Cmentarz w Robaczynie

Zbliżający się koniec roku chciałyśmy uczcić wizytą w jakimś niebanalnym miejscu… Jednak  zaplanowany wyjazd nieoczekiwanie stanął pod dużym znakiem zapytania, bo wbrew wcześniejszym prognozom, od rana padał rzęsisty deszcz. „Zdzwoniłyśmy się” i zgodnie uznałyśmy, że  w takich warunkach wycieczka większego sensu nie ma. Jednak gdy po godzinie zaczęło się przejaśniać, Szefowa zadzwoniła ponownie, z pytaniem czy może jednak nie wybrałybyśmy się w podróż. Takich propozycji nigdy nie trzeba składać mi dwa razy… Czytaj dalej

Swarzędz. Dzieje miasta i jego mieszkańców.

Dni krótkie, warunki pogodowe też nie najlepsze, dlatego dłuższe wycieczki musiałyśmy odłożyć „na lepsze czasy”. Jednak obie z Szefcią cierpimy na tę samą przypadłość, objawiającą się potrzebą ciągłego ruchu, postanowiłyśmy  więc  wybrać się gdzieś blisko… Pojechałyśmy do Swarzędza. Miasto ma długą historię  i wiele  ciekawych obiektów do obejrzenia… Czytaj dalej

Święta.

 

Im jestem starsza, tym  spokojniej podchodzę do świątecznych przygotowań, choć ciągle jeszcze upieram się, że  wigilijne potrawy powinny być przygotowane własnoręcznie. Porcjowanie łososia (bo karpia nie lubię), lepieniu uszek, pierogów, krojeniu sałatek to zajęcia mechaniczne, przez co sprzyjające wspomnieniom i refleksjom…

Pomyślałam sobie, że tegoroczne Święta, ze względu na sytuację, dla wielu będą przebiegać nietypowo. Odstępstwa od  bożonarodzeniowej tradycji szczególnie trudno zaakceptować, gdyż w naszej kulturze przyjęte jest aby spędzać je w szerokim gronie najbliższych. Dzieci nie odwiedzą rodziców, dziadkowie nie uściskają wnuków. Przykre, jednak sądzę że łatwiej jest znieść tę chwilową przykrość, niż tragedię choroby i poczucie winy, że może się do niej przyczyniliśmy.  W trosce o zdrowie i bezpieczeństwo najbliższych większość moich znajomych odwołuje rodzinne spotkania. Myślę, że rezygnacja z przyjemności przytulenia się, przełamania się opłatkiem, pobycia razem, jest  umiejętnością wzniesienia się ponad egoistyczną  potrzebą bliskości i dojrzałym przejawem miłości, która każe wziąć odpowiedzialność za zdrowie innych. Obserwując  ludzi szturmujących galerie handlowe  w poszukiwaniu prezentów   dochodzę do wniosku, że najlepszym prezentem jaki w tym momencie możemy zaproponować, to nie narażanie siebie i nikogo na dodatkowe ryzyko. Nawet najdroższy, najpiękniej zapakowany gadżet nie zrównoważy bliskim wiadomości, że przy okazji jego nabycia zaraziliśmy się…

Przygotowując świąteczne ciasto rozmyślałam o tym, komu jeszcze nie zdążyłam złożyć świątecznych życzeń i jak je sformułować, żeby nie brzmiały banalnie. Zastanawialiście się kiedyś nad tym, że życzenia kierowane do nas  bardzo wiele mówią o pragnieniach tego, kto je wypowiada?  Na przykład takie „życzę Wam, abyście wreszcie się pobrali” to zakamuflowany przekaz: „oczekuję, że usankcjonujecie w końcu swoją dwuznaczną sytuację” bądź: „mam ochotę pobawić się na weselu”.  Życzenie pojawienie się na świecie dzieciątka, to nic innego jak: „chcę mieć wreszcie wnuki” (jeśli wypowiada je któreś z rodziców) lub „co macie mieć lepiej ode mnie” (jeśli nam tego życzy znajoma obarczona czwórką). Życzliwe: „obyś znalazła lepszą pracę” może być komunikatem „martwię się, że będziesz chciała pożyczyć ode mnie kasę”…   Do tej pory składając życzenia nie  zastanawiałam się, jak mogą zostać one odebrane. A przecież mogłam wpędzić kogoś w poczucie winy, że choć osobiście jest szczęśliwy, to jednak nie spełnia moich oczekiwań. Moja wizja absolutnego szczęścia może nie pokrywać się z wyobrażeniem o nim innych. Postanowiłam więc, że jeśli nie mam absolutnej pewności, że druga strona akurat o tym marzy,  moje życzenia ograniczą się do banalnych ogólników. W końcu mam najlepsze intencje i nie chcę nikogo wprawiać w zakłopotanie czy zranić… Pogrążona w tych rozmyślaniach  uporałam się z rutynową robotą i w obliczu bardziej absorbujących działań, przestałam snuć swoje dywagacje.

