Dwór Korytkowskich w Płaczkach. Wielkopolskie rezydencje

Czasem i nadmiar jest problemem… Pojechałyśmy w trasę obfitującą w interesujące zabytki, a z góry było wiadomo, że w najlepszym razie uda, nam się odwiedzić z nich  jedynie jeden, no góra dwa. Na coś trzeba się jednak było się zdecydować. Mój wybór padł na Płaczki.  Może dlatego, że stojący tam, opuszczony dwór bardzo szybko zmierza ku kompletnej ruinie i pewnie niedługo nie będzie już czego oglądać. Tak więc skręciłyśmy do Płaczek…Do założenia dworskiego prowadzi stara aleja drzew, która kończy się przed granicą dworskiego parku.  Zapewne niegdyś włości dworskie od wiejskich odgradzał mur z okazałą architektoniczną bramą. Dziś „na oko” nie ma po nim śladu, choć przypuszczam, że gdyby pogrzebać w ziemi odnalazłby się nie jeden jego fragment.

Niewiele wiem o historii miejscowości. Pierwsze o niej wzmianki pojawiają się w końcu XIV wieku. W XVI stuleciu wieś była własnością rodzin Słupskich i Płaczkowskich. Rodzina Płaczkowskich była rozgałęziona i, sądząc po ilości toczonych w tym czasie procesów z ich udziałem, dość zadzierzysta. Za ich czasów dobra płaczkowskie były dzielone (niekoniecznie sprawiedliwie) pomiędzy potomstwo, które później, swoje części wzajemnie sobie odsprzedawało lub wymieniało. Płaczki bywały też  oddawane w charakterze wiana, wymieniane czyli poddawane tym wszystkim procederom, co inne niewielkie majątki. Najprawdopodobniej w rękach potomków Płaczkowskich  Płaczki pozostawały do połowy XVII stulecia.

Od połowy XVIII wieku, Płaczki należały do rodziny Korytowskich herbu Mora, właścicieli pobliskiego Chwałkowa. Ród wywodził się z Mazowsza i był mocno rozgałęziony. Jedna z tych gałęzi osiadła w Wielkopolsce zdaje się, iż już XVII wieku, jako że niejaki Bartłomiej Korytowski herbu Mora, w 1678 roku, pełnił funkcję zastępcą wojewody poznańskiego (podwojewodzego), wyznaczonego komisarzem do rozstrzygania sporów majątkowych na pograniczu wielkopolsko-śląskim.

Płaczki były niedużym majątkiem, nie posiadały nawet własnego kościoła, należały do parafii w Mądrym,  wsi będącej własnością biskupstwa poznańskiego. Majątek, w końcu XVIII wieku, należały do dóbr chwałkowskich, których właścicielem w owym czasie był kapitan wojsk koronnych, Antoni Korytowski herbu Mora. Pan Antoni żonaty był najpierw z Katarzyną Rożnowską herbu Nowina, a po jej śmierci (?),  ok. roku 1775,  powtórnie wstąpił w związek małżeński z Balbiną Bibianną z Biernackich herbu Poraj. Para ta doczekała się już trzech córek (Ewy, Józefy i Gracjanny) kiedy w 1797 roku przyszedł na świat syn, wyczekiwany dziedzic, któremu nadano imię Józef. Przyjście na świat chłopca dawało nadzieję na utrzymanie ciągłości rodu. Niestety, nadzieje państwa Korytowskich związane z synem  nie spełniły się. Jedenastoletni Józio zmarł  w 1808 roku i został pochowany na cmentarzu w Mądrych. Z pozostałych dzieci Balbiny i Antoniego jedynie Józefa wyszła za mąż za dalekiego krewnego ze strony matki, Stanisława Biernackiego herbu Poraj.

Gdzieś w połowie XIX stulecia Płaczki stały się własnością Kierskich herbu Jastrzębiec. W tekach Dworzaczka przy majątku Płaczki znajduję nazwiska Stanisławy i Telesfora Kierskich oraz Teodory (Teodozji) Kierskiej.

