Wakacje

Wakacje to dla mnie okres skondensowanego zwiedzania.  Staram się podczas letnich podróży odwiedzić miejsca, w których jeszcze nie byłam, ale też wrócić do tych, które są mi szczególnie bliskie. Jednak żaden z urlopów nie byłyby „pełny”, gdybym nie odwiedziła gościnnego domu moich przyjaciół. U nich mój czas jakby zwalnia. Laptop zostaje w domu i pokrywa się warstewką kurzu, nie sprawdzam poczty, nie denerwuję się wiadomościami. Nawet smartfon spoczywa  na dnie torebki rzuconej nie wiadomo gdzie… Nie są mi tu potrzebne…

Uwolniona od informacyjnego szumu, codziennych zawodowych obowiązków mogę bez szczególnych wyrzutów sumienia oddawać się przyjemnościom. Dowolnie długo obserwować chmury na niebie, śledzić mozolną wspinaczkę biedronki po łodydze kwitnącego krzewu, wieczorami wsłuchiwać się w koncert świerszczy i wdychać zapach maciejki…

Troski pierzchają wyparte przyjacielskim uściskiem i krzepiącym „nie martw się, będzie dobrze”, a radość zwiększa się, proporcjonalnie do ilości dzielących ją ze mną osób. Nieistotne stają się tu „miastowe sprawy”.

Widmo tłuszczyku (rosnącego dzięki podsuwanym mi  przysmakom ” tylko spróbuj, tego jeszcze nie jadłaś”)  nie jest w stanie zakłócić mi przyjemności łasuchowania. Skóra z nosa schodzi? Niech schodzi! Paznokcie nieestetycznie pociemniały po drylowaniu wiśni! Co tam, woda w basenie załatwi problem. Niewyprasowana sukienka? I tak by się zaraz wygniotła na leżaku… Tutaj nic nie jest w stanie zakłócić mi błogostanu…

Nie wyobrażam sobie wakacji bez czytania. Wieczorami sięgam do bogato zaopatrzonej w nowości biblioteczki przyjaciół.  Z przyjemnością zagłębiłam się w przerażające wizje Marca Elsberga w „Blackoucie” i „Helisie”. Autor mistrzowsko i bardzo realistycznie przedstawia zagrożenia, które niedługo mogą dotyczyć nas wszystkich. Świat bez prądu i zaawansowane genetyczne modyfikacje, to już nie science fiction ale niepokojąco bliska przyszłość.

Nie mogłam się oderwać od fascynującej  „Listy Wachtera” Magdaleny Ogórek, w której  zabiera nas w podróż poprzez historię i Europę śladami zaginionej „Walki karnawału z postem” Breugla. Szczegółowe i brawurowe śledztwo prowadzone przez autorkę przynosi rozwiązanie jednych zagadek ale też powstanie nowych. Kto stoi za śmiercią austriackiego nazisty?

Po emocjach związanych z książką pani Ogórek, dla równowagi sięgnęłam po bestseller K. Nosowskiej. Zbiór felietonów „A ja żem jej powiedziała…”  czyta się jednym tchem, bo nie dość, że życiowa mądrość, to jeszcze wspaniale napisana. Bez zadęcia i moralizatorstwa, szczerze i z olbrzymią dawką humoru, autorka porusza szereg problemów dnia dzisiejszego. Nie krytykuje, nie poucza, nie daje rad, po prostu przekazuje refleksje. Krótkimi tekstami zastanawia się nad marnościami obecnych „idoli”,  dylematami partnerstwa, problemami nastolatków, potędze terroru portali społecznościowych i reklamy. Słowem o tym co nas otacza.

Lektury to też jeden z tematów rozmów z przyjaciółmi. Wreszcie mamy dość czasu, aby nie tylko wymienić się informacjami ale i „nagadać”. Siedząc w słoneczny dzień na tarasie omawiamy wspólnie przeczytane książki, snujemy plany na przyszłość, wspominamy.

U przyjaciół znajduję czas na wszystko. Na zabawę z psami i  spacery.  Na drylowanie wiśni i pieczenie ciast. Na oglądanie telewizji i degustowanie nowych przysmaków. Na długie rozmowy i ploteczki. Na eksperymenty kuchenne i tradycyjne robienie konfitur, bo owoce w tym roku obrodziły nadzwyczajnie. Tutaj nic nie muszę w związku z czym dużo mi się chce… Paradoks.

Przebojem tego lata okazały się kokosanki. Po raz pierwszy upiekłam je, aby „zagospodarować” pozostałe po zrobieniu kremu waniliowego białka. Przepis jest prosty. Trzy białka ubijamy na sztywną pianę, dodajemy trzy czwarte szklanki cukru i ubijamy dalej aż masa zrobi się bardzo gęsta, sztywna i szklista. Wtedy dodajemy po łyżeczce maczki ziemniaczanej i soku z cytryny. Na koniec dodajemy dwieście gram wiórków kokosowych przeduszonych w pięćdziesięciu gramach masła. Pieczemy w temperaturze 120-130 stopni jakieś dwadzieścia minut. Wierzch powinien być twardy ale środek miękki.

Tak wszystkim smakowały, że piekłam je jeszcze wielokrotnie, więc problemem stało się jak tym razem zagospodarować żółtka. Doszliśmy do wniosku, że najlepiej piec naprzemiennie kokosanki z drożdżówką wtedy wykorzystane są całe jajka ( do drożdżowego ciasta daję same żółtka). Kokosanki szczelnie zamknięte mogą sobie „poleżeć” z tym, że w praktyce jakoś nigdy za długo nie uleżały.

Podczas pobytu u nich zdarzają się też chwile, które na długo zapadają w pamięci… Nie zapomnę swego zdumienia gdy ujrzałam przechodzącego przez jezdnię (po pasach) zajączka. Ani zaskoczenia gdy w ogrodzie spod stóp zerwał mi się okazały bażant.

Odkładam te wszystkie wspomnienia na szarobury czas późnej jesieni. Wtedy wraz z morelową konfiturą, która jest dla mnie zamkniętą w słoiczku kwintesencją lata, będą stanowić remedium na listopadową chandrę.

Słowem wakacje to dla mnie czas magiczny i już nie mogę doczekać się następnych…

 

 

14 uwag do wpisu “Wakacje

  1. Ciepłe wspomnienia ogrzewają nas zimą i pomagają ja przetrwać, a jak jeszcze towarzyszy im ciepło i słońce zamknięte w słoiczku, to już jest naprawdę dobrze. Dobrze też jest mieć to „swoje miejsce na Ziemi” w którym czujemy się swobodnie i odpoczywamy 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s