Ponownie w Radojewie. Śladami von Tresków

O  historii i pałacu von Treskowów  w Radojewie już kiedyś pisałam. Obiecałam wtedy, że kiedyś tam wrócę i odnajdę, skryty na terenie parku, cmentarz na którym pochowani są członkowie tej rodziny.  Ponieważ sytuacja jest, jaka jest i odwiedziny w dużych ośrodkach miejskich nie są wskazane, więc na miejsce wiosennego spaceru wybrałam właśnie  radojewski park. Ponieważ nie lubię „włóczenia się bez sensu” i każdy spacer powinien mieć swój cel, przy okazji postanowiłam odszukać cmentarz i wywiązać się z obietnicy. Teren poszukiwań okazał się dość rozległy, jako że obszar parku to piętnaście hektarów zalesionego terenu, poprzecinanego licznymi alejkami.  Park założony został niesamowicie malowniczo.  Czasem stromymi, czasem łagodnymi zboczami, to opuszcza się ku Warcie, to wznosi do góry. Choć dawny układ ścieżek, zaprojektowany  przez Petera Lenne’go na życzenie Ottona von Treskow, został częściowo zatarty, a sam park miejscami bardziej przypomina, rządzący się prawami natury rezerwat dzikiej przyrody, niż dzieło kształtowane ręką człowieka, to warto go odwiedzić. Zwłaszcza teraz wiosną, kiedy nasłonecznione miejsca stoków fioletowieją od świeżo rozkwitłych fiołków. Jeśli lepiej się przyjrzeć runu leśnemu to odnajdziemy też kępy kokoryczy pełnej i pustej o ciemnoczerwonych, fioletowych a nawet białych kwiatach.  Znajdujące się w Radojewie naturalne skupiska tej  tej rośliny stały się inspiracją do nazwania terenu „Kokoryczowym Wzgórzem”.

Do parku wkraczamy, biegnąca od pałacowego budynku (a raczej tego, co niego zostało), główną aleją. Jednak już za moment stajemy przed dylematem, czy pójść w prawo, czy w lewo, w górę czy w dół. Postanawiamy najpierw w dół i w lewo. W ten sposób dochodzimy do nadwarciańskich pół, więc zawracamy, wybierając wspinaczkę pod górkę. Skręcamy w prawo i prawie wychodzimy wprost na poszukiwany przez nas cmentarz. Jest on całkiem spory, i choć bardziej zaniedbany niż ten we Wierzonce (o którym pisałam przy okazji ubiegłorocznego Święta Zmarłych) to jednak wiele napisów na nagrobkach da się jeszcze odczytać. Groby położone są po dwóch stronach drogi. Te po prawej (idąc od strony pałacu) niewątpliwie należące do dziedziców Radojewa, w większości są kompletne i zaopatrzone w tablice. Te po lewej, należały raczej do ludzi blisko  związanych  z rodziną. Ta grupa nagrobków jest w gorszym stanie.   Odczytujemy wpół zatarte napisy. Wygląda na to, że cmentarz został założony w 1825 roku przez Henryka Baltazara von Treskow, ówczesnego właściciela Radojewa. Pośród grobów znajdziemy (choć nie bez pewnego trudu) miejsce spoczynku generała Carla Wilhelma von Binttinga (1779-1860), oficera poznańskiego garnizonu. Generał został pochowany w Radojewie gdyż jego córka Antonia,  była żoną Henryka von Treskow. I ojciec i córka zmarli w tym samym, 1860 roku, a Henryk odszedł w rok później. Pozostało po nich 13 dzieci, z których synowie, w większości, walczyli w wojnach 1866-1871, które w efekcie przyniosły zjednoczenie Niemiec. Aż trzech synów Antonii i Henryka osiągnęło szarże generalskie.

Wśród nagrobków znajduję też ten, poświęcony Antoni von Reibnitz, córce Amalii z von Klatte’ów i Ottona Henryka von Tresków.

Niewątpliwie najbardziej intrygujący jest napis, na  ozdobionym wizerunkiem Krzyża Żelaznego, nagrobku ostatniego „Treski” na Radojewie, Hermana. Głosi on, że Herman von Treskow, urodzony 25 marca 1872 roku  umarł dla Niemiec 11 września 1939 roku. Już samo to, że napisano  „umarł dla Niemiec” zamiast zwyczajowego „poległ za ojczyznę” jest zastanawiające.Jako, że w chwili wybuchu II wojny Herman liczył już sobie 67 lat, był za starym aby wcielono go w szeregi Wermachtu wkraczającego w granice Polski. A jednak „umarł dla Niemiec”…

