Glisno. Zapomniane uzdrowisko i pałac Fryderyka Wilhelma von Posnera

Glisno, to obecnie spokojna wieś, do której mało kto zagląda. Jednak dwieście lat temu tłumnie zjeżdżała tu śmietanka towarzyska z Berlina i Frankfurtu. Nazwa miejscowości podobno wywodzi się od „glistnika”, rośliny lepiej znanej jako „jaskółcze ziele” niezawodnego środka na kurzajki, ale to nie jedyny związek Glisna z medycyną…Osadnictwo na terenie dzisiejszego Glisna miało miejsce już w VII/VIII wieku naszej ery. Archeolodzy odkryli tam ślady pierścieniowatego, warownego grodziska, które w zmienionej formie podobno funkcjonowało do XIV wieku i zwane było „słowiańskim grodem” (Wenden Schanze). Już w XIII wieku w Glisnie istniał kościół należący do dekanatu międzyrzeckiego. W średniowieczu majątek stanowił własność rycerską i należał do rodzin Zynnitz, Otwicha i Pennigka.

Od 2 połowy XV wieku włości te należały do arystokratycznego i rozgałęzionego rodu von Waldow (pisałam o nim szerzej w poście o Lubniewicach), który utrzymał się tu przez prawie trzy stulecia. W XVII wieku majątek, na skutek toczącej się wojny trzydziestoletniej, mocno ucierpiał. Prawdopodobnie, fakt zniszczenia i co za tym idzie zubożenia, Glisna był bezpośrednią przyczyną sprzedaży jego części  rodzinie von Martwitz, która posiadała już wiele majątków na ziemi gorzowskiej.

Martwitzowie nie pomieszkali zbyt długo w nowo nabytych włościach.  Wojna siedmioletnia dotknęła również tę okolicę, w 1759 roku przez  majątek Martwitzów przemaszerowały wojska feldmarszałka Sałtykowa ciągnące do Kunowic, gdzie doszło do bitwy z armią Fryderyka II. Po spustoszeniach jakie poczyniły, Marwitzowie zdecydowali się sprzedać  majątek.

Nabywcą był baron Gottlob von Troschei. Nowy właściciel zaczął od poważnych inwestycji w zakupionym majątku. Rozpoczął budowę okazałej rezydencji, a w związku z odkryciem na tym terenie złóż ałunu, postanowił je eksploatować. Dochody miała przynosić też założona fabryka jedwabiu, dla potrzeb której, w okolicy posadzono drzewa morwowe i prowadzono hodowlę jedwabników. Jednak Gottlob von Troschei nie doczekał efektów swoich nakładów, bo w 1785 roku majątek sprzedał. Nowym właścicielem Glisna stał się Fryderyk Wilhelm von Poser. To właśnie jemu Glisno zawdzięcza, stojący do dzisiaj, pałac. Zgodnie z modą, zapoczątkowaną przez Fryderyka Wielkiego, budynkowi nadano  formę pawilonu ogrodowego. Inspiracją dla twórców glisneńskiej rezydencji stał się pałac Sanssouci, o którym kiedyś pisałam.

Posner nie ograniczył się tylko do kontynuacji działalności  poprzednika. Oprócz, nadal działających kopalni ałunu i fabryki jedwabiu, założył w Glisnie kąpielisko lecznicze. Proponowano w nim kurację przeprowadzaną w oparciu o miejscowe wody mineralne i tak zwany „muł węglowy” czyli nawodniony węgiel brunatny bądź torf. Uzdrowisko szybko zyskało rozgłos i stało się popularne. Zapowiadało się na wielki finansowy sukces…  Niestety, w Prusach sprzedaż ałunu objęta była monopolem, który należał do kopalni w Bad Freienwalde, co poskutkowało tym, że interesy von Posnera szły tak źle, iż w 1813 roku musiał ogłosić bankructwo.

W sześć lat później, majątek w Glisnie wykupił Israel Moses Henochsohn.  Ten, żydowskiego pochodzenia berliński kupiec i przedsiębiorca transportowy,  był najpoważniejszym wierzycielem von Posnera, dlatego bez trudu udało mu się przejąć aktywa należące do dłużnika. Israel Moses Henochsohn, po nabyciu Glisna, skrócił swe nazwisko do bardziej dystyngowanie brzmiącego „Henoch”, jednak kupieckiej natury zmienić nie mógł. Wyczuł żyłę złota, jaką mogło stać się uzdrowisko, zrobił więc wszystko, aby wyciągnąć z niego jak najwięcej. Adaptował pałac na luksusowy hotel w którym otworzył kasyno, aby goście „kurbadu”, oprócz  podreperowania zdrowia, mogli też ulżyć swoim kieszeniom. Poza moczeniem się w brunatnym błocie, Henoch oferował swej elitarnej klienteli także kąpiele w mleku oraz łaźnię parową. Czyli stworzył regularne luksusowe SPA.

