Florencja. Spacer po mieście.

Do Florencji zajeżdżamy dość wcześnie. Dyskretnie lustruję obuwie współuczestników i zauważam, że po Rzymie jakoś więcej osób przerzuciło się na trampki. Ale i mnie pierwsze dni w Italii czegoś nauczyły. Mianowicie tego, że nie można tu bezkarnie  chodzić bez nakrycia głowy. Krótka analiza ryzyka i skutków udaru…  Krzywiąc się wsuwam czapkę z daszkiem.  Wprawdzie serdecznie jej nie znoszę, no ale bólu głowy nie lubię jeszcze bardziej. Na nos krem z filtrem „50”, okulary, sprawdzenie baterii w aparatach: słuchowym i fotograficznym, butelka z napojem… Wszystko ok.  Mogę ruszać.Do Florencji mam stosunek szczególny, jako że kiedyś przyszło mi pisać pracę na temat patronatu Medyceuszy oraz walk gibelinów z gwelfami czyli między zwolennikami  cesarza i papieża, kolokwialnie rzecz ujmując. Owa praca pozwoliła mi lepiej zrozumieć historię tego miasta, a co za tym idzie, szerzej zainteresować się jej wpływami na specyficzny charakter Florencji. Bo że jest to miasto niezwykłe, przyzna każdy, kto choćby przez chwilkę miał okazję je zobaczyć.

Florencja wita nas  słoneczną pogodą, najprzystojniejszym mężczyzną świata „Dawidem”, oszałamiającym zapachem kawy i cudowną panoramą miasta, wśród której wyróżnia się kopuła katedry Matki Boskiej Kwietnej.  Trzeba przyznać, że to bardzo gościnne powitanie. Na dodatek, ku uldze wszystkich, nie ma to bruków, tylko gładkie kamienne płyty. Mamy dziesięć minut na sesję zdjęciową i ruszamy w dół ku rzece Arno, a ściślej mówiąc ku przerzuconemu przez nią Ponte Vecchio. Ten najstarszy most miasta (stąd jego nazwa) został zbudowany w miejscu, gdzie jeszcze w czasach rzymskich istniała przeprawa. Po niej, skonstruowano w tym miejscu jeszcze dwa drewniane mosty, zerwane podczas powodzi w 1117  i 1333 roku. Po tej ostatniej  postanowiono wznieść kolejny most i zadanie to powierzono, pochodzącemu z artystycznej rodziny, Tadeo Gaddiego. On to jako budulca, użył kamiennych ciosów, z których wzniesiono trzy przęsła oraz filary je podtrzymujące. Budowę zakończono w 1345 roku.  Gaddi zasadniczo był malarzem, jego dziełem są m.i. freski w kaplicy Baroncellich w S. Croce, ale jak większość włoskich artystów czasów quatrocenta, parał się tez innymi dziedzinami sztuki.

Jak widać konstrukcja, mimo, iż rzeka Arno bywa kapryśna, przetrwała do dziś, choć niewiele brakowało abyśmy most znali jedynie ze starych dokumentów. Kiedy w maju 1944 roku wojska alianckie zdobywając Monte Casino przełamały linię Gustawa, Niemcy zdali sobie sprawę, iż droga do północnych Włoch dla sprzymierzonych nie stanowi już problemu nie do pokonania. Jednak robili co mogli aby zwycięski marsz opóźnić. Latem 1944 roku, cofające się przed aliantami oddziały wojsk niemieckich, wysadziły w powietrze wszystkie florenckie mosty. Na podobny los skazany był też, już zaminowany Ponte Vecchio. Podobno uratowało go dwóch jubilerów mających przy moście swoje pracownie. Zauważyli, gdzie Niemcy zaczepili ładunki wybuchowe. Udało im się niepostrzeżenie zakraść się i przeciąć przewody. W ten sposób most, jako jedyny w mieście, ocalał.

