Plac św. Marka, Pałac Dożów i Bazylika św. Marka w Wenecji.

Bardzo miło siedziało się na drinku, no ale nie po to tu przyjechałam. Chcę zobaczyć wnętrze bazyliki św. Marka, tę jedyną w swoim rodzaju, katolicką świątynię o bizantyjskich cechach stylowych. Nie ma jej w „pakiecie” ale można próbować dostać się do niej samodzielnie. Wprawdzie kolejka chętnych nigdy się nie zmniejsza, ale przecież warto spróbować. Może uda mi się wejść, zanim nadejdzie pora odpłynięcia z Wenecji?

Czas oczekiwania skracamy sobie w obserwacją placu. A jest tam co podziwiać! Jak już wspomniałam w poprzednim poście, plac od północy i południa zamykają budynki starej i nowej Prokuracji. „Stara Prokuracja” została zbudowana w wieku XII, wtedy to przeniesiono doń apartamenty najwyższych (po doży) urzędników miasta, Prokuratorów. Gmach przebudowano w XVI wieku według planów Mauro Coducciego.  Budowy dokończył Jacopo Sansovino ok 1532 roku.  Wtedy to do budynku dodano 50 arkad i trzecią kondygnację. Budynek Prokuracji Nowej (po południowej stronie) wzniesiono w XVI wieku według planów Vinzenzzo Scamozziego. W ciągu wieków skrzydło pełniło różne funkcje, m.in mieścił się w nim pałac królewski, w którym mieszkał gubernator napoleoński a następnie austriacki. Po zjednoczeniu Włoch w gmachu Nowej Prokuracji rezydował król.

Do szczytów gmachów Prokuracji przylegają dwie wyniosłe budowle. Przy południowym góruje najwyższa budowla miasta (98,6m), dzwonnica św. Marka. Pochodzi z XI/XII wieku i pełniła funkcję kampanili. Wieża była wielokrotnie przebudowywana. Najpoważniejszy remont przeszła w początkach XX wieku, gdyż nadwyrężona burzami, w 1902 roku zawaliła się. Została wiernie zrekonstruowana w latach 1903-1912, jako że Wenecjanie nie wyobrażali sobie swego miasta bez „el paron de casa” (pana domu) jak nazywają swoją dzwonnicę. Budowla jest romańska wzniesiona z kamienia na planie kwadratu. Na szczycie wznosi się loggia z białego kamienia zwieńczona ceglaną bazą hełmu, udekorowaną lwami świętego Marka i symbolem sprawiedliwości. Hełm w kształcie piramidy wieńczy posąg św. Gabriela Archanioła.

Przy budynku Starej Prokuracji znajduje się wieża zegarowa z przełomu XV i XVI wieku. Zaprojektował ją Mauro Codussi. Wieża podzielona jest na cztery kondygnacje. Każdą z nich zaplanowano i ozdobiono inaczej. Na szczycie wieży umieszczono dwa posągi Maurów, uderzających co godzinę w dzwon. Poniżej balkoniku z figurkami Maurów znajduje się posąg skrzydlatego lwa, symbolu św. Marka, patrona Wenecji. Jeszcze niżej, w specjalnej niszy umieszczono figurę Madonny z dzieciątkiem. Poniższą kondygnację zajmuje tarcza zegara pokazującego nie tylko godziny ale i pory roku, fazy księżyca oraz położenie słońca w znakach zodiaku. Najniższą kondygnację zajmuję przelotowa brama ujęta w szeroką arkadę.

Do placu św. Marka przylega „Piazzetta” placyk łączący plac z wybrzeżem Canale di San Marco. Jego jedną stronę zajmuje elewacja Pałacu Dożów, drugą renesansowy gmach Libreraria Sansoviniana, wzniesiony w 1591 roku, według planów J. Sansovina. Od strony wybrzeża do Librerarii przylega budynek mennicy, jako że Wenecjanie bili własną monetę. Mimo swego bardzo eleganckiego wyglądu Piazzetta bywała także miejscem kaźni. Tutaj, między dwiema kolumnami przywiezionymi  z Konstantynopola, publicznie wykonywano wyroki śmierci. Strzegące od strony nadbrzeża wejścia na placyk kolumny, zwieńczone są symbolicznymi figurami. Na jednej rozsiadł się skrzydlaty lew św. Marka na drugiej rezyduje święty Teodor, pierwotny patron Wenecji. Podobno, w 1172 roku,  z Konstantynopola przywieziono trzy kolumny, jednak jedna z nich runęła do wody podczas wyładunku ze  statku.  Poszukiwania „tej trzeciej przeprowadzono w 2017 roku jednak nie dały  one pożądanego rezultatu. Według naukowców, nawet jeżeli kolumna spoczywa gdzieś na dnie laguny, to przykryta być musi siedmiometrową warstwą błota…

