Dwór Kierskich w Gąsawach

Kiedy zaświeci słońce, świat wydaje się lepszy, a zimowe plenery ładniejsze. Wracając ze służbowej trasy, żeby dłużej nacieszyć  się ich urokami, skręciłyśmy do Gąsaw. Wiedziałyśmy, że we wsi znajduje się stary dwór i chciałyśmy go zobaczyć. Początek zwiedzania był mało obiecujący, ale my nie zniechęcamy się trudnościami…Początki istnienia wsi okryte są mrokiem. Pierwsza wzmianka o Gąsawach pochodzi dopiero z końca XV stulecia. W tym czasie wieś należała do Katarzyny Raciborskiej drugiej żony Włodka (Władysława) Pałuki z Danaborza. Prawdopodobnie była to spuścizna po matce, Małgorzacie Szamotulskiej i dziadku Wincentym z Szamotuł. Jej małżonek, Włodko to postać barwna, acz szerzej nieznana.

Wywodził się z rodziny możnowładczej panów na Danaborzu. Król Kazimierz Jagiellończyk mianował Włodka starostą niegrodowym Człuchowa, a do jego obowiązków należało utrzymanie tamtejszego zamku w gotowości obronnej. Kiedy jednak królewski skarbnik przestał podsyłać kasę na ten cel, Włodko „wziął sprawy w swoje ręce” i łupiąc sąsiedztwo (czyli ziemie należące do arcybiskupstwa gnieźnieńskiego) zdobywał potrzebne środki. Owa „przedsiębiorczość” nie spodobała się gnieźnieńskiej kapitule, która nie omieszkała poskarżyć się  władcy na  jego niesfornego starostę. Planujący wojnę z zakonem krzyżackim król, w owym czasie bardziej potrzebował Włodka i jego zaciężnych, niż biskupów, więc chwilowo „przymknął oczy” na samowolę. Przedłużył Pałuce człuchowską tenutę, zezwolił na dalsze korzystanie z dochodów starostwa, a nawet mgliście coś tam wspomniał o gotówce, którą miał wypłacać ratami. Jednak Włodko najwyraźniej nie był tym usatysfakcjonowany, bo grabił dalej. Jego raubritterskie zapędy uspokoiła dopiero wysłana przez króla ekspedycja  karna. Jednak nie na długo… Włodko uczestniczył w działaniach wojennych, brał nawet udział w przełomowej bitwie pod Święcinem, jednak po  zakończeniu wojny, powrócił do dawnego procederu. Trudno powiedzieć, czy zmusiła go do tego konieczność czy też po prostu „lubił tę robotę”. Jednak po zawartym II pokoju toruńskim król dłużej  Włodkwych wyczynów tolerować nie nie musiał i nie miał zamiaru bezczynnie się im przyglądać. Wydał rozkaz aresztowania kłopotliwego starosty. Włodka po ujęciu i osądzeniu, stracono publicznie na rynku w Kaliszu w 1467 roku.  Zanim jednak nastąpił ten niechlubny koniec, Włodko z Danaborza, zdążył ożenić się powtórnie.  Za żonę pojął (ok 1461roku) wzmiankowaną wyżej Katarzynę, księżniczkę raciborską, córkę pochodzącego z czeskich Przemyślidów, księcia karniowsko- raciborskiego Wacława II i Małgorzaty z Świdawa Szamotulskich herbu Nałęcz. W sześć lat po ślubie Katarzyna została zamożną wdową, która (zapewne w ramach ekspiacji za wcześniejsze uczynki małżonka bądź dla odkupienia jego duszy) zapisała szamotulskiej kolegiacie czynsz z Gąsaw. Po śmierci matki zapis ten utrzymał w mocy jej syn, Jan Starszy (miał brata, również Jana, zwanego młodszym), który po ojcu objął starostwo nakielskie i majątek. Z żoną Petronelą z Oporowskich herbu Sulima  Jan doczekał się syna Andrzeja, który rodzicielskie włości podzielił i posprzedawał.

