Września rynek i ratusz

Szybciej uporałyśmy się z pracą we Wrześni i powstał pewien dylemat. Skorzystać z wygospodarowanego czasu na miejscu, czy może zobaczyć coś po drodze? Po krótkiej i nawet niezbyt burzliwej naradzie (wiadomo, że czego nie obejrzymy dziś, zobaczymy kiedy indziej) wybrałyśmy pierwszą opcję.  Jak we wszystkich miastach miejsca postojowego w centrum darmo wypatrywać, ale dzięki temu, że ktoś akurat wyjeżdżał, udało nam się zaparkować przy rynku. Uznałyśmy to za dobry omen i szczęśliwe ruszyłyśmy rozejrzeć się po okolicy.

Zaczęłyśmy od, stojącego bardzo nietypowo bo w południowo wschodnim narożniku pierzei, ratusza.  Gmach zbudowany został w latach 1909- 1910 czyli  jeszcze za czasów pruskich. Pewnie dlatego budynek otrzymał, ulubioną przez potomków Teutonów, formę neogotycką. Budowę ratuszowego gmachu zainicjował ówczesny burmistrz miasta Patschke a projekt budynku stworzył  Emil Asmus, architekt działający także w Poznaniu, choć lepiej znany jako Asmus ze Świdnicy, do której się przeniósł.  Na planie litery „L” stanął gmach podpiwniczony, trzykondygnacyjny, nakryty wysokimi wielopołaciowymi dachami. Od strony północnej w elewacji umieszczone są dwa ryzality z ostrołukowymi blendami i schodkowymi szczytami.  Nad wejściem umieszczono ozdobny kartusz z Porajem, herbem miasta zaczerpniętym od pierwszych właścicieli, Różyców. Na kalenicy od strony rynku umieszczono uroczą ośmioboczną wieżyczkę zwieńczoną strzelistym hełmem. Dokoła niej biegnie ażurowa galeryjka.  Czerwonoceglane, ratuszowe elewacje przeprute są ostrołukowo zakończonymi otworami okiennymi, szczególnie okazałymi w drugiej kondygnacji.

Z drugiej strony budynku znajduje się malowniczy wykusz, choć przyznaję, że na gładkiej, litej ścianie sprawia on nieco surrealistyczne wrażenie. Niestety, nie weszłam do sali Rady Miejskiej i nie zobaczyłam witraży ufundowanych przez okolicznych właścicieli ziemskich: J. Żychlińskiego z Gorazdowa, hr. St. Ponińskiego z Wrześni (Opieszyn) i R. Skrbeńskiego z Chwalibogowa. Może kiedyś…

Rozglądam się po kamieniczkach na rynku. Większość z nich pochodzi z początków XX wieku. Reprezentują różne style, część z nich została tak bardzo przebudowana, że zatraciła swoje cechy pierwotne. Wiele ze stojących przy rynku domów (zwłaszcza tych w pierzei północnej i wschodniej) niegdyś należało do miejscowych Żydów. Byli to kupcy, którzy w parterowych partiach swoich kamienic urządzali sklepy. Kamieniczka przylegająca bezpośrednio do ratusza należała do Hirscha Miloslawera a następnie do jego córki Fanny. Kolejna (ta w kolorze ugru) do Paula Lewina, a jeszcze następna (ta otynkowana na zielono) do Samuela Heimanna. Okazała, trzykondygnacyjna kamienica była własnością Jacoba Biberfelda i Emila Bruckmanna. W rękach rodziny pozostała do 1939 roku, kiedy to naziści wykluczyli jakąkolwiek własność żydowską. Zygmunt Bruckmann oraz Sally i Alfred Biberfeldowie podzieli los milionów rodaków, a kamienica, w latach 1939-1945, służyła jako siedziba placówki NSDAP i SA.  Przez pierwsze lata powojenne w tym domu rezydowała PPR.

