Pałac Artura Greisera w Jeziorach. Wielkopolskie rezydencje

Zupełnie nieoczekiwanie znalazłam się w Jeziorach, w gminie Mosina. Tym razem powodem wyjazdu był udział moich przyjaciół w zawodach nordic walking. Chciałam być „blisko”, kibicować ich wysiłkom i cieszyć się z sukcesów. Zmagania odbywały się na terenie Wielkopolskiego Parku Narodowego, nieopodal jeziora Góreckiego. Start, meta  i główny sztab zawodów znajdowały się przed dawną rezydencją namiestnika Kraju Warty, Arthura Greisera. Zanim więc moi przyjaciele przeszli dystans dziesięciu kilometrów, ja miałam czas zapoznać się z architekturą pałacu.Kim był Arthur Greiser? Był  synem drobnego rzemieślnika ze Środy Wielkopolskiej. Wychowywał się w skromnych warunkach, sześcioosobowa rodzina Greiserów  mieszkała w pokoju z kuchnią. Arthur najpierw uczęszczał do szkoły w Środzie, potem był uczniem gimnazjum humanistycznego w Inowrocławiu, z którego w 1914 roku, prawdopodobnie za bójki, został wydalony. Po wybuchu I wojny zgłosił się na ochotnika do cesarskiej marynarki wojennej. Szybko awansował na oficera, był kilkukrotnie odznaczany. Po wojnie osiadł w Gdańsku,  gdzie, aby przeżyć imał się różnych zajęć. Nie wiodło mu się zbyt dobrze. Często zmuszony był korzystać z materialnej pomocy  szwagra, żydowskiego lekarza. Arthur odwzajemnił się za nią w 1934 roku, nakłaniając siostrę, szwagra i siostrzeńca do wyjazdu za ocean. Nawet jeśli był to z jego strony czysto pragmatyczny gest, nie da się ukryć, że tym ocalił ich życie.

W 1919 roku ożenił się z Ruth Tripler i miał z nią troje dzieci (córki Ingrid i Rotraut oraz syna Erhardta). Swoje frustracje spowodowane niestabilną sytuacją finansową rozładowywał podczas antypolskich wieców w wolnym mieście Gdańsku. Jego zaangażowanie zwróciło uwagę NSDAP, która szybko przyjęła go w swoje szeregi. Od tego momentu jego sytuacja diametralnie się poprawiła. W 1933 roku został wiceprezydentem Gdańska a rok później prezydentem senatu gdańskiego, równocześnie sprawując funkcję ministra spraw wewnętrznych. W 1934 roku rozwiódł się z Ruth, dokonując równocześnie „podziału” dzieci. Córki miały zostać z matką, syn miał się wychowywać pod opieką ojca. W rok po rozwodzie, Arthur Greiser poślubił Marię Born.

W listopadzie 1939 roku otrzymał nominację na namiestnika Kraju Warty, w którym stał panem życia i śmierci polskich mieszkańców. Nie przewidział jednak, że śmierć, którą beztrosko szafował wobec Polaków, odbierze mu tego, kogo kochał najbardziej. Mimo swej „wszechmocności”, nie był w stanie zapobiec śmierci syna w grudniu 1939 roku.  Po, przyjeżdżającego na ferie gwiazdkowe trzynastolatka, Greiser wysłał samochód z eskortą, aby oszczędzić dziecku trudów podróży koleją. Pod Birnbaum ( Międzychodem), na niestrzeżonym przejeździe, auto wpadło pod nadjeżdżający pociąg. Nikt nie przeżył.

Oprócz syna, Arthur kochał jeszcze Marię, a oboje kochali bogactwo i luksus…   Namiestnik miał do swej dyspozycji wygodną willę w Poznaniu oraz kilka pałaców w okolicy(Lubostroń, Czerniejewo, Objezierze), z których wyrzucono mieszkańców. Marzyła mu się jednak rezydencja zaprojektowana ściśle pod jego gust i wymagania. „Działkę” na której ów myśliwski pałacyk miał powstać, miał już upatrzoną. Projekt domu wykonało berlińskie biuro Otto von Estorffa i Gerharda Winklera a zaopiniował go sam Albert Speer, ulubiony architekt Hitlera. W 1940 roku, na wysokiej skarpie jeziora Góreckiego , więźniowie z obozu w Żabikowie, rozpoczęli budowę pałacu. Zakończyli ją w 1942 roku. Budowa pochłonęła ponad 3 miliony marek. No ale Gauleiter ograniczać się finansowo nie musiał, za jego kaprysy płaciło ministerstwo spraw wewnętrznych. Choć, być może, w pewien sposób „oszczędzał” nie płacąc za teren (bagatela 10 hektarów), ani tym bardziej, za roboty ziemne i budowlane, do których, wzorem satrapów, zaprzęgł jeńców i więźniów.

