Wspomnienia z Zielonej Wyspy – Dubliński zamek

Wejście do stołecznego zamku jest „schowane” między budynkami, tak że z ulicy łatwo pominąć bramę z napisem „Dublin Castle”, która prowadzi do wnętrza rozległego kompleksu. Czytaj dalej

Reklamy

Wspomnienia z Zielonej Wyspy – Spacer po Dublinie – Kościoły

Wreszcie  udało mi się przekonać córkę, że się nie zgubię, nie porwą mnie (moim zdaniem musiałabym trafić na mega świra, bo nawet na części zamienne nie za bardzo się kwalifikuję), nie dam się okraść, więc uzyskałam pozwolenie na samodzielne poruszanie się po mieście. Korzystając z tego, postanawiam pozwiedzać  okoliczne kościoły.  Córka nie jest specjalną miłośniczką architektury sakralnej, więc nie tylko nie będzie miała żalu, ale może nawet „po cichu”odczuje wdzięczność, iż nie  zmuszam jej do oglądania kolejnych maswerków, sklepień, filarów.007 Czytaj dalej

Święta…

O zbliżających się świętach przypominają wszyscy. Najgorliwiej  i najdłużej propagują je centra handlowe, które świąteczny sezon zaczynają w okolicy drugiego listopada. Następne w kolejności są reklamy telewizyjne i miejskie billboardy, które swoją kampanię przeprowadzają od końca listopada. Z początkiem grudnia wszędzie już panuje świąteczna gotowość. Choinki, gwiazdki, dekoracje ozdabiają ( bardziej lub mniej gustownie) wszystko co się da. Po ulicach włóczą się Mikołaje, Aniołki, Śnieżynki wciskającym wszystkim ulotki zachęcające do brania kredytu – wszak Święta  tuż, tuż… Czytaj dalej

„Jezioro łabędzie” w wykonaniu Moskow City Ballet

Otrzymałam niesamowity prezent – bilet na „Jezioro łabędzie” w wykonaniu moskiewskiego zespołu baletowego. Możecie sobie wyobrazić jak bardzo się z niego ucieszyłam! Wprost nie mogłam się doczekać spektaklu.

Moscow City Ballet to zespół o światowej renomie, a „Jezioro łabędzie” to chyba najsłynniejszy balet w historii. Cudna baśń o dziewczynie zaklętej w łabędzia i przypowieść o odwiecznej walce dobra ze złem,  przy wtórze słodkiej i przejmującej zarazem, muzyki Czajkowskie niezmiennie wzrusza widzów już prawie 140 lat. Dla mnie to kwintesencja baletu klasycznego.IMG_5474Podekscytowana, wraz ze zgromadzonym przed „Salą ziemi”, elegancko przyodzianym, tłumem widzów,  niecierpliwie oczekiwałam  na rozpoczęcie spektaklu. Czytaj dalej

Pierniczki

Uświadomiłam sobie, iż najwyższy czas zabrać się za świąteczne pierniczki.  Musiałam zrobić je w ten weekend, bo w przyszłym tygodniu czeka mnie szereg „przedświątecznych” spotkań, podczas których chcę słodkościami obdarować bliskie  mi osoby.

Rozpuściłam więc 1/3 szklanki miodu wraz ze stu gramami masła,  łyżką ciemnego kakao i przyprawą do pierniczków. Kiedy masa nieco przestygła dodałam ją do trzech szklanek mąki (używam tortowej), kopiastej łyżeczki sody oczyszczonej, 1/2 szklanki cukru pudru. Na koniec wbiłam dwa jajka i zagniotłam ciasto. Odłożyłam je na kilka godzin do lodówki.  W tym czasie przygotowałam foremki, przede wszystkim mojego ulubionego reniferka,  nagrzałam piekarnik i wyłożyłam blachy papierem do pieczenia. Dobrze schłodzone ciasto rozwałkowałam i wycięłam różne kształty – tradycyjne serduszka, gwiazdki, choinki, dzwonki, oraz  po raz pierwszy (bo dopiero dostałam foremki) koniki i piernikowe ludki.

