. Miła kelnerka po przyjęciu zamówienia, przynosi smakowite „czekadełko” – świeży ziarnisty chleb,  smalec z bursztynowymi skwarkami i kiszone ogórki.

020Nieco ociężałe, po solidnych porcjach  wyśmienitych ( jak zawsze) pierogów popitych stosownymi trunkami, ruszmy dalej „w miasto” traktem już przez nas wydeptanym, podczas poprzednich pobytów – Szewską do  Starego Rynku, Szeroką do Nowego. Niestety nie mamy dziś czasu przejść  urokliwymi, wąskimi uliczkami biegnącymi do Wisły, gdzie zazwyczaj, zaopatrzone w potężne porcje lodów od „Lena” ( znanej „od zawsze” wszystkim Toruniakom  kawiarni Lenkiewicza) kończyłyśmy spacer.023

Odbieramy samochód z parkingu zaprzyjaźnionego  „Hoteliku w Centrum”, w którym zatrzymujemy się, gdy wypadnie nam zostać w mieście „na dłużej”. Super uprzejme panie z recepcji nie czynią  nigdy trudności w pozostawieniu tam auta na parę godzin.

I już trzeba się żegnać z miastem. „Do zobaczenia , do następnego razu Toruniu…”

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s