Duszatyńskie jeziorka. Bieszczadzka wyprawa

Pora ruszyć w góry.

Nad moim bezpieczeństwem czuwają dwa prawdziwe (choć nie zielone)  „bieszczadzkie anioły” – moi przyjaciele Gośka i Rysiek.  Mocno kręcą głowami nad moimi trampkami i ogólnie kiepskawą kondycją. Wyrażają o nich opinię, całkiem nieanielską, szalenie ekspresyjną, mową.  W końcu jednak wydają wyrok, że na Dusztynskie  Jeziorka mogę w nich iść. Ponieważ to  „zawodowcy” zaprawieni na bieszczadzkich szlakach, więc ufam ich ocenie. Jak mówią że dam radę, to dam!

Przed wyjściem Gośka poi mnie elektrolitami i zmusza do nałożenia  czapki na głowę ( argument o kleszczach przekonał mnie)  a w dłonie wtyka  kijki do trekkingu, które mają ułatwić mi wędrówkę .Nawet nie próbuję dyskutować nad zasadnością tych wszystkich zabiegów, czując się doskonale  „zaopiekowana.”

Dojeżdżamy do Duszatyna. Kiedyś był wsią, teraz  jest tylko osadą leśną.  Parking, bar,  kilka domostw, to w zasadzie wszystko. Choć jest też kilka śladów przeszłości… Stary krzyż na rozstaju dróg, samotne groby, w miejscu  gdzie kiedyś stała drewniana cerkiewka, nasypy po dawnej (1923) kolejce wąskotorowej są niemymi świadkami bolesnej historii okolicy.

Zostawiamy samochód na parkingu i ruszamy na szlak. Początkowo jest lajtowo, ale dalej zaczyna się strome zbocze. No jakoś idę pod górę  starając się, wedle hojnie udzielanych wskazówek, odciążać kijkami kolana.

Droga raz pod górkę, raz z górki.  Z górki idzie mi się znacznie gorzej. Co jakiś czas dostaję stanowczy nakaz odpoczynku, wyrównania oddechu i wypicia kilku łyków wody.  Ta  troska o mój komfort wzrusza mnie bardziej niż okazuję.

Atrakcją wędrówki jest kilkukrotne przechodzenie przez wodę potoku Olchowatego, będącego dopływem Osławy.  Dwukrotnie udało mi się przebyć go „suchą nogą” raz wpadłam po kostki. Nawet fajne uczucie .

Wreszcie nagroda. Widok otoczonej zielenią tafli pierwszego jeziorka jest zadośćuczynieniem za włożony wysiłek.  Rysiek krytycznie ogląda moje buty i stwierdza, że nie są należycie zasznurowane. Postanawia osobiście nadrobić moje zaniedbanie. Po jego interwencji sznurówki są tak zaciśnięte wokół kostek, iż mam wrażenie, że krew przestała mi dopływać do stóp. Ale podobno dzięki temu nie skręcę kostki.

Chwila odpoczynku, sesja zdjęciowa i wędrujemy nieco wyżej, do drugiego jeziorka. To jest chyba jeszcze piękniejsze!

Moje „Anioły” fruną na Chryszczatą,  tam kiedyś znajdował się doskonale ufortyfikowany i zorganizowany obóz Hrynia. Na Chryszczatej Banderowcy umieścili też duży szpital podziemny. W styczniu 1947 roku atakujący go żołnierze WP podpalili bunkier, w którym przebywali ranni,  opiekujący się nimi lekarze i sanitariuszki. Podobno lekarze  zastrzelili rannych, pielęgniarki i na końcu siebie, aby uniknąć spalenia żywcem.  Po wojnie nieopodal Duszatyna stanął, nielegalny i mocno kontrowersyjny,   pomnik upamiętniający to wydarzenie. Napis głosił ” Cześć żołnierzom UPA poległym 23. 01. 1947 roku w walce z żołnierzami WP  podczas obrony podziemnego szpitala. Cześć ich pamięci!” Pomnik został zniszczony przez nieznanych sprawców.

Zostaję  sama nad brzegiem i podziwiam, powstały na skutek osuwiska zbocza, akwen. Rezerwat  z jeziorkami nazywa się „Zwiezło”, gdyż ziemię z Chryszczatej zwiezło  w dół. Miało to miejsce w 1907 roku. O historii powstania jeziorek  oraz o szlakach wokół nich można poczytać na tablicach informacyjnych umieszczonych przy dróżce.

Pięknie tu i spokojnie. Nawet turystów nie za dużo, przez ten cały czas minęły mnie może  ze trzy osoby. Obserwuję „sekretne życie” jeziorka. Ważki, jętki i inne „latadła” odprawiają nad taflą wody prawdziwy balet.

Powracają Gośka i Rysiek. Niezbyt zadowoleni, podejście pod Chryszczatą było wyczerpujące, a widoki kiepskie.

Droga powrotna mija  nam znacznie szybciej.  Nawet nie czuję zmęczenia.

Po wędrówce z przyjemnością zasiadamy przy drewnianych stołach „Księstwa Duszatyn”. Wybieramy polecane   pierogi z sarniną.  Wyborne!  Najedzeni jesteśmy tak, że dziś  odpuścimy sobie wizytę w  „Barze na zamościu”.

5 uwag do wpisu “Duszatyńskie jeziorka. Bieszczadzka wyprawa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s