Dubliński pub – Wspomnienia z Zielonej Wyspy 3

Dublin, jak powszechnie wiadomo, to matecznik Guinnessa i  Jameson Irish Whiskey. Piwo warzone od 1759 roku w St. James’s Gate Brewery ma wszędzie swoich przysięgłych zwolenników. Podobno codziennie na całym świecie wypijanych jest 10 milionów kufli tego ciemnego trunku. Nie może więc go zabraknąć w żadnym z  licznych dublińskich pubów. Po prostu, mówisz Dublin, myślisz Guinness…IMG_5717 Czytaj dalej

Reklamy

Moje córki krowy

Zima przypomniała sobie o Poznaniu, co zaowocowało wzmożonym zainteresowaniem przybytkami kultury masowej. Mimo, że środek tygodnia, godzina też raczej popołudniowa, w kinie prawie pełna sala.

W zasadzie to chciałam obejrzeć „Ekscentryków”, ale w Cinema nie grali, a do Multikina nie chciało mi się jechać, więc zdecydowałam się na „Moje córki krowy”. I  nie żałuję!

Film Kingi Dębskiej to historia rodzinna utrzymana w konwencji „białej tragedii”. Głównymi bohaterkami są dwie siostry z których każda jest  tak diametralnie różna, że porozumienie między nimi zdaje się niemożliwe. Starsza, silna i opanowana Marta ( rewelacyjna Agata Kulesza) zdaje się pogardzać młodszą, nadmiernie egzaltowaną Kasią (świetna Gabriela Muskała) i nawet nie próbuje jej zrozumieć.  Marta, ulubienica ojca, dominuje nie tylko nad siostrą ale i nad resztą rodziny. Załatwia problemy, umawia wizyty, kontroluje. Kasia, która wraz z mężem i synem, mieszka z rodzicami, ogarnia codzienność.  Siostry dzieli wszystko, łączy tylko wspólna miłość do rodziców, którym każda na swój sposób stara się pomóc. Dzieło Kingi Dębskiej to, między innymi, próba zobrazowania prawdziwych, skomplikowanych relacji, między dwiema bliskimi sobie, a mimo to odległymi od siebie kobietami.

Jednak moim zdaniem prawdziwą „gwiazdą” filmu jest Marian Dziędziel, który wcielił się w ojca Marty i Katarzyny. Jego sugestywna kreacja  zapada na długo w pamięć. Aktorowi udało się stworzyć postać  pełnokrwistą,  niejednoznaczną, pełną wad ale i miłości do żony ( Małgorzata Niemirska) i córek.

Film bardzo prawdziwie przedstawia irracjonalne zachowania w obliczu nieszczęścia. Szukanie ratunku w pozamedycznych praktykach, starania  zapewnienia”prezentami” lepszych usług personelu  szpitala, prób poradzenia sobie z traumą za pomocą różnych używek.

Bardzo mocną stroną filmu są dialogi i doskonała obsada. Nie ma w nim roli „nijakiej”, nawet role drugoplanowe są zagrane niezwykle sugestywnie.

Pani reżyser doskonale żongluje nastrojami widowni, mimo „ciężkiej” tematyki, sala co rusz wybucha śmiechem, aby za moment westchnąć cicho „ot życie”… W filmie nie ma zbędnych scen, niepotrzebnych słów, przesadzonych gestów, jest sama prawda, podkreślona subtelnie muzyką Bartosza Chajdeckiego

Śmiało mogę wszystkim polecić ten film, który świetnie oddaje różne odcienie relacji rodzinnych.

Niefart cd.

Przeznaczony na zwiedzanie zamku czas, postanawiamy wykorzystać na spacer w kierunku ruin dawnej katedry św. Piotra i Pawła. Droga do nich jest zadbana i dobrze oznakowana, po drodze mijamy tablice informacyjne i stylowe drewniane siedziska. Ścieżka wiedzie nas brzegiem Boyne, której niestety od czasu do czasu „się ulało” więc musimy omijać  (znowu w błocie) rozlewiska.IMG_5599 Czytaj dalej

Niefart…

Nieraz pech przyjmuje całkiem niezły kamuflaż. Tak było i tym razem, zwiodło mnie błękitne niebo i ciepłe promienie słoneczne. Piękna pogoda na zaplanowaną od dawna wycieczkę do Trim.

Wtorkowym przedpołudniem dotarłyśmy na centralny, stołeczny dworzec autobusowy. Kupiłyśmy bilety i czekamy. Oj długo czekamy, mimo, że według rozkładu dawno już powinnyśmy zmierzać ku hrabstwu Meath. W końcu udałyśmy się do punktu informacji, gdzie wytłumaczono nam, iż dnia dzisiejszego obowiązuje sobotni rozkład. No cóż…

Po godzinie wsiadłyśmy wreszcie do autokaru. Niestety w czasie kiedy myśmy bezczynnie czekały, aura nie próżnowała. Błękit nieba zastąpiła stalowosina barwa, a słońce bardzo skutecznie skryło się za parawanem gęstych chmur. Czytaj dalej

Trinity College

W pierwszą niedzielę stycznia wybrałam się na zwiedzanie Collegium  Trójcy Świętej, młodszej siostry uczelni w Cambridge i Oxfordzie. Z terminem utrafiłam idealnie. Zwiedzających, mimo pięknej słonecznej pogody, było stosunkowo mało.

Ze wzruszeniem przekroczyłam bramę uczelni, założonej przez królową Elżbietę I Tudorównę, jako bastion protestantyzmu, w narażonej na wpływy papistów Irlandii. Ciekawostką jest fakt, iż mimo że w 1873 roku władze uczelni uchyliły zakaz przyjmowania katolików, to studenci katoliccy pojawili się w jej murach dopiero sto lat później. Dopiero w 1970 roku Irlandzki Kościół Katolicki  oficjalnie zniósł groźbę ich ekskomuniki za studiowanie w Trinity. Dużo wcześniej na tym uniwersytecie pojawiły się kobiety, które zaczęto przyjmować w poczet studentów już w 1904 roku  (gwoli przypomnienia na „Jagiellonce” od 1894). Czytaj dalej

Dublińskie mosty – Wspomnienia z Zielonej wyspy 3

Ponieważ Liffey dzieli miasto na pół, dla sprawnej komunikacji potrzebne są mosty. Te dublińskie położone są stosunkowo niedaleko siebie. Odnoszę wrażenie, iż każda dzielnica ma „swój” most.

Najdalej wysuniętym na zachód, odwiedzonym przeze mnie, mostem jest Heuston Brigde, który został zaprojektowany przez Georga Papwortha  i otwarty w 1828 roku. Pierwotnie nosił miano Mostu Królewskiego, obecnie patronuje mu Heuston, jeden z 16 straconych przywódców Powstania Wielkanocnego.IMG_5505 Czytaj dalej

W Phoenix Parku – wspomnienia z Zielonej Wyspy 3

W niedzielne południe odwiedzam największy ze stołecznych parków – Phoenix. Jego nazwa nie pochodzi od mitycznego ptaka, lecz od Pairc an Fhionnuisce co w irlandzkim oznacza „park czystej wody”. Pomnik Feniksa kazał ustawić angielski lord Chersterfield, dla którego „fhionnuisce” brzmiało jak „phoenix”.

Park został założony w 1662 roku dla króla Karola II, jako teren polowań na bażanty i daniele. Inicjatorem tego przedsięwzięcia był Duk of Ormond.  W 1745 roku park został udostępniony mieszkańcom Dublina i od tej pory jest jednym z ulubionych terenów spacerowych mieszkańców stolicy.IMG_5552 Czytaj dalej