Pierniczki pieką się szybko ( jakieś siedem minut w temperaturze 175 stopni) więc musiałam się uwijać z przygotowaniem kolejnych blach.

Gotowe odłożyłam do wystygnięcia wykorzystując czas na przygotowanie lukru i dekoracji. Doskonale spisują się cukrowe pisaki dr. Oetkera! Choć pamiętam czasy kiedy takich udogodnień nie było i malowałam detale pędzelkiem i patyczkiem, a same kształty wycinałam nożykiem…IMG_5457

Dekorowanie jest najbardziej czasochłonną ale i najprzyjemniejszą częścią pieczenia pierniczków. W kuchni pachnie miodno- korzennie, blaty pokrywają kolorowe kropki lukru, wesołe kształty ciasteczek aż proszą się żeby je schrupać.IMG_5460

Wreszcie ostatni pierniczek zyskał odświętną szatę.IMG_5463 Mogę je teraz zamknąć w puszce aby zmiękły ( dołożę kawałki jabłka, które będę wymieniać co parę dni. Wtedy ciasteczka chłoną wilgoć z owocu). A w okolicy środy popakuję w celofanowe woreczki, przewiążę rafią aby prezenciki były gotowe.IMG_5467

Po pierniczkach „z rozpędu” upiekłam jeszcze czekoladowe muffinki z suszoną żurawiną.  Przydadzą się na jutrzejszy briefing, zwłaszcza, że mam zamiar „coś” od firmy wytargować…IMG_5462

Ponieważ  przez roztargnienie zapomniałam dodać do ciasta cukru, przydałam im mega słodką dekorację z kajmaku i marcepanu.

Mam Talent !

Nieskromnie wyznam iż mam prawdziwy talent, który polega na  generowaniu sobie roboty. Zdolności te  objawiają się u mnie z reguły wtedy, kiedy mam zaplanowane zupełnie inne czynności. Zaczyna się zazwyczaj niewinnie, ot jakiś impuls, coś mnie tam dźgnie, no a potem już leci, ba, eksploduje… Czytaj dalej

Grudzień

Też macie wrażenie, że pod koniec roku czas jakby przyspieszał?  Zupełnie jakby chciał wyrównać wszystkie leniwie toczące się chwile i „wyrobić” plan.

Właśnie wtedy, kiedy wydawałoby się, że można nieco zwolnić tempo, zbiera się cała lawina ciekawych wydarzeń, miłych spotkań, niesamowitych okazji, których po prostu nie można”odpuścić”.   A do tego zbliżające się święta…I kolejne problemy. Jaki kolor będzie w tym roku wiodący w moich dekoracjach świątecznych? Dopóki tego nie ustalę, nie ruszę ze świąteczną robotą…

A tu telefon i zaproszenie  na spektakl. No cóż decyzja może być tylko jedna – idę! W sali kinowej DK „Dąbrówka” ostatnio byłam szesnaście lat temu, kiedy to córka odbierała tam świadectwo maturalne. Teraz mogę odświeżyć wspomnienie za sprawą „Dziewczynki”, sztuki Piotra Chrzana, wystawianej tam przez Studio Teatr Castingowy mplusm. Czytaj dalej

Bushmills

Bushmills,  niewielkie miasteczko w hrabstwie Antrim w Północnej Irlandii, znane jest wszystkim miłośnikom szlachetnego jęczmiennego trunku.  Jego nazwa pochodzi od rzeki Bush i młynów na niej się znajdujących.

To tutaj mieści się najstarsza (legalna) destylarnia irlandzkiej whiskey (w odróżnieniu od szkockiej whisky), Bushmills’a. Osobiście poznałam Bushmills’a (niestety, wtedy tylko z nazwy) dość wcześnie, bo gdzieś w latach 70 ubiegłego wieku, podczas lektury  powieści J. Higginsa „Orzeł wylądował”. Właśnie ten alkohol preferowali moi ulubieni bohaterowie:  Liam Devlin i jego niemiecki przyjaciel Kurt Steiner. Można więc powiedzieć, iż teoretycznie do  tej wizyty byłam przygotowana od dawna. Czytaj dalej