Dwór Józefa Radzimińskiego w Srebrnej Górze. Wielkopolskie rezydencje

Z reguły, mając w perspektywie dłuższą trasę, obie z Szefową zaglądamy w mapy i przewodniki, przeszukujemy internet aby sprawdzić co ewentualnie „po drodze” możemy zwiedzić. Potem porównujemy nasze wyniki  i ustalamy, który obiekt odwiedzimy. Tym razem, niezależnie od siebie, na pierwszym miejscu wytypowałyśmy dwór w Srebrnej Górze. Po skończeniu pracy podjechałyśmy do miejscowości, która w XV wieku była ludnym miastem a już w następnym stuleciu zdegradowano ją do rangi wsi.

Srebrna Góra była własnością prywatną, która w XV wieku należała do Górków. Po śmierci ostatniego z rodu, Stanisława, włości przejął ród Czarnkowskich. Potem przez kolejne dwa stulecia, właściciele zmieniali się dość często.

Pod koniec  XVIII wieku majątek należał do Józefa Radzimińskiego herbu Lubicz, który w 1810 roku piastował godność senatora Wielkiego Księstwa Warszawskiego. Żonaty był z Michaliną ze Złotnickich, z którą doczekał się gromadki potomstwa. On  jest inwestorem stojącego do dziś założenia dworskiego. Podobno budował swój pałac z myślą, że będzie w nim gościł Napoleona Bonapartego. Krąży legenda, iż uchodzący wraz z niedobitkami Wielkiej Armii cesarz, miał się zatrzymać w Srebrnej Górze na popas, tak więc możliwe jest, iż marzenie Józefa mogło się spełnić.  Dziś trudno ustalić ile w tej powiastce jest prawdy, a ile pobożnych życzeń, aby tak było. Do zaszczytu goszczenia cesarza Francji w swoich murach aspiruje wiele wielkopolskich dworów, jeśli wszystkie pogłoski miałyby być prawdziwe, wychodziło by na to, iż Napoleon wracał z Moskwy znacznie dłużej, niż wskazują na to historyczne fakty.

Nie wiodło się Michalinie i Józefowi w życiu prywatnym. Ich pierworodni, bliźniaczy synowie, Józef i Antoni  zmarli zaraz po urodzeniu. Podobnie było z narodzoną w rok po ich śmierci córką która ochrzczono jako  Balbinę. Później jednak zły los się odwrócił i następne dzieci chowały się zdrowo. Najstarsza z żyjących córek, Franciszka wyszła za mąż za Władysława Lubieńskiego a w przyszłości, za sprawa swego pierworodnego Józefa Kazimierza, została teściową Konstancji z Bojanowskich Łubieńskiej słynnej romansem z Mickiewiczem.  Przypuszczam, że stosunki obu tych dam do najserdeczniejszych nie należały, choć Franciszka wzorem cnót też nie była…  Jej małżeństwo z Władysławem okazało się niezbyt satysfakcjonujące, małżonkowie rozstali się w końcu XVIII wieku i nowe stulecie powitali już w nowych związkach. Władysław ożenił się Barbarą Grabowską a Franciszka poślubiła osiemnaście lat młodszego Hieronima Sulerzyskiego herbu Junosza,  którego obdarzyła trzema córkami.

Jedyny żyjący syn Franciszki i Józefa, Piotr Radzimiński z dwóch małżeństw doczekał się syna, który przedłużył ród.

Najmłodsza córka Michaliny ze Złotnickich i Józefa Radzimińskiego, Marianna poślubiła Aleksandra Moszczeńskiego i od tego czasu Srebrna Góra, jako jej posag przeszła w ręce rodu Moszczeńskich. A był to ród liczny i możny, o którym szerzej pisałam w poście o pałacu w Wiatrowie. Po Mariannie i Aleksandrze włości objął syn, Wincenty Moszczeński. Wincenty już w 1823 roku uwłaszczył chłopów  w swoich włościach (Giewartowo, Srebrna Góra, Stępuchowo i być może Wiatrowo). Brał też udział (w randze kapitana) w powstaniu listopadowym. Wincenty ożenił się z Anielą z Radońskich, z którą miał syna Bolesława Józefa  Moszczeńskiego. On to, po śmierci rodziców, objął Srebrną Górę.

Bolesław, podobnie jak ojciec, był szczerym patriotą, walczył przeciw zaborcy 1848 roku. Pod wodzą  J. B. Garczyńskiego brał udział w szturmie na pałac w Miłosławiu, podczas którego wykazał się wielką odwagą. Był także zaangażowany w powstanie styczniowe Prywatnie był dwukrotnie żonaty. W 1852 roku w kościele w Srebrnej Górze poślubił swoją krewną, podówczas dwudziestoletnią, Teodorę Moszczeńską ze Starężyna.  Miał z nią córki Annę i Teodorę oraz syna Stanisława. Po czternastu latach małżeństwa Teodora zmarła a Bolesław, odczekawszy „stosowny czas” ożenił się po raz drugi. Tym razem jego wybranką została Kazimiera Wolszlegier, z którą miał córkę Kazimierę.

