Przedświąteczny weekend

Spotkanie „opłatkowe” z przyjaciółkami w przedświąteczny weekend  stało się już tradycją. Staramy się ją kultywować rok, rocznie, choć paradoksalnie, im jesteśmy starsze, tym trudniej wygospodarować nam czas. Niestety, obowiązków z wiekiem nie ubywa a wręcz przeciwnie, przyrasta.  Ale zazwyczaj udaje się znaleźć te parę godzin… Nie inaczej było i w tym roku. Po serii telefonów, aby umówić się na konkretny termin wspólnie ustaliłyśmy datę. Mogłam zabrać się za przygotowania…

Długo myślałam nad menu, bo powinno w jakiś sposób nawiązywać do wigilijnych potraw, a jednocześnie nie wymagać  ode mnie odrywania się od interesujących rozmów przy stole w celu podgrzania, podania itp. Każdorazowo staram się dania zmienić, aby nie było nudno.  Tym razem postawiłam więc na barszczyk z ziemniaczanymi krokiecikami, śledzia, rybę po grecku i bigos.

Jednak są i pozycje obowiązkowe, do których należy grzane wino. Podstawą napoju jest wytrawne, czerwone wino, raczej nie te, z górnej półki, choć też z nie najniższej.  Nie polecam gotowych mieszanek typu „grzaniec galicyjski, czy zbójnicki”, są kiepskie w smaku.  Do wina dodaję miodu, plastry pomarańczy, przyprawy (goździki, cynamon, ten w pałeczce nie mielony, kardamon) i na najmniejszym płomieniu podgrzewam. Pod koniec napój nieco wzmacniam mocniejszym alkoholem, uzupełniając ulatniające się podczas grzania procenty. Czasem też muszę go nieco dosłodzić.

Do wina upiekłam papatacze. To prawie już zapomniane ciastka drożdżowe, których charakterystycznymi składnikami są cynamon i bakalie. Choć wywodzą się z tradycji kuchni włoskiej, mają swoją wzmiankę w polskiej poezji. Otóż wspomina o nich Jan Brzechwa (właściwie Jan Lesman) w swojej „Pchle Szachrajce” : ” …pchły ciastkami zwykle gardzą. Nasza zaś lubiła bardzo, tartoletki, papatacze, ptysie, bezy i sękacze…”

Wbrew pozorom (drożdżowe bywa chimeryczne) papatacze robi się dość prosto. Dwie szklanki mąki ( ja do wszystkiego biorę tortową) wsypuję do miski razem ze szczyptą soli. Przygotowuję rozczyn z 25 gramów drożdży, łyżeczki cukru i paru łyżek ciepłego mleka. W czasie kiedy rozczyn rośnie, ubijam do białości jajko z połową szklanki cukru oraz rozpuszczam w garnku 50 gram masła. Do mąki wlewam rozczyn, pozostałe mleko (ok 1/4 szklanki), ubite jajko i przestudzone masło. Wszystko mieszam a potem, nieco podsypując mąką, wyrabiam ciasto. Tak przygotowane odkładam w ciepłe miejsce (to znaczy do piekarnika ustawionego na 50 stopni) do wyrośnięcia. W tym czasie bakalie ( rodzynki, orzechy, skórkę pomarańczową, żurawinę) mieszam z cynamonem i cukrem waniliowym. Wyrośnięte ciasto wałkuję na prostokąt o grubości mniej więcej półcentymetrowej. Na cieście układam wiórki zimnego masła (ok 50 gram) a na nie kładę bakalie z cynamonem. Całość zawijam w rulon, który następnie kroję na grubsze plastry. Plastry dość luźno układam na blasze i znowu wkładam do ciepłego piekarnika aby ciastka podrosły. Kiedy zwiększą swoją objętość, ustawiam temperaturę na 175 stopni (bez termoobiegu) i i piekę  jakieś dwadzieścia minut. Kiedy nabierają złocistego koloru wyłączam piekarnik, ale blachy jeszcze nie wyciągam. Czekam z tym aż ciastka ostygną.

Zimne papatacze można polukrować, ale i bez tego są smaczne.  Dodatkowo piekę jeszcze torcik czekoladowo – pomarańczowy, na który przepis podam innym razem.

Aby nastrój był świąteczny dekorują już pokoje gwiazdkowymi akcesoriami. Jeszcze tylko pakuję pierniczki w charakterze słodkiego upominku i mogę czekać na pierwszy dzwonek zwiastujący przybycie gości.

 

8 uwag do wpisu “Przedświąteczny weekend

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s