Zabawa, zabawa

Po wakacjach, o których już w natłoku bieżących spraw, zdążyłam zapomnieć, ciągle jeszcze trudno mi nadrobić wszystkie wcześniejsze zobowiązania. Czas jakby znowu przyspieszył i ciężko mi w nim „upchać” wszystko to, co powinnam. Jednak samymi obowiązkami żyć się nie da, więc w ramach „wentylu bezpieczeństwa psychicznego” wybrałam się do kina. Marzyła mi się dobra komedia, lecz repertuar nie rozpieszczał.  Wybrałam więc z oferty to, co wydawało mi się najlepsze a czego jeszcze nie widziałam, czyli film „Zabawa zabawa” K. Dębskiej.Tematem filmu jest problem alkoholizmu kobiet. Ciężki, trudny do „estetycznego” pokazania, kuszący łatwym ferowaniem wyroków i jeszcze łatwiejszym moralizatorstwem. Moim zdaniem pani Kindze Dębskiej udało  się pierwsze i, co chyba trudniejsze i ważniejsze, uniknięcie drugiego.

Jej bohaterki to nie ofiary przemocy, nie „patologia społeczna” lecz kobiety wykształcone, o pewnej pozycji zawodowej i towarzyskiej. Teresa, Dorota, Magda. Profesor medycyny, prokurator, pracownica korporacji. Wszystkie one mają na swoim koncie sukcesy zawodowe, dwie pierwsze nawet znaczne. Choć różnią się wiekiem, wykonywanym zawodem, sytuacją rodzinną, łączy je uzależnienie. Picie to dla nich atrakcyjniejsza część życia pozwalająca na odprężenie, zabawę, wyluzowanie.  Nie dostrzegają  w nim problemu, może dlatego, że „piją kulturalnie”. Markowy alkohol wypijany jest podczas imprez zakładowych, spotkań towarzyskich, zabawy. Nie ma znaczenia, że czasem jest go po prostu za dużo. Nawet „wypadki przy pracy”, takie jak prowadzenie  „pod wpływem” i wjazd  samochodem  do przejścia podziemnego (efektowna scena…) czy  konieczność przeprowadzenia operacji w stanie „mocno wskazującym” to tylko drobna wpadka. Chroni je przecież immunitet, autorytet bądź przywilej młodości. Zresztą potrafią sobie radzić ze skutkami nadmiaru procentów. Ot, kroplówka, detoks i można zaczynać od nowa. Paradoksalnie, to co chroni, jest równocześnie zagrożeniem… Panie nie widzą konieczności podjęcia terapii. A jeśli nawet próbują, to nie dlatego, że pragną zerwać z nałogiem, lecz dlatego, że niejako „wymuszają” to na nich rodzina i okoliczności. Robią to nie z przekonania, lecz „dla świętego spokoju”. A jak wiadomo działania pod presją rzadko przynoszą pozytywne efekty…

Dla mnie ten film jest nie tyle  o samym piciu, ile o spychaniu przez uzależnione swej choroby na margines świadomości. O marginalizowaniu problemu,  iluzorycznym poczuciu „że wszystko mam po d kontrolą”, wypieraniu trudnej prawdy, o wstydzie przed jej ujawnieniem. I to właśnie ten wstyd prowadzi je na samo dno. Silne, niezależne, radzące sobie w wielu zawodowych sytuacjach nie potrafią przyznać się do choroby. Bo o ile na alkoholizm mężczyzn jest jakaś tolerancja społeczna, o tyle kobiety mierzy się znacznie bardziej rygorystyczną miarą. To może z jednej strony nieco je chroni, część nie przesadza z ilością wypitego alkoholu ze względu na to „co ludzie powiedzą”, z drugiej jednak, uniemożliwia głośnie przyznanie się do uzależnienia, bo „co ludzie powiedzą”… A ludzie na ten temat lubią mówić dużo…

Siłą tego filmu jest doskonałe aktorstwo. Dorota Kolak, Agata Kulesza i Maria Dębska bardzo sugestywnie wcieliły się w role swych bohaterek. Ich kreacje robią wrażenie, może dlatego, że nie są przerysowane, karykaturalne lecz zatrważająco prawdziwe. Ale i postacie drugoplanowe są świetnie obsadzone, wyraziste choć może nakreślone subtelniejsza kreską. Obsada filmu jest doborowa.

Na dodatek reżyserka potrafi przełamać ponury nastrój lżejszymi dialogami, scenami podprawionymi humorem co sprawia, że film ogląda się bardzo dobrze. Podobnie jak „W moich córkach krowach” tak i w „Zabawie zabawie” udało jej się wywrzeć mocne wrażenie, ale nie przygnieść widza. Wstrząsnąć, ale nie zdołować, raczej zmusić do refleksji. Uprzytomnić zagrożenie jakie być może czai się na dnie beztrosko wypijanego drinka.

W polską tradycję jest niestety wpisana pewna tolerancja do nadużywania alkoholu. Nie mogą się bez niego obyć żadne uroczystości. Wykonawców stresogennych zawodów łatwiej rozgrzeszani są  z popijania trunków. Wiele razy w „dowód wdzięczności” sami podsuwamy lekarzowi „wielogwiazdkową” butelkę, nie zastanawiając się jaki i kiedy zrobi z niej użytek. Immunitety także nie powinny chronić przed kontrolą trzeźwości czy odpowiedzialnością za wypadki w stanie nietrzeźwym. Jednak z tym różnie u nas bywa, wiele zdarzeń spowodowanych przez pijanych jest tuszowanych.  Gdy nie ma kary, jest przyzwolenie… To może być jedną z przyczyn, iż co niektórzy, idą o jeden kieliszek za daleko. A potem jest już tylko zjazd po równi pochyłej. Bo jak przestrzegał biskup Ignacy Krasicki „miłe złego początki, lecz koniec żałosny”…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s