Barcin i jego atrakcje

Ponieważ, ze względu na sytuację pandemiczną  normalnie pracować nie możemy i trasy służbowe nie wchodzą w grę, postanowiłyśmy z Szefcią wyjechać turystycznie gdzieś, gdzie „normalnie” nie docieramy. Po wnikliwym przestudiowaniu mapy nasz wybór padł na Barcin…Barcin powstawał powoli. Ewoluował z niewielkiej osady założonej (podobno) w XII wieku nad brzegiem Noteci. Przez prawie dwieście następnych lat chyba nie wyróżniał się niczym, co pozwoliłoby mu zaistnieć w dokumentach pisanych, bo pierwsza znana dziś wzmianka o miejscowości pochodzi dopiero z końca XIV wieku. W XV stuleciu nadano dotychczasowej wsi prawa miejskie i przywilej urządzania jarmarków. Już wtedy Barcin był własnością prywatną rodziny Krotowskich herbu Leszczyc. Ród ten, wywodzący się z Krotoszyna, posiadał rozliczne dobra w Wielkopolsce i na Kujawach.

Zdaje się, że pierwszym Krotowskim piszącym się „de Barcino” był Jan, wojewoda inowrocławski. Może należy tu zaznaczyć, że Krotowscy byli wyznania kalwińskiego i żony wybierali spośród córek rodów wyznających tę samą religię. Jan Krotowski był trzykrotnie żonaty i z każdego z tych związków doczekał się potomstwa. Pierwsze, z Anną z Potulickich zaowocowało dwiema córkami Katarzyną i Anną. Drugi związek z Anną, córką dziedzica Łabiszyna i wojewody poznańskiego Janusza Latalskiego herbu Prawdzic, przyniosło mu upragnionego syna Jana oraz kolejną córkę którą ochrzczono imieniem Urszula. Z trzeciego małżeństwo z Urszulą z Ostroroga narodziło się dwóch synów Jakub i Andrzej (1550-1624). Barcin objął Andrzej  wykształcony w Bazylei, bywały w świecie senator, który ożeniwszy się z Dorotą Uchańską herbu Radwan, przeszedł na katolicyzm. Pewnie nie wypadało mu inaczej, gdyż małżonka spokrewniona była z prymasem Jakubem Uchańskim. Ich córka Urszula, została żoną krajczego koronnego Mikołaja Sieniawskiego herbu Leliwa. Na niej wygasł ród Krotowskich.

W czasach Jana Krotowskiego (1560-1585) Barcin stał się ośrodkiem Braci Czeskich, którzy założyli tu szkołę. W XVII wieku właścicielem Barcina był Jakub Piotr Gosławski herbu Rola. On to ufundował w mieście kościół wzniesiony w konstrukcji szkieletowej, który ze względu na zły stan techniczny rozebrano w 1882 roku. W tym samym, XVII stuleciu dwaj władcy (Władysław IV Waza i Michał Korybut Wiśniowiecki) potwierdzili prawa miejskie i przywileje targowe Barcina.

W końcu XVIII wieku Barcin znalazł się w granicach zaboru pruskiego, a do Polski powrócił po zwycięskim Powstaniu Wielkopolskim w 1919 roku.

Parkujemy  na barcińskim rynku. Rozglądam się dookoła. Pośród niskiej zabudowy pierzei wyróżnia się dwukondygnacyjny, czerwonoceglany budynek. To szkoła podstawowa im. dr Stanisława Krzysia. Została wzniesiona (przez zaborcę) w 1893 roku jako szkoła siedmioklasowa, do której uczęszczały dzieci   polskie, niemieckie i żydowskie, choć nauka odbywała się w języku niemieckim. W 1919 roku budynek został przejęty przez władze polskie i nadal służył edukacji barcińskich dzieci. W latach 1939-1945 szkoła była dostępna jedynie dla dzieci niemieckich. Od 1945 roku szkoła nieprzerwanie kontynuuje swą działalność. Zainteresowała mnie osoba patrona szkoły. Już kiedyś, pisząc o Słębowie, zaznaczyłam, że bardzo podoba mi się tutejszy (w sensie pałucki) zwyczaj wybierania na patronów placówek oświatowych miejscowych działaczy. Uważam, że to piękny zwyczaj uhonorowania lokalnych bohaterów, aby pamięć o nich nie uległa zatarciu. Osobiście przyznaję, że o doktorze Krzysiu dowiedziałam się dopiero podczas wizyty w Barcinie. Zanim Stanisław Krzyś przybył do Barcina  miał już za sobą długą drogę. Urodził się bowiem we Lwowie, miał za sobą udział w wojnie polsko- bolszewickiej i studia na krakowskiej „Jagiellonce” i piętnastoletnią praktykę w szpitalu w Rzeszowie. Na ziemię żnińską przyjechał po II wojnie i osiadł w Barcinie, gdzie przez kolejne dwadzieścia cztery lata ogarniał wszystkie medyczne potrzeby mieszkańców. Był człowiekiem instytucją i zajmował się wszystkimi bolączkami okolicznej ludności od interny poprzez pediatrię do stomatologii i położnictwa. Do tego pełnił też funkcję lekarza szkolnego, zakładowego, kolejowego oraz lekarza zakładu ociemniałych w Piechcinie. Słowem przez prawie ćwierć wieku, nie skarżąc się, był na nieustającym, dwudziestoczterogodzinnym dyżurze niosąc pomoc wszędzie tam, gdzie jej potrzebowano.