Powstała  rezydencja, na pozór skromna i niepozorna. Muszę przyznać, że świadczy to, o wysublimowanym guście, tego hitlerowskiego nuworysza. Budynek na planie litery „C” charakteryzuje modernistyczna prostota, a o jego klasie decyduje wspaniała harmonia i użycie najwyższej klasy materiałów budowlanych. Kamieniarka odrzwi, obramowań okiennych, gzymsów, otrzymała perfekcyjną, zgeometryzowaną, formę. Poza podstawowymi, wszystkie materiały budowlane zostały sprowadzone z Niemiec.

„Na oko” to budynek dwukondygnacyjny z użytkowym poddaszem, w rzeczywistości ma pięć kondygnacji użytkowych.  Pozostałe dwie, to dwupoziomowe podziemia pałacu, w których urządzono między innymi salę kinową i schron.

Do korpusu głównego, przylegają dwa parterowe aneksy, obejmujące swymi ramionami paradny dziedziniec. Zwraca uwagę bogato przeszklony parter, który mieścił między innymi salę reprezentacyjną ze wspaniałym, kamiennym kominkiem. Obramowanie paleniska utworzone jest z płytek ceramicznych z widokami miast (bądź ich herbami) wchodzących w skład Warthegau. Z sali było (i jest do tej pory) wyjście na taras.   Na parterze, oprócz kominkowego salonu znajdowały się też inne pomieszczenia. Był pokój muzyczny jako, że druga żona Arthura Greisera, Maria Born była pianistką. Zdania co do jej muzycznego talentu i umiejętności były podzielone, ale podobno lubiła uświetniać spotkania towarzyskie nazistowskich notabli swoim recitalem. Za pokojem muzycznym mieścił się gabinet namiestnika i oszklona weranda.Po drugiej stronie budynku (licząc od sali kominkowej) umieszczono ogromną jadalnię z drugą werandą. Przez całą długość korpusu głównego ciągnął się hol, z którego na piętro prowadziły  dębowe schody. Piętro mieściło prywatne apartamenty państwa Greiserów. Osobne sypialnie z łazienkami łączyło „tajemne” przejście. Każda z nich  miała wyjście na tarasy umieszczone na dachach parterowych werand.  Roztaczał się z nich wspaniały widok na jezioro i ruiny pałacu Klaudyny Potockiej. Oprócz sypialni gospodarzy, na piętrze mieściły się pokoje gościnne, także z własnymi łazienkami. Na poddaszu umieszczono pralnię, suszarnię i prasowalnię. Znalazło się też parę pomieszczeń dla służby.

Wyposażenie wnętrz również było luksusowe, a pochodziło głównie z wielkopolskich pałaców i muzeów.  Część z tych rzeczy, w styczniu 1945 roku, uciekając z Wielkopolski, Greiser zabrał ze sobą. Wszystkiego jednak wywieźć nie mógł. W obliczu nadciągającej armii czerwonej, kwestia luksusowej pościeli czy serwisu stała się nieistotna. Skorzystała z tego miejscowa ludność, zabierając co się da, gdy tylko Niemcy opuścili Jeziory. Podobno dywany, lustra czy sztućce „po Greiserze” służą niektórym do dziś…  Tu pewna dygresja…

W czasach  kiedy studiowałam, w naszym instytucie stał duży, ciężki, okazały, rzeźbiony stół . Mebel wielkiej urody i niemałej wagi (lite drewno) należał kiedyś do Greisera. Tyle, że zdaje się, pochodził nie z pałacu w Jeziorach, lecz z gabinetu namiestnika w zamku poznańskim. Przy owym stole nieraz  siadywałam podczas  zajęć, nie zdając sobie wtedy sprawy z tego, że być może właśnie na nim namiestnik Warthegau podpisywał wyroki…

Teren wokół rezydencji był ściśle ogrodzony wysokim litym murem z okazałą kutą bramą. Park, przed pałacem regularny, płynnie przechodził dalej w krajobrazowy. Jego projektowaniem zajął się Hermann Mattern światowej sławy architekt zieleni.

