Wspomnienia z Zielonej Wyspy – Nad morzem

Pierwotny plan zakładał wyjazd do Greystones i przejście klifem do Bray. Ale po całonocnym deszczu trzeba go było zmodyfikować, odwracając kolejność. Jedziemy dartem do Bray i zrobimy spacer w kierunku Greystones.IMG_4339

Przygotowałam się do typowego letniego dnia nad morzem, czyli założyłam sweterek, skórzaną spódniczkę, takąż kurtkę, pełne buty. Z akcesoriów wzięłam do torebki czapkę, i nieco na wyrost, okulary przeciwsłoneczne. Jak się okazało idealny strój na nadmorski spacer.IMG_4322

Jadąc dartem podziwiam widoki. Najbardziej podobają mi się niewielkie mariny z zacumowanymi łodziami.IMG_4325

Bez większych niespodzianek dotarłyśmy do miasteczka. Tutejsza stacja darta  powstała w 1854 roku . Mozaiki na ścianach Bray Daly (stacja nosi nazwisko irlandzkiego rewolucjonisty Edwarda Daly’ego) przedstawiają podróżujących do modnego nadmorskiego kurortu, jakim  jeszcze w latach 50 XX wieku było Bray.IMG_4331 Po zrobieniu zdjęć zeszłyśmy  stromą uliczką ku morzu.IMG_4367 Przekroczyłyśmy nadmorską promenadę, po czym  pokonałyśmy potężny wał kamieni dzielący nas od brzegu morza i ruszyłyśmy plażą w kierunku klifu.Plaża w sierpniu nie różni się od tej, którą widziałam w styczniu. Jest tak samo bezludna…IMG_4335Nie trzeba omijać rozłożonych kocyków i ręczników, więc maszerujemy szybkim tempem.

Na wysokości punktu widokowego zaświeciło słońce. To dodało nam skrzydeł i raźno poszyłyśmy przed siebie. IMG_4352 Wyboru wielkiego nie było – po lewej rozciąga się zatoka, po prawej skały masywu Bray Head – więc dostępne kierunki to tylko w przód i w tył. Droga malowniczo pnie się ku górze, więc z coraz to większej wysokości można podziwiać panoramę zatoki. To być może w niej zatrzymały się okręty Cromwella podczas jego irlandzkiej kampanii w sierpniu 1649 roku.

Mimo, że przyszło nam omijać co większe kałuże spacer okazał się przyjemny. Na trasie mijają nas inni spacerowicze. Wszyscy uprzejmie się pozdrawiają, podobnie jak u nas na górskich szlakach.

Dotarłyśmy do malowniczej ruinki.  Umieszczona przy niej tablica głosi iż, w czasach gdy ruiną nie była, pełniła rolę  meliny przemytników. Nietrudno sobie wyobrazić jak w tym odludnym miejscu dokonywano wymiany  beczek  whisky na  szmuglowane  towary. Sprawdziłyśmy dokładnie w nadziei, iż załapiemy się na kilkusetletni trunek, ale niestety żadna z beczek nie została zapomniana.  Nie trafiłyśmy też na skarby Lepikorna, choć moim zdaniem to idealne miejsce na ich ukrycie. Ale widocznie irlandzki skrzat miał zdanie odmienne.IMG_4349

Maszerowałyśmy dzielnie, w oddali było już widać zabudowania Greystones, kiedy to rzut oka w niebo za nami, nakazał nam samorzutnie zrobić „w tył zwrot”. Potężne pasmo ciężkich, ciemnych chmur wróżyło niezłą ulewę.IMG_4361 Zawracałyśmy lekkim truchtem ( co nie było trudne, bo „z górki”) chcąc uniknąć zmoknięcia na otwartym terenie. Kiedy znalazłyśmy się z powrotem na promenadzie, nieoczekiwanie  chmury przeniosły się nad wodę.IMG_4364 Mogłyśmy więc kontynuować spacer urokliwymi uliczkami kurortu.IMG_4368 Z  przyjemnością patrzyłam na zadbane ogrody, w których mój największy zachwyt wzbudziły kwiaty błękitnych agapantów. Miła jest świadomość, że tymi samymi uliczkami spacerował kiedyś James Joyce, a  w latach osiemdziesiątych XX wieku właścicielem tutejszego Martello Tower był Bono.IMG_4371

Pora wracać do Dublina, spacer zaostrzył nam apetyt. Decydujemy się na obiad w małym bistro gdzie zamawiamy duże porcje cienkich frytek (rzadkość w Irlandii) z kurczakiem i colę. Nie mamy wyrzutów sumienia z powodu nadmiernych kalorii bo na na przeszło dziesięciokilometrowej trasie trochę  ich spaliłyśmy.

3 uwagi do wpisu “Wspomnienia z Zielonej Wyspy – Nad morzem

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s