Chobienice. Ostoja

Aby odreagować stresy związane z pandemią, świętami, szczepieniami, brakiem dostępu do kultury, zamkniętymi salonami fryzjerskimi i ogólnie nieciekawą sytuacją gospodarczą, postanowiłyśmy zafundować sobie jakąś przyjemność. Ponieważ i pogoda chwilowo postanowiła zrobić sobie przerwę w deszczach a słupek rtęci drgnął  ponad ostatnio stałe +4,  uznałyśmy że pora wyjechać. Wybrałyśmy się więc do Chobienic.Jakiś czas temu pisałam już o Chobienicach, tamtejszym kościele i niszczejącym pałacu, siedzibie rodu Mielżyńskich herbu Nowina. Dziś chciałabym przedstawić chobienicki folwark, który mistrzowsko odrestaurowany, jest obecnie siedzibą centrum hotelowo- rekreacyjnego oraz SPA Ostoja.

Pierwsza wzmianka o Chobienicach datowana jest na koniec XIV wieku i wtedy już, przez małżeństwo córki Macieja Bartskiego (dotychczasowego właściciela dóbr), przeszły na własność do rodu, który przyjął nazwisko „Chobienickich” a pieczętował się Orlą czyli Szaszorem. W 1 połowie XV wieku bracia Jarogniewscy (Jerzy Jurga, Michał i Wojciech) opuścili Jarogniewice i przenieśli się do Chobienic. W rękach Szaszorów Jarogniewskich majątek pozostawał do końca XV wieku, w następnym, dzięki małżeństwu, objęli go Bronikowscy herbu Osęk, a następnie Chobienice były w posiadaniu Miękickich (Miękiskich) herbu Trzy Trąby.  W początkach XVII wieku ich właścicielami byli Anna z Ujejskich i Krzysztof Miękiccy. Po śmierci Krzysztofa, w 1637 roku owdowiała Anna podzieliła liczne majątki między swoich dwóch synów Adama i Władysława Miękickich. Ostatnim Miękickim na Chobienicach był Adam Miękicki  herbu Trzy Trąby. Prawdopodobnie, to on sprzedał wieś Mielżyńskim herbu Nowina, którzy dzierżyli ten majątek nieprzerwanie przez trzysta lat (od połowy XVII do połowy XX wieku) i którym Chobienice zawdzięczają najwięcej.

Pierwszym Mielżyńskim na Chobienicach był kasztelan śremski Franciszek, od którego wywodzi się chobienicka linia rodziny. Franciszek, ze swą drugą żoną, Krystyną ze Skaławskich miał córkę Józefę oraz synów: Józefa i Macieja. Franciszek Mielżyński zadbał nie tylko o ziemski splendor rodziny, ale także o jej wieczyste upamiętnienie fundując w Woźnikach wspaniały klasztor, przy którym założył nekropolię rodową. Kiedyś pisałam o tamtejszym założeniu klasztornym.

Pannę Józefę Mielżyńską wydano za mąż za Rafała Ostoję Gajewskiego z Błociszewa, niestety  zmarła w pięć lat po ślubie. Maciej poślubił Sewerynę z Lipskich herbu Grabie, natomiast po rodzicach,  Chobienice objął Józef Klemens.

W 1760 roku, trzydziestoletni Józef Mielżyński poślubił dziesięć lat starszą i obarczoną trójką potomstwa wdowę, Wirydiannę. Można by było doszukiwać się w tym romantycznej historii, jednak moim zdaniem, Józefem kierował czysty pragmatyzm, jako że jego wybranka pochodziła ze świetnego rodu Bnińskich herbu Łodzia (dziedziców Samostrzela), a jej pierwszym małżonkiem ( po którym dziedziczyła niezły majątek) był właściciel klucza wyszyńskiego i Szamocina, Leon Raczyński herbu Nałęcz. Majątek i koneksje jakie wnosiła w nowe stadło były nie do pogardzenia i zapewne skutecznie przysłaniały inne, (sądząc po zachowanym w Rogalinie jej portrecie) niezbyt pociągające, walory pani Raczyńskiej.

Wirydiannie i Józefowi Chobienice zawdzięczają swój pałac i kościół. Odpowiedź na pytanie skąd pochodziły fundusze na te inwestycje, może częściowo dać niezbyt nagłaśniany fakt, iż Józef Mielżyński przyczynił się do rozbioru Polski, za co dostał pokaźne wynagrodzenie (4 tysiące dukatów) z tajnej kasy ambasady rosyjskiej. Był też uczestnikiem konfederacji targowickiej. No nie on jeden… W obawie o zachowanie swych majątków, wpływów i dochodów, o pomoc do Katarzyny II zwrócili wtedy magnaci i hierarchowie polskiego Kościoła Katolickiego, niwecząc reformy Konstytucji 3 maja i na powrót przywracając warcholstwo i nepotyzm.  Targowicę poparł również ówczesny papież Pius VI, twierdząc, że „da ona początek niewzruszonej spokojności i szczęścia Rzeczpospolitej”… Tragiczny i krwawy przebieg XIX stulecia w naszym kraju dowodzi, że ojciec święty wizjonerem raczej nie był…

