Lusówko dworek Mathessów i założenie pałacowo-parkowe w Jankowicach

Tradycją firmy jest, iż czcimy pierwszy dzień powrotu dzieci do szkół i  zawsze na pierwszego września planujemy z Szefcią wyjazd „przyjemnościowy.  Tym razem nie chciałyśmy ryzykować dalekiej podróży gdyż ostatnio, szczodrze rosząc deszczem, pogoda nie rozpieszczała. A zwiedzanie w deszczu to o połowę mniejsza przyjemność. Uznałyśmy więc, że wystarczy nam krótka przejażdżka po okolicy. Na obiekty do obejrzenia ponownie wybrałyśmy przepięknie odnowiony pałac w Jankowicach a w pobliskim im Lusówku dwór Mathessów, który miałam zobaczyć po raz pierwszy. Przy poprzedniej, zimowej wizycie, nie miałyśmy okazji zapoznać się z janowickim parkiem dokładnie. Teraz podziwiałyśmy pamiętający czasy Engerstromów starodrzew oraz nowe, wielce wysmakowane,  nasadzenia. Widok przepięknych, olbrzymich hortensji przyprawia nas o żywsze bicie serca… Ciekawie zagospodarowane stawy parkowe i poprowadzone wokół nich ścieżki spacerowe są idealnym miejscem rekreacji. Kiedy ostatnio byłyśmy w Jankowicach trwał tam jeszcze remont a najbliższy teren nie był uporządkowany. Teraz, u schyłku lata, zachwyca bujną zielenią.  Władzom gminnym należy się wielkie uznanie za tak staranną i pieczołowitą dbałość o ten obiekt.

Dokładnie o historii pałacu pisałam  w poście całkowicie temu tematowi poświęconemu, teraz więc tylko przypomnę podstawowe wiadomości. Pierwsza pisemna wzmianka o Jankowicach pochodzi z  końca XIV wieku. W pierwszej połowie XVI wieku, tytułem posagu Anny, córki Grzegorza z Jankowic, włości przechodzą na własność Andrzeja Jaktorowskiego. Łukasz i Andrzej, synowie Anny i Andrzeja dziedzicząc po rodzicach majątek przybrali nazwisko Jankowskich. W drugiej połowie stulecia, córka Andrzeja Jankowskiego, Urszula wniosła Jankowice we wianie Stefanowi Potulickiemu herbu Grzymała. W rękach rodziny Potulickich majątek zostaje do 1638 roku, kiedy to kupuje go Paweł Gembicki herbu Nałęcz. Gembicki, już w siedem lat później, sprzedaje Jankowice Zygmuntowi ze Skrzypny Twardowskiemu herbu Ogończyk. W rękach Twardowskich majątek pozostaje do 1782 roku. Po śmierci Ignacego Twardowskiego, na krótko włości dzierży podczaszy poznański Szymon Komorowski, a od 1798 roku Jankowice należą do Róży i Larsa Engerstromów.  W 1844 roku, wnuczka Rozalii i Larsa, Dorothea Strjelneld wraz ze swą ręką oddaje Jankowice Fryderykowi Berezie. Berezowie niestety nie utrzymali majątku i w 1858 roku zmuszeni go byli sprzedać w niemieckie ręce. Nabywcą był Robert Palm (spokrewniony z Palmami z Lusowa).  W 1873 roku Palmowie sprzedają majątek porucznikowi Augustowi Matthesowi. W 1897 roku Jankowice wracają w polskie ręce hrabiego Stefana Kwileckiego, który nabywa je z myślą o swym synu, Stefanie Teodorze. Na zlecenie Stefana Teodora, w 1912 roku, Roger Sławski projektuje boczne skrzydła i piękne tarasy pałacowe. Niestety inwestor nie zdążył się nimi nacieszyć, zmarł w 1913 roku. Wdowa po nim, Jadwiga z Zamoyskich, w 1919 roku wyszła ponownie za mąż za Stanisława Dziewulskiego. W dwadzieścia lat później większość rodziny ( Stanisława Dziewulskiego i piątkę dzieci pani Jadwigi z pierwszego małżeństwa)  rozstrzelali Niemcy w lasach zakrzewskich. W 1946 roku nastąpiło upaństwowienie majątku.

