Pałac w Kuźnicy Czarnkowskiej

Niestety, to znowu był deszczowy dzień. Mam wrażenie, że ilekroć  służbowo odwiedzamy ziemię czarnkowsko-trzcianecką, zawsze trafiamy na złą pogodę. Kiedy ostatnio byłam w Kuźnicy nie dotarłam do pałacu (a raczej do tego, co z niego zostało) właśnie z powodu fatalnych warunków atmosferycznych. Tym razem aura też nie była specjalnie sprzyjająca, przenikliwe zimno i mżawka odstręczały od spacerów, ale mimo to, postanowiłyśmy wspiąć się na skarpę nad rzeczką Rudnicą i zobaczyć ruiny.Historię Kuźnicy zwanej niegdyś Hamernią przytoczyłam w jednym z wcześniejszych postów, teraz tylko pokrótce ją przypomnę. W średniowieczu należała do rozległych dóbr będących we władaniu Nałęczów Czarnkowskich i prawdopodobnie pozostawała w ich gestii do XVII wieku. Potem włości zostały rozdrobnione na szereg pomniejszych majątków. Należały one do takich rodów jak Szembekowie, Rokossowscy i Swinarscy. W połowie XVIII wieku Kuźnica należała do kasztelana krakowskiego Stanisława Poniatowskiego herbu Ciołek, który zdaje się kupił ją od Swinarskich.

Oficjalnie Stanisław był synem Franciszka Poniatowskiego i Heleny z Niewiarowskich. Jednak „na salonach” szeptano, iż de facto, jest nieślubnym synem wojewody wileńskiego, hetmana wielkiego litewskiego, Kazimierza Jana Sapiehy i nieznanej z imienia i nazwiska Żydówki, którego (przy pewnych naciskach ze strony hetmana) adoptował Poniatowski. Stanisław po studiach we Wiedniu zaciągnął się do austriackiej armii Eugeniusza Sabaudzkiego z którą walczył przeciw Turkom. Potem przeszedł na służbę Sapiehom a jeszcze później oddał znaczne przysługi królowi szwedzkiemu Karolowi XII, który mianował go generałem wojsk szwedzkich a następnie wysłał z misją dyplomatyczną do Turcji. Po powrocie popierał gorliwie Stanisława Leszczyńskiego, towarzyszył mu nawet na emigracji do księstwa Dwóch Mostów. Najwyraźniej jednak Stanisław Poniatowski nie miał najmniejszych problemów ze zmianą politycznych przekonań, gdyż w kolejnych latach zaproponował swe usługi Augustowi II, który skwapliwie je przyjął i obsypał Poniatowskiego zaszczytami i dobrami. Poniatowski jeszcze raz zmienił przekonania (albo raczej powrócił do starych) popierając kolejną elekcję Stanisława Leszczyńskiego. Na tym nie koniec , bo po ogłoszeniu (przy użyciu mocnego argumentu w postaci rosyjskiego korpusu wojska pod dowództwem generała Piotra Lacy) Augusta III Sasa królem Polski, Poniatowski ukorzył się przed dworem saskim i złożył hołd Augustowi III. W 1752 roku, z woli królewskiej, osiągnął najwyższe, dostępne osobom świeckim stanowisko czyli został kasztelanem krakowskim. Stanisław był dwukrotnie żonaty. Pierwsza żona, Teresa Woyna Jasienicka, nie za długo zagrzała miejsce u jego boku. Poniatowski rozstał się z nią wkrótce po ślubie. W 1720 roku stanął ponownie na ślubnym kobiercu. Tym razem związał się z wpływową rodziną Czartoryskich poślubiając Konstancję Czartoryską. Synem tej pary był, późniejszy król Polski, Stanisław August Poniatowski. Przy tak bogatym życiorysie wątpliwym jest, iż Stanisław Poniatowski miał czas bywać w Kuźnicy Czarnkowskiej. Jednak starał się ożywić gospodarczo tereny nadnoteckie i obok klucza Biała i Trzcianka utworzył klucz Kuźnica. Nie czynił tego jednak powodowany obywatelskim obowiązkiem, ani tym bardziej „z dobroci serca”. Kierował się prosta zasadą, iż zagospodarowane dobra będzie mógł drożej sprzedać. Swoje ziemie podzielił na mniejsze majątki i po kolei wystawiał na sprzedaż. Kuźnicę Czarnkowską kupili Turnowie.

