Karpatka

Nie mogę teraz pojechać w swoje ukochane góry choć za nimi tęsknię. Jak kotwica, na miejscu trzymają mnie liczne obowiązki. Aby choć nieco złagodzić swoją frustrację, piekę karpatkę, którą moje dzieci zwały, nie bez racji, „garbatką”. To zaparzane ciasto, może za sprawą słodkawego aromatu wanilii, ma pewną magiczną moc. Objawia się ona tym, że zdecydowanie łagodzi napięcia.  Karpatka ( jak zapewne wszystko) ma niestety też  swoją „ciemną” stronę. Jest niesamowicie kaloryczna…

Zaczynam od ugotowania gęstego waniliowego budyniu, jako podstawy karpackiego kremu. Gotuję pół litra 3,2 procentowego mleka z  dwiema dużymi paczkami cukru waniliowego. Osobno ucieram 4 żółtka z sześcioma  kopiastymi łyżkami cukru i dwiema łyżkami mąki ziemniaczanej oraz jedną mąki pszennej. Kiedy mleko zagotuje się, odstawiam je z ognia i wlewam doń  utarte żółtka. Energicznie mieszam i znowu na małym ogniu  mieszając zagotowuję, aż budyń zgęstnieje. Odstawiam aby ostygł.

W tym czasie przygotowuję ciasto. Gotuję szklankę wody z połową kostki masła. Kiedy zaczyna wrzeć dosypuję szklankę pszennej mąki i energicznie ucieram, do momentu aż ciasto zacznie być jednolite. Kiedy nieco przestygnie dodaję po kolei 5 jajek, łyżeczkę ( kopiastą) proszku do pieczenia, szczyptę soli i łyżkę oleju. Ucieram do uzyskania jednolitej konsystencji.

Dzielę ciasto na dwie części i kolejno piekę je rozsmarowane na wyłożonym papierem do pieczenia  dnie tortownicy. Piekarnik mam nagrzany do 180 stopni a czas pieczenia to około 20 minut. Kiedy ciasto ładnie wybrzuszy się i przyzłoci, wyłączam piekarnik.003

Rozmiksowuję kostkę masła na puch wkraplam parę kropli esencji waniliowej i, dodając po łyżce waniliowy budyń, miksuję do uzyskania gładkiego kremu. Pachnie obłędnie że nie mogę się powstrzymać, przed oblizaniem mieszadeł od miksera. Oczywiście już po wyciągnięciu ich z urządzenia.002

Kiedy obie części ciasta wystygną, przekładam je kremem i odkładam do lodówki. Po dwunastu godzinach wyciągam i delikatnie oprószam cukrem pudrem.007

Gotową karpatkę zaniosę do pracy. Wprawdzie Szefcia będzie przewracać oczyma i mruczeć, że chcę ją utuczyć, ale wiem, że skusi się na kawałek…

Aha, jeszcze jedną wadą karpatki jest to, że nie da się jej pokroić na małe kawałki. Ale w zasadzie  po co na małe, skoro można zjeść duży? Przecież jak już kiedyś pojadę w Bieszczady, albo gdzieś indziej, to zgubię nadmiar kalorii…

4 uwagi do wpisu “Karpatka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s