W XIV stuleciu most zaczął obrastać kramikami, w których handlowano głównie mięsem i rybami.  Nietrudno sobie wyobrazić, jaki panował tam zapach w upalne dni… Przez lata chyba nie bardzo on przeszkadzał mieszkańcom ale wszystko ma swój kres. Kiedy w mieście doszedł do władzy potężny ród Medyceuszy a Kosma di Medici  zbudował, niemalże przy samym moście, galerię Uffizi  postanowiono poprawić wizerunek (i zapach) traktu. Dodatkowym powodem, dla którego chciano pozbyć się z mostu dokuczliwych lokatorów, był zakup przez Medyceuszy niedokończonego z powodu bankructwa pałacu rodziny Pittich. Zakup ten  niejako wymusiła na Kosmie żona, Eleonora z Toledo, której w Palazzo Vecchio i pałacu Medyceuszy bardzo brakowało ogrodu, do którego nawykła w spędzonym w Neapolu dzieciństwie. Niestety pałac znajdował się po drugiej stronie rzeki.  Z tego powodu, udający się do pracy w Uffizi i Palazzo Vecchio Medyceusze, codziennie zmuszeni byli przechodzić przez most więc problem unoszących się wokół woni zaczął być palący. Początkowo sprawę miała rozwiązać nadbudowana nad mostem galeria, dzieło Vasariego. Korytarz zaczyna się przy zachodnim skrzydle Uffizi, prowadzi wzdłuż Arno, na wielkich łukach zbliża się do Ponte Vecchio i biegnąc nad mostem złotników przekracza rzekę.  Galeria Vasariego powstała  na zlecenie Kosmy Medyceusza w 1564 roku, jednak było to rozwiązanie tylko połowiczne. Problemu radykalnie pozbyto się w 1593 roku, kiedy to Ferdynand Medyceusz wydał nakaz usunięcia z mostu „wonnych” sklepów. Na ich miejscu (wszak natura próżni nie lubi) zaczęły wyrastać eleganckie warsztaty i sklepiki jubilerskie. Od tego czasu Ponte Vecchio zaczęto zwać „mostem złotników”.I może jeszcze ciekawostka. To właśnie na Ponte Vecchio narodził się zwyczaj zapinania „kłódek miłości”. Zapoczątkować go mieli uczniowie florenckiej szkoły św. Jerzego, którzy zabierali kłódki ze swych szafek i wraz z wyznaniem uczucia wieszali je na „Moście Złotników”. Zapinanie kłódek jako gwarancję stałego uczucia, za sprawą książki F. Moccia i nakręconego według niej filmu „Trzy metry nad niebem”,  szybko podchwycono niemal na całym świecie. Konstrukcja Ponte Vecchio  jednak mocno cierpiała od tak wyrażanych uczuć.  Obecnie obowiązuje zakaz wieszania na moście kłódek a jego złamanie grozi karą.

Przechodzimy i my przez most. Niektóre z uczestniczek wycieczki coraz częściej zawieszają wzrok na jubilerskich precjozach a czasem nawet znikają we wnętrzu niewielkich sklepików. Wychodzą z nich równie szybko… Ja z kolei przyglądam się stojącemu w arkadowej galerii pośrodku  mostu, popiersiu Benvenuto Celliniego. Lokalizacja pomnika jest świetna bo któż jak nie Cellini, godny jest stać na Moście Złotników? Patrząc na jego oblicze rozmyślam jak to możliwe, że tworzący arcydziełka sztuki złotniczej, zdolny artysta rzeźbiarz,  był równocześnie cynicznym malwersantem, złodziejem, okrutnikiem a nawet mordercą. Rozważania te przerywa mi dochodzący ze słuchawki głos przewodniczki, z którego wynika, iż reszta mojej grupy znalazła się już w galerii Uffizi. Znowu się zagapiłam…

Jak już nadmieniłam, galeria powstała na zlecenie Kosmy I Medyceusza w latach 1560-1580,  a zaplanował ją i nadzorował jej budowę Giorgio Vasari.  Początkowo obiekt miał pełnić funkcje biurowe (stąd nazwa „urzędy”) jednak po śmierci Kosmy i Vasariego (1574 rok), Franciszek I Medyceusz zmienił jego przeznaczenie, umieszczając w budynku swoją kolekcję dzieł sztuki. Uffizi  ma kształt dwóch równoległych pawilonów (ustawionych prostopadle do rzeki) połączonych trzecim. Pomiędzy nimi rozpościera się dość wąski, wewnętrzny dziedziniec. W parterowej partii budynków umieszczono nisze, w których stanęły posągi wybitnych Toskańczyków. Wszystkim im przygląda się z góry Wawrzyniec Wspaniały Medyceusz. Dziś Galeria Uffizi ze swymi zbiorami plasuje się w ścisłej czołówce światowych muzeów co niestety skutkuje tym, że bilety doń trzeba zamawiać z dużym wyprzedzeniem. Może kiedyś uda mi się zobaczyć zgromadzoną tam kolekcję.

