Fryderyk II Wielki i jego „pałac bez trosk”

Na koniec  pobytu w Poczdamie zostawiam sobie zwiedzanie kompleksu pałacowego Sanssouci. To przepiękne założenie obejmuje szereg budynków i wspaniałe ogrody. Ulubiona rezydencja Fryderyka II Wielkiego, nazywana przez niego „małą winnicą” lub bardziej oficjalnie Sans Souci (pałacem bez trosk) daje o pojęcie, o drugim, mniej oficjalnym, charakterze tego pruskiego monarchy… Tutaj poznajemy jego naturę pozbawioną, narzuconego mu przez czasy i pochodzenie,  bardzo sztywnego gorsetu. Urocze zakątki wskazują, iż był bardzo wrażliwym estetą i miłośnikiem natury.Dla Polaków Fryderyk II Hohenzollern jest jednym z tych, którzy doprowadzili do podziału naszego państwa. Dla Niemców to główny architekt potęgi Prus, któremu nadali zaszczytny tytuł „Wielki”. Miał dość przykry charakter i raczej nie był powszechnie lubiany a i on, zdaje się, nie przepadał za ludzkim towarzystwem. Podobno o sarkających poddanych mawiał „mogą być niezadowoleni, byleby płacili podatki”. Poddani rzeczywiście nie darzyli go sympatią lecz  cieszył się ich szacunkiem.

Urodził się w królewskiej rodzinie jednak jego dzieciństwo i młodość szczęśliwe nie były.  Matka, królewna brytyjska Zofia Hanowerska, choć wykształcona, nie miała dla niego czasu, jako że  przez pierwsze piętnaście  lat Fryderyka  była niemal nieustannie w ciąży, bądź w połogu. Ojciec (nieprzypadkowo noszący ksywkę „sierżant”) Fryderyk Wilhelm I, nie tolerował, ani słabości, ani wrażliwości.  Jako, że pasją jego królewskiej wysokości była armia (i wszystko co się z nią łączy), nie mógł więc zdzierżyć, iż najstarszy (z żyjących) syn nie podziela jego entuzjazmu dla wojska. Według Fryderyka Wilhelma I było to niedopuszczalne, aby następca tronu trwonił czas na, jego zdaniem, zupełnie zbędną, naukę łaciny i poznawanie historii starożytnej. Ale małego Fryderyka II nie pociągały, ani wojskowe parady, ani polowania. On, od wojskowych komend i szczęku prezentowanej broni, wolał muzykę. Zamiast zgłębiać tajniki strategii zaczytywał się w literaturze francuskiej i traktatach filozoficznych. Na dodatek Fryderyk II, zamiast korzystać ze względów chętnych dam dworu, wolał otaczać się przyjaciółmi płci męskiej. Nie ma się więc co dziwić, iż na linii ojciec-syn porozumienia być nie mogło.

W młodości Fryderyk próbował się buntować przeciwko ojcowskim nakazom i zakazom. Bezskutecznie… Zdeterminowany Fryderyk II wraz z  bliskim przyjacielem, porucznikiem Hansem Hermanem von Katte, podjął próbę ucieczki do Anglii. Niestety nieudaną, obu młodzieńców pojmano. Wtedy to król postanowił raz na zawsze położyć kres synowskim buntom. Zorganizował „pokazówkę”, w której dobitnie (dosłownie) uświadomił synowi „kto tu rządzi”. Nakazał aby w rozprawie sądowej potraktowano syna  i jego przyjaciela jak dezerterów. Osadzono ich w twierdzy Kostrzyn i  groziła im kara śmierci. Następca tronu, głównie dlatego, iż żaden sąd nie ośmielił się takiego wyroku wydać i wykonać, uniknął ścięcia. Król „Sierżant” jednak doskonale wiedział gdzie uderzyć, aby złamać synowski upór. Zmienił, już wydany wyrok skazujący von Kattego na dożywocie, na karę śmierci. Sadyzmem ze strony Fryderyka Wilhelma I było zmuszenie syna do oglądania tej egzekucji. Następca tronu więc z okna kostrzyńskiej twierdzy bezsilnie patrzył jak  kat ścina mieczem głowę młodego porucznika, a ta toczy się po kamieniach.  Po takim doświadczeniu nic nie może zostać takie samo… Jednak królewski cel został osiągnięty, wkrótce po śmierci Hansa Hermana, Fryderyk II formalnie podporządkował się ojcu. Choć nigdy mu nie wybaczył…

