Szamocin

Wymuszoną przez  kolejny lockdown przerwę w pracy, żeby kompletnie nie zwariować, postanowiłyśmy wykorzystać na zobaczenie czegoś nowego. Uznałyśmy, że przyda nam się mała odskocznia od problemów, jakich nie szczędzi obecna rzeczywistość. Jako cel podróży tym razem obrałyśmy  Szamocin.Pierwsze wzmianki pisemne o miejscowości pochodzą z połowy XIV wieku i wówczas Szamocin był wsią szlachecką dzierżoną przez ród Nałęczów. W XV stuleciu Szamocin stanowił własność Toporczyków Grocholskich, rodziny wywodzącej się z Grocholina, o którym kiedyś pisałam. Po Grocholskich, Szamocin przeszedł na Jastrzębców Baranowskich, zdaje się, że  potomków któregoś z bratanków arcybiskupa Wojciecha Baranowskiego, a po wygaśnięciu tej gałęzi rodu, w 1700 roku dobra te stały się własnością Bętkowskich prawdopodobnie herbu Prawdzic. W 1740 roku  (wówczas jeszcze wieś) Szamocin należał do Józefa Bętkowskiego. Dziedzic zadbał o swój majątek. Dla zagospodarowania podmokłych terenów stanowiących dotychczas nieużytki, Bętkowski sprowadził mistrzów melioracji, osadników olęderskich. Aby podnieść swe dochody  osadził we wsi tkaczy ze Śląska i Niemiec, tworząc w Szamocinie prężny ośrodek sukienniczy. Zadbał również o to, aby Szamocin otrzymał prawa miejskie. Przeprowadzoną przez Bętkowskiego lokację na prawie brandenburskim, w 1748 roku potwierdził i uzupełnił przywilejem król August  III Sas. Od tego czasu Szamocin posiada swój herb, w którym widnieje królewskie jabłko oraz dwie srebrne ryby, aluzja do pierwotnego, rybackiego charakteru miasta. Tak zagospodarowany Szamocin, w 1750 roku, od Bętkowskiego nabył kasztelan santocki Leon Raczyński herbu Nałęcz. Leon Raczyński zasadniczo rezydował w Wyszynach (pisałam kiedyś o tamtejszym kościele) ale i wobec Szamocina miał poważne plany. Jednak zanim zdążył je zrealizować, zmarł w 1755 roku. Z małżeństwa z Wirydianną z Bnińskich pozostawił po sobie syna Filipa Nereusza oraz córki Katarzynę i Esterę. Filip Nereusz był tym, który rodową rezydencją postanowił uczynić Rogalin, w związku z czym rozwój Szamocina został zahamowany. Paradoksalnie, miasteczko dostało swoją szansę w czasie rozbiorów, kiedy trafiło pod panowanie pruskie. W przeciwieństwie do pozostałych zaborców (rosyjskiego i austriackiego) Prusacy inwestowali w zagarnięte przez siebie ziemie. Pozostający własnością Filipa Raczyńskiego Szamocin zyskał wtedy obecny układ urbanistyczny. Na bazie owalnicy, dawnego planu wsi, wytoczono ulice i place, rozwijało się rzemiosło (głównie sukiennictwo) i handel.

Po Filipie Szamocin odziedziczyli jego synowie Edward i Atanazy Raczyńscy, którzy w 1819 roku miasto sprzedali. Do Szamocina zaczęli napływać osadnicy niemieccy i żydowscy. Rozwój miasta został zahamowany na skutek pożaru, który rozszalał się w Szamocinie w 1840 roku. Zmienił się wtedy charakter miejscowości, postawiono głównie na handel drewnem i zbożem, którego zbyt ułatwiało powstanie Kanału Bydgoskiego. Handel zbożem znajdował się głównie w rękach żydowskich a miejscowymi potentatami tej branży stali się Izaak Cohn i Juliusz Seligsohn, który wybudował w mieście duży, dwukondygnacyjny spichlerz. Kiedy na rynku zbożowym Szamocinowi wyrosła spora konkurencja w postaci Wągrowca, miejscowi kupcy przerzucili się na handel końmi i bydłem a następnie torfem i sianem. Do 1905 roku Szamocin pozostawał miastem prywatnym. Zdaje się, że dzierżyła je (a przynajmniej jego część) żydowska rodzina Kronheimów. Ostatni jego dziedzic, Leon Kronheim (syn Evy z Cohnów i Nachima Kronheimów) sprzedał swój majątek niemieckiej Komisji Kolonizacyjnej, która ziemie rozparcelowała. W 1919 roku do miasta wkroczyły wojska generała Hallera i rozpoczął się dwudziestoletni okres repolonizacji Szamocina.

