Wapno. Dawna kopalnia soli im. Tadeusza Kościuszki

Wiadomość, że tym razem odwiedzimy gminę Wapno, zelektryzowała mnie. Nigdy tam nie byłam, więc podekscytowana czekałam na podróż.  Dobrego humoru nie były mi w stanie popsuć, ani wczesna pobudka, ani niespodziewany deszcz i wiatr.  Co do tych ostatnich, to miałam nadzieję, że miną zanim dojedziemy na miejsce. Część drogi, tę do Wągrowca znam prawie na pamięć, ale dalej zaczęła się dla mnie terra incognita.  Z ciekawością przyglądałam się krajobrazom i notowałam w pamięci co ciekawsze miejscowości. Było parę takich, które chciałabym odwiedzić. Wreszcie dojechałyśmy do Wapna. Miejscowość robi dziwne wrażenie. Ni to wieś, ni to miasto.

Wapno jest siedzibą gminy, dużą wsią, która jednak ma miejski charakter zabudowy. Wynika on z roli jaką miejscowość jeszcze nie tak dawno pełniła. Ale zacznijmy od początku…

Rozwój Wapna  rozpoczął się w XIX wieku. Wtedy to, Florian Wilkoński, ówczesny właściciel wsi, zniechęcony tym, iż ziemia rolna nie daje spodziewanych dochodów, rozpoczął eksploatację, zalegających na tym terenie płytko pod ziemią, złóż gipsu. Kopalnia oficjalnie zaczęła pracę w 1828 roku, a w trzydzieści lat później, dzięki zastosowaniu, pierwszej na ziemiach Księstwa Poznańskiego, górniczej maszyny parowej, osiągała już urobek rzędu pięciu tysięcy ton. Florian oprócz tego, iż był początkującym kapitalistą, angażował się także w ruch narodowo- wyzwoleńczy (brał udział w powstaniu listopadowym i Wiośnie Ludów, walcząc pod Kcynią) co sprawiło, iż miał poważne kłopoty z Powiatową Policją w Wągrowcu. Podobno to ustawiczna inwigilacja sprawiła, iż Wilkoński, w 1866 roku, sprzedał swoje tutejsze włości.

Nabył je Bolesław Moszczeński, który kontynuował proceder wydobywczy jednak zdawał sobie sprawę, iż złoże może nie być niewyczerpalne. Na jego zlecenie przeprowadzono w 2 połowie XIX stulecia badania i odwierty, które wykazały pod gipsowymi złożami obecność wysadu solnego. Jej wydobycie wymagałoby jednak sporych inwestycji a nowe zyski były mocno niepewne, więc w 1897 roku Bolesław Moszczeński sprzedał Wapno spółce Bollmann.  Spółka ta pobudowała budynek młyna gipsowego, magazyny i kolejkę wąskotorową ułatwiającą transport z kopalni na stację kolejową. W 1904 roku zmienił się właściciel zakładów. Spółka” Wapnoer Gypsbergwerke Aktien Gesellschaft” eksploatowała złoża gipsu do 1929 roku po czym teren oddała (za długi) sąsiadującemu „za płotem” koncernowi Solvay.

Z końcem XIX wieku zgodę na eksploatację odkrytych  złóż soli wykupiła spółka niemiecka Solwerke a następnie, w 1907 roku, belgijski koncern Solvay. Stricte rolniczy teren Wapna zaczął się stawać uprzemysłowionym. Skutkowało to napływem ludności a więc i szybkim rozwojem Wapna.

W latach 1911 – 1917 wydrążono szyby „Wapno I” i „Wapno II”. Już po odzyskaniu niepodległości, w latach dwudziestych, przy kopalni powstał zakład przerobu soli. W 1935 roku kopalnia sfinansowała budowę nowoczesnej (na owe czasy) siedmioklasowej szkoły w Wapnie a także poniosła koszty jej wyposażenia i pomocy szkolnych. W przeważającej większości uczyły się w niej dzieci pracowników kopalni.