Śmierć  Hermana von Treskow związana jest z mało znanym  (i równie mało chwalebnym) epizodem mającym miejsce w pierwszych dniach II wojny. Otóż już w pierwszych dniach września 1939 roku (a niemieckie źródła twierdzą, iż ten proceder zaczął się już w sierpniu tego roku), na mocy specjalnej ustawy (elaboratu unieruchomienia) głównie z terenów Wielkopolski i Pomorza internowano pewien procent obywateli niemieckich zamieszkałych na ziemiach polskich. Miało to dotyczyć głównie tych, których uznano za niebezpiecznych dla państwa  polskiego, podejrzewanych o sprzyjanie nazizmowi czy działania dywersyjne. Dlaczego Herman znalazł się na tej liście dokładnie nie wiadomo. Nie był już młody, był weteranem I wojny i podobno nie obnosił się  z sympatią dla Hitlera. A jednak znalazł się w pędzonej na wschód kolumnie Niemców, których planowano internować w Berezie Kartuskiej. Podobno maszerował aż do Bierzwienny Krótkiej (wieś w okolicach Kłodawy), gdzie nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Nie mogącego iść dalej Hermana zastrzelono… Zapewne został pochowany gdzieś przy drodze, bo jego grób w Radojewie jest pusty.

Szacuje się, że podczas tego  marszu  „na wschód” zginęło ok. dwóch tysięcy internowanych Niemców. Część z nich zmarła wskutek bombardowania i innych działań wojennych, niestety większość  poniosła śmierć z rąk polskich konwojentów. Wśród rozstrzelanych przez Polaków znaleźli się także Eugen Naumann i Berthold Moritz, dwaj posłowie na Sejm Rzeczpospolitej Polskiej I i II kadencji. Ich przewinieniem było to, iż urodzili się w niemieckich rodzinach. Cóż… Zło rodzi kolejne zło…

Podobno, już po kapitulacji Polski, kiedy ucichły działania wojenne a zaczął się okupacyjny terror,  wdowa po Hermanie, Ellen von Treskow pojechała do Berlina i wyjednała audiencję u Himmlera. Co ciekawe, nie po to, aby domagać się sprawiedliwości za śmierć męża, ale po to, aby szefowi Gestapo powiedzieć w twarz, że to co Niemcy robią z Polakami w Wielkopolsce, to hańba dla całego narodu niemieckiego. Jeśli rzeczywiście tak było, musiała być bardzo odważną (ale i naiwną) kobietą… Oczywiście jej wystąpienie nie odniosło żadnego skutku…

Kiedyś na radojewskim cmentarzu była także kaplica. Zniknęła po 1945 roku, prawdopodobnie została rozgrabiona „na cegłę” przez „miejscowych”.

Natomiast ostały się resztki dawnego punktu widokowego na szczycie wzgórza. Z niemałym wysiłkiem (jako że z cmentarza nie prowadzi tam ścieżka) wspinamy się pod, nawiązująca swą formą do gotyckiej wieży, malowniczą ruinę.  Kiedy już jesteśmy na szczycie  odkrywamy, iż  można było pójść inną drogą i oszczędzić sobie trudu podchodzenia  pod wzniesienie. No ale z drugiej strony”wybyłam” z domu aby się trochę poruszać, więc mam nadzieję, że wysiłek jakoś się tam „na dobre” przełożył.Kiedyś był stąd wspaniały widok na Wartę i pałac w Owińskach, także należący do rodziny von Treskow. Teraz drzewa tak porosły, że dawna oś widokowa uległa zatarciu. Znowu schodzimy w dół ku dwóm, połączonym wąskim strumykiem, stawom. Pierwotnie radojewskie stawy miały nietypowe kształty, formowano je w trójkąt, koło lub kwadrat, teraz jednak trudno się ich dopatrzyć.

Malowniczości miejscu dodaje jeszcze rozłożysty platan, posadzony niewątpliwie z polecenia von Treskowów. Zdaje się, że Prusacy szczególnie upodobali sobie te „łaciate” drzewa. W miastach, które pozostawały pod zaborem pruskim (Poznań, Wrocław, Szczecin) można podziwiać całe platanowe aleje. Na marginesie chciałabym przypomnieć, iż obecnie najdłuższa w Europie aleja platanowa znajduje się w Kopaszewie (pisałam kiedyś o tamtejszym pałacu i kopaszewskiej Drodze Krzyżowej). Platanami obsadzona została droga prowadząca od pałacowej bramy do położonego poza założeniem pałacowo-parkowym, folwarku. Także wśród radojewskiego drzewostanu platanów jest wiele, ale ten jest wyjątkowo okazały. Podobno, z powodu zrzucanej kory, platany zwano kiedyś „bezwstydnicami”.

Spacer kończymy pod radojewskim pałacem, Zabezpieczono go siatką i zamurowano okna, ale niestety nic nie wskazuje na to, że planowany jest w nim jakiś remont. Natomiast na ścieżce obok pałacu stanęła drewniana instalacją z informacją do kogo budynek niegdyś należał.Skonstruowana z jasnego drewna pełni nie tylko rolę dekoracyjną ale i informacyjną, umieszczono na niej bowiem tabliczki z krótkimi opisami historii pałacu i parku.

 

13 uwag do wpisu “Ponownie w Radojewie. Śladami von Tresków

  1. Jak zwykle bardzo ciekawa i pouczająca relacja. Liczba poległych internowanych to oczywiście ok. 2 tysiące. To i tak szokująca liczba, nie przynosząca nam chluby. Pozdrawiam. 😷

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s