Rozpoczął też eksploatację złóż węgla brunatnego towarzyszącego ziemi ałunowej, choć początkowo czynił to nielegalnie. Jednak w 1821 roku uzyskał nadanie górnicze i wkrótce ruszyła pierwsza na tych ziemiach kopalnia węgla brunatnego nazwana „Carolina & Hermann”. Funkcjonowała ona do 1869 roku. Henoch kontynuował też działalność fabryki jedwabiu, do którego barwienia używano ziemi ałunowej. Słowem, wszystko to, co spowodowało upadłość von Posnera, Henochowi przyniosło spory dochód.  Israel Henoch, choć sam był ortodoksyjnym Żydem, zgodnie z obowiązującym prawem, swoim pracownikom musiał zafundować ewangelicką świątynię. Trzeba przyznać, że na niej nie oszczędzał, projekt świątyni wykonał sam K. F. Schinkel.  Podobno, Henoch, jako fundator, zażyczył sobie aby we wnętrzu zboru, na honorowym miejscu zawisł  jego portret. Portret zaginął, kościół, przejęty przez katolików, stoi do dziś. Równocześnie Henoch sponsorował gminę żydowską w Sulęcinie. Wnukiem Israela Henocha był pionier niemieckiej pediatrii, Eduard Heinrich Henoch (1820-1910).

Na dwa lata przed swą śmiercią (1844) Henoch sprzedał Glisno kapitanowi Carlowi Friederichowi Wilhelmowi von Mullerowi. Ten, nie tylko kontynuował uzdrowiskową działalność poprzednika, ale także ją rozszerzył o hydroterapię. Zadbał też, aby przybywający z Berlina i Frankfurtu kuracjusze mogli rozerwać się. W pałacu funkcjonowały sale balowa i bilardowa działały  kasyno, czytelnia, restauracja i kawiarnia.

W 1857 roku, w posiadanie Glisna wszedł Hans Karl Otto von Wartenberg, który uznał czerpanie zysków z fabryki, uzdrowiska i kasyna, za  nie licujące z honorem niemieckiego arystokraty. Zgodnie ze swymi przekonaniami Wartenberg skupił się stricte na uzyskiwaniu dochodów z ziemi i i jej płodów. Pałacowi  powrócił dawną funkcję rezydencji rodzinnej, a zabudowa uzdrowiskowa ustąpiła miejsca budynkom folwarcznym. Hans von Wartenberg nie zapomniał również o sprawach wieczystych dlatego w parku, dla siebie i bliskich, wybudował mauzoleum grobowe. Wartenbergowie w 1910 roku rozbudowali pałac „wzdłuż”równocześnie dodając do fasady taras z balustradą, a do elewacji ogrodowej, ryzalit z kolumnowym portykiem. Potomkowie von Wartenbergów utrzymali Glisno do 1945 roku.

Po II wojnie majątek przejął miejscowy PGR, później dzierżawiła go Kaliska Fabryka Aksamitu i Pluszu. W 1978 roku obiekt został przekazany Ośrodkowi Doradztwa Rolniczego, w którego gestii pałac pozostaje do dziś.

Podjeżdżamy pod sam pałac. Kiedyś dziedziniec honorowy obejmowały dwie oficyny, które zburzono, ostała się jednak stara fontanna w jego centrum.  Glisnieński pałac jest zachwycający, jak już wspomniałam, przypomina fryderiańskie Sanssouci.  Budynek założony jest na planie wydłużonego prostokąta, dziewiętnastoosiowy, podpiwniczony, parterowy z użytkowym poddaszem skrytym pod mansardowym dachem. W dachu umieszczono  liczne  lukarny i wystawki oprawione w wolutowe spływy. W dłuższych elewacjach umieszczono po trzy otwory wejściowe, z czego główne posiadają niezwykle bogatą oprawę i znajdują się na osiach centralnych budynku.  Wejście główne mieści się na osi budynku, w półokrągłym ryzalicie nakrytym cebulastym hełmem z iglicą.  Poprzedzone jest okazałymi, wachlarzowo rozchodzącymi się schodami oraz tarasem z balustradą. Ściany ryzalitu podkreślone są kanelurowanymi pilastrami.  Nad, zamkniętymi łukiem wycinkowym, drzwiami umieszczono kartusz z herbem von Wartenbergów.Taras i gzyms poddachowy zdobią rzeźby inspirowane tematyką mitologiczną.