W tym poście chciałabym trochę miejsca poświęcić parkowi i jego historii. Pierwszy park został założony na przełomie XVII i XVIII stulecia, przez ówczesnych właścicieli Jankowic, rodzinę Twardowskich ze Skrzypny herbu Ogończyk. Założenie ogrodowe było wówczas o wiele mniejsze, rozciągało się za dworem i kończyło się na granicy stawów Prawdopodobnie było utrzymane w obowiązującym wówczas „strzyżonym”, barokowym stylu. Z czasów Twardowskich pochodzą najstarsze okazy starodrzewia, okazy liczące sobie ponad 350 lat. Znaczne powiększenie terenu i zmianę jego stylu na „park angielski” Jankowice zawdzięczają swojej najsłynniejszej mieszkance, Rozalii „Róży” z Chłapowskich Engerstromowej. O jej romantycznej historii pisałam szeroko w pierwszym swym poście o pałacu w Jankowicach. Bliżej zainteresowanych tematem odsyłam do tekstu z lutego 2018 roku.

Większość egzotycznych nasadzeń parkowych pochodzi z początku ubiegłego wieku i jest zasługą często przeze mnie wspominanego Augusta Denizota, autora wielu wielkopolskich założeń parkowych. Janowicki park może poszczycić się platanami, tulipanowcem amerykańskim, cypryśnikiem błotnym czy miłośnikiem japońskim.

Dbałość władz gminnych nie ograniczyła się tylko li do renowacji budynku i rekultywacji terenu. Historie Jankowic, pałacu, parku małżeństwa Engerstromów są umieszczone na specjalnych tablicach informacyjnych, tak że nawet przypadkowy turysta może się od razu z nimi zapoznać. Dodam też, że park jest ogólnie dostępny a w jednej jego części urządzono siłownię na wolnym powietrzu, mini park linowy i plac zabaw dla dzieci. Cały teren jest też oświetlony.  Poprzez kanały łączące znajdujące się na terenie założenia stawy, przerzucono mostki, na których zawisły już pierwsze „kłódki miłości” , świadczące o popularności  tego romantycznego miejsca wśród zakochanych par.

Z Jankowic udajemy się do Lusówka, niewielkiej miejscowości nad jeziorem Lusowskim. Chcę zobaczyć stojący tam dwór. Lusówko zapewne było przez wieki częścią, należących do poznańskiej katedry, dóbr lusowskich. Nie znalazłam o nim żadnej wcześniejszej wzmianki, świadczącej o tym, iż przed XIX wiekiem było odrębną miejscowością. Po sekularyzacji majątku kościelnego przez Prusaków, Lusówko znalazło się w gestii Skarbu Państwa Pruskiego. W początkach XIX wieku zostało sprzedane prywatnym, niemieckim nabywcom. W  połowie stulecia należało do Carla Matthesa, który w tym czasie wystawił tam skromny, parterowy dwór. Budynek, w drugiej połowie wieku  został przez Matthesa rozbudowany o część dwukondygnacyjną. W rękach tej rodziny majątek pozostawał do 1890 roku, kiedy grunty i dwór sprzedano synowi Emilii ze Skórzewskich i Felicjana Plucińskich herbu Odrowąż, Kazimierzowi Plucińskiemu. W momencie nabycia majątku Kazimierz był już mężem Bronisławy z Trąmpczyńskich herbu Topór i ojcem gromadki dzieci. Kazimierz zmarł w 1901 roku, a w 1903 roku Lusówko po nim objął młodszy z żyjących synów, Zygmunt. Zygmunt Pluciński ukończył poznańskie gimnazjum im Fryderyka Wilhelma i po maturze rozpoczął studia  na niemieckich uczelniach we Frankfurcie i Berlinie. Niestety edukacji nie ukończył, przypuszczam, że przeszkodziła mu w tym śmierć ojca i konieczność zajęcia się majątkiem. Kiedy już objął Lusówko, dwudziestoczteroletni wówczas Zygmunt rozejrzał się za kandydatką na żonę. Jego wybór padł na trzy lata młodszą Zofię Krajewską z Krajewic herbu Leliwa. Dopiero po dziewięciu latach od ślubu pojawiło się na świecie ich pierwsze dziecko, córka Jadwiga, a po niej przyszli na świat chłopcy Wiesław i Jurand. Nie bacząc na narażanie świeżo poślubionej małżonki pan Zygmunt już przed I wojną światową zaangażował się w konspiracyjną działalność kierowanej przez Romana Dmowskiego Ligi Narodowej. Był też członkiem Obrony Narodowej, paramilitarnej organizacji. W pierwszej wojnie światowej nie brał udziału. jednak kiedy wybuchło Powstanie Wielkopolskie, Zygmunt Pluciński stanął na czele sformowanego przez siebie z okolicznych mieszkańców oddziału i wraz z nim bronił strategicznej linii kolejowej łączącej Poznań ze Zbąszyniem i dalej z Berlinem. W czasie trwania powstania Zygmunt złożył egzamin oficerski i otrzymał nominację na podporucznika. Jego postawę bojową zauważył sam głównodowodzący generał Józef Dowbor-Muśnicki i w 1919 roku uczynił Zygmunta swoim adiutantem. Latem 1920 roku  Pluciński brał udział w werbowaniu ochotników do WP oraz walczył na przedpolach Warszawy, broniąc stolicy przed nacierającymi bolszewikami. W tym też  roku Zygmunt zakończył wojaczkę i, tak jak jego dowódca, generał Dowbor Muśnicki, odszedł z wojska. Obaj panowie zostali sąsiadami, jako że generał zakupił, sąsiadującą z Lusówkiem, część Lusowa zwaną Batorowem.  Do 1926 roku Zygmunt odpoczywał po trudach wojennych i dał sobie spokój z polityką, działając jednak na miejscowej niwie gospodarczej i angażując się w prace wielkopolskiej Izby Rolniczej oraz Związku Ziemian. Popierał też rozwój Towarzystwa Gimnastycznego Sokół. Po przewrocie majowym w 1926 roku, związany z obozem endeckim Pluciński powrócił do działalności politycznej. Uczestniczył w ważniejszych akcjach podejmowanych przez wielkopolski oddział obozu narodowego i stał na czele endeckiego Narodowego Komitetu Gospodarczego. Zmarł w 1933 roku. Z małżeństwa z Zofią z Krajewskich pozostała córka Janina, która w 1940 roku poślubiła Artura Potockiego herbu Srebrna Pilawa, oraz synowie Wiesław i Jurand. Podporucznik Wiesław Pluciński zginął pod Świeciechowem, broniąc ojczyzny we wrześniu 1939 roku.

