Makowiec

Siała baba mak, nie wiedziała jak… A druga baba postanowiła (chyba w imię solidarności z tą co siała) upiec makowiec. I też nie wiedziała jak…

Podobno dziad wiedział, ale nie powiedział. Nie bardzo chce mi się w to wierzyć, bo dziad nigdy nie przepuszcza okazji do pochwalenia się wiedzą.

Z zasady nie piekę  makowców ( jak już to raczej tort makowy, bądz taki na krucho – drożdżowym cieście) ale w tym roku coś mnie naszło i uznałam, że rok będzie niepełny jeśli nie upiekę klasycznego, zawijanego w drożdżowe ciasto, makowca.

Masę przygotowałam z utartego maku, miodu, cukru i dużej ilości bakali. Dodałam doń jedno całe jajko i łyżeczkę kaszki manny, aby w razie czego pochłonęła nadmiar wilgoci.

Zabrałam się za ciasto. Rozczyn z dwóch deko drożdży, łyżki cukru, łyżki mąki i paru łyżek letniego mleka rósł ładnie.  Wsypałam do miski resztę indergiencji – dwie szklanki mąki, pół szklanki cukru, cukier waniliowy, oraz wlałam pół szklanki mleka, roztopione i przestudzone masło, wyrośnięty zaczyn, a także wbiłam dwa całe jajka. Wymieszałam wszystko mikserem i postępując według przepisu zaczęłam zagniatać ciasto. To okazało się jednak oporne i zamiast, jak w instrukcji, „odstawać od ręki” rozlewało się jak ektoplazma i oblepiało mi palce. Za nic nie chciało się odczepić. Nie miałam wyjścia, musiałam dosypać mąki. Kiedy wreszcie  udało mi się je  na tyle okiełznać, że dało się zagnieść w kulę, odstawiłam w ciepłe miejsce  do wyrośnięcia. Wyrośnięte ( jak mi się wydawało) rozwałkowałam na papierze do pieczenia, posmarowałam prostokąt masą makową i jakimś cudem udało mi się to zwinąć, zalepiając końce.  Zadowolona włożyłam rulon do piekarnika (160 stopni) i zajęłam się sprzątaniem kuchni.img_8846

Kiedy po dwudziestu minutach zajrzałam do ciasta moje zdziwienie nie miało granic… Zgrabny rulonik zmienił się w mutanta… Ciasto jeszcze wyrosło i swoim kształtem przypominało gigantyczną ciabattę.  Odczekałam  przepisowe 40 minut i wyłączyłam piekarnik.  Makowiec, pomijając ponadnormatywne rozmiary, wyglądał normalnie. Przyrumienił się i nie klapnął.img_8849

Odczekałam aż wystygnie i polukrowałam. Posypałam kandyzowaną skórką pomarańczową, cały czas zachodząc w głowę, jak  ciasto wygląda w środku.  Kiedy  go rozkroiłam okazało się, że zamiast rolady mam nadziewaną drożdżówkę .  Ale smaku  mój wypiek okazał się „zjadliwy”.

Może za rok (o ile znów będę czuła taką potrzebę) upiekę makowiec doskonały…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s