W czasie wojny Wapno nosiło nazwę „Salzhof”. W latach 1939 -1945  kopalnia nie przerwała produkcji, pracowała dla okupanta, który wprawdzie złóż nie oszczędzał, ale też nie prowadził rabunkowego wydobycia.  Już wtedy zdawano sobie sprawę z zagrożenia jakie niesie z sobą naruszenie kruchej struktury i przestrzegano przed eksploatacją złóż położonych na III poziomie. W 1945 roku, przy zbliżającym się froncie Niemcy mieli zamiar wysadzić  kopalnię, o czym świadczyły pozostawione ładunki wybuchowe, które po wyzwoleniu udało się bezpiecznie unieszkodliwić.

Po wojnie  kopalnię i zakłady znacjonalizowano.  Rozbudowana kopalnia dostarczała ponad połowę wydobywanej w kraju soli kamiennej. Produkcja szła pełną parą, część urobku przeznaczano na eksport w tym, jak się wtedy mówiło „do drugiego obszaru płatniczego”. Wapno bogaciło się i rozrastało. Przybywali doń, skuszeni pracą, mieszkaniami i tak zwanymi „perspektywami” górnicy z innych regionów kraju. W Wapnie powstawały bloki pracownicze, dobrze zaopatrzone sklepy, odbywały się imprezy kulturalne. Górnicy cieszyli się, niedostępnymi dla innych, przywilejami.  Wapno przeżywało swoje prosperity.  Ówcześni decydenci (1956 rok)  zezwolili nawet na utworzenie w kopalni podziemnej kaplicy pod wezwaniem św. Kingi.

Niestety ambitne plany produkcyjne nadwątliły zdrowy rozsądek i decydenci postanowili eksploatować  ryzykowny poziom III, choć wiadomo było, że grozi to zalaniem. Ignorowano mniejsze przecieki, które miały miejsce już w początkach lat 70tych. Wyśrubowane plany musiały być wykonane…

Do tragedii doszło w nocy z 4/ 5 sierpnia 1977 roku. Nagły przybór wód gruntowych zalał poziom III. Rozpoczęła się heroiczna walka o ocalenie dobytku pozostawionego pod ziemią. Ranek przywitał mieszkańców Wapna nienaturalną ciszą. Nie było syren wzywających na „szychtę”, nie dudniły pociągi z solą. Jeszcze wtedy wierzono, że kopalnię da się uratować. Ale w październiku już nikt nie miał nadziei… Nastąpiło zachwianie górotworu i w obrębie zakładów potworzyły się liczne zapadliska. Raz  zaburzona struktura dawała o sobie znać ponownie. Centrum Wapna pochłaniała ziemia. W rozpadlinach znikały garaże, drzewa, drogi, tory kolejowe  i całe domy.  Zniszczonych zostało 40 budynków, z których część stanowiły pracownicze bloki. Nastąpiła ewakuacja mieszkańców.  W wyniku katastrofy 1400 osób straciło dach nad głową. Kopalnię trzeba było zalać i zamknąć. Jesienią rozebrano górnicze szyby.  O katastrofalnej sytuacji w Wapnie peerelowskie media nie od razu poinformowały społeczeństwo. Taka wiadomość nie przystawała do uprawianej wtedy „propagandy sukcesu”. Od tego czasu Wapno przestało się liczyć jako ośrodek gospodarczy.

