Dwór w Marcinkowie Dolnym

Jakiś czas temu opisałam wrażenia z odwiedzin pałacu w Marcinkowie Górnym. Podczas tamtej wizyty, niestety, zabrakło już czasu, żeby podjechać do pobliskiego Marcinkowa Górnego. Wtedy bardzo nad tym ubolewałam, więc z tym większą radością jechałam tam teraz. Odległość między tymi dwoma Marcinkowami nie jest zbyt duża, jednak wjeżdżając do Marcinkowa Dolnego ma się wrażenie iż nieco cofnęło się w czasie…Początkowo oba Marcinkowa były jednym majątkiem, który na dwa odrębne, podzielono w końcu XIV wieku. Marcinkowo Dolne  dzierżył wtedy ród, który pieczętował się Nałęczem, a od włości przyjął nazwisko Marcinkowskich. W 1506 roku Mikołaj Marcinkowski sprzedał Marcinkowo Dolne Mikołajowi Palędzkiemu herbu Drogosław. Przez kolejne dwieście pięćdziesiąt lat włości pozostawały w rękach potomków tej rodziny. W 1790 roku Andrzej Palędzki ożenił się z Józefą Trzcińską herbu Dołęga. W małżeństwie tym narodziły się dzieci. Córkę Aleksandrę wydano za Onufrego Jana Zdębińskiego, zaś syn Remigian ożenił się z Prowidencją, Franciszką Zabłocką herbu Łada. Para zdążyła zostać rodzicami córki Aspazji oraz synów Walerego i Seweryna, kiedy nieoczekiwanie zmarł Remigian Palędzki. Młoda wdowa nie przesadzała z długością żałoby i w dwa lata po śmierci pierwszego męża ponownie wstąpiła w związek małżeński. Poślubiła Wincentego Moszczeńskiego, wnosząc w to małżeństwo oprócz dzieci także Marcinkowo. Kiedy  synowie z pierwszego małżeństwa podrośli, Prowidencja spłaciła ich dział po ojcu, a Marcinkowo Dolne odziedziczyła Wincenta, jej najmłodsza córka z drugiego małżeństwa.

Wincenta była już zamężna ze Stanisławem Jasińskim herbu Dołęga, swoim ciotecznym bratem. Jego matka, Anna z Zabłockich, była starszą siostrą Prowidencji Moszczeńskiej, ale w owym (przed internetowym) czasie, małżeństwa w obrębie bliskiej rodziny zdarzały się nader często. Taka sytuacja jednak wynikała raczej z chęci pozostawienia całości majątku „w rodzinie”, niż z braku odpowiednich znajomości.  Wincenta Jasińska nie czuła się emocjonalnie związana z ziemią po, nieznanym jej, pierwszym mężu matki, więc bez skrupułów Marcinkowo Dolne sprzedała. Nabywcą był Władysław Tuchołka herbu Korzbok, spowinowacony z Moszczeńskimi, dzięki swej drugiej żonie Jadwidze z Zabłockich Ulatowskiej. Jej ojciec (a teść Władysława), Konstanty Zabłocki był bratem Prowidencji z Zabłockich Zdębińskiej secundo voto Moszczyńskiej.

Państwo Tuchołkowie doczekali się piątki dzieci, ale lat dojrzałych dożyli tylko synowie Wiesław Konstanty i Jan Franciszek. Najstarsza córeczka, Zofia zmarła w szóstym roku życia, dwójka najmłodszych dzieci  (Zygmunt i Halina) nie przeżyła nawet roku. Bolesne przeżycia zapewne mocno podkopały zdrowie Jadwigi, bo zmarła  młodo, zaledwie w trzy lata po śmierci najmłodszej córki.  Osieroconymi chłopcami, trzynastoletnim Wiesławem i  sześcioletnim Janem zajął się ojciec. Może dlatego, że w domu brakowało matczynej ręki, Wiesław ożenił się bardzo młodo. Jego wybranką została Helena Korytowska herbu Mora, córka Walentyny z Kryńskich i Adama Korytowskich. Młodzi  byli rówieśnikami i zapewne mieli sporo okazji żeby się dobrze poznać, bo majątki rodziców niemalże sąsiadowały ze sobą. Ślub Heleny i Wiesława odbył się ok. 1900 roku i młode małżeństwo osiadło w Marcinkowie Dolnym. W pięć lat później zmarł Władysław Tuchołka. Został pochowany obok żony i zmarłych dzieci w rodzinnym grobowcu przy pięknym drewnianym kościele św. Mikołaja w Gąsawie.