Parkujemy przy placu Wolności i rozpoczynamy niespieszny spacer ulicami miasta. Zatrzymujemy się przy okazałym kościele pod wezwaniem św. Apostołów Piotra i Pawła. Został wzniesiony w latach 1827-1835 jako świątynia ewangelicka. Otrzymał  formę nawiązującą doświątyń romańskich. W płaskiej fasadzie umieszczono dwie kwadratowe, czterokondygnacyjne monumentalne wieże. Każda z ich kondygnacji przepruta jest arkadowymi oknami, których liczba rośnie w każdym kolejnym piętrze. Wieże nakryte są dachami czterospadowymi. Ściany korpusu pokrywają arkadowe wnęki, w których (w dwóch rzędach) osadzono prostokątne i okrągłe okna. Niestety podczas naszej wizyty kościół był zamknięty, tak że nic nie mogę napisać o jego wnętrzu.

Idąc dalej trafiamy na szachulcowy spichlerz wzniesiony przez Juliusa Selingsohna w 1845 roku. Ten, jako (z kilkunastu) jedyny zachował się do czasów dzisiejszych. Ponieważ w obiekcie obecnie ma swoją siedzibę klimatyczna galeria handlująca zarówno rzemiosłem artystycznym jak i używanymi przedmiotami „z duszą” zaglądamy do środka i przez dłuższa chwilę buszujemy wśród wystawionych tam cudeniek. Z pewnym żalem opuszczamy to magiczne miejsce i kierujemy się, ku drugiej szamocińskiej świątyni.

To kościół pod wezwaniem NMP Wspomożycielki Wiernych. Zbudowany został w 1905 roku jako świątynia katolicka. Otrzymał formę zbliżoną do neobaroku. Założony na planie prostokąta, murowany z wyodrębnionym absydalnym prezbiterium. W fasadzie umieszczono trzykondygnacyjną, kwadratową wieżę nakrytą hełmem z ażurową latanią i krzyżem. Przyziemie wieży tworzy kruchtę. Narożniki wieży są opilastrowane, a kolejne jej kondygnacje wydzielone  zostały wydatnymi gzymsami. Nad arkadowym wejściem głównym umieszczono trójkątny fronton a nad nim wnękę z figurką NMP. Świątynia nakryta jest dachem dwuspadowym a szczyt ujęty jest w łagodne spływy. Kościół  był zamknięty, obeszłyśmy więc tylko go dookoła. Na terenie kościelnym znajduje się grota Matki Boskiej, a z boku usytuowane są bardzo zadbane budynki plebanii.

Schodzimy w dół przyglądając się zabudowie ulic. Nie jest ona jednorodna. Obok, zajmującego sporą działkę, zadbanego budynku wyglądającego na dawny dworek miejski (towarzyszą mu zabudowania gospodarcze)  znajdują się opuszczone domostwa. Tak spacerując dochodzimy do szamocińskiego rynku.

Ten, z racji reprezentacyjnego charakteru, otoczony jest prestiżowymi budynkami. Wśród nich znajduje się charakterystyczny, czerwonoceglany  gmach pruskiego  urzędu pocztowego, dziś użytkowany przez Pocztę Polską. Reszta zabudowy też jest głównie dwukondygnacyjna. To przy szamocińskim rynku  znajdowały się niegdyś hotel prowadzony przez Cohnów, w których zatrzymywali się spieszący na targi końskie kupcy.