Dziś trwała ruina jest wpisana do rejestru zabytków, a teren ciągle nie jest w pełni bezpieczny. Wprawdzie pilskie przedsiębiorstwo zabezpiecza powstające szczeliny i pęknięcia, ale nadal istnieje  bardzo realna groźba kolejnych zapadlisk, jako że pod ziemią pozostało jeszcze wiele pustych komór. Podobno towarzystwa asekuracyjne odmawiają wystawiania polis na  nieruchomości w Wapnie, gdyż  te mogą się zapaść pod ziemię w każdej chwili…

Ryzyko istnieje, jednak my nie możemy sobie odmówić  zobaczenia nieczynnych zakładów. Podjeżdżamy pod dawny biurowiec i dalej pieszo idziemy na teren dawnej kopalni im. Tadeusza Kościuszki. Widok robi kolosalne wrażenie. Nagle znajdujemy się w innym wymiarze. Wszędzie zwały gruzu, rumowiska,  na wpół zrujnowane budynki z powybijanymi szybami, ogólna martwota.

Podobno w niektórych pomieszczeniach zachowało się część wyposażenia. Ostrożnie, bo schody nie maja żadnego zabezpieczenia wspinamy się do góry i zaglądamy do wnętrza maszynowni.. Zupełnie jakbyśmy znalazły się na planie katastroficznego filmu, ale to nie scenografia, to rzeczywistość.  Cały czas patrząc pod nogi, jako że w podłodze nie brakuje dziur, eksplorujemy teren. Nasze zdumienie budzi maszyna parowa z 1931 roku, wyprodukowana w hucie „Zgoda”.Pełno  jest też jakiś wystających z podłoża prętów i drutów, o które łatwo się potknąć.Ponure wrażenie robią też opuszczone hale. Niektóre z pomieszczeń, te w lepszym stanie, są wykorzystywane przez jakieś warsztaty.  Nie mamy już ochoty zaglądać dalej, choć nasza obecność na terenie nikogo nie dziwi.W latach 2007 i 2010 wystąpiło kolejne zapadnięcie i głęboka szczelina. Zalano ją betonową mieszanką.

Na przeciw budynków kopalnianych ustawiono górnicze wagoniki na których wymalowano kluczowe daty. Nieopodal niszczeje, nieużywany od czasu katastrofy, budynek stacji kolejowej. Za wybudowanym w rekordowym czasie rurociągiem, którym transportowano wodę z jeziora  czeszewskiego do zalania pustych wyrobisk, widnieje nowo wzniesiony budynek kościoła.Kościół wybudowano w  latach 2007- 2008. Nową świątynię konsekrował abp H. Muszyński i, jak na górniczą osadę przystało, dostała ona wezwanie św Barbary. Architektonicznie kościół nie jest specjalnie ciekawy a o wnętrzu nic powiedzieć nie mogę jako, że był zamknięty. Zmierzamy z powrotem do samochodu.  Na ulicy zaskakuje nas fasada jednego z budynków. Jest, jak na Wapno, po prostu surrealistyczna!Mieścił się tu, do zeszłego roku, legendarny klub nocny „Viva Wapno”, mekka okolicznych imprezowiczów.  Obecnie obiekt jest zamknięty i chyba czeka na kolejnego użytkownika. Z taką fasadą śmiało może przynęcić miłośników kultury prekolumbijskiej. Tylko czy w podupadłym od czasów katastrofy Wapnie znajdzie się wielu  entuzjastów sztuki Majów i Azteków? Wątpliwe, bo miejscowość pustoszeje. Już po katastrofie wyjechała prawie połowa ludności a i teraz ciągle jej ubywa. Młodzi uciekają z Wapna z powodu braku perspektyw…

 

 

13 uwag do wpisu “Wapno. Dawna kopalnia soli im. Tadeusza Kościuszki

  1. pamiętam to katastrofalne wydarzenie. Jechałem do mego ojca mieszkającego w szkole podstawowej w Ruścu w mieszkaniu służbowym. Pociąg z Gniezna kursował tylko do Damasławka, resztę drogi przeszedłem pieszo wzdłuż torów. Wapno było wyludnione, upiorna cisza, żadnych świateł, był już zmierzch.
    Tadeusz Zielichowski, Nowy Jork, USA

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s