„Obce niebo”

Dni krótkie, wieczory długie więc wybrałam się do kina. Specjalnego wyboru nie było, zdecydowałam się na film „Obce niebo” w reżyserii Dariusza Gajewskiego. Scenariusz oparty  jest na prawdziwej historii, która dotknęła  polską rodzinę mieszkającą w Szwecji.

Uderzyły mnie w niej dwie sprawy. Pierwszą  jest różnica  między temperamentem słowiańskim a skandynawskim. I choć muszę przyznać, że ten słowiański (ze zrozumiałych względów) jest dla mnie bardziej „normalny”, to  jednak oglądany z pozycji „zewnętrznego”widza, robi niekorzystne wrażenie.

Bohaterka, grana brawurowo przez Agnieszkę Grochowską, czuje się obco na imigracji i często daje wyraz swoim frustracjom. Nie zdaje sobie sprawy jak jest to przyjmowane przez chłodnych emocjonalnie Szwedów. Nie potrafi zaadaptować się na obczyźnie, nie do końca ma oparcie w swoim partnerze Marku (Bartłomiej Topa). Jedynym członkiem rodziny, który odnajduje się w nowych warunkach jest córeczka Ula (Barbara Kubiak). Dziewczynka chodzi do szwedzkiej multikulturowej szkoły, zna język. Jednak to ona, również pod wpływem emocji, nieświadomie sprawia, iż rodzice zostają uznani za nieodpowiednich do sprawowania opieki nad dzieckiem.

Ufni w  doskonałość swego systemu  Skandynawowie, nie biorą pod uwagę  możliwości konfabulacji dziecka,  nie dociekają przyczyn odmiennego zachowania. Widzą  tylko  patologię i wprawiają w ruch machinę urzędniczą, która raz poruszona, nie może się zatrzymać.

Drugą sprawą, która mnie poruszyła, to fakt, że nawet najlepszy system, nie jest rozwiązaniem uniwersalnym. I że żadne odgórne rozporządzenia nie powinny być stosowane ” z automatu”, bez wnikliwego i indywidualnego zbadania sprawy. Sztywne  trzymanie się procedur sprawia iż dziecko trafia od razu do rodziny zastępczej a następnie, niemalże także automatycznie, do adopcji. Nieludzkie wydają mi się przepisy regulujące przebieg spotkań rodziców z odebranym dzieckiem, odbywające się pod czujnym urzędniczym okiem i wykluczające, pod groźbą natychmiastowego przerwania „widzenia,” jakichkolwiek kontakty fizyczne z latoroślą. Niezrozumiałe  jest dla mnie nieinformowanie żadnej z zainteresowanych stron o faktycznej przyczynie odebrania dziecka.

Film opatrzono (moim zdaniem niesłusznie) kategorią „thriller”, uważam że to klasyczny dramat, dramat niezrozumienia, obcości, odmienności, temperamentów.

Jego mocną stroną  (poza grą A. Grochowskiej) są piękne zdjęcia, które  (świadomie czy nie?) mocno kontrastują rzeczywistość skandynawską i imigrancką. Polska rodzina mieszka w nieciekawej dzielnicy, ubiera się „byle jak”, zdaje się nie mieć większych potrzeb kulturalnych. Szwedzka rodzina, do której trafia mała Ula, ma piękny, urządzony z wyrafinowanym minimalizmem dom, spory ogród. Mimo, iż w przeszłości dotknęła ich tragedia, zdają się być ludźmi zrównoważonymi i autentycznie przejmującymi się podopieczną. I tu kolejna refleksja…  Filmowa polska rodzina mimo, iż niewątpliwie kocha córkę, niespecjalnie poświęca jej uwagę, skupia się raczej na zapewnieniu jej fizycznych potrzeb, niż na rozmowach i psychicznym komforcie.

Mimo polskiego przekonania iż „rodzina powinna być razem” trudno mi jednoznacznie stanąć po stronie bohaterów i równie jednoznacznie potępić skandynawski system opieki nad dzieckiem. Być może jest stosowany nadgorliwie, ale z drugiej strony czy można pochwalić polski system, który działając opieszale i niedbale, dopuszcza do patologii w wielu rodzinach? I dopiero kiedy dochodzi do tragedii nasza machina urzędnicza rusza… do wzajemnego zrzucania odpowiedzialności.

 

 

5 uwag do wpisu “„Obce niebo”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s