Jakkolwiek postanowicie i uczynicie, życzę (oczywiście również egoistycznie) aby te Święta upłynęły Wam bezpiecznie i zdrowo. Żebyście, mimo wszystko, spędzili je radośnie, znajdując w nowej sytuacji jakieś pozytywy, jak choćby ten, że mniejsza ilość gości przekłada się na krótszy czas spędzony na  kuchennych przygotowaniach, a kręgosłup jest Wam wdzięczny za nie dźwiganie ciężkich zakupów.

Zgodnie z tytułem mojego bloga „na przekór” sytuacji, Wszystkim życzę Wesołych Świąt !

 

Tłoki. Dwór Mycielskich

Na wizytę w Tłokach od dawna miałyśmy ochotę.  Wieś leży nieco na uboczu i tej pory jakoś nie składało nam się do niej podjechać. Jednak głównym powodem dla którego dotychczas omijałyśmy Tłoki był fakt, iż od strony wolsztyńskiej szosy prowadzi doń jedynie nieutwardzona droga leśna. Tym razem pogoda była znośna, więc wracając z Wolsztyna uznałyśmy, że możemy zaryzykować jazdę przez las. Czytaj dalej

Przed Świętami…

Czas większych prac przedświątecznych już za mną. Okna pomyte, zakupy zrobione, kartki rozesłane. Choinka  stoi, uszka i pierogi (z dwoma rodzajami farszu) polepione, zakwas na barszcz czeka na użycie. Z przygotowywaniem reszty potraw i ciast, aby były świeże, muszę się wstrzymać do środy. Tradycyjne, „opłatkowe” spotkania towarzyskie w tym roku nie wchodzą w grę, więc nadmiar wolnego czasu postanowiłam spożytkować na spacer po centrum miasta. Chciałam nacieszyć oczy urodą gwiazdkowych dekoracji, zanim mieszkańcy Poznania ruszą tłumnie na starówkę. Czytaj dalej

Kościół św. Michała w Uzarzewie i krótka wizyta w Kociałkowej Górce

Tekst o pałacu Żychlińskich w Uzarzewie opublikowałam dwa lata temu.  Zapowiadałam w nim, że tamtejszy kościół opiszę w osobnym poście. Pora zrealizować tamto zobowiązanie, bowiem uważam, że świątynia pod wezwaniem św. Michała zasługuje na coś więcej, niż tylko krótka wzmianka „doczepiona” do opowieści o pałacu. Korzystając z w miarę pogodnego dnia podjechałam do Uzarzewa. Czytaj dalej

Folwark Wąsowo

W wąsowskich pałacach byłyśmy kilkukrotnie. Podziwiałyśmy architekturę  rezydencji, poznawałyśmy historię rodzin Sczanieckich i Hardtów. Podziwiałyśmy uroki krajobrazowego parku i wielokrotnie przejeżdżałyśmy obok folwarku Wąsowo, ale jak dotąd, nigdy nie miałyśmy dość czasu aby się przy nim zatrzymać.  W końcu jednak nastąpił taki moment, w którym  uznałyśmy, że możemy sobie pozwolić na dłuższy postój we wsi.  Stanowi ona pięknie zachowany, jednolity zespół budownictwa folwarcznego, o którym chciałabym dzisiaj opowiedzieć. Czytaj dalej

Dworek Freudenreichów w Plewiskach

Jeżdżąc po obrzeżach  Poznania na moment zatrzymałyśmy się w Plewiskach. Od dawna frapował nas znajdujący się tam stary park podworski, zabudowania gospodarcze folwarku i ledwo widoczny za starodrzewem budynek zgrabnego dworku. Do tej pory jednak nigdy nie udało nam się wygospodarować tyle czasu, aby móc się mu dokładniej przyjrzeć. Dziś jednak stwierdziłyśmy że „jak nie teraz to kiedy” i korzystając z tego, że brama jest otwarta a szlaban podniesiony, śmiało wjechałyśmy na teren zajmowany przez Instytut Roślin i Przetworów Zielarskich. Czytaj dalej

Spacer po Wałczu

W poprzednim wpisie przedstawiłam historię Wałcza oraz  tę część jego zabytków, która zgrupowana jest po południowej stronie miasta. Dziś chciałabym opowiedzieć o innych jego atrakcjach. Wspomniałam, że historia miasta nie oszczędzała i dlatego jego  zabytki pochodzą głównie z XIX wieku, okresu, kiedy Wałcz należał do państwa pruskiego.
Czytaj dalej