Na jesienną chandrę…

Według poety jesień zaczyna się mimozami… Moim jednak zdaniem jesień zaczyna się chandrą…

No bo wakacje minęły, do następnych daleko, dni nie dość że coraz chłodniejsze to jeszcze coraz krótsze.  I choć drzewa błyszczą optymistyczną, ciepłą gamą barw, to smutek, jak chłodna mżawka, wisi w powietrzu.

Aby nie dopuścić do  jego nadmiernego rozrostu podejmuję środki zaradcze. Rozkładam zdecydowanie żółty ( żadne tam blade, pastelowe cytrynki, tylko głęboko nasycona żółć) obrus a do rustykalnego dzbanka wkładam bukiet słoneczników. W pokoju i „na duszy” robi się jaśniej. Aby do reszty pognębić ewentualne przygnębienie piekę brownie według  przepisu wysępionego od córki. Już sam ich zapach ma moc antydeprasantu i powinien być zapisywany na receptę.009

Dwie tabliczki  gorzkiej czekolady o zawartości co najmniej 60% kakao rozpuszczam w wodnej kąpieli wraz z 20 gramami masła. Dwa całe jajka ubijam z 30 gramami cukru i połową łyżki bardzo mocnej kawy. Dodaję doń przestudzoną, rozpuszczoną czekoladę, dwie łyżki mąki tortowej i pół łyżeczki proszku do pieczenia. W oryginalnym przepisie jest w prawdzie tylko 1/4 łyżeczki, ale to wersja anglosaska a tam proszek dodają już do mąki. Wszystko dobrze mieszam  a gotowe ciasto kładę „kleksami” na blachę wyłożoną papierem i wkładam do nagrzanego (175 stopni) piekarnika. Piekę ok 12 minut – aż wierzch ciasteczek zacznie lekko pękać. Nawiasem mówiąc dopiero podczas  ostatniej wizyty u córki zgłębiłam tajemnicę, dlaczego do tej pory ciasteczka mi się nie udawały. Otóż przepisując przepis z książki „Gastronomia – ekonomia” „jakimś cudem” ( czy pechem) dodałam w gramaturze masła jedno zero… Niby „nic” a zmieniało moje ciasteczka w płaskie placki…

Gotowe brownie są chrupkie  z wierzchu i lekko wilgotne w środku. Po prostu poezja! jedyną ich wadą jest to, iż błyskawicznie znikają.009

Innym „patentem” na jesienne smuteczki są rumowe kulki, w niektórych regionach zwane „bajaderkami”. Ten deser można przygotować z resztek niezbyt udanego ciasta np. murzynka czy podeschniętych mufinek.

Ciasto kruszymy ( ja to robię za pomocą tłuczka i woreczka śniadaniowego) i mieszamy z miękkim masłem ( biorę go mniej więcej połowę tego, co mam okruszyn). Dodaję kilka łyżek dobrej konfitury (preferuję wiśniową lub z czarnej porzeczki) bakalie ( żurawinę, rodzynki, połamane orzechy, skórkę pomarańczową) namoczone w rumie. Bezpośrednio do masy dolewam łyżkę rumu lub spirytusu i parę kropli aromatu rumowego. Wilgotnymi dłońmi formuję z masy kulki, które wkładam na 12 godzin do lodówki. Przed podaniem polewam kulki rozpuszczoną gorzką czekoladą.004

W prawdzie zaradzając w ten sposób jesiennej nostalgii funduję sobie wiosenne frustracje z powodu nadliczbowych kilogramów, no ale życie jest ciągłą walką między niedoborami humoru i nadwyżkami wagi…

2 uwagi do wpisu “Na jesienną chandrę…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s