Dwór Karczewskich w Wyszakowie

Dzień zaliczał się do pechowych… Zaczęło się niespodziewanym objazdem, który skierował nas na drogi boczne od bocznych.  Wprawdzie je lubimy, ale nie wtedy, kiedy spieszymy się na umówione spotkanie. Potem, w przydrożnym „Mac’ku” wylałam na siebie cały kubek kawy. Niby się zdarza, ale brak możliwości zmiany zaplamionej garderoby skutecznie popsuł mi i tak już nie najlepszy humor. Na dodatek spotkanie, na które się tak spieszyłyśmy, zostało przełożone na późniejszą godzinę. Słowem byłby to niefart na całej linii, gdyby nie wizyta w Wyszakowie…

Aby poprawić obie nieco humor i zagospodarować sensownie czas, postanowiłyśmy pojechać do Wyszakowa. Wiedziałam, że we wsi znajduje się opuszczony dwór, który chciałam zobaczyć, choćby ze względu na osobę jego ostatniego, przedwojennego właściciela, Franciszka Unruga. Liczyłam też na to, że nie spotkam tam nikogo, komu mój (w tym momencie  dość ekscentryczny, bo ” kawowo-łaciaty”, strój by przeszkadzał.

O początkach wsi wiem bardzo niewiele. W średniowieczu należała ona do Czeczeradów Wyszakowskich, a jej mieszkańcy należeli do parafii w Mądrym. Wśród nich, z imienia znany jest mi jedynie Henryk Wyszakowski, żyjący w latach 20 i 30tych XV wieku, o którym wiadomo tyle, że w jakoś sposób był spokrewniony z Krzyżanowskimi z Krzyżanowa, i że z Janem Krzyżanowskim toczył proces o zrabowanie mienia wartego dwadzieścia grzywien.

W czyich rękach pozostawało Wyszakowo przez kolejne cztery stulecia nie udało mi się dowiedzieć. Od końca XVII wieku do 1879 roku, wieś była w posiadaniu rodziny Karczewskich herbu Samson. Po śmierci Józefy z Kozłowskich herbu Jastrzebiec i Ludwika Bogusława Karczewskich, w 1879 roku, Wyszakowo zakupił Friedrich von Bockelsberg, który w 1909 roku odsprzedał wieś Jadwidze z Ciszewskich i Stanisławowi Rembowskim herbu Jelita. Ich syn, także  Stanisław Rembowski, ukończył gimnazjum w Śremie a następnie studiował na wydziałach rolniczych w Berlinie i Lipsku. Wiedzę uniwersytecką uzupełnił praktyką rolniczą w wielkopolskich majątkach i w 1916 roku przejął po ojcu gospodarstwo w Wyszakowie. W tym samym roku ożenił się z z Zofią z Dąmbskich herbu Godziemba i doczekał się z nią (urodzonych w Wyszakowie) córki Elżbiety (1916-1944) i syna Macieja (1920-2010).

Kiedy wybuchło Powstanie Wielkopolskie Stanisław Rembowski (wraz z Alfredem Milewskim) sformował w Środzie Wielkopolskiej kompanię ochotniczą, a następnie wraz z 1 pułkiem Ułanów Wielkopolskich (w dalszej fazie walk  15 pułkiem Ułanów Poznańskich) ruszył do walki. Latem 1919 roku został skierowany na front wschodni, gdzie w wojnie polsko-bolszewickiej, walczył pod Mińskiem. Musiał wykazać się tam talentami taktycznymi, bo w sierpniu tego roku awansowano go do stopnia podporucznika i powierzono dowództwo szwadronu Ochotniczego Pułku Jazdy Wielkopolskiej. Nie nacieszył się awansem, bo już  18 sierpnia, zginął podczas szarży na pozycje nieprzyjaciela pod Brodnicą. Jego brawurowy atak przyczynił się do przełamania obrony bolszewickiej, za co pośmiertnie odznaczono go Srebrnym Krzyżem Virtuti Militari.

Wyszakowo odziedziczyła wdowa, Zofia z Dąmbskich Rembowska. W cztery lata po śmierci pierwszego męża, Zofia powiedziała sakramentalne „tak” po raz drugi. Jej wybrankiem stał się Franciszek Unrug.

O Franciszku Unrugu pisałam już parokrotnie, ostatnio przy okazji wpisu o pałacu Ziołeckich w Węgierskich. Jednak uważam, że jego sylwetka jest, w stosunku do poniesionych zasług, ciągle zbyt mało znana, więc przytoczę biogram Franciszka Unruga raz jeszcze.

