Pałac Lehfeldtów w Powodowie. Wielkopolskie rezydencje

Ostatnio wcześniej zaczynamy „wyjazdowe” dni pracy, aby uniknąć porannych korków. Skutkuje to tym, że już po dziesiątej obie zaczynamy ziewać i pilnie rozglądać się za miejscem, w którym spokojnie możemy wypić drugą kawę. Zawsze mamy ten sam dylemat,  wybrać lokal już nam znany, czy też może przetestować nowy. Tym razem zdecydowałyśmy się na tę drugą opcję i tak trafiłyśmy do uroczej kawiarni „Zielona Prowansja” w Wolsztynie.Pokrzepione drugim śniadaniem i nową dawką kofeiny ruszyłyśmy w dalszą drogę. Sprawy zawodowe załatwiłyśmy dość sprawnie w związku z czym mogłyśmy sobie pozwolić na krótki postój w Powodowie. W Polsce istnieją dwie miejscowości o tej nazwie, w których znajdują się poniemieckie pałace. Jedna z nich to Powodowo w województwie warmińsko-mazurskim, druga w Wielkopolsce. My tym razem pojechałyśmy do tego Powodowa pod Wolsztynem.  Interesował nas tam stojący w starym parku pałac Lehfeldtów.

Nim jednak Powodowo przeszło w niemieckie ręce miało za sobą długą historię jako polski majątek. Pierwsze wzmianki o tej wsi pochodzą z końca XIV wieku i początku  XV wieku. Powodowo należało wtedy (1398) do niejakiego Mikołaja Powodowskiego herbu Łodzia ale już w 1401 roku do, pieczętującego się Samsonem, Wojciecha Rzeszotarzewskiego z Rzeszotarzewa (Rostarzewa). Jednak finalnie w ciągu kolejnych dwóch stuleci Powodem władali członkowie rodu Powodowskich.

Z tej rodziny pochodził proboszcz katedry poznańskiej Jan Powodowski, który do powierzonej sobie świątyni sprowadził (i w tutejszej kaplicy pochował) prochy swoich rodziców Urszuli z Kamionnej i Wawrzyńca Powodowskich. O ile Urszula Powodowska, białogłowa niewątpliwie zacna, spoczęła w nowym miejscu spokojnie, o tyle Wawrzyniec (a raczej jego duch) począł sprawiać niejakie kłopoty. Mianowicie od 1543 do 1544 roku duch miał wstawać z grobu i  wydobywszy miecz asystować „mszom uroczystym, śpiewanym u wielkiego ołtarza”. Jakby tego było mało  miał także podczas ewangelii stawać w stallach między prałatami a niższym duchowieństwem.  Owe pojawianie się ducha tłumaczono tym, iż pokutuje za to, że mienił się komandorem joannitów, którym nigdy nie był. Była też druga wersja mówiąca o tym, że Imci Wawrzyniec miał za życia naśmiewać się ze zwyczaju każącemu kawalerom maltańskim miecza dobywać i płaszczem machać.  Szkód większych zjawa Wawrzyńca nie czyniła, ale samo to, że wprawiała zgromadzonych na nabożeństwie w ekscytację (pojawi się? czy nie pojawi?) przeszkadzając w modłach, było na tyle wkurzające, iż świątobliwe gremium postanowiło „coś” z tym zrobić.  W kwietniu 1544 roku odprawiono uroczyste nabożeństwo, które najwyraźniej tak usatysfakcjonowało ducha Wawrzyńca na tyle, że więcej już się nie pojawił.

W XVIII wieku powodowski majątek trafił w ręce Dziembowskich herbu Pomian. Jako pierwszy z tego rodu dziedzic Powodowa wymieniamy jest Karol Dziembowski (1719-1783,) który z małżeństwa z Ludwiką Zaidlitz miał trzech synów. Najmłodszy z nich, rotmistrz pruski i członek loży masońskiej, Stanisław August w 1813 roku ożenił się z  Jeannette Unrug. Po jego śmierci (1859) przez parę lat Powodowo jeszcze należało do syna Jeannette i Stanisława, Stefana Dziembowskiego. W 1855 roku, jako właściciele majątku, figurują już Lehfeldtowie. Dla nich powstał stojący do dziś we wsi pałac.

Do 1945 roku właścicielem Powodowa był syn Ernsta Lehfeldta, przewodniczący wolsztyńskiej „Welage” (Westpolnische Landwirtschaftliche Gesselschaft – Zachodniopolskie Towarzystwo Rolnicze) doktor praw, Dieter Lehfeldt.

Jego żoną została córka dowódcy krążownika „Norymberga” Karla von Schonberga (1872-1914), podówczas dziewiętnastoletnia Walburg. Dziewczyna szybko została półsierotą, gdyż komandor zatonął wraz ze swym krążownikiem w grudniu 1914 roku podczas bitwy Kriegsmarine z flotą brytyjską na Pacyfiku. Po przedwczesnej śmierci ojca, małą Walburg wychowywała matka, która duży nacisk kładła na uprawianie przez córkę sportów. Dziewczyna jeździła konno, grała w tenisa, uprawiała szermierkę a zimą jeździła na nartach. W 1932 roku poślubiła doktora prawa Dietera  Lehfeldta i osiadła z nim w Powodowie. W grudniu 1934 roku Walburg została zaproszona do Kilonii aby zostać matką chrzestną trzeciego niemieckiego krążownika noszącego imię „Norymberga” (Nurnberg).  W związku z tym  spotkała się także z Adolfem Hitlerem.  Matka chrzestna nie przyniosła szczęścia zwodowanemu „dziecku”,  krążownik w grudniu 1939 roku został storpedowany przez brytyjski okręt podwodny. Po remoncie w stoczni w Kilonii nie uczestniczył w poważniejszych operacjach a po wojnie, jako reparacja wojenna dostał się Rosjanom i do 1956 roku pływał pod czerwoną banderą jako „Admirał Makarow”.

