Wieczorny spacer jeszcze w świątecznej aurze

Po świętach jakoś trudno mi od razu wejść na „pełne obroty”. Rozleniwiony i przekarmiony organizm domaga się „rozruchu”. Żeby nieco zlikwidować poświąteczną ociężałość wybrałam się na spacer do śródmieścia. Chciałam zobaczyć gwiazdkowe dekoracje, którymi w tym roku przyozdobiono starówkę. Nie tylko ja wpadłam na ten pomysł. Parkingi wokół starówki szczelnie wypełnione do ostatniego miejsca, a na Starym Rynku, Placu kolegiackim, w wąskich uliczkach starego miasta i na Ostrowie Tumskim są tłumy ludzi. Różnojęzyczny gwar spacerowiczów szczelnie wypełnia, najpopularniejszy w mieście, trakt Królewsko – Cesarski. Dookoła unosi się woń grzanego wina, które oferują okoliczne kramiki. Nie wiem jak to się ma do ustawy o zakazie spożywania alkoholu w miejscu publicznym, ale sporo osób trzyma w dłoniach kubeczki. Kto nie z kubeczkiem, ten ze świecącym kolorowymi diodami balonem, zdaje się  przebojem wśród tegorocznych gadżetów karnawałowych.

Muszę przyznać że  nastrojowo oświetlony Poznań prezentuje się nieźle. W ciemności giną niedostatki, punktowe światła wydobywają z mroku co ładniejsze detale architektoniczne a świetlne girlandy i dekoracje budują iluzoryczny nastrój.

Pierwszy przystanek robię przy jednej z czterech rynkowych studzienek. Wszystkie z okazji świąt zyskały świetliste, ażurowe „zagródki”. Pod ratuszem wysoka i rzęsiście oświetlona choinka wabi przede wszystkim dzieci.

Dostosowując się do leniwego tempa innych. Przystaję co chwilę i wodzę wzrokiem po oświetlonych szczytach kamieniczek. Większość z nich jest bardzo zadbana. Nic dziwnego ich włodarzami, poza instytucjami kulturalnymi, są zazwyczaj majętne podmioty gospodarcze, takie jak banki i eleganckie restauracje. Poza tym Rynek to wizytówka miasta więc i władze miejskie nie skąpią na jego wizerunku. Wśród odnowionej zabudowy rynku smutnym dysonansem jest dawny pałac Mielżyńskich.  W 1772 roku narożną kamienicę  nabył (od Radomickich) pisarz wielki koronny Maksymilian Mielżyński.  Wprawdzie wraz z żoną Konstancją z Czapskich mieli swoją  rezydencję w Pawłowicach (pisałam niegdyś o tym pałacu), której w ówczesnej Wielkopolsce wspaniałością dorównywał jedynie Rogalin Raczyńskich, jednak potrzebne im było lokum na dłuższe pobyty w Poznaniu. Na tej samej zasadzie państwo Mielżyńscy posiadali też, odkupiony od teścia, Jakuba Hutten Czapskiego, pałac w Warszawie. Maksymilian mógł sobie pozwolić na takie kaprysy bo, w owym czasie, był posiadaczem magnackiej fortuny, ogromnych majątków ziemskich(w tym aż siedmiu miast). Mimo to oszczędność IMci Maksymiliana plasowała się na granicy skąpstwa, dobra raczej rosły niż malały. Poza własnymi potrzebami bywał hojny jedynie dla klasztorów reformackich, szczególnie zaś dla klasztoru w Woźnikach.