Z rynku idziemy zobaczyć pozostałości ewangelickiego cmentarza. O jego istnieniu informują resztki ogrodzenia, bo mimo, iż przeszłyśmy spory kawałek zaniedbanego w sumie terenu, nie odnalazłyśmy żadnego nagrobka. Dopiero przy przejściu na cmentarz katolicki odnajdujemy pamiątkowy kamień i krzyż informujące, iż w tym miejscu znajdował się dawny cmentarz ewangelicki. Kiedy wracałyśmy do samochodu Kaśka zwróciła mi uwagę na intrygującą w swej treści tabliczkę. Nazwisko Toller (ze wstydem wyznaję) nie mówiło mi nic… Dopiero po powrocie do domu sprawdziłam kim był Ernst Toller. Okazało się, że urodził się w 1893 roku Szamocinie. Przyszedł na świat w żydowskiej rodzinie  Charlotty z Cohnów (tych od handlu zbożem, hotelu i nieruchomości) i Mendla Tollerów. Rodzice zajmowali się handlem, byli także posiadaczami nieruchomości w rynku oraz ziemi uprawnej. Rodzinie powodziło się dobrze, a mały Ernst uczęszczał do prywatnej szkoły. Naukę kontynuował w bydgoskim gimnazjum, gdzie zetknął się z teatrem i rozpoczął próby literackie. Pisywał wiersze i dramaty oraz artykuły do miejscowej gazety. W 1913 roku Ernst wyjechał do Francji aby na uniwersytecie w Grenoble studiować prawo i administrację. Po wybuchu I wojny, kierowany młodzieńczym zapałem, na ochotnika zaciągnął się do wojska. Skierowany w 1915 roku na front, w okopach pod Verdun szybko pozbył się romantycznych złudzeń co do istoty wojny. Ranny, w 1916 roku został skierowany na leczenie, przeszedł załamanie nerwowe i jako niezdolny do dalszej służby, został urlopowany i powrócił na studia. Podjął je w Monachium, gdzie spotkał m.in Tomasza Manna i Reinera Marię Rilkiego. Tam też zaczął pisać swój pierwszy dramat „Przemiana” (Die Wandlung) i angażować się w ruchy pacyfistyczne. Po zakończeniu wojny stanął na czele Niezależnej Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (USPD) i wział udział w tworzeniu Bawarskiej Republiki Rad, za co, po jej pacyfikacji, został skazany na 5 lat więzienia. Podczas odsiadywania wyroku ukończył „Przemianę” a także napisał tomik wierszy więziennych oraz  sztuki „Tłum i człowiek” i „Zemsta wykpionego kochanka”.

W 1924 roku opuścił więzienie i wyjechał do Berlina. W 1927 roku powstaje jego dzieło „Hopla, żyjemy”, a Toller staje się coraz bardziej znany nie tylko w kraju ale i za granicą.  Zapraszano go na premiery jego sztuk oraz z odczytami do wielu krajów europejskich a jego zagraniczna kariera nabierała rozpędu. Inaczej rzecz miała się w kraju, w którym idee faszystowskie znajdowały rzesze zwolenników. Toller przebywał w Szwajcarii, kiedy podczas wyborów w marcu 1933 roku  NSDAP  zdobyła miażdżącą przewagę.  Nie miał po co wracać, przez nowe władze został zaocznie skazany na utratę obywatelstwa a jego prace publicznie je spalono. W tej sytuacji Toller wyjechał do Londynu, gdzie poznał siedemnastoletnią Christianę Grautoff, która wkrótce została jego żoną. W latach 1936/37 Toller  podróżował po Stanach Zjednoczonych i Kanadzie a następnie osiadł w Nowym Jorku, gdzie zamierzał kontynuować pracę pisarską. Nie ustawał w agitacji przeciw faszyzmowi, jednak stan jego zdrowia  bardzo się pogarszał. Ernst (chyba od czasu I wojny) cierpiał na depresję maniakalną, do której w stanach dołączyła chroniczna bezsenność. Mimo to usiłował skończyć sztukę zainspirowaną antyfaszystowską działalnością pastora Martina Niemolera (autora głośnego wiersza „Kiedy przyszli po Żydów, nie protestowałem”). W 1939 roku dotarła do niego wiadomość o tym, że faszyści uwięzili jego rodzeństwa. W maju tego roku Ernst Toller, w hotelowym pokoju w Nowym Jorku popełnił samobójstwo…

