Zbąszyń okruchy przeszłości.

Obowiązki służbowe zagnały mnie do Zbąszynia. Nie powiem, ucieszyłam się bardzo, bo jeszcze nigdy nie byłam w tym mieście. Owszem, kilkukrotnie w drodze do Berlina, przejeżdżałam „obok”, ale w samym mieście, jak dotąd, moja noga nie postała. Nadarzyła się więc okazja by nadrobić zaniedbania.

W Zbąszyniu niewiele zachowało się z jego dawnej świetności. Nie ma już ratusza na rynku, nie ma wspaniałego zamku. Pozostały okruchy…Początki Zbąszynia, jako miasta, sięgają pierwszej dekady XIV wieku, choć już wcześniej, między Obrą a jeziorem Błędno, istniała osada.

W średniowieczu miasto było własnością książęcą i królewską, którą w XV wieku, król Władysław Jagiełło podarował Janowi Głowaczowi, wojewodzie mazowieckiemu. Jego rodzina od tych włości przyjęła nazwisko „Zbąskich” herbu Nałęcz. Pod ich kuratelą Zbąszyń stał się znaczącym ośrodkiem husycyzmu. Sędzia poznański i poseł królewski, Abraham Zbąski był przywódcą wielkopolskich husytów, współpracował ze Spytkiem z Melsztyna i czeskimi wyznawcami tego ruchu. Dopiero interwencja biskupa Andrzeja Bnińskiego i jego najazd na Zbąszyń, zmusiły Abrahama do wyrzeczenia się swoich przekonań i  dokonania aktu abiuracji

W końcu XVI wieku (ok 1592), poprzez małżeństwo Doroty Zbąskiej z Janem Ciświckim, Zbąszyń przechodzi na własność Ciświckich herbu Wieniawa.  Syn tej pary, Abraham Ciświcki, żonaty z Anną Rydzyńską,  dokonał przebudowy zamku w  potężną twierdzę typu „palazzo in fortezza”.

W początkach XVIII wieku właścicielami Zbąszynia zostaje rodzina Garczyńskich, o której wspominałam przy okazji postu o Łomnicy. Pierwszym Garczyńskim na Zbąszyniu jest Damian, chorąży chełmiński, który otrzymał miasto jako zastaw od poprzedniego właściciela. Po Damianie miasto odziedziczył piastujący godność wojewody poznańskiego syn Stefan, który wykupił włości wraz z całym kluczem majątków.  Był on znakomitym gospodarzem, który w znacznym stopniu przyczynił się do rozwoju Zbąszynia. Stefan z żoną, Zofią z Tuchołków Czapską, miał sześcioro potomstwa.  Córki  dobrze wydano za mąż. Eleonorę za  Franciszka Lanckrońskiego herbu Zadora, Ludwikę za Jana Dąmbskiego herbu Godziemba a  Teresę za Jana Czosnowskiego herbu Pierzchała. Z trzech synów Stefana, Zbąszyń odziedziczył, po bezpotomnej śmierci braci Franciszka i Stefana, najmłodszy Edward.

W 1793 roku, w wyniku II rozbioru miasto zostało włączone do Prus. Nazywało się wówczas” Bentschen” a jego właścicielem przez pewien czas był J. A. de Pourtales -Gorgier, francuski kolekcjoner i dyplomata.

Podczas powstania wielkopolskiego o Zbąszyń toczyły się zacięte walki. Miasto ostatecznie do Polski wróciło w wyniku rokowań Traktatu Wersalskiego w 1920 roku.  Tu może o mało znanym epizodzie :