Nie mniej (jak nie więcej) olśniewająca jest elewacja ogrodowa. Jej oś centralna zaznaczona jest łagodnie wybrzuszonym portykiem kolumnowym poprzedzonym wachlarzowymi schodami. Cztery doryckie kolumny dźwigają szeroki gzyms kordonowy, nad którym umieszczony jest attyka w postaci balustrady z girlandami i wazami. Portyk  flankują dwie, konchowo wysklepione nisze, w których ustawiono posągi mitycznych bogiń Ateny i Artemidy.Analizowanie wszystkich szczegółów obu fasad zajmuje mi trochę czasu… Naroża ryzalitu są boniowane, a balustrada obejmująca schody została ozdobiona wazonami. W kopule (w obu elewacjach) umieszczono tarcze zegarowe. Otwory okienne mają zróżnicowany kształt, w części centralnej zamknięte są łukiem wycinkowym, w bocznych są prostokątne. W górnej części ryzalitu (w obu elewacjach) umieszczono doświetlające okulusy.Ale to nie wszystkie atrakcje Glisna. Przed nami wyprawa na szczyt wzgórza, gdzie znajdują się sztuczne ruiny. Są one (chyba) inwestycją Wilhelma von Muller.

Ruiny wzniesiono na wzgórzu i powiązano osią widokową z pałacowym tarasem. Kiedyś, na utworzonej tam łące, znajdował się także nieregularny staw, którego lśniące lustro wody dodatkowo uatrakcyjniało widok. Staw zasypany chyba został po wojnie. Teraz cieszę się z tego, bo nawet bez jego okrążania wejście, w niezbyt odpowiednim do tego celu obuwiu (kto przewidział? Miało być lajtowo…) po mokrej trawie wymaga nieco wysiłku. Nagrodą za trud i zadyszkę jest widok, który się ze wzgórza roztacza.Same ruiny to pawilon, wzniesiony z polnych kamieni i cegły na wzór budowli gotyckich. Takie „destrukty” były w epoce romantyzmu szczytem sznytu i dodawały poloru rezydencjonalnym parkom.Park krajobrazowy w Glisnie jest imponujący. Pełno w nim  poplątanych dróg i ścieżek co przypomina mi nieco radojewski park von Treskowów.  Jest także bardzo rozległy (17 hektarów) i brak w nim jakiegokolwiek oznakowania. Chwilę błądzę, próbując odszukać znajdujące się „gdzieś” w parku, mauzoleum grobowe rodziny von Wartenbergów.  Niestety, nie potrafię do niego trafić. Do 1973 roku w parku istniało też mauzoleum rodziny von Marwitz, jednak z jakiś względów zostało zlikwidowane.

Z żalem rezygnuję z poszukiwań grobowca ostatnich przedwojennych właścicieli Glisna i mokrym zboczem schodzę z powrotem na dół.  Na „pocieszenie” zaglądam do pięknej,owalnej sali balowej, podobno jedynego śladu, po czasach glisnieńskiego uzdrowiska.W takim otoczeniu nie trudno przenieść się w czasie i wyobrazić sobie tutejszych gości.  Grupki dam, w obowiązkowych szerokich krynolinach, uczesane „na spaniela” czyli z małym koczkiem na czubku głowy i obfitych kaskadach loków przy uszach, które nerwowo składają i rozkładają wachlarze w oczekiwaniu na to, że ktoś poprosi je do tańca.  W przyległych salonikach, panowie pośpiesznie kończą grą w karty lub bilard i paląc cygara podliczają w myślach straty lub zyski. Muzycy  stroją instrumenty a kelnerzy zaczynają już roznosić tace z kieliszkami… Tak zapewne w połowie XIX wieku wyglądały wieczory w glisnieńskim uzdrowisku. Teraz jest tu cicho i pusto…

 

7 uwag do wpisu “Glisno. Zapomniane uzdrowisko i pałac Fryderyka Wilhelma von Posnera

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s