Na Małej Rawce. Bieszczadzka wyprawa

Dzień przeznaczyliśmy na wyprawę w góry. Moje „Anioły” zadecydowały, że czas abym zmierzyła się z podejściem na Rawkę. Wmawiają mi, że te 1300 metrów leży w zasięgu moich możliwości. No cóż zobaczymy jak to  będzie wyglądało, wczoraj padało a podeszwy moich conversów są gładkie…,

Podjeżdżamy na parking w Brzegach, gdzie zostawiamy samochód. Ruszamy  od razu ostro pod górę. Dobrze, że są miejsca, w których błoto zdążyło nieco podeschnąć, ale i tak muszę uważać na każdy krok. Na szczęście Anioły nadal poczuwają się do opieki nade mną – no ale od tego są aniołami… Gośka idzie przodem, co chwilę odwracając się i sprawdzając czy nadążam. Rysiek asekuruje mnie „od tyłu” i wyszukuje mi dogodne punkty oparcia stóp.  W takich warunkach wędrówka  to przyjemność, choć podejście do najlżejszych nie należy.  Radość mąci mi tylko myśl, że być może, będę musiała schodzić tą drogą w deszczu, co nieuchronnie skończy się zjazdem ślizgowym… Dla ułatwienia wspinaczki w wyższych partiach góry gdzie- nie gdzie porobiono stopnie z drewna i poręcze. Niestety dla mnie jedne i drugie umieszczone są za wysoko. Zamiast ułatwiać, utrudniają.

Wreszcie wychodzimy na szczyt. Panorama piękna, widać połoniny, rozważamy podejście pod Wielką Rawkę. Kusi nas bardzo. Gośka zarządza pamiątkową fotografię, bo  jak twierdzi ” inaczej nikt mi inaczej nie uwierzy, że tam weszłam”.

Wisząca nad Wielką Rawką czarna chmura zmusza nas do zmiany planów. Gdyby rozpętała się burza musielibyśmy schodzić do Brzegów, a na to nikt nie ma specjalnej ochoty. Dlatego ochoczo przyjmujemy propozycję Ryśka, aby przejść Działem i schodzić w Wetlinie.  Droga grzbietem jest przecudowna! Sama nie wiem czy patrzeć na prawo, na lewo, czy przed siebie, wszystko jest oszałamiające. Intensywna, błyszcząca zieleń jagodowych krzewinek przetykana jest jaskrawymi barwami przydrożnych kwiatów, których nazw nie znam.  Przypominają trochę miniaturowe mniszki, ale kolor mają mandarynkowy. Po obu stronach rozciągają się pasma górskie, które wabią wzrok. Rozsądek jednak podpowiada, żeby przede wszystkim patrzeć pod nogi… Mimo, że droga jest stosunkowo prosta, są na niej koleiny, błoto, a  podobno i żmije nie należą  tu do rzadkości.

Dochodzimy pod wiatę, pora na kolejne pamiątkowe zdjęcie. Gośka wmusza we mnie baton energetyczny i napój,  twierdząc, że zejście też będzie mnie kosztowało trochę wysiłku. No  fakt, te 1267 metrów samo nie zniknie.

Okazało się że, miała rację. Zejście choć łagodniejsze, obfituje w miejsca bagniste, które chyba nigdy nie wysychają…  „No risk, no fun”…  Oesy muszą być, żeby wędrówka była atrakcyjna. Przeskakuję  mniejsze, większe staram się ominąć  szurając po zeszłorocznych liściach buczyny. W lesie panuje dostojny półmrok, słoneczne promienie z trudem przedzierają się przez gęste listowie drzew.  Nie brakuje jednak i pięknych momentów. Stare uroczysko z powalonymi pniami zapiera dech swoją posępną urodą. Nagle słyszymy huk i serię trzasków. Zamieramy. Niedzwiedz? Nie, to sarenka z koziołkiem. Jest tak blisko nas, że  prawie „na wyciągnięcie ręki”,   Piękny widok.

Warkot samochodów zwiastuje, że jesteśmy już blisko cywilizacji. Po chwili wychodzimy na szosę nieopodal Wetliny. Do samochodu mamy jakieś 12 kilometrów, bus pojedzie za godzinę. Ruszamy więc z Gośką „z buta”, Rysiek ma czekać aż podjedziemy. Droga szosą jest nudna,  na szczęście  wkrótce  uprzejme małżeństwo z Białowieży podwozi nas na parking w Brzegach. Zadowoleni z wyprawy zjeżdżamy do Cisnej na zasłużony obiad. Tego dnia „zdradziłam” ukochane pierogi na rzecz placków ziemniaczanych.  Też okazały się wyśmienite.

 

10 uwag do wpisu “Na Małej Rawce. Bieszczadzka wyprawa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s