Pierniczki czyli znowu zbliżają się święta

Jak co roku o tej porze powinnam zabrać się za pieczenie pierniczków.  Na początku jest chaos… Długie zastanawiania się „piec – nie piec?” Szefowa podpuszcza „a musisz?” No niby nie… Ale z drugiej strony wiem, że jeśli nie upiekę czegoś mi będzie brakowało.  „Na wszelki wypadek” więc postanawiam zagnieść ciasto.  Może sobie poleżeć i dojrzeć do do tego momentu, w którym uznam, że właśnie jest ten dzień…

” Ten” dzień nadszedł znienacka.  Obudziło mnie bębnienie deszczu o szyby, za oknem panowała zupełnie nie świąteczna szarość, która wraz z upływem czasu wcale nie ustępowała, wręcz przeciwnie pogłębiała się. Uznałam, że jedyne co jest w stanie poprawić mi humor, to właśnie pieczenie pierniczków. Zacząć musiałam od odszukania, bardzo skutecznie zabunkrowanych, foremek do ciastek.  Rok temu, „po akcji pierniczki” schowałam  je „gdzieś” chyba w wyższych i głębszych rejonach szafek.

Nie powiem,  odszukanie ich trochę czasu mi zajęło. To znaczy większość zlokalizowałam dość szybko, jednak paru pojedynczych wykrawaczy brakowało. Musiałam je komuś pożyczyć a potem schować gdzie indziej. Może aż tak bym ich nie szukała, gdyby nie fakt, że wśród tych zaginionych znajdowały się gwiazdka i choinka.  Kiedy już skompletowałam foremki  było „z górki”.  Wyciągnęłam ciasto z lodówki aby złapało trochę temperatury a ja w tym czasie przygotowałam blaszki do pieczenia. Rozwałkowałam ciasto i wykrawałam kształty, tradycyjnie zaczynając od moich ukochanych reniferów. Naprodukowawszy reniferów zajęłam się kolejnymi foremkami…

Wycinając pierniczki, wymyślałam dla kogo byłoby najbardziej odpowiednie  ciastko w danym kształcie.  Gwiazdki przeznaczyłam dla marzycieli, hobbystów astrologii i posiadających talenty aktorskie. Aniołki dla przyjaciółek i przyjaciół bo to prawdziwe ziemskie anioły. Morskie koniki dla tych, którzy święta spędzą nad morzem, „ciastki” dla posiadających lub oczekujących dzieci w rodzinie, serduszka dla romantyków i kardiologów, koniki dla miłośników hippiki… Słowem do każdego kształtu, jak się chce, można dorobić ideologię. To niezła zabawa wymyślać co do kogo będzie pasować. Aha, upiekłam też parę bałwanów. Zamierzam je schrupać. Też ideologicznie.

Każdy, kto piekł kiedyś pierniczki wie, że przy tej czynności trzeba się uwijać. Cieniutkie ciastka pieką się błyskawicznie. Jedna blacha w piecu, druga zapełniona już przygotowanymi, a w tak zwanym „międzyczasie” wycinanie kolejnych, aby po upieczeniu, natychmiast układać je na wyjętej z pieca i uwolnionej od gorących ciastek blaszce.  Wałkowanie, wykrawanie, układanie, wyciąganie, wkładanie i tak aż do czasu kiedy ostatni skrawek ciasta zmieni się w kometę.

Kiedy pierniczki ostygły schowałam je do puszki.  Tam poczekają na następny etap, czyli lukrowanie.  Miałam zamiar utrzymać je w kolorystyce biało srebrnej z akcentami czerwieni, kupiłam nawet jadalne srebrne perełki  i czerwony barwnik do lukru ale w końcu zrezygnowałam z tego pomysłu. Postanowiłam że w tym roku będą   pierniczki „eko” czyli w naturalnym kolorze tylko z białym lukrem.

Lukrowanie jest jeszcze bardziej czasochłonne niż pieczenie więc zarezerwowałam sobie na tę czynność całe popołudnie. Jak to zwykle w takich razach bywa, nie obyło się bez perturbacji. Akurat gdy zabrałam się do pracy, rozdzwonił się telefon. Wielokrotnie musiałam odrywać się od precyzyjnego stawiania lukrowych kropek i kresek na ciastkach. Oczywiście właśnie wtedy wszyscy mieli do mnie  sprawy, wymagające szerszego omówienia. Zlecenia, prośby i propozycje na „na już i teraz” spływały ze wszystkich stron. No a w tym czasie lukier w miseczce zastygał i trzeba było robić go na nowo. Przy kolejnym telefonie rozmawiałam podtrzymując aparat ramieniem a drugą ręką rysowałam białe wzorki. No cóż, trzeba sobie radzić…

Każda, nawet najbardziej żmudna, praca ma kiedyś swój koniec, więc i moje pierniczki wreszcie osiągnęły świąteczny look.  Mogę się założyć o swoje ulubione perfumy, że gdy moje wypieki zobaczy Szefowa,  to przewróci oczyma i powie: ” tyle roboty?  Ty to jesteś normalna inaczej…”  Pewnie będzie miała rację.Teraz pozostaje mi tylko  popakować ciastka  i wraz z życzeniami powręczać znajomym. Skoro pierniczki gotowe mogę zająć się innymi świątecznymi przygotowaniami. A tych akurat nie brakuje…

 

 

 

 

7 uwag do wpisu “Pierniczki czyli znowu zbliżają się święta

    • Podzielam ich zdanie 😀 Dla mnie też pieczenie pierniczków to jeden z pierwszych rytuałów przygotowań. Lubię kiedy w kuchni pachnie miodem, goździkami, cynamonem. I nieważne że po skończeniu pracy kuchnia wygląda jak pobojowisko 😀

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s