Wychodzimy na Piazza della Signoria, czyli główny plac Florencji okresu quatrocenta i cinquecenta. Powstał po wyburzeniu domów należących do pokonanych gibelinów. My jednak na razie chronimy się przed słońcem w  Loggia dei Lanzi, budowli powstałej w XIV wieku na potrzeby Signorii czyli Rady Miasta. Jest to niewielki budynek otwarty arkadami na plac. Ponad łukami umieszczone są alegorie cnót, dzieło A. Gaddiego (syna Tadeo, tego od mostu) a nad nimi herby zamożnych rodów florenckich. Kiedyś było to miejsce spotkań urzędników miejskich. Obecnie loggia pełni rolę zadaszonej galerii w której eksponowane są rzeźby. Stoi tam kopia (oryginał w Museo del Bargello), uznawanego za arcydzieło sztuki odlewniczej, „Perseusza z głową Meduzy” Celliniego. Oprócz tego znajduje się tam (także kopia) „Porwanie Sabinek” Giambolognii oraz inne posągi zarówno renesansowe jak i antyczne.

Trudno na tym placu skupić uwagę na jednym obiekcie, jako że w zasadzie cały jest jednym, wielkim muzeum. Znajduje się tam m.in kolejna kopia posągu Dawida autorstwa Michała Anioła, konny posąg księcia Florencji Kosmy I Medyceusza wykonany przez Giambolognię w 1594 roku, fontanna ozdobiona wyrzeźbioną w białym marmurze przez B. Ammanatiego, postacią Neptuna.

Jednak wzrok przyciąga wmurowana w podłoże  niewielka, okrągła, marmurowa płyta. Okazuje się, że jest to miejsce, w którym płonęło tak zwane „ognisko próżności” czyli stos zapalony przez charyzmatycznego dominikanina G. Savonarolę. Nawoływał on do ascezy tak sugestywnie, iż Florentyńczycy  rzucali w ogień drogocenne klejnoty, wyszukane stroje, dzieła sztuki i książki. Kto nawołuje do palenia książek nie może dobrze skończyć… Savonarola, w swej krytyce upadku moralnego kleru, rozbuchanego nepotyzmu i przekupstwa, mocno naraził się papieżowi Aleksandrowi VI (Rodrigo Borgia), który to w końcu nie wytrzymał i obłożył Savonarolę ekskomuniką. Dominikanin został uwięziony i przesłuchiwany. Zarzucano mu schizmatyzm i herezję. Wydano wyrok śmierci przez publiczne powieszenie, następnie spalenia ciała na stosie i wyrzucenie szczątków do rzeki… Fra Savonarola spłonął w tym samym miejscu, w którym przed tym paliły się stosy próżności…

Od rozważań o Savonaroli odrywa mnie zamieszanie wywołane przez zwolenników Calcio Storico Florentino czyli zawodów lokalnej piłki nożnej, tradycyjnie odbywających się w czerwcu. Gra przypomina klasyczny futbol jedynie tym, iż w użyciu dwóch drużyn jest jedna piłka. Miejscowi gracze przygotowują się do meczów z zapałem, a po meczach zapewne z równym zapałem leczą kontuzje, jako w że w Calcio nie obowiązują żadne zasady. Można bić, kopać, dusić, walić, drapać… Oczywiście zawodników przeciwnej drużyny. Nie ma zmiany zawodników, albo się gra, albo osłabia drużynę, do czego żaden Calcianti dopuścić nie chce. Spotkanie nie jest przerywane nawet wtedy, gdy zawodnika znoszą na noszach. To chyba najbrutalniejszy sport drużynowy jaki istnieje, jednak we Florencji ma swoich zagorzałych fanów. Jego historia sięga XVI wieku.

Najbardziej okazałym gmachem na Piazza della Signoria jest Palazzo Vecchio, które pierwotnie pełniło rolę siedziby rady miejskiej i jako takie zostało zaprojektowane przez Arnolfo di Cambio i wzniesione w latach 1299-1310. Jednak w okresie cinquecenta dawny ratusz stał się także rezydencją Kosmy I Medyceusza, który w związku z tym zlecił Vasariemu wprowadzenie tam szeregu zmian. Ale o Palazzo Vecchio szerzej napiszę w kolejnym poście.

 

 

3 uwagi do wpisu “Florencja. Spacer po mieście.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s