„Rządzić i olśniewać” wystawa biżuterii na Zamku Królewskim w Warszawie

Niestety ani ja, ani żadna z zaprzyjaźnionych ze mną osób, nie posiada prywatnego samolotu, więc aby polecieć do Włoch musiałam udać się najpierw do Warszawy. Na upartego mogłabym i do Katowic bo i stamtąd były loty, ale do Warszawy mam znacznie bliżej. Poza tym, w stolicy mieszkają moi  przyjaciele, u których mogłam się przed odlotem zatrzymać, co nie bez znaczenia w przypadku, gdy na Okęciu trzeba się stawić o czwartej nad ranem. Wziąwszy też pod uwagę, iż biuro podróży może w ostatniej chwili powiadomić mnie o zmianie godziny odlotu (taka niespodzianka spotkała mnie gdy leciałam do Grecji) postanowiłam wyjechać wcześniej. Tak więc, pierwszym etapem mojej  wakacyjnej podróży była stolica. A skoro już tam byłam, to postanowiłam odwiedzić wystawę w Zamku Królewskim. Ekspozycja obejmowała wyroby sztuki jubilerskiej głównie z XVI i XVII wieku…Wprawdzie Tadeusz mocno sceptycznie podszedł do pomysłu snując wizje tasiemcowych kolejek, braku biletów i tym podobnego czarnowidztwa ale jakoś udało się go przekonać, że może warto choćby spróbować. Wczesnym przedpołudniem udaliśmy się więc na plac Zamkowy. Kręciło się tam wprawdzie trochę grup wycieczkowych, ale wbrew Tadziowym przewidywaniom, większość z nich chciała oglądać królewskie komnaty a kasa z biletami na tę konkretną wystawę świeciła pustkami. Bez problemu więc weszliśmy do środka.

Wystawa jest pewnie jedyną okazją aby obejrzeć te dzieła sztuki jubilerskiej in masse, jako że zostały one wypożyczone  od bardzo wielu właścicieli z Polski i Europy. Większość z nich do tej pory spoczywała w katedralnych lub klasztornych skarbcach i była po prostu niedostępna dla niepowołanych oczu. Jak choćby „diamentowa sukienka” obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, która chyba po raz pierwszy opuściła jasnogórski skarbiec. Na wystawie są też  eksponowane klejnoty należące do prywatnych właścicieli, którzy z wiadomych względów, niechętnie publicznie je pokazują. Jeszcze inne precjoza wchodzą w skład kolekcji takich  „gigantów wystawiennictwa” jak choćby Uffizzi czy Luwr oraz muzeów w Monachium, Bernie, Nowym Jorku, Wilnie. Te wprawdzie można zobaczyć poza warszawską wystawą, ale trzeba się w tym celu sporo najeździć. Są też „nasze” klejnoty wypożyczone z muzeum w Uppsali, do której trafiły po szwedzkim potopie.  Co ciekawe nie ma jubilerskich eksponatów z rosyjskich muzeów, choć zdaje się, że tam najwięcej by się ich znalazło…

Warto podkreślić, iż  warszawska wystawa jest w naszym kraju pierwszą, poświęconą w całości sztuce jubilerskiej renesansu i baroku. Co za tym idzie, klejnoty w takim składzie prezentowane są po raz pierwszy. Przeważająca część z nich stanowią dzieła jubilerskie, które powstały na terenie Polski, choć ich autorami nie zawsze byli polscy mistrzowie. W zachodniej historii sztuki rzadko występuję hasło „staropolskie wyroby złotnicze”, jako że większość klejnotów była wykonywana w warsztatach praskich, siedmiogrodzkich bądź  południowo niemieckich. A z kolei określenie „polskie złotnictwo XVI i XVII wieku jest nieprecyzyjne.

Jubilerskie precjoza zgrupowane zostały według podwójnego klucza. Ułożone są chronologicznie i tematycznie. Biżuteryjne cudeńka uzupełnione są portretami władców i magnatów, którzy niegdyś byli ich posiadaczami lub fundatorami. Głównie to członkowie rodzin królewskich dynastii Jagiellonów i Wazów oraz przedstawiciele najmożniejszych magnackich rodów. Biżuterią obwieszały się nie tylko kobiety ale i mężczyźni co można zauważyć na ich licznych podobiznach. Dla mnie osobiście dodatkową atrakcją wystawy było  zobaczenie kolekcji portretów trumiennych z  Międzyrzecza, której nie obejrzałam podczas pobytu w tym mieście. Czyli co się odwlecze to nie uciecze.