Kolejnym odwiedzonym przeze mnie obiektem był barciński kościół pod wezwaniem św. Jakuba Większego. Wspomniałam już, że poprzedni miejski kościół został rozebrany w 1882 roku. Na jego miejscu, w 1901 roku stanęła murowana świątynia wzniesiona przez inowrocławskiego budowniczego Kazimierza Przyłuskiego, według planów Heliodora Matejki (autora świątyń w Dakowych Mokrych i Wieszczeszynie). Kościół jest trzynawowy, o trójbocznie zamkniętym prezbiterium, a szeroki transept nadaje mu plan krzyża łacińskiego. Od zachodu do korpusu nawowego przylega wysoka, kwadratowa wieża. Stylistyka kościoła odwojuje się do neoromanizmu. W  wieżowej kruchcie zwraca uwagę silnie rozglifiony portal arkadowy. Tworzą go kolumny o spiralnie skręconych trzonach z przewiązkami i kapitelach zdobionych motywem roślinnym, podtrzymujących spiralne archiwolty.  W tak bogatej oprawie mieszczą się dwuskrzydłowe drzwi o pięknych okuciach i nadświetlu wypełnionym witrażem.

Szczególnie bogato zdobione są ściany szczytowe ramion transeptu. Są one przeprute ogromnymi rozetami ujętymi w arkady oparte na neoromańskich kolumnach.

Kościół posiada „półotwarcie” dzięki któremu mogę zajrzeć do wnętrza nawy głównej.

Jeśli już jestem przy świątyniach należy też wspomnieć o barcińskiej synagodze.  Obecnie w dawnej bóżnicy znalazło siedzibę  przedszkole ale o przeszłości budynku przypomina wmurowana w fasadę tablica. Budynek synagogi został wzniesiony w pierwszej połowie XIX wieku jednak historia Żydów w Barcinie jest znacznie dłuższa. Społeczność żydowska w Barcinie istniała już w drugiej połowie XVIII wieku, o czym świadczy założony w mieście kirkut. Aby go zobaczyć, wspinam się na zarośnięte trawą wzgórze. Nie wygląda ono specjalnie spektakularnie, jednak trzeba przyznać, że jest dobrze oznakowane, i choć brakuje tam wyraźnie wytyczonej ścieżki, nie ma problemu z dotarciem na szczyt wzniesienia. Tam znajduje się pojedyncza macewa oraz głaz poświęcony pamięci spoczywających tu ludzi.

W Barcinie istniał także kościół ewangelicki wokół którego założony był cmentarz. Niestety, świątynia została rozebrana, a cmentarz (podobno) jest bardzo zaniedbany.

W mieście nie brakuje ciekawych architektonicznie budynków. Do najbardziej okazałych należy ten, który w latach dwudziestolecia międzywojennych należał do rodziny Skrzypczaków.

Nie mniej interesującym jest usytuowany w pobliżu mostu na Noteci zespół budynków. Zbudowane je pod koniec XIX wieku dla Helmuta Klepke, który otworzył w nich kompleks gastronomiczno- rozrywkowy składający się restauracji, sali tanecznej, hotelu i pijalni piwa.Po wojnie, w latach 60tych  XX wieku, w tym budynku mieściło się pierwsze w mieście kino „Kujawiak”.

Nad brzegiem rzeki usytuowany jest gmach dawnej remizy strażackiej, obecnie zaadaptowany na stanicę żeglarską. Można do niego dojść od strony rynku lub wybrać się na spacer promenadą wzdłuż brzegu Noteci. Budynek powstał w 1927 roku i otrzymał ciekawą fasadę. Przed stanicą urządzono ładnie zagospodarowany skwer.