Dla Korytowskich, w połowie XIX wieku, powstał pierwszy murowany dwór.  Był on skromny, parterowy wzniesiony na planie wydłużonego prostokąta i nakryty dachem naczółkowym. Przypuszczalnie, za udział członków rodziny właścicieli w powstaniu styczniowym, majątek został przez władze pruskie bądź zarekwirowany, bądź wystawiony na przymusową sprzedaż. W 1881 roku trafił w niemieckie ręce i najprawdopodobniej pozostał w nich do 1945 roku. To niemieccy właściciele, w początkach XX wieku dobudowali okazałą część piętrową. Niestety, poza narodowością nie wiem o nich nic więcej. Doszukałam się jedynie wiadomości, że w 1930 roku, jako  właściciel majątku w spisach figuruje Fritz Wilke.

Zostawiamy samochód na skraju szosy i ruszamy resztkami krajobrazowego parku w kierunku majaczącego za drzewami dworu. Mimo wielkiego stopnia zniszczenia budynek jest piękny! Zwłaszcza jego późniejsza część, której szczodrze przydano cechy renesansu niderlandzkiego robi ogromne wrażenie.Starsza część, parterowa w wyniku rozbudowy zyskała arkadowy ganek, który jeszcze do niedawna, zwieńczony był balustradą o pękatych balaskach. Niestety, nie oparła się ona niszczycielskiej działalności czasu i rozsypała się. Jeden z jej elementów spoczął w piwnicy pod dworem.Od strony ogrodu parterowe skrzydło posiada niewielką, jednookienną mansardową wystawkę o ozdobnych, drewnianych wykończeniach więźby dachowej. Do ściany przylega dobudowana, częściowo przeszklona weranda.

Część nowsza wzniesiona na planie prostokąta ustawionego prostopadle do starszego skrzydła, jest wysoko podpiwniczona, dwukondygnacyjna z użytkowym poddaszem. Nakryta dachem dwuspadowym hojnie zdobionym wysokimi, dwukondygnacyjnymi szczytami o łagodnych spływach. W jednym narożniku tego skrzydła znajduje się ukośna przypora-skarpa. W elewacji niesymetrycznie umieszczony jest smukły ryzalit, będący być może pozostałością wieży (?).W fasadzie ogrodowej, na wysokości drugiej kondygnacji, umieszczono wykusz wsparty na konsolach.Zachowało się jeszcze (choć jeśli ktoś szybko o dwór nie zadba, to nie na długo) sporo detalu architektonicznego. Nowsze skrzydło było w parterowej części boniowane a w drugiej kondygnacji pionowego podziału ścian dokonywały płaskie, sztukateryjne filary. Podziału na kondygnacje dokonują gzymsy: szeroki kordonowy i poddachowy. Szerokie okna arkadowe parteru ujęte są w opaski z klińcem.

Dwór stoi w zaniedbanym parku z niewielkim (także zaniedbanym) stawem. Z boku usytuowane są resztki zabudowań folwarcznych. Obecnie posiadłość wystawiona jest na sprzedaż. Cena dworu wraz z przeszło dwuhektarowym parkiem nie jest wygórowana, wynosi 320 tysięcy, ale remont obiektu pochłonie majątek. Mimo to, mam nadzieję, że szybko znajdzie się nabywca, który uratuje ten, poprzez swoją nietypową architekturę, unikatowy obiekt. Dwór nadaje się zarówno do celów mieszkalnych jak i usługowych z branży gastronomicznej lub hotelarskiej. Dużą zaletą jest jego położenie nieopodal Środy Wielkopolskiej niemalże przy samej drodze łączącej Środę z Zaniemyślem. Bardzo bym chciała zobaczyć kiedyś ten obiekt odrestaurowany z odtworzonymi detalami. Jestem pewna, że byłaby to prawdziwa „perełka”.

Przez chwilę nawet rozważamy z Kaśką zakup tego obiektu. Nie dlatego, iż jest nam do czegokolwiek potrzebny, ale dlatego, że bardzo nam się podoba. Jednak z pewnym żalem rezygnujemy z tego pomysłu. Wizja remontowania dworu, rekultywowania parku, użerania się z konserwatorem, budowlańcami i ogrom pracy oraz fortuna, które niewątpliwie trzeba włożyć, aby doprowadzić zabytek do jakiego-takiego stanu, powoduje, że musimy porzucić tę, skądinąd kuszącą myśl.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s