Wąski kanał oddziela ścianę Pałacu Dożów od budynku więzienia. Nad nim, wysoko przerzucony, jest wąski kryty mostek. To słynny Most Westchnień, którym  z pobliskiego więzienia sprowadzano skazańców na miejsce kaźni lub galery. Podobno nieszczęśnicy, po raz ostatni spoglądając na miasto wydawali z siebie westchnienia żalu i stąd nazwa mostku.Most został zbudowany w 1614 roku według projektu Antona Contina. Zawieszony jest nad Rio del Palazzo i składa się z dwóch zadaszonych korytarzy. Na zewnątrz ozdobiony jest płaskorzeźbą przedstawiającą alegorię sprawiedliwości i herbem doży Marina Grimaniego.

Tymczasem kolejka do zwiedzania bazyliki przesuwa się. Minęłam już kolumny pałacu dożów. Jedna z nich (trzecia w nadbrzeżnej fasadzie licząc od kolumny z lwem) była „kolumną ostatniej szansy” wiedzionych na stos czarownic. Jeśli nieszczęśnicy udało się ją obiec i nie spaść z niskiego progu,  unikała spalenia. Jednak zadanie nie było łatwe gdyż właśnie ta jedna kolumna ze względu na swoje usytuowanie jest trudna do obejścia. Sam Pałac Dożów to  arcydzieło sztuki architektonicznej.  Cięższa i pełniejsza część górna, zdawałoby się wbrew prawom fizyki, opiera się na misternej, wręcz koronkowej podstawie utworzonej przez podwójne arkady podtrzymywane przez smukłe kolumny. Górna kondygnacja ozdobiona jest wzorami z różowego marmuru a całość sprawia wrażenie wyjątkowo smakowitego tortu. Pałac pełnił podwójną rolę był zarówno miejscem pracy doży jak i jego mieszkaniem. Pomieszczenia oficjalne wręcz przytłaczają przepychem i natłokiem dzieł sztuki. Obrazy Veronese i Tintoretto wkomponowane w złote, bogate obramienia szczelnie wypełniają ściany i sufity sal. To jedno wielkie muzeum, choć w przeciwieństwie do innych, zawarte w nim obrazy zostały dla niego stworzone stworzone, a nie zgromadzone w celu ekspozycji. Wnętrza pałacu dożów przyprawiają o zawrót głowy a wraz bazyliką św. Marka, dają pojęcie o bogactwie Republiki Weneckiej.

Dotarłam (wraz z kolejką) do miejsca w którym pałac dożów łączy się z bazyliką.  Mogę teraz, stojąc w miejscu, kontemplować przepiękne detale architektoniczne Porta della Carta głównego wejścia do Pałacu Dożów. Nad wejściem, w portyku w stylu flamboyant, umieszczona jest rzeźba Doży Francesco Foscali klęczącego przed lwem, symbolem Republiki Weneckiej.

Nie mniej ciekawa jest tak zwana „grupa tetrachów” przywieziona do Wenecji po złupieniu przez Krzyżowców Konstantynopola. Pisałam o tym niechlubnym wydarzeniu w poprzednim poście. Grupa Tetrarchów jest jednym z sztandarowych przykładów rabunku i wandalizmu jakiego dopuścili się krzyżowcy w Konstantynopolu. Przedstawia ona, złączonych w uścisku władców rzymskich Dioklecjana, Maksymiana, Konstancjusza i Galeriusza wspólnie rządzących cesarstwem. Rzeźba z czerwonego porfiru kiedyś stanowiła podstawę kolumny w cesarskim pałacu w Konstantynopolu. Po jego zdobyciu, zwycięzcy rycerze krzyżowi rzucili się do rabunku. Brano wszystko, co się wziąć dało, a nawet to, co wydawało się niemożliwe do zabrania. Taki też los spotkał tetrachów.  Wyrwana „na siłę” rzeźba została uszkodzona, jednemu z tetrarchów urwano stopę. Brakującą stopę odnaleziono po wiekach w Turcji, podczas wykopalisk przy meczecie Bodrum w Stambule. Trudno o lepszy dowód pochodzenia rzeźby…