Na  zlecenie Mielżyńskiego, u schyłku lat dziewięćdziesiątych  XVIII wieku, przebudowano dawniejszą kamienicę na pałac. Autorem projektu był Henryk Ittar (właściwie Enricco Ittar) bardzo modny w tym czasie, włoski architekt przybyły do Polski na zaproszenie Radziwiłłów. Przyjmował zlecenia wyłącznie od magnackich rodów, no ale pawłowiccy Mielżyńscy, w tym czasie do nich należeli. „Gorące”, jakbyśmy dziś powiedzieli, nazwisko architekta zaspokajało próżność zleceniodawcy, a uznana fortuna inwestora budowała aurę ekskluzywności wokół autora projektu. Wszyscy byli zadowoleni.  Budową przyszłego poznańskiego pałacu kierował Jan Schulz. Powstał pierwszy, w pełni klasycystyczny, budynek w mieście. Skromna fasada ozdobiona była pilastrami a gmach wieńczyła wysoka attyka, na szczycie której umieszczono podtrzymywaną przez dwa lwy, Nowinę herb Mielżyńskich. Budowę ukończono w 1798 roku ale Maksymilian Mielżyński nie zdążył się w swoim pałacu „namieszkać”.  Zmarł bowiem 1 stycznia 1799 roku w Pawłowicach, gdzie też został pochowany w rodzinnej krypcie.

Już w  rok później gmach, zgodnie z wolą spadkobierców, przebudowano z powrotem na lokatorską kamienicę. W 1806 roku kwaterowali w niej generał Henryk Dąbrowski i Józef  Wybicki, którzy w listopadzie tego roku przybyli z rozkazu Napoleona do Poznania, aby przeprowadzić pierwsze powstanie wielkopolskie.

W czasie walk o Poznań zimą 1945 roku pałac częściowo spłonął. W odbudowanym po wojnie budynku przez długie lata mieścił się „Dom Turysty” będący w gestii wojewódzkiego zarządu PTTK.  Od pewnego czasu obiekt stoi pusty i po prostu straszy. Tylko tablica informująca o dawnym przeznaczeniu gmachu, przypomina, że nie zawsze tak było.Obecny stan pałacu jest wynikiem braku consensusu pomiędzy poprzednim nabywcą obiektu a konserwatorem wojewódzkim. Inwestor zamierzał ulokować w nim hotel z restauracją, co wymagało jednak znacznych zmian w części parterowej budynku. Konserwator nie wyraził zgody na taką ingerencję w substancję historyczną, więc gmach znów został wystawiony na sprzedaż. Nowy nabywca deklaruje, iż zainteresowany jest przywróceniem blasku dawnemu pałacowi Mielżyńskich. Nieoficjalnie mówi się, że powstanie tam luksusowy dom towarowy.

Ze Starego Rynku idę „w dół” w kierunku Placu Kolegiackiego.

Do pięknie zrobionej gotyckiej bramy na skwerku przy Urzędzie Miasta ustawiła się spora kolejka. Wszyscy chcą mieć pamiątkową fotkę. Czekam więc i ja, aż prześwit w ostrołukowej archiwolcie zwolni uwieczniająca się w nim para anglojęzycznych turystów. Chwilę błądzę po zakamarkach poznańskiej fary i dziedzińcu Urzędu Miasta. Szczególnie pięknie wygląda oświetlona wieża bramna dawnego kolegium jezuickiego.

Najelegantszą  w mieście ulicą Paderewskiego udaję się na Plac Wolności przy którym  z okazji Świąt stanęło „młyńskie koło”. Chętnych do przejażdżki  i popatrzenia na miasto z wysoka jest wielu o czym świadczy długaśna kolejka do kasy.

Na parking wracam bocznymi uliczkami obok zamkowego wzgórza i klasztoru Franciszkanów. To bardzo urokliwy zakątek miasta. Kiedyś o nim opowiem bo warty jest szczegółowego postu. Schodzę w dół na plac Wielkopolski. Ku mojemu zdziwieniu, mimo święta, otwarte są kramy z kwiatami. Mimo, że od Rynku dzielą plac zaledwie dwie ulice, tu jest znacznie spokojniej, a i przechodniów „jak na lekarstwo”.  Na tym placu kończę swój spacer. Mimo, że nie był on specjalnie długi dodał mi nieco energii.

5 uwag do wpisu “Wieczorny spacer jeszcze w świątecznej aurze

  1. Taki bardzo krótki to ten spacer nie był 🙂 Ładnie się Poznań prezentował w świątecznej odsłonie, ale prawdą jest też to, że „na co dzień” wiele miejsc jest już na stałe ładnie oświetlonych.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s