O starszym z synów Bronisławy i Kazimierza, Leonie Bolesławie Plucińskim i jego rodzinie  obszernie pisałam w postach o pałacu w Swadzimiu.

Rezydencja w Lusówku na pewno nie umywała się do okazałego swadzimskiego pałacu, ale przypuszczam że małżeństwu Plucińskich żyło się w niej wygodnie. Obok dworku jest park i jezioro, które zapewne dostarczało mieszkańcom okazji do rekreacji.

Przyglądam się budynkowi który, niedawno odnowiony, prezentuje się sympatycznie. Jak już wspomniałam dworek nie jest jednorodny. Składa się z kilku różnokondygnacyjnych brył. Najstarszą jest część parterowa wzniesiona na planie wydłużonego prostokąta i nakryta dwuspadowym dachem. Do niej przylega nieznaczny ryzalit na osi mieszczący wejście główne. Ten człon budowli jest najokazalszy, dwukondygnacyjny i dodatkowo zwieńczony trójkątną wystawką doświetloną przez triadę arkadowo zamkniętych okien. Parter ryzalitu pokrywa boniowanie a narożniki wyższej kondygnacji zaakcentowane są pilastrami.  Kolejny człon dworku tworzy dwukondygnacyjna bryła nakryta dachem o łagodnym spadzie. Podobnie jak w ryzalicie poziomego podziału ściany  dokonują gzymsy kordonowy i poddachowy. Dodatkowo okna drugiej kondygnacji ujęte w opaski od góry i dołu poszerzone o dekoracyjne prostokąty.

W elewacji ogrodowej ryzalit nie jest zaznaczony.Przy bocznej elewacji najstarszej części dworu znajduje się przybudówka zwieńczona tarasem.

Obecnie w budynku mieści się prywatna szkoła oraz biblioteka.

Na koniec naszej wycieczki piękną (uznaną za pomnik przyrody)  aleją udajemy się do Lusowa. Chcemy odwiedzić  znajdującą się na tamtejszym cmentarzu  nekropolię rodziny Plucińskich.  Ze znalezieniem jej nie mamy najmniejszego kłopotu, jest bardzo okazała. Przechodzimy przez ozdobną, klasycystyczną bramę opatrzoną napisem „Wieczny odpoczynek” i odnajdujemy groby oraz upamiętnienia wielu członków tego zasłużonego dla Wielkopolski rodu. Są wśród nich mieszkańcy zarówno Lusówka jak i Swadzimia, których los rozrzucił po całym świecie. W skupieniu studiujemy poszczególne inskrypcje. Daty i miejsca : „Lasy lubelskie 1945” „Katyń 1940” „Wrzesień 1939” mówią, że podczas ostatniej wojny Plucińscy nie żałowali krwi dla ojczyzny.Znajdujemy grób podporucznika Wiesława Plucińskiego herbu Odrowąż.a także bratanka Zygmunta, pilota obserwatora, Stefana Plucińskiego, który zginął tragicznie w 1933 roku.Po wizycie na cmentarzu wracamy do domu, bo zachmurzone niebo zwiastuje kolejną, a sądząc po ciemnej barwie, obfitą porcję deszczu…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s