Na koniec przez chwilę przyglądam się szamocińskiemu ratuszowi. Jego budynek powstał w latach 80tych XIX wieku i od tego czasu, nieprzerwanie stanowi siedzibę władz miasta.Obiekt niedawno przeszedł kompleksowy remont, dzięki któremu świetnie się prezentuje. Budynek jest podpiwniczony, dwukondygnacyjny nakryty dwuspadowym dachem. Obecnie oś jego fasady akcentuje płytki ganek filarowy (w drugiej kondygnacji przechodzący w balkon) oraz zdobiony kulami wysoki szczyt z tarczą zegarową pośrodku. Nie jestem jednak pewna, czy owe elementy, w celu wizualnego uatrakcyjnienia, nie zostały dodane podczas remontu, jako że na przedstawiających ratusz zdjęciach z 2 połowy XX wieku niczego podobnego w fasadzie nie ma. Podobnie ma się sprawa z detalem architektonicznym (boniami na narożnikach, gzymsami i opaskami wokół okien) których na starych zdjęciach nie ma.

Pogoda się psuje, więc rezygnujemy z oględzin szamocińskiego dworku, który w 1 połowie  XVIII wieku prawdopodobnie wzniósł Józef Bętkowski. Po nim być może czasowo użytkował go Leon Raczyński herbu Nałęcz, po którym odziedziczyli go jego spadkobiercy. Po rozparcelowaniu dóbr przez Komisję Kolonizacyjną dworek czasowo służył miejscowemu proboszczowi jako plebania. W czasie okupacji mieścił się w nim ośrodek szkoleniowy Hitlerjugend’u, w  styczniu 1945 roku stanowił przejściowy sierociniec dla dzieci niemieckich, a po ich wywiezieniu w budynku na jakiś czas ulokowała się jednostka Wojska Polskiego. Od 1952 roku dworek był siedzibą Domu Dziecka. Teraz jego mieszkańcy mają być przeniesieni do innych placówek a sam obiekt prawdopodobnie będzie wystawiony na sprzedaż.

W drodze powrotnej, na moment zatrzymujemy się w Próchnowie. O tamtejszym pałacu Skórzewskich i jego historii pisałam parę lat temu, więc nie będę jej ponownie przytaczać. Nasz dzisiejszy postój spowodowany jest widokiem pięknej gorzelni z końca XIX wieku, stojącej po przeciwnej niż rezydencja stronie szosy.To wspaniały przykład, że niegdyś architektura przemysłowa była traktowana z równą pieczołowitością jak mieszkalna. Zastosowanie dwojakiego materiału budowlanego (kamień i cegła), detale w postaci gzymsów, fryzów (plecionkowych i arkadkowych) oraz elementy dekoracyjne sprawiają, że gorzelnia prezentuje się niezwykle okazale. Zakład działał do lat 90tych ubiegłego wieku, obecnie, zdaje się, nie jest użytkowany. Po drugiej stronie szosy widnieje jeszcze jakiś interesujący fragment zabudowań folwarcznych (?) ale goniące nas od Szamocina ciemne chmury, zbliżają się niebezpiecznie, więc rezygnujemy z oględzin i uciekamy przed spodziewanym gradem…

 

 

 

7 uwag do wpisu “Szamocin

  1. Podoba mi się ten wpis. Tekst, a głównie aspekty historyczne przeskanowałem wzrokiem, natomiast dłużej oparłem spojrzenie na tej tajemniczej tabliczce z napisem „długa ulica umarłych”, zaintrygował mnie mur pruski w nowej odmianie czyli bez tynku, a także ta fabryka architektonicznie pieczałowita prezentuje się zacnie.

    Polubienie

    • Cieszę się, że chociaż przeskanowałeś 😉 Mnie się wydaje, że rys historyczny jest niezbędny, żeby zrozumieć, dlaczego coś wygląda tak jak wygląda, ale oczywiście to tylko subiektywna opinia. Dzięki tej „Długiej ulicy umarłych” poczytałam sobie o Erneście Tollerze, którego osoba do tej pory była mi całkowicie obca, czyli powiedzenie „podróże kształcą” nie utraciło swej aktualności 😉

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s