Kościół św. Michała w Uzarzewie i krótka wizyta w Kociałkowej Górce

Tekst o pałacu Żychlińskich w Uzarzewie opublikowałam dwa lata temu.  Zapowiadałam w nim, że tamtejszy kościół opiszę w osobnym poście. Pora zrealizować tamto zobowiązanie, bowiem uważam, że świątynia pod wezwaniem św. Michała zasługuje na coś więcej, niż tylko krótka wzmianka „doczepiona” do opowieści o pałacu. Korzystając z w miarę pogodnego dnia podjechałam do Uzarzewa.Uzarzewo było wsią szlachecką należącą do rodu Zarembów. Pierwsza, znana nam dzisiaj, pisemna wzmianka o niej pochodzi z 1309 roku i wynika z niej, iż dziesięcinę ze wsi pobierał kościół św. Małgorzaty na Śródce, która wtedy jeszcze nie była częścią miasta Poznania. W XVI wieku majątek dzierżyła, wywodząca się z Iwna, rodzina Iwińskich herbu Łodzia, a w kolejnym Mielżyńscy herbu Nowina. W XVIII wieku dość często dochodziło do zmiany właścicieli i Uzarzewo kolejno należało do Napruszewskich herbu Grzymała, Ogończyków Działyńskich i Kurcewskich (Kurczewskich?).

W pierwszej połowie XIX wieku wieś przeszła na własność możnej rodziny Lipskich z Lipego herbu Grabie. Pierwszym z Lipskich na Uzarzewie był syn dziedziców Ludom, Joanny z Łakińskich  i Chryzostoma Jana,  Józef Otto Lipski herbu Grabie. Mniej więcej w tym samym czasie co nabycie majątku, w życiu Józefa zaszła znacząca zmiana. Pięćdziesięciotrzyletni wówczas Józef Lipski,  wstąpił w swój pierwszy związek małżeński  z panną Antoniną z Kraszkowskich herbu Nowina. Panna młoda była wprawdzie młodsza od Józefa, jednak dobiegała już „czterdziestki” co, jak na standardy dziewiętnastowieczne, kwalifikowało ją do zaawansowanego wieku.  Mimo iż niemłodzi, małżonkowie  w 1831 roku, powitała na świecie swą córeczkę, którą ochrzczono imieniem Zenobia. Dziewczynka przyszła na świat w Uzarzewie i prawdopodobnie została ochrzczona w miejscowym kościele.   W jedenaście lat po narodzinach Zenobii zmarł Józef i odtąd  chowała się ona pod opieką owdowiałej Antoniny. Kiedy dziewczynka dorosła, matka wydała ją za syna dziedziców Grzymisławia (Eleonory ze Stablewskich i Teodora Żychlińskich), Józefa Żychlińskiego herbu Szeliga.  Oprócz ręki jedynaczki, Żychliński jako  jej posag, otrzymał  również Uzarzewo.  Antonina Lipska jednak w kontrakcie zastrzegła sobie prawo dożywotniego mieszkania w majątku. W parę lat po ślubie Józef Żychliński (być może z powodu konieczności mieszkania z teściową) podjął decyzję o budowie okazałego pałacu. Sporządzenie projektu przyszłej rezydencji  powierzył autorowi wielu wielkopolskich pałaców, Stanisławowi Hebanowskiemu. Gmach stanął w 1860 roku a pod koniec stulecia został rozbudowany. Zenobia i Józef Żychlińscy doczekali się czworga potomstwa: trzech chłopców Józefa, Bolesława i Gustawa oraz córki Antoniny. Cała czwórka chowała się zdrowo w Uzarzewie pod opieką rodziców, opiekunów i babci Antoniny. Antonina z Kraszkowskich Lipska (1793-1881) dożyła sędziwego wieku, zmarła w Uzarzewie, mając osiemdziesiąt osiem lat.

Z trzech synów urodzonych w 1856 roku, Uzarzewo po rodzicach objął pierworodny, Józef Izydor.  Bolesław, wybrał stan kapłański, Gustaw prawdopodobnie nie założył rodziny. Antonina, w 1880 roku w uzarzewskim kościele, poślubiła hrabiego Jana Szołdrskiego.

Dziedzic Uzarzewa, Józef Żychliński junior, w 1882 roku, poślubił dwudziestoletnią Amelię, jedną z córek Emilii z Koczorowskich i Aleksandra Grave. Amelia urodziła Józefowi piątkę dzieci. Uzarzewo przeznaczono dla starszego z dwóch synów, zgodnie z rodzinną  tradycją noszącego imię Józef. Młodszy, Aleksander,  podobnie jak stryj Bolesław, wbrew woli rodziców  wybrał stan kapłański. Córka, po babci nosząca imię Antonina, w 1920 roku poślubiła Adolfa Cyryla Dąmbskiego herbu Godziemba i wraz z mężem osiadła w jego majątku w Kalinie Wielkiej.

Józef Żychliński (junior) poślubił hrabiankę Izabelę Gołąbek Jezierską herbu Prus, z którą doczekał się dwóch córek (Izabeli i Marii-Wandy) oraz syna Piotra Gerharda. Izabela i Józef Żychlińscy byli ostatnimi prywatnymi właścicielami Uzarzewa. Tyle historii…

Mijam zabudowania pałacowe i folwarczne, by po chwili (Uzarzewo duże nie jest)  zaparkować przy założeniu kościelnym. Piszę „założeniu”, bo kościół otacza niewielki (ale bardzo stylowy) cmentarz a nieopodal znajduje się urokliwa plebania.

