Rzym. Bazylika świętego Piotra

Zgodnie z harmonogramem wszyscy stawili się o szóstej na śniadaniu. To dobrze wróży, bo uważam, że niewiele jest gorszych rzeczy na objazdówkach, od rozłażących się, niezdyscyplinowanych ludzi, którzy opóźniają zwiedzanie. Choć muszę też wziąć pod uwagę, iż dzisiejsza punktualność mogła wynikać z głodu…Śniadanie dziś jest skromne kawa i rogalik. Trzeba jednak oddać, iż kawa świetna a ciastko cieplutkie. Po posiłku pilotka rozdała wszystkim aparaty słuchowe i smycze do ich zawieszenia na szyi.  Wyglądamy z nimi jak wycieczka niedosłyszących, ale swoje zadanie spełniają. Pilota słychać nawet z dużej odległości, więc nie musimy chodzić zwartą grupą. Po śniadaniu, pakujemy się do autokaru.  W Rzymie przesiadamy się do metra. Trochę żałuję, bo z okien nie widać miasta, jedynie niewielki, naziemny fragment w okolicy bazyliki św. Pawła za Murami, jest widoczny. Niestety, zwiedzania ani tej bazyliki, ani dwóch pozostałych (Jana na Lateranie i Matki Bożej Większej) nie ma w programie.  Z metra kierujemy się na plac św. Piotra. Idziemy wzdłuż murów Watykańskiego państewka.  Ogólnie, mury zwłaszcza te, odgradzające państwa od siebie, źle mi się kojarzą, ale  watykańskie ubarwia gwardia szwajcarska  swoimi renesansowymi, pasiastymi strojami. Gwardziści sprawiają, że ta granica wygląda dość bajkowo. Podobnie bajkowo wygląda plac św. Piotra, ujęty z obu stron imponującą, poczwórną kolumnadą Berniniego.  Istnieje koncepcja iż kolumnada symbolizuje otwarte ramiona kościoła, przygarniającego wszystkich do piersi…  Kolumnada została wybudowana na polecenie Aleksandra VII w latach 1656 -1667 czyli w czasie kontrreformacji więc owa hipoteza nie jest bezzasadna.

Gianlorenzo Bernini był genialnym architektem, który doskonale potrafił mamić wzrok patrzącego. Plac przed fasadą wydaje się być kwadratowym choć w rzeczywistości jest trapezoidalny. Kolumny w kolumnadzie sprawiają wrażenie identycznych, jednak naprawdę różnią się od siebie przekrojem. Celem Berniniego było poprawienie niezbyt dobrze dobranych proporcji fasady bazyliki. Plac miał ją optycznie zwężać a kolumnada podwyższać. Koronę kolumnady zdobi 140 posągów, z których każdy mierzy trzy metry. Projektował je Bernini ale wykonanie należało do 140 różnych rzeźbiarzy, głównie uczniów mistrza. Wśród posągów znajduje się także wizerunek Polaka, dominikanina św. Jacka Odrowąża. Posąg Jacka Odrowąża umiejscowiony jest w lewym ramieniu kolumnady, ustawiony jest jako trzeci od papieskiego herbu w kierunku wieży dzwonów. Figurę „naszego” świętego wyrzeźbił Lazzaro Morelli. Mimo, że de facto, kolumnada jest dziełem wielu artystów, sukces ma jednego ojca, Berniniego. On to zgarnął dla siebie całą chwałę.

Na plac wiedzie sześć bram ozdobionych herbami (sześć gór i gwiazda ośmioramienna) papieża Aleksandra VII, inwestora przebudowy placu. W Rzymie jeszcze nie raz natkniemy się na ten herb, papież Aleksander przeszedł do historii miasta jako fundator wielu  jego gmachów. Z jego inicjatywy, poza kolumnadą, powstały m.in. Scala Regia, kościoły Santa Maria della Pace, Santa Maria in via Lata, San Carlo an Corso, Sant’Ivo alla Sapienza a także ulice i place miejskie.