Kolejna kamieniczka należała do Simona Grunwalda. Każda z tych kamieniczek ma swoją, często pogmatwaną i nierzadko tragiczną historię.  Kamienica z numerem 11 (to ta pistacjowa na dolnym zdjęciu) została przebudowana z dwóch mniejszych przez Antoniego Jerzykowskiego na potrzeby zięcia Stanisława Koniecznego, który od 1910 roku  do wybuchu wojny prowadził (wraz z żoną) w niej aptekę „Pod orłem”. W czasie wojny w odebranym Koniecznemu gmachu swoją siedzibę miał Niemiecki Front Pracy a od 1942 w piwnicach gmachu przechowywano rozebrany przez hitlerowców ołtarz główny z wrzesińskiej fary.

Kamienica obok (Rynek 10)  została wybudowana w latach 80 XIX wieku i do czasów międzywojennych należała do żydowskiej rodziny Ehrenfriedów, którzy otworzyli w niej duży dom towarowy firmowany jako „Daniel Ehrenfried& Sohn”. W okresie międzywojennym współwłaścicielem domu był Franciszek Kaczmarek. W czasie wojny fasada kamienicy została niestety tak przebudowana, że trudno w niej znaleźć pierwotne piękno.W tej samej pierzei znajduje się kamieniczka oznaczona numerem 7. Została wzniesiona dla dyrektora Spółdzielczego Banku Pożyczkowego, vice prezesa Wrzesińskiego Towarzystwa  Przemysłowego, przedsiębiorcy i spółdzielcy, Stanisława Ziołeckiego. Projektu dokonał, wspomniany już powyżej, architekt Antoni Jerzykowski. Stanisław Ziołecki podobno był w swoim czasie najbogatszym wrześnianinem, czemu zapewne dał wyraz w zleceniu okazałości zdobień kamienicy. W latach 30 tych XX wieku, za zgodą właściciela na parterze kamienicy znajdował się zakład fryzjerski Jana Obsta.Bogato zdobiona detalami z jasnego tynku, z dachem o uroczych, okrągłych, lukarnach należy niewątpliwie do najładniejszych na wrzesińskim rynku.

Na spacer innymi ulicami Wrześni brakuje nam już czasu, szkoda bo zauważyłam jeszcze wiele ciekawych architektonicznie obiektów, którym chętnie przyjrzałbym się dokładniej…

Witaszyce. Dwór Gorzeńskich i pałac Dulonga. Wielkopolskie rezydencje

Wizytę w Witaszycach trochę wymusiłam czego (również tylko trochę) się wstydzę.  W drodze powrotnej do Poznania, w ramach „rewanżu” nasłuchałam się nieco marudzenia typu „że gdyby nie  twoje Witaszyce”…  Ale zdecydowanie warto było się na nie narazić, zwłaszcza że uwagi te były raczej żartobliwe. No przynajmniej mam taką nadzieję… Czytaj dalej

Karłowice. Śladami von Treskowów

Z Wierzonki niedaleko do Karłowic, gdzie w XIX wieku von Trestkowie założyli folwark. Postanowiłyśmy więc tam podjechać i obejrzeć co po nich w Karłowicach pozostało. Teren wsi należał niegdyś do bogatego klasztoru cystersek z Owińsk, a po jego kasacie trafił w ręce Zygmunta Ottona von Treskow, pochodzącego z nieprawego łoża, pruskiego uszlachconego bankiera. O historii rodziny von Treskow pisałam już tak wiele razy, że nie będę więc jej znowu przytaczać. Zainteresowanych odsyłam do postów o Annowie, Bolechowie, Biedrusku, Nieszawie, Owińskach, Radojewie, Strykowie i ostatniego, o Wierzonce. Czytaj dalej

Wierzonka dwór i folwark von Treskowów. Wielkopolskie rezydencje.

Kontynuując swoje peregrynacje wielkopolskimi śladami rodziny von Treskow trafiam do Wierzonki. To wieś położona na skraju Parku Krajobrazowego Puszczy Zielonki. Wierzonka od połowy XIII wieku należała do włości klasztoru cystersek w Owińskach. Mniszki jednak  samodzielnie nigdy w niej nie gospodarowały. Aż do sekularyzacji dóbr klasztornych cysterski wydzierżawiały swoje ziemie najemcom, same zadowalając się tenutą. Czytaj dalej

