Risotto bez ryżu – czyli obiadowa improwizacja

Przez zimowe wyjazdy na wakacje ostatnio bardzo rozleniwiłam się kulinarnie… To okazuje się bardzo proste,  w warunkach, kiedy  codzienne wymyślanie „co na obiad? ” zastąpione zostaje pytaniami „co byś zjadła? lub „na co masz ochotę”.  Nic więc dziwnego, że po powrocie do domu, na nowo przyzwyczaić się do samodzielnego gotowania było mi trudno. Aby się do niego wdrożyć,  obecnie w kuchni preferuję dania nie wymagające zbytniego wysiłku. Do takich niewątpliwie należy risotto.  Sprawdziwszy, że w lodówce ciągle jeszcze tkwi butelka białego wina, uznałam, że mam wszystkie potrzebne produkty.

Zeszkliłam  na oliwie posiekane cebule i  sięgnęłam po  pudełko ryżu arborio. Wydawało mi się niepokojąco lekkie. Zaniepokojona zajrzałam do środka i moje kiełkujące podejrzenia zmieniły się w przykrą pewność.  Ryżu po prostu w nim nie było. Widocznie zużyłam cały przy innej okazji i z jakiś przyczyn, których teraz nie potrafię odtworzyć, nie wyrzuciłam pudełka.

Sytuacja zrobiła się nieciekawa, na dodatek cebulka zaczęła już niepokojąco skwierczeć.  Aby nie dopuścić do tego, żeby zbrązowiała, zestawiłam garnek z ognia i gorączkowo schyliłam się aby sprawdzić zawartość szafki z wiktualiami. Miałam jeszcze nadzieję, że może ostał się jakiś inny, nieco podlejszy, gatunek ryżu. Niestety okazało się, że z produktów, które mogłyby zastąpić arborio  mam tylko kasze. Za to aż w trzech gatunkach: jęczmienną, gryczaną i jaglaną. Gryczana wydawała mi się zbyt wyrazista jak na planowany do risotta dodatek zielonego groszku, jęczmienna zbyt drobna. Zdecydowałam się więc użyć jaglanej. Kupiłam ją kiedyś pod wpływem haseł o jej dobroczynnym wpływie „na wszystko” i od tej pory nawet do niej nie zajrzałam. Asekuracyjnie sprawdziłam datę przydatności i z ulgą stwierdziłam, że jeszcze przez rok mogę tej kaszy używać.

Wsypałam tę jaglankę na podprażone cebulki, wymieszałam czekając aż otoczy ją tłuszcz i przejdzie aromatem . Po chwili zalałam szklanką białego, półwytrawnego wina. Kasza bardzo szybko „wypiła” szlachetny trunek, zastanawiałam się czy nie dolać go jeszcze trochę, ale uznałam, że lepiej będzie zalać kaszę szklanką bulionu, a resztę wina zostawić do popijania tej eksperymentalnej potrawy. To mogło mieć sens, zwłaszcza w przypadku nieudanego eksperymentu… Co jakiś czas sprawdzałam, czy  kasza „już jest dobra”, bo nie chciałam jej rozgotować.  Kiedy uznałam, że jej stan jest ” w sam raz” dołożyłam kawałek masła, pół puszki zielonego groszku i dwa plasterki sera tostowego. Wszystko starannie wymieszałam. Już na talerzu dodałam kawałki awokado, suszone pomidory w oliwie oraz zielone oliwki. Czyli wszystko co znalazłam w lodówce…IMG_6923-001

Wyszło zaskakująco dobre danie. Było by pewnie jeszcze lepsze, posypane zieloną pietruszką i tartym parmezanem. Ale po powrocie jeszcze nie w pełni odnowiłam zapasy, więc parmigiano reggiano, czy grana padano w swojej lodówce nie znalazłam.  Ale do gotowaniu kolejnego „jaglotta” (?)  postaram się lepiej przygotować. W końcu kiedyś te wszystkie kasze zalegające w szafce muszę jakoś zużyć, a eksperyment z jaglanką wykazał. że odpowiednio potraktowane da się zjeść…

3 uwagi do wpisu “Risotto bez ryżu – czyli obiadowa improwizacja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s