W Powodowie Walburg Lehfeldt prowadziła typowe życie zamożnej niemieckiej pani domu, zajmując się dziećmi, ogrodem oraz działalnością na rzecz niemieckiej mniejszości narodowej. Dla współrodaczek organizowała kursy gotowania i zapewne udzielała się także w ewangelickiej gminie, w której jej mąż był przewodniczącym rady kościelnej.

Koniec wygodnego życia przyniósł wybuch wojny a potem rok 1945, kiedy trzeba było zostawić wszystko i uciekać przed nadciągającym frontem. Walburg Lehfeldt jeszcze z czasów przedwojennych znała admirała Canarisa (na krążowniku „Drezno” brał udział w tej samej bitwie, w której zginął jej ojciec) co przydało jej się i w czasie II wojny kiedy rodzinę spotkały kłopoty osobiste, i po niej, kiedy przy denazyfikacji broniła internowanego działacza Deutsche Vereinigung, SS Oberfuhrera Hansa Kohnerta. Ponieważ alianci uważali, zgładzonego na rozkaz Hitlera, generała Canarisa za członka niemieckiego ruchu oporu, jej zeznania zostały uwzględnione i dzięki nim Kohnert został zwolniony. Walburg Lehfeld po wojnie napisała wspomnienia z czasów spędzonych w majątku w Powodowie.

Po wojnie, od października 1946 roku, w pałacu znalazła swoją siedzibę Gminna Szkoła Rolnicza, będąca filią wolsztyńskiego Technikum Rolniczego. W 1952 roku szkoła przejęła cały powodowski majątek i powoli wchłonęła swoją placówkę „matkę”. Od 2004 roku przy Zespole Szkół utworzono Technikum Lotnicze kształcące przyszłych pilotów samolotów rolniczych.Zostawiamy samochód na parkingu przy Technikum Rolniczym i spacerkiem ruszamy przez park w kierunku pałacu. Jest to dwukondygnacyjny, podpiwniczony gmach nakryty dachem łamanym skrywającym użytkowe poddasze doświetlone okrągłymi lukarnami i oknami powiekowymi. Do korpusu przylegają symetrycznie dwie, parterowe, chciałoby się powiedzieć alkierzowe, przybudówki. W Korpusie na osi umieszczono półokrągły taras otoczony pełną murowaną balustradą. Centralnie na osi znajduje się nisza. Usiłujemy się w nią „wpasować” w charakterze posągu nimfy, ale nie bardzo nam to wychodzi.Nad niszą widnieje sztukateryjny emblemat na który składają się wieniec z płodów rolnych oraz narzędzia grabie, kosa i sierp, czyli alegoryczne nawiązanie do charakteru majątku.Jak to w niemieckich pałacach, front zwrócony jest w stronę zabudowań folwarcznych.Okazałe wejście umieszczone jest w kolumnowym ganku na który prowadzą jednobiegowe schody. Właśnie podziwiałyśmy secesyjną stolarkę drzwi, kiedy do pałacu zbliżyła się jakaś para. Szybko nawiązałyśmy z nią kontakt, okazało się, iż są to nauczyciele z powodowskiego technikum, którzy mieszkają w górnej kondygnacji pałacu (dół zdaje się przeznaczony jest nadal na cele dydaktyczne). Opowiadają nam mnóstwo szczegółów o budynku i jego historii, pokazują zakamarki. Jest super! Podziwiamy zachowaną stolarkę klatki schodowej i detale wnętrza.Jesteśmy zachwycone. Na koniec jeszcze dostajemy radę aby udać się na krótki spacer w kierunku pałacowego folwarku.  Góruje nad nim budynek gorzelni (bez którego żaden dwór obejść się nie mógł) a wśród zabudowań gospodarczych wyróżnia się domek zarządcy.

Wracamy zadowolone i ruszamy w dalszą drogę…

 

10 uwag do wpisu “Pałac Lehfeldtów w Powodowie. Wielkopolskie rezydencje

  1. Rogale w kawiarni prezentują się bardzo apetycznie, mimo że pewnie nie mają certyfikatu !!! A dzieje mieszkańców pałacu bardzo wciągające. Pozdrawiam !

    Polubienie

      • Zasugerowałem się nazwą na tablicy, rogaliki półfrancuskie, stąd moja wątpliwość. Nie miałem racji. Nazwa dotyczy innego ciasta, niż to na talerzykach. Tak z ciekawości sprawdziłem wyroby cukierni Karpicko, na koncie w Facebooku. Okazuje się, że ich rogale świętomarcińskie mają stosowny certyfikat (są do kupienia też w Poznaniu). Wyglądają rzeczywiście smakowicie.

        Polubienie

  2. Fajnie się czyta taki wpis. A tak się składa że ja akurat mieszkam w tym pałacu pozostaje żałować że nie była Pani w piwnicy i na strychu 🙂

    Polubienie

    • Zdaje się że akurat odbywały się jakieś zajęcia i nie mogliśmy zobaczyć wszystkiego. Ale to co udało się obejrzeć wywarło na nas ogromne wrażenie podobnie jak bardzo życzliwe przyjęcie przez mieszkańców pałacu. Serdecznie pozdrawiam 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s