Arthur Greiser na początku 1945 roku uciekł z Wielkopolski. Został schwytany w amerykańskiej strefie wojskowej i na podstawie międzynarodowych umów wydany Polakom. Jego proces, na którym zapadł wyrok skazujący, odbył się w Poznaniu. Co ciekawe, występujący podczas procesu w charakterze świadków Polacy, pracujący dla niego w „greiserówce” nie oceniali go jednoznacznie źle… W Poznaniu dokonano na Greiserze publicznej egzekucji. Został powieszony na stokach cytadeli a jego ciało skremowano. Nie uwzględniono jego ostatniej prośby, aby pochować go przy grobie syna, na poznańskim cmentarzu ewangelickim św. Łazarza.  Prochy pochowano w nieznanym miejscu.

Co dalej działo się Greiserówką?  Niebawem nadeszli żołnierze radzieccy. Tych interesowały głównie piwnice z alkoholem… Wojsko stacjonowało w pałacu dość krótko, nie zdążyło go zdemolować. Potem, jakiś czas,  w rezydencji gauleitera umościł się Urząd Bezpieczeństwa, ale dość szybko przeniósł się do Poznania. Następnie w pałacu znalazł schronienie Dom Dziecka, a później Prewentorium Przeciwgruźlicze. Od 1994 gospodarzem włości jest Dyrekcja Wielkopolskiego Parku Narodowego.

Podczas kiedy ja kontemplowałam urodę pałacu, moi przyjaciele zdążyli już pokonać całą trasę. Ich powrót przerwał moje rozmyślania nad zawiłościami historii. Teraz już temat trudności dystansu, techniki i uzyskanych czasów zdominował ogólną rozmowę. Widmo ponurych czasów oddaliło się, przegnane radosną atmosferą wspólnego pikniku.

16 uwag do wpisu “Pałac Artura Greisera w Jeziorach. Wielkopolskie rezydencje

  1. szkoda ze w tym Twoim opisie NIC nie napisala o zbrodniach A. Gleisera , tylko same wychwałki ” – co jest tego powodem ? moja rodzina zginela przez niego i setki tysiecy w obozie VII w Zabikowie w lasacj Paledzie Zakrzewo , k Obornik itp . , wiec pisz prawde historyczna a nie tylko pólprawdy . Ps. i nie wychwalaj zbrodniarza – niemca , NIe.

    Polubienie

    • Szanowny Panie. Piszę prawdę. Tematem postu jest architektura pałacu w Jeziorach, a nie zbrodnie Artura Greisera, O działalności nazistowskiego namiestnika Kraju Warty napisano już tomy, nie widzę więc powodu, po raz kolejny, przytaczać tego, co i tak wszyscy wiedzą. Nie wiem, gdzie Pan dopatrzył się „wychwalania” Greisera, przedstawiłam jedynie jego życiorys… Prosiłabym o zachowanie formy grzecznościowej „pani” oraz chciałabym nadmienić, że narodowość (bez względu na nasz stosunek emocjonalny) zawsze piszemy z dużej litery.

      Polubienie

  2. Byłam małą, pięcioletnią kuracjuszką prewentorium w tym budynku w roku 1965. Przebywałam tam ok. 6 miesięcy. Gdyby nie tęsknota za domem rodzinnym, wspominała bym to miejsce bardzo ciepło. O historii willi Greisera dowiedziałam się jako dorosła już osoba. Szkoda, że tak mroczną ma przeszłość, bo położenie jej jest fantastyczne, okolica przepiękna, choć będąc tam kilka lat temu, zauważyłam, że pamiętam to miejsce nieco inaczej, może dlatego, że z perspektywy dziecka? Na pewno kiedyś jeszcze odwiedzę „moje prewentorium”. Swoją drogą jestem ciekawa, czy ktoś jeszcze pamięta to miejsce ze swojego pobytu tam w dzieciństwie?

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s