Szopen na bis

Szczęśliwym zbiegiem nieprzyjemnych okoliczności ( tak, tak i takie konfiguracje są możliwe)  udało mi się trafić na recital Kate Liu, laureatki tegorocznego Konkursu Szopenowskiego.IMG_5429

Aula Uniwersytecka „pęka w szwach” od chętnych do wysłuchania i zobaczenia charyzmatycznej młodziutkiej pianistki. Podobno po raz pierwszy, w przeszło stuletniej historii gmachu, rektor wyraził zgodę na otworzenie dla publiczności sali im. Lubrańskiego, aby pomieścić jak największą ilość słuchaczy. Ale i tak wielu odeszło od kas zawiedzionych.

Koncert ma rangę „wydarzenia” więc publiczność stawiła się przyodziana wytwornie i galowo. W powietrzu zapach dobrych perfum miesza się ze specyficzną atmosferą podekscytowania.  Jest stosunkowo mało młodzieży … No cóż, bilety do najtańszych nie należą.

Kiedy na scenę wychodzi Kate, ubrana  w piękną taftową suknię koloru dojrzałej śliwki, zrywa się burza oklasków. Filigranowa artystka, o urodzie mangowej laleczki, zdaje się być  zbyt krucha, eteryczna jak na to dostojne wnętrze.  Ale   kiedy  Kate bierze pierwsze akordy, wrażenie to natychmiast znika. Już nie drobniutka kobietka, ale prawdziwy gigant fortepianu. Ona sama  po prostu staje się muzyką!

Jej gra porywa, czaruje, uwodzi, magnetyzuje… Mistrzowsko wykorzystuje swój talent i umiejętności. Zadziwiające jak tej, urodzonej w Singapurze i wykształconej w Stanach Zjednoczonych, artystce udaje się  oddać słowiańskiego, szopenowskiego ducha.  W jej wykonaniu mazurków pobrzmiewa zarówno polski smętek, jak i temperament chłopskiego oberka tańczonego w karczmie. W polonezie dostojność i sarmacka duma. A to wszystko doprawione jest szczyptą drapieżności.

Jej gra jest jak woda… Czasem figlarna niczym strumyk wesoło toczący się po kamieniach, czasem intrygująca niczym spadająca z wysokości kaskada, czasem groźna jak morski szkwał. I tak jak woda ma właściwość oczyszczającą… Słuchając Szopena w jej wykonaniu ma się wrażenie prawdziwego katharsis. Program jest tak ułożony, aby zaprezentować umiejętności artystki w różnych formach. Są więc mazurki ( H-dur, C- dur, c- moll), polonez ( As- dur), ballada, nokturn, sonata. Każdy z utworów zapada  w słuchaczy głęboko i budzi wzruszenie.

Dwie godziny recitalu mijają nie wiadomo kiedy. Poznańska publiczność nagradza młodziutką ( wiekiem) a dojrzałą (techniką) artystkę wielominutową owacją na stojąco. Kate Liu zdaje się być tym autentycznie zaskoczona i zobligowana do bisów. Po oficjalnym programie jeszcze trzykrotnie siada do fortepianu…

To było dla mnie niezapomniane popołudnie, które niepostrzeżenie przerodziło się w bardzo późny wieczór, bo wrażenia trzeba było omówić przy winie i kolacji.  A na koniec zainspirowało mnie do upieczenia „szopenowskiego” ciasta…IMG_5426

6 uwag do wpisu “Szopen na bis

  1. Żałuję, że nie mogłam być :).
    No i poznańska Aula Uniwerystecka to przepiękna sala koncertowa. Do dziś pamiętam przesłuchania do konkursów Wieniawskiego… (bilety też nie należały do tanich i o półfinałach i finale można było zapomnieć, ale czego się nasłuchaliśmy wcześniej, to nasze)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s