W 1927 roku majątek, od wnuka Bolesława, Stanisława Moszczeńskiego, kupuje mąż Kazimiery z Moszczeńskich, inż. Stanisław Tadeusz Mieczkowski herbu Bończa z Nieciszewa. On jest ostatnim przedwojennym właścicielem pałacu. Z małżeństwa z Kazimierą miał czwórkę dzieci Helenę, Antoninę, Andrzeja i Edwarda. Helenę i Antoninę zdążyli rodzice wydać za mąż jeszcze przed wojną. Helena poślubiła Pawła Juliana Dąbskiego – Nerlicha, a mężem Antoniny został Witold Wasiutyński herbu Korczak. Witold zginął pod Kockiem we wrześniu 1939 roku. Andrzej brał już wojenny ślub w 1940 roku, a jego wybranką została  Halina Bolz.  Najmłodszy z rodzeństwa, Edward zmarł w listopadzie 1939 roku.

Po wojnie majątek upaństwowiono, a w latach 70tych ubiegłego wieku wyremontował go Urząd Wojewódzki w Pile przeznaczając na swój ośrodek szkoleniowo-wypoczynkowy.

Na  teren założenia prowadzi piękna architektoniczna brama, na której umieszczono datę 1799.  Po jej przekroczeniu znajdujemy się na terenie dziedzińca ujętego w podkowę utworzoną przed dwór i dwie boczne oficyny. Budynki powstały w końcu XVIII wieku. Centralną część założenia stanowi dwór. Budynek parterowy z portykiem wielkiego (bardzo wielkiego…) porządku.

Dziewięcioosiowa fasada zdominowana jest przez wysoki, czterospadowy dach kryty dachówką. Monumentalny (w stosunku do reszty) portyk tworzą dwie pary wyjątkowo wysokich kolumn, których jońskie kapitele podtrzymują trójkątny naczółek. W portyku umieszczono wejście główne a po jego obu stronach po cztery prostokątne okna. Naroża elewacji są boniowane. Elewacja ogrodowa posiada wydatny trzyosiowy ryzalit i jest dwukondygnacyjna.  Taka różnica między parterowym frontem a piętrowym tyłem wynika z różnicy poziomów, jako że dwór stoi na wzniesieniu.

W budynku obecnie mieści się DPS . Świadome, że naruszamy spokój pensjonariuszy wchodzimy do środka i pytamy urzędującą panią dyrektor o zgodę  na zobaczenie wnętrz i ewentualne zrobienie zdjęć. Przemiła osoba, zezwala nam na to, zaznaczając równocześnie, że ku jej zdziwieniu ostatnio przez Srebrną Górę i podległą jej placówkę przewinęła się prawdziwa fala turystów, dlatego nasza wizyta i prośba nie jest dla niej aż tak wielkim zaskoczeniem. W środku zachowała się część dawnego wystroju, stolarka drzwiowa, sztukaterie sufitu, kominki i lustra

Dwór, półkolistymi, balustradowymi galeriami połączony jest z dwiema oficynami. Owe galerie powstały ok. roku 1928 czyli już z inicjatywy Stanisława Mieczkowskiego. Obie oficyny posiadają ganki kolumnowe zwieńczone trójkątnym frontonem.Za czasów Stanisława Mieczkowskiego wzmocniono też mury oporowe i przeorganizowano ogród.

Nad zabudową wsi góruje usytuowany na wzniesieniu kościół pod wezwaniem św. Mikołaja. Został on wybudowany w połowie XIX wieku, na miejscu wcześniejszego, drewnianego. W 1954 roku część kościoła spłonęła w pożarze. Głównie ucierpiały jego elementy drewniane, wieża i wyposażenie. Miejscowi szeptali o podpaleniu. Ponowna konsekracja świątyni nastąpiła w grudniu 1955 roku, jednak prace wykończeniowe, przy ofiarnym udziale miejscowego społeczeństwa trwały jeszcze w roku następnym.Świątynia podczas mojej wizyty była zamknięta…

Na koniec informacja z „innej beczki”. W 1946 roku w Srebrnej Górze, w rodzinie Haliny z domu Szmurowskiej i Henryka Jarockich urodziła się córka, późniejsza piosenkarka, Irena Jarocka.

6 uwag do wpisu “Dwór Józefa Radzimińskiego w Srebrnej Górze. Wielkopolskie rezydencje

  1. Piękny dworek. Czasami się zastanawiam dlaczego współcześni architekci tak nie potrafią? W mojej okolicy powstaje dużo „domiszczy” niewiele mniejszych od tego dworku, ale do jego urody im daleko …

    Polubienie

    • Mnie się wydaje, że problem jest nie w projekcie, ale w nowoczesnych technologiach. Przy plastikowych oknach, blaszanych dachach, gipsowych ścianach nie da się osiągnąć efektu szlachetności, tak samo jak akryl nigdy nie będzie kaszmirem 😉 Drugim czynnikiem chyba jest czas, który szlachetnym materiałom nadaje dostojnej patyny, ale w tych podlejszych szybko i bezlitośnie obnaża ich blichtr. No i wydaje mi się, że nie bez znaczenia są też ludzie (i ich motyw)y dla których owe rezydencje powstają… Ale to oczywiście tylko moje subiektywne refleksje

      Polubione przez 1 osoba

      • Z pewnością jest w tym dużo racji. Pamiętam uroczy dom na sąsiedniej ulicy, który stracił swój urok po ociepleniu. Zniknął wówczas właśnie szlachetny tynk, a dach stał się jakby za krótki. Koleżanka stwierdziła wtedy, ze dom wygląda”jak w przyciasnym bereciku”. Często jednak projekt nowego budynku też bywa dyskusyjny lub brak mu harmonii, odpowiednich proporcji.

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s