W  październiku 1938 roku w Zbąszyniu pojawiła się duża (ok 6 tysięczna) grupa polskich Żydów deportowanych z hitlerowskiej Rzeszy w ramach „Polenaktion”. Sześć tysięcy przybyłych do miasta liczącego sobie  tyleż samo mieszkańców… Większość z nich, z powodów biurokratycznych, utknęła w mieście na dłużej, bowiem władze polskie ogłosiły Zbąszyń miastem zamkniętym. Deportowani znaleźli się w potrzasku nie mogąc w większości wyjechać ani w głąb kraju, ani wrócić do Niemiec, ani emigrować. Wśród zatrzymanych znajdowali się rodzice Herschela Grynszpana, który na wieść o ich udręce dokonał w Paryżu zamachu na sekretarza ambasady niemieckiej Ernesta von Ratha. Zamach ten dał pretekst nazistom do rozpętania  zamieszek na tle rasowym i głośnej „Kryształowej nocy”.

Mimo bardzo ciężkiej sytuacji zarówno stałych obywateli jak i przyjezdnych Żydów, w mieście nie doszło do poważniejszych incydentów, a mieszkańcy w miarę swych możliwości starali się ulżyć doli niezaproszonych gości. Ostatnim Żydom udało się wyjechać ze Zbąszynia dosłownie w przededniu wybuchu II wojny.  Tym, którzy wybrali emigrację za ocean bądź  do Palestyny udało się ocalić życie.

Do najokazalszych zabytków Zbąszynia należy barokowy kościół pod wezwaniem NMP Wniebowziętej ufundowany przez rodzinę Garczyńskich.  Został wzniesiony według projektu Karola Marcina Frantza ( tego samego, który projektował kościół w Rydzynie) w latach 1779- 1796. Dwie charakterystyczne wieże w fasadzie dobudowano po pożarze w 1850 roku. Świątynia otrzymała plan wydłużonego prostokąta o nieco węższym prezbiterium, po bokach którego umieszczono symetrycznie zakrystię i kaplicę. W fasadzie znajdują się, wysunięte znacznie przed jej lico dwie dwukondygnacyjne wieże o narożnikach ujętych w pilastry. W drugiej ich kondygnacji, jońskie pilastry podtrzymują architraw – gzyms łukowato wygięty. Obie wieżę zwieńczone są bliźniaczym, wielobocznymi hełmami z latarniami. Na szczycie między wieżami umieszczono XVIII wieczny posąg św. Edwarda. Na teren kościelny przechodzi się przez okazałą bramę utworzoną z opilastrowanych filarów zwieńczonych esowato wygiętym wycinkiem gzymsu. Na placu przed świątynią, na wysokich cokołach ustawione są dwa późnobarokowe posągi świętych biskupów Wojciecha i Stanisława.

Ku mojemu zdumieniu i radości kościół jest otwarty. Podziwiam jego jednolite barokowe, XVII wieczne wyposażenie. Nad prezbiterium rozpościera się sklepienie żaglaste.  W architektonicznym ołtarzu głównym, między filarami i figurami apostołów, umieszczono obraz z wizerunkiem patronki świątyni namalowany w 1860 prawdopodobnie przez Władysława Simona.

W ołtarzu bocznym umieszczono XVII wieczny obraz pochodzący z warsztatu wielkopolskiego, przedstawiający Matkę Boską Różańcową otoczoną wieńcem medalionów ze scenami z życia Marii. Na ścianach nawy umieszczone są portrety Stefana i Weroniki z Krzyckich Garczyńskich oraz Edwarda i Katarzyny z Radolińskich Garczyńskich.

Chór muzyczny ozdobiony jest motywami instrumentów muzycznych i rokokową dekoracją. Pod chórem muzycznym znajdują się nagrobki Zofii z Tuchołków i Stefana Garczyńskich, dawnych właścicieli klucza zbąskiego, w tym Łomnicy.  W podłodze prezbiterium znajduje się płyta z wyobrażeniem śmierci z kosą, zabezpieczająca kryptę, w której spoczywają szczątki proboszczów i dobroczyńców kościoła.