Kiedy w 1915 roku zmarł dwudziestoośmioletni Jan, Wiesław został jedynym dziedzicem Marcinkowa Dolnego. Pan Wiesław cieszył się wśród miejscowego społeczeństwa niesłychanym poważaniem i sympatią. Jeszcze przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości działał w Związku Narodowym i z jego ramienia został pierwszym przewodniczącym Powiatowej Rady Ludowej. Po wyzwoleniu, w 1919 roku Wiesław Tuchołka został  mianowany na starostę powiatu żnińskiego, był też posłem na sejm ustawodawczy, wiceprezesem Banku Cukrownictwa i radcą Towarzystwa Ziemian. Nie zaniedbywał również własnego gospodarstwa, prowadził uprawy na wysokim poziomie, a plony buraków z Marcinkowa do cukrowni w Żninie dowożono prywatną linią kolejki. Państwo Helena i Wiesław doczekali się trzech synów: Lecha (1908-1984), Zbigniewa (1909-1980) i Jerzego (1910-1967). W latach trzydziestych wszyscy oni pożenili się ale we dworze w Marcinkowie nadal kwitło życie towarzyskie. Wybuch II wojny przerwał spokojny żywot Heleny i Wiesława. musieli opuścić swój majątek, który zajęli Niemcy Bruhl i Lemprecht. Za ich czasów wieś nosiła nazwę „Niederhof”.

Pan Wiesław zmarł w 1942 roku Warszawie, gdzie rzuciły go wojenne losy. Pani Helena wojnę przeżyła, ale nie miała do czego wracać, Marcinkowo Dolne zostało znacjonalizowane. Średni syn, Zbigniew Tuchołka, który w 1939 roku po bitwie pod Bzurą dostał się do niewoli, po wojnie kontynuował pracę w swoim zawodzie (był absolwentem wydziału rolniczo-leśnego Uniwersytetu Poznańskiego) na swej macierzystej uczelni. Mimo, w owym czasie nie ułatwiającego niczego ziemiańskiego pochodzenia, Zbigniew Tuchołka  w 1951 roku obronił doktorat, a w 1970 nadano mu tytuł profesora zwyczajnego. W latach 1965-1972 pełnił funkcję rektora Wyższej Szkoły Rolniczej w Poznaniu. Był żonaty z Anną Wilską herbu Półkozic.

Po wojnie we dworze początkowo mieścił się Ośrodek Kultury Polskiej a od 1949 roku ulokowało się tam Państwowe Gospodarstwo Rolne. Po jego upadku dwór przejęła Agencja Własności Rolnej, która najprawdopodobniej sprzedała go w prywatne ręce.

Parkujemy przed okazałą bramą ozdobioną herbami Korzbok. Brama zamknięta na łańcuch, którego stopień zardzewienia wskazuje na to, iż dawno nie był używany. Jednak furtka obok jest otwarta, więc skwapliwie z tego korzystamy. Po jej przekroczeniu znajdujemy się w innym świecie…

Resztki alei drzew wyznaczają główny podjazd do dworu. Po prawej stronie rozciągają się budynki, które teraz byłyby doskonałą scenografią do filmu. Po lewej, w głąb położone są zabudowania folwarku. Również po lewej, ale bliżej dworu, usytuowany jest parterowy budynek dawnej rządcówki.  Dookoła jest bardzo bezludnie i nieco „dziko” co potęguje jeszcze klimat niesamowitości. Kierujemy się w stronę majaczącego za drzewami dworowi. Niestety, w pewnym momencie musimy zakończyć tę wędrówkę. Murek i tabliczka o terenie prywatnym oraz psie powstrzymuje nas przed dalszą eksploracją. Musimy zadowolić się tym, co widać… Niegdyś murek posiadał ozdobne tralki, teraz zostały one (ze szkodą dla ogólnego wrażenia) zamurowane.Dwór wzniesiony jest na planie prostokąta. Obecny jego kształt jest wynikiem kilku etapów rozbudowy. Najstarsza, prawa, jego część powstała jeszcze w czasach Palędzkich i została przebudowana przez Moszczeńskich. Kolejnej przebudowy dokonali Tuchołkowie. Budynek jest parterowy z mezzaninem nakryty dwuspadowym dachem. W fasadzie korpusu umieszczony jest  trzyosiowy ryzalit zwieńczony trójkątną wystawką. Wejście główne prowadzi przez zabudowany ganek, poprzedzony niesymetrycznym tarasem na który prowadzą jednobiegowe schody. Drzwi wejściowe, o pięknej, częściowo przeszklonej stolarce osadzone są w arkadowym portalu. Po obu jego stronach znajdują się wąskie, arkadowo zamknięte okna. W drugiej kondygnacji ganek przechodzi w taras osłonięty częściowo ażurową balustradą. Układ otworów drzwiowego i okiennych analogiczny do tego z parteru. W wieńczącym ryzalit trójkątnym naczółku umieszczona jest data „1902”. Z tej odległości trudno dostrzec wszystkie detale architektoniczne zauważam jedynie boniowanie parteru, gzymsy kordonowy i poddachowy oraz opaski wokół okien.