Środek placu zdobi, pochodzący z Egiptu, obelisk datowany na XIII wiek przed Chrystusem.  Sprowadził go do Rzymu cesarz Kaligula (a nie była to najbardziej ekscentryczna z jego zachcianek) by kamienny blok ozdabiał cyrk Nerona.  Monumentalny kamień był świadkiem śmierci na arenie pierwszych chrześcijan.  Idealnie na osi założenia, ustawiono go dopiero na polecenie papieża Sykstusa V w 1586 roku. Jak przystało na katolicki plac, obelisk został zaopatrzony w łacińskie napisy sławiące triumf chrześcijaństwa nad pogaństwem. Na szczycie dodano krzyż na kuli zawierającej relikwie Krzyża Świętego tym samym obarczając obelisk funkcją propagandowo-informującą. Z racji swej wysokości wskazywał drogę udającym się do bazyliki pielgrzymom. Nie jest to jedyny w Rzymie przypadek wprzęgnięcia zabytku sztuki starożytnej w służbę religii katolickiej.

„Róża wiatrów” otaczająca 16 płytkami obelisk powstała w 1817 roku i została stworzona przez astronoma Filippo Gilli’ego.Po obu stronach obelisku znajdują się podobne do siebie dwie fontanny. Jedną z nich  zaprojektował Carlo Maderno, drugą Bernini.

Na placu św. Piotra swoje odstać trzeba. Czas wykorzystujemy na sesje zdjęciowe, przyglądanie się przygotowaniom do mającej się odbyć nazajutrz mszy i słuchanie historii bazyliki.

Tradycja głosi, iż to tutaj właśnie zginął św. Piotr i tu pierwotnie został pochowany na pogańskiej nekropolii. Następnie, za Konstantyna Wielkiego, ustawiono w tym miejscu pierwszą bazylikę, a w latach 1506-1626 stanęła obecna, ze wspaniałą konfesją nad grobem św. Piotra. Sprawa miejsca pochówku świętego jednak przez wieki opierała się raczej na tradycji niż na dowodach. Tak naprawdę lokalizację grobu świętego, z dużym prawdopodobieństwem, ustalono dopiero w połowie XX wieku. Wtedy to, na zlecenie Piusa XII przeprowadzono badania archeologiczne pod bazyliką św. Piotra. Dzięki nim odnaleziono grób z I w n.e oraz skrytkę opatrzoną (m.in) napisem „PETRUS ENI” zawierającą zawinięte w przetykaną złotem purpurową materię kości. Analiza szczątków potwierdziła iż należały one do mężczyzny odpowiadającemu portretowi świętego.

Jak już nadmieniłam, w początkach XVI wieku, papież Juliusz II powziął decyzję o wyburzeniu grożącej zawaleniem bazyliki Konstantyna i wybudowaniu nowej. Dzieło powstawało przez kolejne sto lat, a pracowali przy nim najlepsi z najlepszych.  Donato Bramante, Rafael Santi, Michał Anioł Buonarotti, Vignola, Giacomo della Porta, Domenico Fontana, Carlo Maderno, Gianlorenzo Bernini to najważniejsi architekci, którym świątynia zawdzięcza obecny kształt.

Fasada jest dziełem C. Maderny i choć została zaprojektowana jako dwuwieżowa, wież nie posiada. Ze względu na zapadanie się gruntu zrezygnowano z wyciągania wież w górę, a w ich, niewystających ponad fasadę częściach, umieszczono zegary. W wieży po lewej mieści się Brama Dzwonów. Po prawej usytuowana jest „Spiżowa brama”. Szczyt fasady zdobi trzynaście posągów przedstawiających Jezusa Chrystusa, jedenastu apostołów (nie ma św. Piotra, zamiast Judasza jest Maciej) i Jana Chrzciciela.

Kolejka przesuwa się dość opieszale, upał się robi coraz większy i ze współczuciem patrzę na tych, którzy ustawiają się na jej końcu. Bedą stać parę godzin w pełnym słońcu. Tymczasem nasza grupa staje przed bramkami bezpieczeństwa. Otrzymujemy też nowe, obowiązujące na terenie bazyliki odbiorniki, zostajemy zlustrowani pod względem odpowiedniości stroju (żadnych gołych ramion i kolan) i prowadzeni przez przewodnika, wchodzimy do środka.