Franciszek Unrug był synem tytularnego generała, właściciela Piotrowa (pisałam o tamtejszym dworze) Antoniego Unruga oraz Amelii von Hachez,  młodszym bratem ppłk. Wiktora Zygmunta Unruga. Do tej gałęzi rodziny należeli również  Powstaniec Wielkopolski Wiktor Unrug (stryj Franciszka) oraz adm. Józef Unrug i rtm. Michał Unrug (bracia stryjeczni ojca Franciszka, Antoniego). Już z tego zestawienia widać, że ta część rodziny Unrugów była nastawiona niezwykle patriotycznie. Także Franciszek, który młodość spędził w ojcowskim dworze w Piotrowie, podczas nauki w poznańskim Gimnazjum św Marii Magdaleny należał do konspiracyjnego Towarzystwa Tomasza Zana, a w 1918 roku współorganizował Straż Obywatelską, po czym czynnie włączył się w walki  Powstania Wielkopolskiego.

W 1924 roku poślubił wdowę po Stanisławie, Zofię z Godziembitów Dąmbskich Rembowską i zajął się pracą w Wyszakowie oraz wychowywaniem dwójki pasierbów, czyli małoletnich jeszcze Elżbiety i Macieja Rembowskich. W rok po ślubie przyszła na świat wspólna córeczka Zofii i Franciszka, której po dziadku, nadano imię „Antonina”. Oprócz wypełniania obowiązków rodzinnych i gospodarskich Franciszek Unrug znajdował też czas na działalność społeczną (był patronem Czytelni Ludowych oraz organizatorem kursów rolniczych) oraz  pasję, jaką było leśnictwo i hodowla zwierzyny.  Na tych zajęciach upłynęło mu kolejne 15 lat.

Kiedy wybuchła II wojna światowa, Franciszek Unrug zgłosił się do Cyryla Ratajskiego i z jego polecenia działał w Służbie Zwycięstwa Polski. Wbrew własnym przekonaniom i chęciom, na wyraźny rozkaz Ratajskiego i Adolfa Bnińskiego, podpisał volkslistę, która ułatwiła mu pracę w konspiracji. Od początku wojny, wyszakowski dziedzic organizował i współfinansował ukrywanie polskich książek, dzieł sztuki oraz wydawanie prasy konspiracyjnej. W Wyszakowie ukryty był aparat radiowy używany do prowadzenia nasłuchów, a w należących do majątku lasach, z polecenia dziedzica, budowano ziemianki mające stanowić schronienie zbiegłych z niewoli jeńców angielskich. Udzielał pomocy partyzantom, a za pomocą niemieckiego lotnictwa (sic!) brawurowo organizował do Generalnego Gubernatorstwa przerzuty złota, kosztowności i broni. Taka działalność nie mogła umknąć uwagi Niemców. Franciszka aresztowano w 1941 roku, jednak dzięki jego niezłomnej postawie nie przyznawania się do (skądinąd słusznych) zarzutów i poręczeniu Ruth Unruh z Ulejna (krewnej z niemieckiej gałęzi rodziny) został zwolniony z aresztu. Po opuszczeniu więzienia Franciszek nadal nieustraszenie kontynuował swoją pracę konspiracyjną. W tym czasie (1942) był on faktycznym przywódcą wszystkich lokalnych ugrupowań podziemnych. W 1943 roku, podejrzliwie obserwujący lecz nie posiadający dowodów  Niemcy, „profilaktycznie”przesiedlili  rodzinę Unrugów do Gifhorn, gdzie Franciszkowi powierzono mu funkcję nadzorcy lasów.

Od 1943 roku Wyszakowem zarządzał niemiecki treuhander. Być może Franciszek doczekałby w zdrowiu końca wojny gdyby nie, bardzo niepomyślny, splot okoliczności. Po nieudanych alianckich zrzutach broni (Proso II i Żyto I) oraz wsypie w średzkich strukturach AK, Niemcy ponownie wpadli na ślady wcześniejszej działalności Franciszka Unruga. Na wniosek Gestapo sprowadzono go do Poznania i osadzono w obozie karno- śledczym w Żabikowie. Mimo brutalnych przesłuchań Franciszek Unrug nie wydał nikogo. Wysłano go do obozu koncentracyjnego w Stutthofie, gdzie zmarł z wycieńczenia podczas marszu śmierci 19 stycznia 1945 roku. Żona Zofia i córka Antonina wojnę przeżyły. Cała trójka pochowana jest (Franciszek symbolicznie, ciała nie odnaleziono) na Cmentarzu Górczyńskim w Poznaniu.