Niestety nic nie mogę powiedzieć o elewacji ogrodowej gdyż nie mam  jak do niej dotrzeć. Nie mogę też się przekonać, czy w parku nadal stoi rzeźba autorstwa Jakuba Juszczyka. Szeroko pisałam o sylwetce tego rzeźbiarza w postach o farze we Wrześni, dworze w Marcinkowie Górnym oraz pałacu w Witaszycach więc teraz nie będę się powtarzać. Teraz może tylko przypomnę, iż zagrożony gruźlicą rzeźbiarz w latach dwudziestych XX wieku uciekł z wilgotnego Wołynia i gościł w wielkopolskich dworach, w których zrealizował kilka swoich projektów. W Marcinkowie Dolnym były to popiersia Szopena i Pucciniego, w Górnym posąg Leszka Białego i figury wojów. Zastanawiałam się, dlaczego w marcinkowskim ogrodzie ustawiono właśnie popiersia muzyków. Na pewno w rodzinie Tuchołków, jak i w większości rodzin ziemiańskich, żywe były tradycje muzyczne, w domu był fortepian na którym grywano. Zapewne żywiono też szczególne uwielbienie dla opery  skoro tak uhonorowano Pucciniego (bo to jedyny w Polsce pomnik kompozytora). Jednak informacji o ściślejszych związkach rodziny z muzyką, nigdzie nie znalazłam, nie licząc tej, iż najmłodszy z synów Heleny i Wiesława, Jerzy Jur Tuchołka, był z wykształcenia muzykiem. Jednak w momencie powstawania rzeźb był on zbyt młody, aby móc decydować, czyje popiersia będą zdobić ogród. Tak więc dlaczego wybrano tych kompozytorów pozostaje nadal pewną zagadką.

Minął rok, i zupełnie niespodziewanie nawiązał ze mną kontakt, pochodzący z rodziny Tuchołków, pan Krzysztof. Napisał, że odwiedził Marcinkowo a nawet miał okazję zobaczyć wnętrza uroczego dworku.  Porobił wtedy zdjęcia, którymi się ze mną „podzielił”, i które za jego zgodą, publikuję na blogu. Dzięki niemu mogę  je zaprezentować:

Przepiękna, bardzo starannie opracowana stolarka drzwi wejściowych, tych prowadzących w głąb dworku i flankujących je okien.

Zachował się też wielkiej urody piec o bogato zdobionym szczycie.Oraz kominek ozdobiony kartuszem z herbem Tuchołków Korzbokiem.

A także boazeria z wkomponowanymi w nią płycinowymi drzwiami.Panie Krzysztofie, bardzo Panu dziękuję!

.

14 uwag do wpisu “Dwór w Marcinkowie Dolnym

  1. Czy jest szansa na odbudowę pomnika Pucciniego? Wójt Gminy Gąsawa pan Zdzisław Kuczma mówił o tym w 2008 roku.(Gazeta Pomorska z z 31 .marca 2008). Nadarza się okazja, by przypomnieć, że w 2024 roku przypada setna rocznica śmierci Giacomo Pucciniego. Może to byłby ten impuls by odbudować jedyny w Polsce pomnik słynnego kompozytora?
    Pozdrawiam, Adam Gatniejewski, Poznań 515 049 377

    Polubienie

    • Niestety, nie wiem czy jest taka szansa 😦 Z tego co mi wiadomo, o zwrot dworu ubiegają się potomkowie dawnych właścicieli. Jeśli wygrają sprawę w sądzie, to będzie leżało to w ich gestii. Pozdrawiam serdecznie

      Polubienie

    • Szczerze mówiąc nie wiem. Dwork do niedawna był zamieszkały ale jakiś czas temu wybuchł w nim pożar. Czy obecnie jest tam ktoś, kto mógłby udzielić zgody na obejrzenie wnętrz, nie mam pojęcia. Również pozdrawiam 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s