Bazylika jest przeogromna, choć za sprawą doskonałych proporcji, nie od razu daje się to odczuć. Dopiero rzut oka na ludzi stojących w oddali pozwala sobie uświadomić jej gabaryty. Gdański kościół Mariacki „na długość” zmieścił by się w niej dwukrotnie…

Bogactwo mozaik, rzeźb, zdobień architektonicznych wydaje się być nie do ogarnięcia, gdyż od podłogi po sklepienie pokrywają one ściany olbrzymiej świątyni. Nawet więc nie będę próbować opisywać wnętrza bazyliki, bo choć zajęłoby to mnóstwo czasu i miejsca a i tak, nawet w przybliżeniu, nie oddałoby jej fenomenu. Skupię się więc tylko na dwóch bardzo subiektywnie wybranych rzeźbach. Jedna z nich reprezentuje dojrzały renesans, druga barok. Obie są wspaniałe i obie wyszły spod dłuta geniuszy. Pierwsza z nich to oczywiście Pieta Michała Anioła. To jedyny obiekt w bazylice znajdujący się pod „szczególną ochroną”. W 1972 roku szaleniec poważnie uszkodził dzieło, które po rekonstrukcji ustawiono za szybą pancerną.

Cudowna rzeźba z białego marmuru przedstawiająca matkę z ciałem zdjętego z krzyża syna, emanuje niesłychanym spokojem. W przeciwieństwie do wcześniejszych przedstawień tego samego motywu, tutaj Maria nie rozpacza, twarz ma pogodną, zadumaną. Ona wie, że śmierć syna nie była, ani nadaremna, ani wieczna. Dla mnie watykańska Pieta, to nie przedstawienie śmierci Jezusa ale zapowiedź jego Zmartwychwstania. Ciało Chrystusa bezwładnie spoczywające na kolanach Matki nie nosi śladów cierpienia. Ślady męki zaznaczone są delikatnie, tak jakby w momencie  zdjęcia z Krzyża, element boski już wypierał to, co ludzkie. Matka nie dotyka bezpośrednio ciała syna, jej dłoń obejmuje je przez rąbek materii. Artysta sygnalizuje przez to, iż w momencie śmierci Jezus przeszedł z wymiaru ludzkiego do boskiego. Pieta jest pełna  zagadek i kontrastów, które sprawiają, iż dzieło jest magnetyzujące.

Pieta to jedyne rzeźbiarskie dzieło Michała Anioła sygnowane przez artystę. Poprzez całą długość wstęgi zdobiącej suknię Madonny rzeźbiarz umieścił napis ” Michel Angelus Bonarotus Florent Facibit”.   Pochodzący z Florencji i tam już ceniony, dwudziestoczteroletni podówczas Michał Anioł, w Rzymie musiał dopiero „zaistnieć” i „wyrobić sobie nazwisko”.  Wiedział, że Pieta stanie się jego przepustką do sławy. Jakże musiał być dumny, gdy dzieło wystawiono publicznie i powszechnie podziwiano… I jakże musiał być wściekły, gdy usłyszał z tłumu przypuszczenie że to rzeźba autorstwa Solariego. Podobno podczas najbliższej nocy wziął dłuto i wykuł podpis. Nigdy więcej czynić już tego nie musiał. Jego dzieła stały się rozpoznawalne od pierwszego rzutu oka

Drugim dziełem, przy którym chciałabym się na moment zatrzymać, jest nagrobek papieża Aleksandra VII. Ale zanim do niego dotrę muszę nieco naświetlić „tło”… Nagrobek jest dziełem Gianlorenza Berniniego, który był ulubieńcem papieża Urbana VIII z rodu Barberinich. Bernini dla Barberiniego wykonywał niejedno zlecenie (m.in. konfesję św. Piotra, posąg św. Bibianny, palazzo Barberini). Artysta w zasadzie miał monopol na rzeźbiarskie zamówienia Watykanu, a do tego cieszył się nieustającą opieką papieża. O tym jak bardzo Urbanowi VIII zależało na Berninim świadczy pewna historia:

Gianlorenzo korzystał z uroków ciała i słodkich pieszczot  modelki, Konstancji, żony swego pomocnika. Jednak kiedy odkrył, że dama owa podobnymi względami obdarza również jego brata, zapragnął odwetu. Zaczaił się na powracającego od Konstancji brata i pobił go niemalże na śmierć. Podobno straż papieska rozdzieliła ich w ostatniej chwili. Bernini jednak nadal się mścił. Słudze zlecił pociąć twarz niewiernej kochance. Kiedy artysta trafił  pod sąd papieski  wyrok był zaskakujący. Brata Berniniego, za udział w bójce,  skazano na wygnanie do Bolonii. Konstancja trafiła do więzienia za rozpustę. Do lochu wtrącono też sługę, który podjął się okaleczenia kobiety. A Gianlorenzo?  Ten przez papieża został „skazany” na ożenek z Cateriną Tezzio najpiękniejszą dziewczyną w Rzymie… Przeżył z nią ponad 40 lat i doczekał się jedenastki dzieci.

No ale zostawmy te obyczajowe historie. Urban VIII zmarł, a Bernini musiał szukać  protektora poza Watykanem, jako że kolejny papież, Innocenty X  wolał Borrominiego.  Bernini powrócił w łaski dopiero następnego papieża, Aleksandra VII. Dla nowego protektora zrealizował zabudowę placu św. Piotra (kolumnada) Scala Reggia w kaplicy Sykstyńskiej, willę  w Castel Gandolfo. Wykonał też nagrobek swego mecenasa. Zasadniczo powtórzył on w nim schemat, którego użył przy nagrobka swego pierwszego dobroczyńcy, Urbana VIII.  Jednak o ile Barberiniemu przydzielono godne miejsce w niszy, o tyle mniej popularnemu, Fabio Chigi czyli Aleksandrowi VII, wyznaczono niezbyt spektakularną lokalizację. No cóż, Watykan nie był wolny od ludzkich przywar i słabostek, wzajemnie znosiły się tam stronnictwa, zawiązywały koterie rodziły intrygi…  Tak więc niechętni decydenci  uznali, iż nagrobek Aleksandra VII powinien znajdować się nad drzwiami do zakrystii. Bernini jednak zamienił ten fakt w atut, wykorzystując drzwi jako symbol przejścia między życiem doczesnym a wiecznym. Zmarły papież przedstawiony jest w pozycji klęczącej, pogrążony w modlitwie. U jego stóp na pofałdowanej „tkaninie” z czerwonego marmuru spoczywają cztery postacie kobiece wyobrażające Caritas i Veritas ( strona lewa) oraz Iustitia i Prudentia. Nad drzwiami fałdy „tkaniny” unoszą się niespodziewanie. To usiłujący się  spod nich wydostać dość odrażający ludzki szkielet wzrusza niespodziewanie materię. W jego kościstej dłoni ostentacyjnie jaśnieje klepsydra, symbol przemijania.  Dzieło to jest spektakularnym przykładem  rzymskiej rzeźby barokowej z jej ekspresją, wielopoziomową kompozycją i różnobarwnym materiałem.

Jak już wspomniałam o dziełach w Bazylice św. Piotra można pisać w nieskończoność. Ja ograniczam się jedynie do tych dwóch przykładów.

5 uwag do wpisu “Rzym. Bazylika świętego Piotra

  1. W tej bazylice można spędzić wiele godzin i nie nudzić się. Wczesnochrześcijańską nekropolię z grobem św. Piotra można zwiedzać po uprzednim umówieniu terminu (trzeba to robić z dużym wyprzedzeniem, wpuszczane są małe grupki z przewodnikiem). Ciekawe jest to, ze w Rzymie i w Ziemi Świętej wiele miejsc uznawanych zgodnie z tradycją za ważne zostaje obecnie dzięki różnym badaniom i odkryciom potwierdzonych. Miłego dalszego zwiedzania życzę 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s