Wreszcie wchodzę do bazyliki. Hurra! Udało się, warto było czekać! Geneza powstania bazyliki związana jest z przywiezieniem przez Wenecjan wykradzionych z Aleksandrii szczątków św. Marka. Jak do tego doszło?

Początkowo patronem Wenecji był św. Teodor z Amazji, męczennik żyjący w IV wieku. Jego kult rozprzestrzenił się tutaj zapewne wraz z wpływami bizantyjskimi. Chyba Teodor dobrze opiekował się miastem, bo rozwijało się i  bogaciło. Jednak w początkach IX wieku  Angelo Partecipazio, aktualny doża, potrzebował spektakularnego akcentu w rozgrywkach politycznych. A ponieważ od rangi przechowywanych relikwii zależała pozycja miasta, doża  umyślił sobie iż takim będzie sprowadzenie do Wenecji relikwii św. Marka.  Ewangelista – męczennik wydawał mu się dużo odpowiedniejszym kandydatem na opiekuna rosnącej w siłę (i co za tym idzie, dumę) republiki, niż zacny ale szerzej nieznany, Teodor. Wielka Rada koncept doży zaakceptowała pozostawał tylko jeden problem… Ciało świętego ewangelisty spoczywało spokojnie w Aleksandrii, której za życia był biskupem i gdzie jego szczątki otaczano kultem.

Aby moralnie usprawiedliwić porwanie ciała, uknuto legendę. Według niej, święty Marek odwiedził wioskę rybacką Wenecję  (w I wieku ne, kiedy żył ewangelista najwyższą formą życia na lagunie  były mewy) i tam we śnie  Markowi ukazał się anioł, który mu przepowiedział, iż jego ciało spocznie w Wenecji. Święty miał wtedy opowiedzieć o proroctwie swoim gospodarzom, a ci mieli przekazywać ją kolejnym pokoleniom. Nie mogąca mieć nic wspólnego z prawdą legenda, spełniła swoje zadanie nobilitowała zamiary doży. W jej kontekście ściągnięcie szczątków świętego, nie było już pospolitą kradzieżą, ale misją podjętą dla spełnieniem przepowiedni.  Takiej wersji trzymali się, wysłani do Aleksandrii  przez kolejnego dożę, agenci. Na miejscu podali się za kupców, przy pomocy przekupionego strażnika wyjęli ciało z sarkofagu i żeby móc je wywieźć  bez przeszkód uciekli się do podstępu. Ukryli je, okładając płatami wieprzowego mięsa, o którym wiedzieli, iż dla muzułmanów jest „nieczyste” i go nie dotkną.  W ten sposób udało im się przywieźć relikwie do Wenecji.

Tak więc misja się powiodła, posiadano już relikwie, świętego okrzyknięto nowym patronem miasta, trzeba było tylko jeszcze wznieść mu godny kościół. Od razu założono, że ma być to świątynia najpiękniejsza z istniejących.  Każdy, z wpływających do portu statków weneckich od lat 70tych XI wieku miał obowiązek przywieźć coś, co posłuży ku ozdobie bazyliki. Po IV krucjacie i zrabowaniu Konstantynopola nie było to  trudne… O tym jak doża wykorzystywał świętego świadczy również fakt lokalizacji bazyliki. Do ogólnej wiadomości podano, iż właśnie w tym miejscu niesione przez czwórkę rosłych Wenecjan ciało świętego (czy też raczej jego wyschnięte przez 700 lat resztki) zrobiło się nagle tak ciężkie, iż niemożliwe do uniesienia. Uznano, iż świadczy to o tym, że święty chce spocząć właśnie w tym miejscu. W rzeczywistości to doża chciał podnieść prestiż pałacu, który w ten sposób zyskiwał potężnego sąsiada.