W ten sposób, w połowie XVI wieku Gąsawy stały się własnością wojewody poznańskiego Łukasza Górki. Kolejnym posiadaczem wsi był Mikołaj Łącki herbu Korzbok, a po nim Gąsawy kupił Jakub Rokossowski herbu Glaubicz. W 1616 roku, syn Jakuba, Andrzej sprzedał wieś Annie z Głębockich Węgierskiej herbu Wieniawa, W rękach Węgierskich majątek został tylko kilkanaście lat, bo syn Anny, Świętosław beztrosko sprzedał jego większość Kostkom ze Sztemberka herbu Dąbrowa.

W czasie szwedzkiego potopu wieś prawdopodobnie uległa wyludnieniu. W końcu XVII stulecia dziedzicami (bądź dzierżawcami) Gąsaw zostali Zbijewscy herbu Rola, kolejnymi Kąsinowscy herbu Nałęcz, którzy wieś wydzierżawili Mariannie z Komierowskich i Janowi Glińskim herbu Ślepowron. W latach 30tych XVIII wieku dzierżawa wygasła a Gąsawy przejął Karol, a po nim jego brat Franciszek Kąsinowski.  Synowie Franciszka, w 1770 roku, schedę po ojcu, sprzedali Teofili z Dorpowskich i Janowi z Dembian Dembińskim herbu Rawicz. Po śmierci pierwszego małżonka, Teofila wyszła ponownie za mąż za Wojciecha Koszutskiego herbu Leszczyc, z którym osiadła w Kępie,  Gąsawy scedowawszy synom z pierwszego małżeństwa. Finalnie w majątku osiadł Józef Dembiński wraz z małżonką Marianną, córką Zofii z Kowalskich i Wojciecha Lniskich ze Śmiłowa (pow pilski). W 1804 roku urodził im się syn, któremu wybrano imiona Walentyna Józefa , a na rodziców chrzestnych chłopca zaproszono Franciszkę Cińską oraz Wojciecha Koszutskiego.  Niestety, w końcówce pierwszej dekady XIX wieku, w rejonie zaczęła się epidemia febry, która zbierała swoje żniwo zarówno wśród biedoty jak i dziedziców. Dosięgnęła i Gąsaw, w feralnym 1808 roku zabierając najpierw Józefa Dembińskiego (16.07), później bawiącego we dworze krewnego Marianny, Filipa Nereusza Lniskiego(29.07.) Ledwie obu pochowano w klasztorze reformatów w Szamotułach, na febrę zmarła Marianna (07.09.)która spoczęła obok małżonka. W niecały rok po niej odszedł jej szwagier i współdziedzic Gąsaw, Ignacy Dembiński.

Kolejnymi właścicielami Gąsaw byli Kierscy herbu Jastrzębiec. W połowie XIX stulecia majątek dzierżyli Michalina z Wieniawitów Węgierskich oraz Józef Kierscy.  Tutaj narodziła się ich córka Eugenia, po niej druga, ochrzczona jako Wanda, a w 1862 roku rodzice powitali na świecie wytęsknionego syna, któremu nadano imię „Emanuel”.  Wtedy to też podjęto decyzję o budowie nowego dworu i wprowadzeniu zmian w kompozycji parku. Niestety niespodziewany cios, jakim była w 1870 roku przedwczesna śmierć powalonego przez paraliż, zaledwie czterdziestopięcioletniego Józefa Kierskiego, nie pozwoliła zamiarów dokończyć. Po śmierci męża Michalina sprzedała Gąsawy Tadeuszowi Szołdrskiemu, od którego, jakieś dziesięć lat później, kupił je Władysław von Gromadziński z Przyborówka. W rękach potomków tej polskiej choć zniemczonej rodziny włości pozostawały przez kolejne 40 lat, do czasu odzyskania przez Polskę niepodległości. Ostatnim przedwojennym właścicielem Gąsaw, od 1926 roku był Tadeusz Tomaszewski. Po II wojnie majątek przejął Skarb Państwa a we dworze mieściły się mieszkania lokatorskie. Potem budynek opustoszał i niszczał… Obecnie trafił w prywatne ręce a nowi właściciele przywracają mu pierwotne piękno…