Trafiam też, do położonego na drugim brzegu Noteci, dawnego majątku w którym stoi dworek z 2 połowy XIX wieku, wzniesiony przez Szczygłowskich.  Pod koniec stulecia majątek przeszedł w niemieckie ręce. Dzierżyły go rodziny Kundler i Zielke. W latach 20tych XX wieku dwór wraz z niewielkim folwarkiem kupił Kazimierz Winiecki. Jego przodkowie pochodzili z Pałuk, jednak ojciec posiadał majątek ziemski w Prusach Wschodnich, niedaleko Giżycka. Po przegranym  przez stronę polską plebiscycie na Warmii i Mazurach (i chyba śmierci ojca) nie chcąc dalej pozostawać obywatelem niemieckim, Kazimierz pozbył się tamtejszej ziemi i zakupił barciński folwarczek. Musiał być dobrym gospodarzem i uczciwym człowiekiem, bo miejscowa społeczność obdarzyła go zaufaniem i powierzyła mu stanowisko wójta w Barcinie Wsi.

Dworek jest parterowy z mezzaninem i dwukondygnacyjnym ryzalitem. Ozdobą fasady dworku jest ryzalit z wgłębnym gankiem i loggią w których smukłe korynckie kolumienki podtrzymują belkowanie. Dodatkowo, balustradę loggii zdobią motywy roślinne i klękające putta.Teren dość zdziczałego ogrodu dworskiego dochodzi aż do brzegu Noteci.Według miejscowej legendy, podobno pod dworkiem ciągnął się tunel prowadzący na brzeg rzeki. Jakiemu celowi ów tunel miałby służyć, legenda nie wyjaśnia. Przy dworku znajdują się też resztki dawnego folwarku, wśród których wyróżnia się stary spichlerz.I na koniec coś ze współczesności. W ramach cyklicznej akcji artystycznej „Konstrukcja w Procesie” w 2000 roku w Barcinie powstała instalacja Randy’ego Jewarta z Pittsburga.Zapytani o jej lokalizację  mieszkańcy Barcina mieli pewien kłopot ze skojarzeniem o co pytam. Dopiero po jakimś czasie, ktoś mruknął „chyba chodzi o jeże…” i stąd wiem, jak miejscowi określają dzieło amerykańskiego artysty. Może mają trochę racji…

Zaskoczyło mnie jedno… Podczas mojej krótkiej wizyty zauważyłam, że  Barcin może poszczycić się miłymi, uprzejmymi i tolerancyjnymi mieszkańcami. Wszyscy, których zapytałam o drogę do konkretnego obiektu, nie szczędzili mi wyjaśnień jak trafić, nie protestowali przeciwko fotografowaniu obiektów. Wykazali się pełnym zrozumieniem dla moich zainteresowań i pasji, nawet jeśli z ich powodu przyszło im zatrzymać samochód bądź zwolnić krok, żeby nie popsuć mi ujęcia. Byłam pod wrażeniem, tej niby zwyczajnej, a jednak nie często spotykanej ludzkiej życzliwości. Brawo Barcin i Barcinianie…

 

9 uwag do wpisu “Barcin i jego atrakcje

  1. Piękna wycieczka na przekór jesiennemu chłodowi i pandemii. Znak wodny przy promenadzie też jakby na czasie. Ciekawa relacja. Pozdrawiam.

    Polubienie

    • Bardzo dziękuję 🙂 Rzeczywiście jakby znowu „na przekór” 😀 Postanowiłyśmy nie poddawać się marazmowi i sensownie oraz przyjemnie zagospodarować niespodziewany nadmiar czasu wolnego. Znak, nie znalazł się w kadrze przypadkowo 😉 Życzę dużo zdrowia 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  2. Fascynujące jest to, że tam gdzie mieszkali Krotowscy – czy to w Wielkopolsce, czy w kujawsko-pomorskim, nazwy miejscowości się powtarzają: Krotoszyn, Szelejewo…

    Polubione przez 1 osoba

    • Ma Pani rację. Krotoszyn to zrozumiałe, od niego pochodzi nazwisko. Ale jeśli chodzi o Szelejewa, to o ile wiem ani to wielkopolskie, ani kujawskie bezpośrednio do Krotowskich nie należało. Ciekawe czy zbieg okoliczności, czy kryje się za tym jakaś historia. Pozdrawiam 🙂

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s