Posłuszny ojcowskiej woli, w 1733 roku poślubił księżniczkę Elżbietę Wolfenbuttel- Bevern z Brunszwiku. Ta, całkowicie niedobrana para nie miała ze sobą nic wspólnego a małżeństwo nigdy nie zostało skonsumowane. Być może powodem tego były homoseksualne skłonności Fryderyka. Jako hipotetyczną przyczynę tego stanu rzeczy podaje się również, przebytą chorobę weneryczną, którą miał się zarazić od Anny Orzelskiej (nieślubnej córki Augusta II Sasa) damy obyczajów nad wyraz swobodnych. Skutkiem choroby była nieudana operacja, która miała przyszłego władcę pozbawić seksualnej potencji. Niektórzy upatrują też powodu królewskiej niechęci do kobiet w bliżej niesprecyzowanej traumie z dzieciństwa, jakiej młodziutki książę miał doznać będąc świadkiem dworskiej orgii. Jakikolwiek nie był powód mizoginizmu Fryderyka II, sprawiał on, iż następca tronu doskonale obywał się bez kobiet.

W 1740 roku, po śmierci Fryderyka Wilhelma I, Fryderyk II zasiadł na tronie i stał się władcą absolutnym. Mimo, iż bardziej „królowanie” pociągała go filozofia starał się być dobrym i sprawnym władcą. Wojny śląskie, a potem wojna siedmioletnia przyniosły Prusom nowe zdobycze terytorialne a po ich ukończeniu król zajął się budową gospodarczej potęgi państwa.

Jednak doświadczenia wojenne zmieniły, już i tak nadwątloną, psychikę króla a także odcisnęły się niekorzystnie na jego fizjonomii. Z przystojnego młodzieńca stał się zgorzkniałym, przedwcześnie postarzałym tetrykiem, którego (za jego plecami) złośliwie nazywano „starym Frycem”. Stronił od dworskiego życia, najlepiej czuł się otoczony filozofami, pisarzami,  muzykami i artystami. Potrzebował więc rezydencji, w której, z dala od dworskich bali, maskarad i intryg, mógł wieść życie jakie lubił.  Aby planowany pałac ściśle odpowiadał jego potrzebom, sam projektował niektóre rozwiązania, wykłócając się przy tym z głównym architektem G. von Knobelsdorffem. W wyniku prób pogodzenia oczekiwań króla z gustem architekta powstało założenie, którego centrum stanowił niski, rokokowy pałacyk. Budynek powiązany jest z otoczeniem czterema głównymi osiami widokowymi. Oś północna kończyła się „Ruinenbergiem” (wzgórzem ruin), na którym z rozkazu króla, powstał, mający zasilać parkowe fontanny, zbiornik wodny otoczony (pseudo)antycznymi ruinami. Po południowej stronie rozciągają się słynne, tarasowe ogrody pokryte winoroślą i rosnącymi w specjalnych wnękach, drzewami figowymi. U stóp wzgórza usytuowano tak zwaną Wielką Fontannę, która za czasów Fryderyka II wielką jeszcze nie była, jako że nie znano wtedy pomp o tak dużej mocy, by mogły generować odpowiednio wysoki strumień wody. Niemożliwość spełnienia w tym względzie królewskich życzeń, naczelny dyrektor pruskich budów, Johan Bouman, przyplacił banicją do Berlina. Jednak, dzięki okrągłemu basenowi otoczonemu posągami antycznych bóstw i personifikacjami żywiołów, centrum geometrycznego założenia i tak wywierało odpowiednie wrażenie.