Pierwszy kościół w Uzarzewie na pewno istniał już w XIV wieku (a z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że dużo wcześniej) był drewniany ale solidnej konstrukcji, bo jeszcze w połowie XVII wieku jego stan uznano jako dobry. Jednak w sto lat później jego kondycja musiała ulec znacznemu pogorszeniu, bo w 1749 roku kościół rozebrano. Budowę nowej świątyni (wznoszonej na miejscu starej) finansował ówczesny dziedzic Uzarzewa, Felicjan Napruszewski herbu Łodzia.  Powstał wtedy jednonawowy korpus i trójbocznie zamknięte prezbiterium zbudowane w konstrukcji szkieletowej. Korpus nakryty jest dwuspadowym, gontowym dachem. Nad prezbiterium zastosowano dach trójpołaciowy.

W 1856 roku uzarzewską parafię objął młody ksiądz Leonard Ostrowicz. Była to jego pierwsza samodzielna placówka i musiał ją bardzo dobrze prowadzić, zyskując sympatię dziedziców majątku. Zapewne pod jego wpływem, w  1868 roku, Antonina z Kraszkowskich Lipska zdecydowała się na fundację wieży kościelnej. Dobudowano ją do fasady kościoła i stoi do dziś. Jest drewniana, u podstawy kwadratowa, w drugiej kondygnacji ośmioboczna i oszalowana deskami. Nakryto ją strzelistym, ostrosłupowym hełmem zwieńczonym iglicą z kulą i krzyżem.

W początkach XXI wieku, podczas remontu wieży, w kuli podtrzymującej krzyż znaleziono niecodzienne przesłanie do potomnych. Zostało ono umieszczona tam w 1869 roku i zawierało zalakowaną butelkę z listem spisanym w 1968 roku na życzenie fundatorki wieży przez miejscowego nauczyciela Franciszka Polczyńskiego oraz skrzynkę z monetami i gazetami. Pod listem podpisała się Antonina Lipska, Zenobia z Lipskich i Józef Żychlińscy a także ich dzieci: Józio, Gucio, Boluś i Antolka.

Nieco wcześniej pod podłogą kościoła odkryto zamurowaną kryptę grobową z połowy XVIII wieku.

Kolejna rozbudowa świątyni miała miejsce w 1900 roku, kiedy to, do korpusu nawowego, z inicjatywy Amelii i Józefa  Żychlińskich dobudowano murowaną rodową kaplicę grobową oraz zakrystię. Kaplica zwieńczona jest neobarokowym szczytem z wolutowymi spływami.

Główne wejście do świątyni umieszczone jest w fasadzie, w przyziemiu wieży. Niestety, zarówno ono, jak i boczne drzwi, podczas mojej wizyty było zamknięte, tak więc nie mogę niczego napisać o wnętrzu kościoła.

Jak już wspomniałam, na otaczającym kościółek terenie założono cmentarz. Znajduje się na nim nagrobek z „Pielgrzymem” kopią rzeźby Władysława Marcinkowskiego, oraz kilka okazałych grobowców rodzinnych należących do Brodowskich, Frąckowiaków i Waligórskich.

Za płotem oddzielającym teren kościelny znajduje się zgrabny budynek plebanii. Został wzniesiony w 2 połowie XIX wieku (czyli mniej więcej w tym samym czasie co uzarzewski pałac) Proboszczówka, to założony na planie prostokąta, podpiwniczony, parterowy dworek, nakryty dwuspadowym, wysokim dachem. Do bryły głównej po obu stronach krótszych elewacji przylegają aneksy kryte niskimi daszkami. W siedmioosiowej fasadzie umieszczony jest ganek kolumnowy zwieńczony trójkątnym naczółkiem. W polu frontonu widnieje krzyż. Ganek poprzedzają schody ujęte w pełne obramienie. Budynek w tej chwili nie jest użytkowany.

Z Uzarzewa na chwilę pojechałam jeszcze do Kociałkowej Górki, żeby zobaczyć, czy coś może zmieniło się w sprawie stojącego tam pałacyku Radońskich. Niestety, zmieniło się na gorsze. Pałacyk, o którym pisałam w ubiegłym roku, coraz bardziej ulega destrukcji i obawiam się, ze jego dni są już policzone. Bardzo przykry widok… Zabite do tej pory drzwi zostały wyłamane i mogłam wejść do środka.Wnętrza są zdewastowane, stropy się walą. Jeszcze ostała się stara klatka schodowa, i fragmenty dekoracji sufitu, ale obawiam się, ze niedługo i one znikną.Przykre, że dawna rezydencja patriotycznych i oddanych ojczyźnie Radońskich (o tej rodzinie pisałam niejednokrotnie) obraca się w ruinę i niedługo zniknie z powierzchni…

 

 

26 uwag do wpisu “Kościół św. Michała w Uzarzewie i krótka wizyta w Kociałkowej Górce

    • Niestety 😦 Byłam przerażona postępem destrukcji. W zeszłym roku jeszcze takich dziur w zewnętrznych ścianach nie było, a i z tego co udało mi się zobaczyć przez okno. stropy nie były tak pozarywane 😦 Żal patrzeć jak niszczeje…

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s