Na wystawie nie ma Skarbu Koronnego, który byłby najlepszym dowodem świetności monarchii Jagiellonów i Wazów. Nie ma, bo być nie może, jako że jako taki już nie istnieje. W większości insygnia koronacyjne królów Polski zostały rozgrabione przez Prusaków w 1795 roku. Większość z nich została przetopiona na monety. Na marginesie chciałabym dodać, że z  dawnych, europejskich monarchii, tylko Polska i Francja nie posiadają regaliów swoich władców. Ale Francuzi zniszczyli je sami podczas rewolucji…

Największe wrażenie zrobiły na mnie złotnicze dzieła sztuki sakralnej. Mniej zachwyca mnie ich drogocenny kruszec i okazałe (np. monstrancje mierzą ponad metr) rozmiary, jak forma, która wzbudza najwyższy podziw. Przepięknie cyzelowane, zdobione emalią i kamieniami monstrancje, kielichy i relikwiarze zachwycają swoją precyzją, tematyką motywów i detalem. Z nich chyba najbardziej podobała mi się  ogromna monstrancja ozdobiona motywami truskawek. Imponujące są, wspomniane już przeze mnie, „sukienki” Matki Boskiej skomponowane z wotów ofiarowywanych przez wieki w podzięce za uzyskane łaski. Wśród tych klejnotów znajdują się przepiękne broszki, kolczyki, pierścionki. Jak to określa moja przyjaciółka „coś by się z tego wybrało”… Choć sama idea ubierania obrazów „w sukienki” nie przemawia do mnie, obiektywnie muszę przyznać, że  w poszczególnych naszytych na „sukienkę” klejnotach jest coś niezwykle wzruszającego. Za każdym z nich stoi  bowiem czyjeś wyzdrowienie, ocalenie, szczęście…  Sznury pereł, obrączek i okazy mniej lub bardziej okazałej biżuterii unaoczniają ilość łask wyproszonych u Jasnogórskiej ( i nie tylko) Pani.

Oprócz typowej biżuterii na wystawie można odszukać też ciekawostki w postaci amuletów, zdobionych klejnotami utensyliów toaletowych czy drobnych przedmiotów codziennego użytku jak choćby przeurocza opaska do trzymania bukietu.

„Rządzić i olśniewać” to wystawa zorganizowana w ramach „Roku Wazowskiego” ogłoszonego z okazji 400 lecia ukończenia budowy Zamku Królewskiego i przeniesienia doń centrum administracyjnego i politycznego kraju.

Napatrzywszy się na przebogatą kolekcję wychodzę z wystawy. I tu kolejna niespodzianka. Po drodze do wyjścia natykam się na dwa „Rembrandty”podarowane narodowi przez  Karolinę Lanckorońską. Są to „Uczony przy pulpicie” (czy jak chcą niektórzy „Ojciec żydowskiej narzeczonej”) i „Dziewczyna w ramie obrazu”. Umieszczone, ze względów bezpieczeństwa, w specjalnych obudowach portrety przykuwają uwagę nawet przypadkowych zwiedzających. Nie sposób się przy nich nie zatrzymać, przyciągają, uwodzą, po prostu magnetyzują. Dopiero w zestawieniu z przed chwilą obejrzaną i pochodzącą z podobnego okresu, kolekcją portretów naszych władców można uświadomić sobie ogrom geniuszu Rembrandta van Rijna. Mimo, iż portrety Jagiellonów i Wazów nie wyszły spod pędzla pierwszego lepszego malarzyny, przy Rembrandtach wydają się płaskie, sztampowe, nieciekawe, sztuczne, niegodne miana „dzieła”.

Zapatrzyłam się w te oczy, twarze, dłonie tak bardzo, że straciłam poczucie czasu. Dopiero przyjacielskie klepnięcie w ramię wyrwało mnie z rozmarzenia. Obejrzałam więc jeszcze tylko, umieszczone z tyłu, bardzo ciekawe rentgenogramy obrazów i skierowałam się ku wyjściu.

Aby nieco ochłonąć po dużej dawce wrażeń artystycznych kierujemy się ku zamkowej kawiarni żeby przy mrożonej kawie ostudzić nieco emocje. Choć kawiarniane wnętrza kuszą przepychem idziemy usiąść na taras. Lekki wietrzyk od Wisły i rozległa panorama działają uspokajająco. Miła chwila wyciszenia przed czekającą mnie jutro podróżą…

2 uwagi do wpisu “„Rządzić i olśniewać” wystawa biżuterii na Zamku Królewskim w Warszawie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s