Posłuchaj miasta – Gracze

Nieoczekiwanie niedzielny wieczór spędziłam w teatrze.

Zaproszenie „przyszło” w ostatniej chwili, tak że w zasadzie nie wiedziałam na jaki spektakl idę. Coś mi się kojarzyło, że to fragment większego cyklu związanego z poznańską dzielnicą Jeżyce, ale to i wszystko co wiedziałam.

Z tym większą ciekawością oczekiwałam rozpoczęcia przedstawienia, rozglądając się po „scenie trzeciej” Teatru Nowego. Pomieszczenie stosunkowo niewielkie, wymarzone do realizacji kameralnych inscenizacji, wypełnione było prawie do ostatniego miejsca.

Spektakl, wyreżyserowany przez Marcina Wierzchowskiego, składa się z kilku  historii  autentycznych ludzi, których łączą dwie sprawy. Pierwsza to związek z Jeżycami, druga to gra.

Tytułowi „Gracze” grają na różnych planszach i o różne stawki. Jedni z życiem, drudzy w życiu, inni o życie. Są wśród nich przedstawiciele różnych profesji, pasjonaci, ba hazardziści nawet. Opowiadają swoje losy, często bardzo powikłane i pełne kryzysów, grając na emocjach widzów.

Monodramy poszczególnych bohaterów oddzielają od siebie scenki z życia szczurów (podziemnych mieszkańców dzielnicy), które wykorzystując swą inteligencję, poczucie humoru i działanie w grupie, zdają się dużo lepiej radzić sobie z kryzysami, niż „naziemni” .

Nie miałam okazji obejrzenia poprzednich odcinków „Jeżyce story”, więc trudno odnieść mi się do „Graczy” w szerszym kontekście. Mogę jednak przyznać, że to przedstawienie wciąga. Mimo dość ponurej tematyki, oszczędnej scenografii i kostiumów (Matylda Kotlińska) sprowadzonych w zasadzie jedynie do rekwizytów, oraz tylko punktowo wprowadzonej muzyki (Michał Litwa Litwiniec), nie czuje się, że trwa ono prawie dwie godziny.

Osobiście najwięcej wzruszeń wzbudziła we mnie nostalgiczna opowieść granego przez Andrzeja Lajborka „kiniarza”. Przypomniała mi  bowiem wizytę w jego, nie istniejącym już  „Amarancie”, na niszowym  filmie „Rosyjska arka”. W całym kinie na seansie,  oprócz mnie, były  jeszcze trzy osoby…

Najmniej podobała mi się historia niepełnosprawnego rugbisty. Bijący z niej „hurraoptymizm”, choć niewątpliwie dydaktycznie uzasadniony, drażnił mnie. Jakoś trudno mi uwierzyć, że ktoś jest szczerze zadowolony z tego, że jest „na wózku”. Wydaje mi się, że entuzjazm z jakim autor usiłuje przekonać widza, „że dobrze jest, że wszystko co osiągnął zawdzięcza kalectwu”, ma charakter autoafirmacyjny.

Czegoś mi jednak w tym spektaklu zabrakło, jakiejś głębszej konkluzji, ogólniejszej myśli… A może była, tylko nie potrafiłam jej dostrzec?

 

 

5 uwag do wpisu “Posłuchaj miasta – Gracze

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s