Ostatecznie bazylika w dzisiejszym kształcie ( poprzednia, wzniesiona za A. Partecipazio, spłonęła w pożarze)  powstała w XI wieku i wzniesiono ją w stylu bizantyjskim. To specjalnie nie dziwi, jako że Wenecja przez długi czas pozostawała pod wpływami wschodniego cesarstwa a na dodatek większość z  detali zdobiących kościół, pochodziła właśnie z Bizancjum. W trakcie budowy bazyliki nastąpiło zamieszanie ze szczątkami świętego. Któryś z zapobiegliwych („skoro myśmy ukradli, to i nam ukraść mogą…”) dożów gdzieś je ukrył, po czym zmarł, nie podzieliwszy się z nikim wiedzą o skrytce. Kiedy zdano sobie sprawę, iż relikwii nie można zaprezentować zapanowała powszechna rozpacz i odprawiano zbiorowe modły w intencji odnalezienia szczątków. Okazały się bardzo skuteczne… Miejsce ukrycia relikwii miało się objawić niezależnie we snach zarówno doży Domenico Contarini jak i Viale Faliero,  świątobliwego patriarchy Wenecji. Według ich wskazówek  relikwie ewangelisty odnaleziono zamurowane we wnętrzu jednej z kolumn.

Fasada bazyliki była przebudowywana  i „uzupełniana” nowymi „darami” przywożonymi przez kolejne statki. Stąd w niej taka różnorodność detali architektonicznych pochodzących z odmiennych miejsc i czasów. Jednak mimo tych, pozornie nieprzystających do siebie elementów efekt jest olśniewający! Bazylika posiada  pięć portali zwieńczonych półkolistymi tympanonami ozdobionymi mozaikami. Nad drzwiami po lewej stronie, umieszczony jest mozaikowy wizerunek bazyliki z 1260 roku. Nad wejściem głównym umieszczono wizerunek Zmartwychwstałego Chrystusa a w otokach alegorie pór roku, miesięcy oraz przedstawienia weneckich rzemieślników. Nad portalami umieszczono galerię, którą zdobią cztery rumaki z pozłacanego brązu,  ukradzione z konstantynopolskiego hippodromu.

 

  Powyżej galerii cztery zaokrąglone pola ujęte w ostre łuki. Na szczycie najwyższego z nich, figura św. Marka oraz złoty lew.

Nie sposób wymienić wszystkich elementów dekoracyjnych fasady. Samych kolumn jest ponad dwa i pół tysiąca a ich głowice prezentują style od antyku po średniowiecze. Poza tym, każdy z kolejnych dożów stawiał sobie za punkt honoru dodać coś ku ozdobie świątyni, tak więc bez trudu można w fasadzie odszukać i elementy późniejsze z okresu gotyku, renesansu i baroku. Wszystkie te wieżyczki, rzeźby, reliefy, czołganki, kwiatony wimpergi, mozaiki, złocenia, różnokształtne łuki sprawiają, iż bazylika nie tylko nie przypomina żadnej katolickiej świątyni, ale także nie przypomina w ogóle żadnej innej budowli. Jest jedyna i niepowtarzalna tak jak miasto, w którym powstała.

Po, przeładowanej jak szkatułka miłośniczki biżuterii fasadzie, wnętrze bazyliki prezentuje się bardziej nobliwie i jednolicie. O ile za jednolitość można uznać niezliczoną ilość mozaik i  tesser wykonanych ze szkła pochodzącego z warsztatów Murano. Elementem, który je wszystkie spaja jest wszechobecny kolor złoty… To była ulubiona barwa Wenecjan.

Mozaiki przedstawiają sceny biblijne, historie z Nowego Testamentu oraz oczywiście legendę św. Marka.  Nie tylko sklepienie i ściany pokryte są drobnymi płytkami. Także na posadzkach ułożono z nich skomplikowane wzory tworząc kamienne dywany. Przy bazylice znajduje się skarbiec w którym zgromadzono kielichy, relikwiarze, ikony, dary i łupy. Oczywiście złote…

2 uwagi do wpisu “Plac św. Marka, Pałac Dożów i Bazylika św. Marka w Wenecji.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s