Po 1772 roku północną dolinę Noteci zajęły wojska pruskie i te ziemie pozostały w granicach niemieckich do 1945 roku. Tak więc i Kuźnica Czarnkowska należała do niemieckich właścicieli. W pierwszej połowie XIX wieku była własnością hrabiów Boetzte i być może dla nich powstała tutejsza rezydencja. Kiedyś musiała być niezwykle okazała…

Budynek został wzniesiony na planie wydłużonego prostokąta i składał się z piętrowego korpusu, dwóch nieco węższych parterowych skrzydeł oraz piętrowego pawilonu przy skrzydle wschodnim. W fasadzie i elewacji ogrodowej korpusu na osi umieszczone były płytkie ryzality zwieńczone trójkątnymi naczółkami. Budynek główny nakryty był czterospadowym dachem. Dwukondygnacyjny pawilon posiadał dach dwuspadowy. Ściany krótszych elewacji pawilonu w drugiej kondygnacji rozczłonkowane były pilastrami, pomiędzy którymi umieszczono arkadową niszę. Krótsze elewacje zwieńczone były trójkątnymi frontonami. Najprawdopodobniej ściany całego pałacu zdobiły sztukateryjne dekoracje, ale w tej chwili niestety nie ma po nich śladu. W każdym razie wcześniejsze opisy kwalifikują obiekt jako „”neorenesansowy”.

Dziś  trudno szukać śladów dawnej świetności, choć ruiny swoimi gabarytami robią kolosalne wrażenie. Mimo ostrzeżeń Szefowej : ” jak ci coś na łeb zleci, ja cię z tych ruin wyciągać nie będę” nie mogę się powstrzymać przed choćby zerknięciem do wnętrza. Bardzo ostrożnie przedzieram się przez chaszcze samosiejki. Nie oglądam się  jednak słyszę, że Szefcia  podąża za mną, widocznie i w niej ciekawość wzięła górę nad rozsądkiem… Wnętrze nosi ślady XX wiecznych remontów, dzięki którym ściany wewnętrzne wyglądają dość solidnie. Obawa przed tym, że spadnie nam coś na głowę niknie po tym, kiedy konstatujemy, iż nie bardzo ma się co zawalić. W wielu pomieszczeniach ani stropów ani dachu już nie ma. W innych widać, że stropy były remontowane i „na oko” trzymają się jeszcze dobrze. Patrząc pod nogi, choć podłogi w wielu miejscach wyglądają na stosunkowo niedawno (to znaczy w drugiej połowie ubiegłego wieku) wylane, posuwamy się wśród kolejnych sal i pokoi. Wrażenie mamy nieco surrealistyczne, jako że w surowe ceglane wnętrza, przez pozbawione futryn i szyb otwory okienne, zagląda jedynie wszechobecna przyroda. Widać, że powoli ale sukcesywnie i konsekwentnie bierze obiekt w swoje władanie. Docieramy do końca korpusu głównego, stamtąd oglądamy ruiny parterowego skrzydła i boczną ścianę pawilonu. Dalej iść nie podobna, mokre chwasty sięgające co najmniej po pas, skutecznie odstręczają od kontynuacji wędrówki. Zawracamy…

W pobliżu pałacu znajduje się oficyna (chyba nieco późniejsza) ale podobnie zaniedbana. Jednak rozrzucone sprzęty, porąbane drewno, rozwieszone pranie(?) wskazują na to, iż ktoś to pomieszczenie użytkuje. Ostrożnie obchodzimy ją dookoła, niestety nic ciekawego nie udaje nam się dostrzec. Ponieważ niebo coraz bardziej zasnuwa się ciemnymi chmurami zwiastującymi, iż niedługo rozpada się na dobre, postanawiamy wracać. Ostrożnie schodzimy po skarpie. Jako, że żadna z nas nie ma odpowiednich butów, zejście w dół jest nieco karkołomne, każdy zbyt śmiały krok grozi, niekoniecznie kontrolowanym zsunięciem się w dół, czego ze zrozumiałych względów wolałybyśmy uniknąć. W końcu osiągamy brzeg Rudnicy, na którym fioletowieją kępy „marcinków” Zbieramy z nich całkiem okazałe bukiety  a potem przekroczywszy kładkę na rzeczce wsiadamy do samochodu. Dopiero tutaj czujemy jak bardzo zmarzłyśmy podczas tego spaceru…

 

3 uwagi do wpisu “Pałac w Kuźnicy Czarnkowskiej

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s