Król Fryderyk II tak bardzo kochał swoją „małą winnicę” iż wyraził życzenie, aby po śmierci być pochowanym w pałacowym ogrodzie, bez pompy, ceremoniału i balsamowania zwłok. Osobiście przygotował sobie kryptę nieopodal miejsca pochówku swoich włoskich charcików, które kochał znacznie bardziej niż któregokolwiek z członków swej rodziny. W swym rozporządzeniu dotyczącym pochówku zażądał aby odbył się bez zbędnej asysty. Zażyczył też sobie prostej płyty nagrobnej. Nie czuł się już dobrze, miał 74 lata i męczyły go astma oraz kłopoty z krążeniem. Nie zdążył zebrać plonów ze swej „małej winnicy”. Zmarł w Sanssouci  17 sierpnia 1786 roku. Nie od razu jednak uszanowano jego wolę skromnego pochówku. Bratanek i sukcesor tronu, Fryderyk Wilhelm II Pruski, zorganizował mu uroczysty, królewski pogrzeb, podczas którego sarkofag z ciałem króla spoczął obok trumny ojca Fryderyka Wilhelma I w kościele garnizonowym w Poczdamie. Przeleżał tam przeszło półtora stulecia. Dopiero schyłek II wojny światowej przyniósł dyslokację królewskich szczątków. W obawie przed nadciągającą armią czerwoną ewakuowano je na zachód, gdzie trumnę złożono w  warownym zamku Hohenzollern. Dopiero po zjednoczeniu Niemiec wypełniła się królewska wola i Fryderyka II  Wielkiego pochowano wreszcie tam gdzie chciał. Największy władca Prus ma bardzo skromną marmurową płytę, niewiele różniącą się tych, które oznaczają miejsca pochówku jego ulubionych psów. Grób Fryderyka II Wielkiego zadziwia jeszcze jednym. Na płycie zamiast kwiatów, pieczołowicie układane są… ziemniaki. To na pamiątkę faktu, iż właśnie dekretami Fryderyka II zmuszono pruskich chłopów do masowej uprawy tej rośliny, która pomagała przeciwdziałać klęskom głodu. I choć w jego czasach niechętnie odnoszono się do zarządzeń króla, potomni w pełni docenili zalety ziemniaka.

Zbliżam się do rezydencji. Po obu stronach budynku znajdują się ażurowe przejścia zakończone altanowymi pawilonami. Ich konstrukcję ozdabiają złocone, reliefowe elementy. Do pałacu prowadzą, umieszczone idealnie na osi założenia, szerokie schody podzielone na sześć równych odcinków, pomiędzy poszczególnymi tarasami.

Pałac jest parterowy wzniesiony jest na planie wydłużonego prostokąta. W piętnastoosiowej fasadzie, centrum zaakcentowane jest półkolistym ryzalitem. Przykryty on jest miedzianym, kopułowym dachem, w którym znajdują się okrągłe lukarny ozdobione puttami. Szeroki gzyms podkopułowy dekorują kamienne wazy a poniżej umieszczono napis „Sans Souci” (bez trosk). Ściany fasady przeprute są wysokimi, także półkoliście zamkniętymi, porte fenetre. Pomiędzy otworami okiennymi umieszczono dekoracje rzeźbiarskie przedstawiające, owinięte zwojami winorośli, postacie z orszaku Bachusa. Jest to bezpośrednie nawiązanie do, rozpościerającej  się na stoku wzgórza, winnicy. Stosunkowo płaski, dwuspadowy dach skryty jest za balustradową attyką przyozdobioną wazami.

Rokokowy pałacyk od północnej strony ujmują ramiona półkolistej, zadaszonej galerii. Tworzy ją osiemdziesiąt osiem korynckich kolumn umieszczonych w podwójnych rzędach.

W skromniejszej elewacji północnej, na osi znajduje się prostokątny ryzalit nakryty pulpitowym dachem. Ściany tej elewacji rozczłonkowane są parami pilastrów i umieszczonymi pomiędzy nimi wysokimi, arkadowo zamkniętymi porte-fenetre.

We wnętrzu do zwiedzania udostępnionych jest kilkanaście  sal. Wśród nich można zobaczyć  westybul i salę Marmurową, pokój do pracy, bibliotekę oraz pokój muzyczny, w którym władca oddawał się swoim muzycznym pasjom: komponował i grywał na flecie. Wszystkie te pomieszczenia mają rokokowy lub klasycystyczny wystrój i bardzo wysublimowane zdobienia. Należy może także dodać, iż letnia rezydencja Fryderyka Wielkiego była nie tylko „pałacem bez trosk” ale również „pałacem bez kobiet”. Damy nie były zapraszane na spotkania, podczas których dyskutowano, muzykowano i ucztowano.

Oprócz pałacu głównego, w założeniu Sanssouci, znajduje się jeszcze szereg innych budynków. Jednym z nich jest przeuroczy budynek chińskiego pawilonu, zaprojektowany na podstawie szkiców samego króla, przez Johana Buringa.  Budowa tego cacuszka przeciągnęła się z powodu wojny siedmioletniej i ostatecznie chiński domek oddano dopiero w 1763 roku. Budyneczek w charakterystycznym dla rokoko stylu chinoiserie, wygląda jak drogocenny klejnocik. Jest to budowla na planie trójlistnej koniczyny, nakryta dachem namiotowym z pofalowanej miedzianej blachy.  Dach wieńczy tambor na którego szczycie umieszczono postać Chińczyka z rozpostartą, płaską parasolką.Pawilon posiada trzy zadaszone werandy z kolumnami wystylizowanymi na drzewa palmowe. U ich stóp umieszczono rzeźbiarskie grupy muzykujących i biesiadujących osób ubranych w orientalne stroje ale o europejskich rysach twarzy. Pawilon poza funkcją dekoracyjną był też miejscem spotkań towarzyskich. Wnętrze kryje okrągłą salę i przylegające doń trzy gabinety. Dla wygody gości nieopodal pawiloniku wybudowano osobną kuchnię, aby podawane im potrawy pozostawały gorące.