Teren przykościelny należy do najbardziej zadbanych w mieście. Znajduje się tu i kino parafialne i kawiarnio- czytelnia „Hildegarda”, uroczy ogród z mini ZOO.  Jak już jestem przy tematach kościelnych, wspomnę, iż w Zbąszyniu znajduje się jeden z bardziej udanych pomników św. Jana Pawła II.  Monument, umieszczony nad brzegiem Obry, upamiętnia fakt bytności  w 1960 roku, biskupa krakowskiego Karola Wojtyły na spływie kajakowym. Rzeźba jest (w przeciwieństwie do wielu innych „napuszonych” pomników świętego papieża) bezpretensjonalna i przedstawia Karola Wojtyłę odpoczywającego z książką w kajaku.

Z kościoła wychodzę na rynek główny. Jego układ i kształt wydłużonego prostokąta, nie zmienił się od czasów średniowiecza. Brakuje jednak ratusza, który stał tu do 1830 roku. Miejsce po siedzibie rajców zaznacza jedynie kontur jego fundamentów. Ustawiono tam też starą żeliwną pompę i posążek koźlarza. Ten ostatni związany jest z „regionem kozła”, czyli terenem związanym z instrumentem muzycznym zwanym „kozłem”, do którego Zbąszyń też należy.

Wśród okalającej pierzeje rynku architektury wyróżnia się czerwonoceglany, dwukondygnacyjny gmach z 1890 roku. To dawna szkoła ewangelicka, obecnie siedziba Muzeum.

Wędruję urokliwymi uliczkami przystając przy co ciekawszych XIX wiecznych domach. Zachwycają mnie zachowane drzwi wejściowe oraz ciekawie zaaranżowane zaułki. Udaję się w kierunku jedynej pozostałości po dawnym zamku. Jego budowę rozpoczął  Abraham Ciświcki.  W założeniu zamek miał reprezentować typ „palazzo in fortezza” czyli rezydencji otoczonej umocnieniami bastionowymi i fosą. Obwarowanie wzorowane było na fortyfikacjach staroholenderskich, czyli z ziemnymi  bastionami i kurtynami umocnień. Niestety zamierzenie nigdy nie zostało do końca zrealizowane. Już na przełomie XVII i XVIII stulecia zaczęło popadać w ruinę, a po wojnach szwedzkich zostało kompletnie zniszczone. Opuszczony zamek w 1907 roku władze pruskie nakazały rozebrać. Szkoda niepowetowana, bo była to jedyna w Wielkopolsce tego typu fortalicja.   Ostała się jedynie renesansowa brama wjazdowa. A także dawna fosa i umocnienia ziemne z zarysami bastionów.

Z daleka widzę, że przy bramie toczą się prace budowlane. Ale co mi szkodzi podejść i poprosić o pozwolenie wejścia na most nad fosą? Ku mojej radości pracujący panowie nie widzą przeszkód, abym porobiła zdjęcia. Przestrzegają tylko, żebym przy tym nie wpadła do wody. Ucinamy sobie krótką, przyjacielską rozmowę a na koniec „strzelamy” sobie wspólną fotografię.

Na koniec wizyty w Zbąszyniu udaję się nad brzeg jeziora Błędno, gdzie urządzona jest plaża miejska i promenada. Ponieważ dzień jest stosunkowo chłodny i deszczowy, teren jest pusty, ale nie wątpię, że podczas słonecznej pogody jest tu tłoczno i gwarno. Niestety, nie zdążyłam dotrzeć do budynku dworca kolejowego, powstałego w 1926 roku według projektu Adolfa Pillera. To właśnie tam, w 1938 roku przybył z niemieckiego Neue Bentschen (Zbąszynka) pociąg z deportowanymi Żydami. Podobno na dworcu umieszczona jest tabliczka informująca o tym wydarzeniu.

Pewnie wiele jest jeszcze miejsc, których nie zdążyłam w mieście  zobaczyć. Ale i tak jestem z wizyty w Zbąszyniu więcej niż zadowolona…

 

3 uwagi do wpisu “Zbąszyń okruchy przeszłości.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s