Dwór stoi w rozległym i malowniczym parku krajobrazowym. Objeżdżamy ogrodzony teren i mocno zawiedzione stajemy przed zamkniętą bramą prowadzącą na teren dawnego folwarku. Prowadzi doń piękna aleja starych topoli.   Przez płot i drzewa parku z założenia dworskiego niewiele tutaj widać,  wracamy więc z powrotem do wsi. Zostawiamy samochód i pieszo, starą brukowaną drogą oznaczoną tabliczką „teren prywatny” wkraczamy do parku. Mamy świadomość, że postępujemy niezupełnie fair, ale chęć zobaczenia dworu jest silniejsza. Pocieszamy się, że przecież nie mamy złych zamiarów i gdy tylko kogoś spotkamy, zapytamy o pozwolenie. Nikogo jednak w pobliżu nie widać.

Budynek jest po prostu śliczny. Wzniesiony został na planie kwadratu, jest podpiwniczony i dwukondygnacyjny. W zwieńczonej trójkątnym frontonem fasadzie umieszczono wejście główne poprzedzone szerokimi schodami ujętymi w pełne murki. Na zwieńczeniu dwuosiowej elewacji bocznej znajdują się niewysoka, kwadratowa wieża. Ostatnia jej kondygnacja, wydzielona wydatnymi, profilowanymi gzymsami (kordonowym i poddachowym) posiada opilastrowane narożniki i jest  doświetlona  oculusami. W dolnej znajdują się arkadowe otwory prowadzące na taras.

Do elewacji ogrodowej (południowej) przylega parterowy aneks oranżerii, którego zwieńczeniem jest taras z ażurową balustradą.Do tego „zimowego ogrodu” i przyległego doń zadaszonego fragmentu tarasu prowadzą wachlarzowo rozszerzające się schody, które z jednej strony przylegają do ściany budynku, z drugiej zabezpieczone są „stopniowaną” balustradą.Detal architektoniczny budynku dyskretnie podkreśla piękno bryły. Wysokie podpiwniczenie zaakcentowane jest boniowaniem, prostokątne otwory okienne – opaskami i fragmentami gzymsu.

Nacieszywszy oczy urodą budynku zamierzamy już wrócić, gdy nagle z jedno z górnych okien budynku otwiera się i miły głos kobiecy pyta, czy może nam w czymś pomóc. Zaskoczone, dziękujemy i tłumaczymy, że przywiodła nas tu jedynie miłość do zabytkowych budowli. Widocznie spotkało się to ze zrozumieniem, bo Pani nie drąży dalej tematu, a my zadowolone kończymy zwiedzanie i zadowolone, choć „zmarznięte na kość”, wracamy do auta… Już wyjeżdżając z Gąsaw zatrzymujemy się na chwilę przy drewnianej gęsi, symbolu wsi. Jest ona efektem szamotulskiego pleneru rzeźbiarskiego.

W powietrzu unoszą się drobiny, zdmuchniętego przez wiatr z drzew, śniegu. Wirują lśniąc w słońcu jak brokatowe konfetti.  Tworzą szalenie efektowną scenerię pożegnania, i Gąsaw, i kończącego się karnawału…

8 uwag do wpisu “Dwór Kierskich w Gąsawach

    • Mnie też się podoba i cieszę się, że ma teraz właściciela, który o niego zadba. Szkoda by było, gdyby niszczał nie używany. Również pozdrawiam Cię serdecznie 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s