Nie sposób przejść wszystkich ścieżek pałacowych ogrodów w ciągu jednego pobytu, jako że ich łączna długość podobno wynosi 70 kilometrów. Jednak niespiesznie wędrując po zacienionych alejkach przypominam sobie opowiadanie Jerzego Janickiego „Spacer po parku Sanssouci”, którego akcja dzieje się w Poczdamie zaraz po wojnie.  Jego bohaterami są Piotr, polski żołnierz na rekonwalescencji i Anna Lisa, opiekująca się nim niemiecka pielęgniarka. To oni, oboje w pewnym sensie ofiary wojny, spacerując po alejkach parku, wiodą długie dialogi.

Dumając nad tekstem, który nagle odtwarza pobudzona scenerią pamięć,  dochodzę z powrotem do zachodniej osi głównej. Jej perspektywę zamyka bryła Nowego Pałacu. Jest to trzyskrzydłowy budynek z imponującą, 55metrową kopułą, na której zwieńczeniu posągi trzech gracji podtrzymują symboliczną koronę Prus. Za czasów Fryderyka II pałac pełnił jedynie funkcje reprezentacyjne i przeznaczony był głównie dla gości.  Fryderyk Wielki nie lubił dworskiej celebry i bywał tam tylko wtedy gdy musiał.Choć budynek widoczny jest z daleka, od miejsca w którym stoję oddzielają go jeszcze jakieś dwa kilometry. Sprawdzam czas… Niestety, nawet jakbym całą drogę biegła, nie zdążę go zwiedzić. Wracam w okolice pałacu głównego.

Po wschodniej i zachodniej stronie parku znajdują się budynki galerii malarstwa oraz tak zwane „Neue Kammern”. Pośród zieleni ogrodów ukryte są także zabudowania łaźni rzymskich, oranżerii i nowej oranżerii. Tę ostatnią wzniesiono w czasach Fryderyka Wilhelma IV i nadano jej kształt neorenesansowego pałacyku. Zaaranżowane też są ogrody tematyczne, kuchenny, śródziemnomorski, rajski.

Na koniec muszę jeszcze wspomnieć o starym młynie, budynku nijak nie przystającym do rokokowej architektury. Otóż wiatrak w tym miejscu stał już w 1738 roku  i stanowił własność młynarza, który rzetelnie robił swoje, czyli mielił mąkę.  Takie sąsiedztwo  nie bardzo pasowało, coraz bardziej gorzkniejącemu i tetryczejącemu, Fryderykowi II. Wszakże założył sobie, że jego rezydencja będzie miejscem bez trosk a więc też bez zgrzytów obracających się skrzydeł wiatraka. Chciał za wszelką cenę pozbyć się kłopotu nakazał więc młynarzowi sprzedać wiatrak. Kiedy tamten odmawiał, król zagroził mu wywłaszczeniem. Jednak młynarz nie dał się podobno zastraszyć, „pysknął” królowi, że „są jeszcze sądy w Berlinie”. Fryderyk II, choć zapewne zdziwiony ripostą, doceniając odwagę, pozostawił młynarza wraz z jego wiatrakiem w spokoju.

Dawny wiatrak spłonął w czasie II wojny światowej. Obecny to starannie odbudowana replika w której dziś mieści się muzeum młynarstwa. Oprócz tego jest tam sklepik, w którym można kupić zmieloną w wiatraku (?) mąkę. Ponad kamiennym cokołem umieszczony jest taras widokowy, z którego można podziwiać panoramę Sanssouci.

Na zwiedzaniu założenia Sanssouci kończę mój pobyt w Poczdamie. Jeszcze tylko zjem ostatnie tego dnia lody, wypiję kawę i muszę żegnać urocze miasto nad Hawelą. Pora wrócić do Poznania i obowiązków.

5 uwag do wpisu “Fryderyk II Wielki i jego „pałac bez trosk”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s