Zawidowice. Stara Stajnia

Weekend spędziłam w Zawidowicach.  Była to bardzo udana wizyta. We wsi znajduje się stare gospodarstwo, obecnie zaadaptowane na ośrodek turystyczny „Stara stajnia”. Pojechałam tam z przyjaciółmi, z którymi niestety nie widuję się tak często, jakbym chciała. Wyjazd stworzył więc nam okazję  aby się „nagadać” i nacieszyć spotkaniem.  Doborowe towarzystwo, piękna, zupełnie „nie listopadowa” pogoda, stylowe otoczenie, dobre jedzenie i sporo atrakcji to sprawdzony przepis na udany weekend. Czytaj dalej

Byle nie o miłości…

W listopadzie niemalże programowo panuje smutek, nostalgia i spleen.  Dni, nie dość że krótkie, to jeszcze szare i ponure. Wieczory długie, łkające i zawodzące wiatrem.  Noce zapłakane na przemian a to mżawką, a to rzęsistym deszczem.

Już początek miesiąca, z racji Dnia Wszystkich Świętych i Zaduszek przypomina o przemijaniu, odchodzeniu i niebycie, co samo w sobie jest mało radosne A dalej jest tylko gorzej.  Przyroda dostosowuje się do ogólnego nastroju, jakby czując, że w takich okolicznościach nie wypada pysznić się złotem i czerwienią listowia. Drzewa zrzucają dotychczasową, radosną okrywę i stoją posępne w swej graficznej postaci. Dramatycznie wyciągając ku niebiosom poskręcane konary są w swej ekspresji równie przygnębiające, jak nie przymierzając, „Krzyk” E. Muncha.  Złowieszcze krakanie zastępuje dotychczasowy świergot ptaków i brzęczenie owadów. W takiej scenerii trudno o optymizm.  Dopada mnie jesienna chandra… Czytaj dalej

Rynek i ratusz w Kościanie

Kościan należy do najstarszych ośrodków miejskich Wielkopolski. Prawa miejskie otrzymał w połowie XIII wieku (lokacja na prawie polskim) i był wtedy własnością książąt wielkopolskich, a nieco później śląskich, z linii głogowskiej. Od czasu zdobyciu  przez wojska Łokietka, Koscian stał się miastem królewskim.  Władysław Jagiełło przeniósł miasto na prawo magdeburskie. Sławę i bogactwo przyniosło Kościanowi rzemiosło, a zwłaszcza cech sukienniczy. Sukna kościańskie były tak wyśmienitej jakości, że ich odbiorcą był nawet dwór królewski. Aby zapobiec fałszowaniu kościańskich wyrobów, Kazimierz Jagiellończyk nadał im znak ochronny, który najprawdopodobniej jest pierwszym znakiem towarowym w Rzeczpospolitej. Była to pieczęć z herbem miasta, orłem i litera „C” od imienia króla ( Casimirus). No ale wróćmy do architektury… Czytaj dalej

Kościan. Mury miejskie, kościół pod wezwaniem Pana Jezusa i budynek sądu.

Ponieważ dzień był prześliczny, po odwiedzeniu fary, postanowiłam zrobić sobie dalszą  ( niezupełnie uzasadnioną)przerwę w pracy i przejść się pięknie zagospodarowanym nadbrzeżem kanału Obry. Kościańskie planty to uroczy zakątek miasta wprost wymarzony dla niespiesznej przechadzki. Pas zieleni powstał w XIX wieku z inicjatywy władz pruskich. Uporządkowano wtedy brzegi kanału, posadzono kasztanowce, klony a nad samą wodą wierzby płaczące. Liczne mostki i kładki przerzucone przez wodę nadają plantom malowniczości. Ławeczki zachęcają do odpoczynku a po wodzie majestatycznie płyną dzikie kaczki. Czytaj dalej

Kościół Wniebowzięcia NMP w Kościanie

Ponownie zawitałam do Kościana. Pogoda była piękna, zachęcająca do dłuższego spaceru po mieście. Swoją wędrówkę zaczęłam od okolic starego rynku, miejsc, których układ urbanistyczny nie zmienił się od czasów średniowiecza. Na początek skupiłam się na najcenniejszym i chyba najstarszym zabytku Kościana, czyli farnym kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia NMP. Z zewnątrz świątynia robi wrażenie monumentalnej i  ciężkiej. Czytaj dalej