Pasierbowie Franciszka, Elżbieta i Maciej, po wybuchu wojny znaleźli się w Warszawie. Elżbieta  poślubiła zawodowego oficera Witolda Sokolnickiego z Siedlemina. Podczas Powstania Warszawskiego ona zginęła, jemu udało się wyjść z ludnością cywilną (według innej wersji został przez Niemców pojmany 8 sierpnia 1944 roku i udało mu się uciec) do końca wojny przebywał w Krakowie, potem powrócił do Wielkopolski. Maciej Rembowski walczył w kampanii wrześniowej i bał udział w obronie stolicy aż do jej kapitulacji. Podczas okupacji pracował jako kierownik gospodarstwa przy służewieckim torze wyścigowym, równocześnie oddając się pracy konspiracyjnej w ZWZ i AK. W Powstaniu Warszawskim podporucznik Rembowski pod pseudonimem „Madej” dostał przydział do „Baszty” jako oficer dyspozycyjny. Na Mokotowie, podczas walk o budynek szkoły na Woronicza, został ranny. Trafił do niemieckiej niewoli (m.in Stalag XE w Lubeck) a po wyzwoleniu służył w Polskich Siłach Zbrojnych. Do Polski powrócił w 1946 roku.

Wyposażone w wiedzę o ostatnich przedwojennych mieszkańcach dworu podjeżdżamy pod sam budynek.

Powstały w połowie XIX wieku dwór obecnie jest nieużytkowany, jednak o przyległy teren i resztki parku dworskiego ktoś dba, bo trawa wokół jest starannie wykoszona. Od strony ulicy dwór nie prezentuje się zbyt okazale, szpecą go przybudówki. Nie zniechęcone tym widokiem przechodzimy na w głąb założenia, żeby zobaczyć fasadę. Jej wygląd sprawia, że przystajemy zdumione, wymazując z pamięci poranne przykrości. „Warto było przyjechać” – mówimy niemal równocześnie.

Dwór składa się z parterowego korpusu oraz prostopadle dostawionego doń dwukondygnacyjnego skrzydła bocznego. W parterowym korpusie na osi umieszczony jest ganek kolumnowy, nad którym umieszczony jest balkon i trzyosiowa wystawka z wysokim szczytem. Przez ganek kolumnowy prowadziło główne wejście do starszej części dworu. Zwracają uwagę starannie opracowane trzony i kapitele smukłych, jońskich kolumienek ustawionych na wysokich cokołach. Nie mniej starannie potraktowana jest trójosiowa mansarda.Arkadowe okna i otwór drzwiowy ujęte są w opaski, szczytu odcięty jest gzymsem ząbkowym, a narożniki frontonu zdobią słupki z dekoracyjnymi płycinami. Wydaje mi się, że pierwotnie balkon obiegała tralkowa, murowana balustrada, obecna jest skutkiem powojennych przekształceń. Uroku tej elewacji dodaje też, umieszczona w dachu od strony bocznego skrzydła, facjatka.

Dwupiętrowe, młodsze niż korpus, skrzydło posiadało niegdyś osobne wejście, poprzedzone kilkoma stopniami, obok których rozciągał się rozległy taras obwiedziony tralkową balustradą. Teraz pozostały po nim jedynie mizerne resztki.Naroża tej części budynku ujęte są w boniowane pilastry. Pilastry flankowały również wejście tarasowe, teraz ostał się tylko jeden z nich. Po kolejnych, zdublowanych, pozostał jedynie ślad na ścianie. Prostokątne otwory okienne podkreślone są od dołu wycinkami gzymsu. Gzyms też obiega  trapezowy fronton utworzony przez przekrycie skrzydła dachem naczółkowym.

Nieopodal dworu wznosi się samotny neogotycki spichlerz o bardzo starannie opracowanym detalu architektonicznym. Reszta zabudowań folwarcznych usytuowana jest nieco dalej. Pod wiekową lipą drobnolistną znajduje się pamiątkowy głaz obwiedziony niskim, kamiennym płotkiem. Odkrywam na nim ślady śrub, które kiedyś podtrzymywały jakaś pamiątkową tablicę… Szkoda, że  obecne władze gminne nie wykorzystały kamienia na, choćby symboliczne, upamiętnienie porucznika Stanisława Rembowskiego i Franciszka Unruga.  Ludziom stawiają pomniki za dużo mniejsze zasługi i ofiary, a o tych, którym się one „po prostu należą”, zapomniano nawet w miejscu, w którym mieszkali…

Przydałaby się w Wyszakowie również tablica informacyjna  o historii dworu i jego niezwykłych właścicielach. Myślę, że warto byłoby o tym pomyśleć, choćby w ramach promocji wsi.

 

2 uwagi do wpisu “Dwór Karczewskich w Wyszakowie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s