Po Wirydiannie i Józefie, Chobienice dzierżyli potomkowie ich drugiego syna Macieja,  czyli Konstancja z Mielżyńskich (z pawłowickiej linii) i Maciej (z Winnej Góry) Mielżyńscy. Maciej brał udział w powstaniu listopadowym, walczył pod rozkazami generała Dezyderego Chłapowskiego. Po upadku powstania powrócił do Chobienic, w których (wzorem Chłapowskiego) postawił na nowoczesną gospodarkę. Zakładał sady, a jego owczarnia słynęła nie tylko w najbliższej okolicy. Ta polityka rolna szybko wydała plony i Maciej mógł sobie pozwolić na rozciągnięcie mecenatu nad artystami  i chcącą się uczyć młodzieżą. Wspierał też sprawy narodowe i gospodarcze. W  1862 roku, Maciej Mielżyński wyjechał do Królestwa Polskiego, a swe dobra ziemskie rozdzielił między trójkę swych synów: Jana, Józefa i Karola Ignacego.

Józef Mielżyński  urodził się w Chobienicach. Decyzją ojca objął  majątki w Iwnie, Kotowie, Woźnikach, Starej Dąbrowie i Gościejewie. Zasłynął jako dobry gospodarz. Ożenił się późno, był dobrze „po czterdziestce” kiedy stanął na ślubnym kobiercu z dwudziestodwuletnią panienką Emilią z Bnińskich herbu Łodzia.  Żona obdarzyła go czterema córkami: Marią, Izabelą, Konstancją i Seweryną.

Chobienice dostały się Karolowi Ignacemu, który również wziął za żonę pannę Bnińską. Miał z nią synów Jana, Macieja i Ignacego. Ignacy ukończył szkołę kadetów i był zawołanym, utalentowanym jeźdźcem. Początkowo to on był przewidziany na dziedzica Chobienic. Kiedy jednak w ciągu jednej nocy, w poznańskim Bazarze  przegrał w karty powierzony mu posag siostry, ojciec uznał, iż młodzieniec nie zasługuję na rodowe dobra. Karol Ignacy wywłaszczył syna i wypędził z domu. Mniej surowym okazał się dla niego  stryj Józef, który przygarnął go, i zaufawszy, powierzył administrację swego Iwna.

O Macieju Mielżyńskim, mężu i zabójcy pięknej Felicji z Potockich pisałam już kilkukrotnie, m.in w poście o dworze w Dakowych Mokrych. Historia dziwnie się plecie…  Dziedzic Chobienic, Maciej odpowiadał za podwójne morderstwo i choć sąd go uniewinnił, ze strony wielkopolskich ziemian spotykał się z ostracyzmem. Mimo że potem szczerze angażował się w działalność patriotyczną a zwłaszcza w sprawy Górnego Śląska, „łatka zabójcy” przylgnęła do niego na zawsze. To sprawiło, iż usunął się z Wielkopolski. Natomiast, wyrzucony przez ojca z majątku, Ignacy ożenił się z najmłodszą córką swego stryja i opiekuna, Seweryną dzięki czemu stał się posiadaczem Iwna, a na dodatek w 1909 roku odkupił od brata Chobienice.  Zapewne odczuł wtedy osobistą satysfakcję, iż finalnie osiągnął majątek, z którego ojciec go wyzuł.  Stał się dziedzicem ogromnej fortuny, jednak z Seweryną nie doczekał się legalnego potomstwa. Podobno dziedzic z upodobaniem podszczypywał folwarczne dziewki i zapewne niejedno wiejskie dziecię miało geny Mielżyńskich, jednak żadne z nich schedy objąć nie mogło.  Ignacy miał jednak zadbać  o panny, z którymi zdarzyło mu się mieć krótką przyjemność. Wyszukiwał im mężów a we wianie dawał krowę. Jak te mężowskie ekscesy znosiła Seweryna, historia milczy.

Kiedy Ignacy zmarł, cały jego ogromny majątek, którym zarządzała Seweryna Mielżyńska (1876-1961) miał odziedziczyć  adoptowany syn, Józef Lucjan Wichliński herbu Zabawa- Mielżyński. Był on wdowcem po bratanicy Ignacego (urodzonej w Chobienicach córki Macieja i Felicji z Potockich) Józefy Felicji Mielżyńskiej. On nominalnie był ostatnim przedwojennym właścicielem Chobienic i Iwna. Józef Wichliński zmarł w niemieckiej niewoli w 1943 roku. W momencie wybuchu II wojny w Chobienicach pozostawała owdowiała hrabina Seweryna Mielżyńska, którą Niemcy (zajmując chobienickie dobra), jeszcze w 1939 roku, przesiedlili w kieleckie.

Chobienicki folwark założony został jeszcze w XVIII wieku, jednak w XIX  stuleciu poważnie go zmodernizowano. Po wojnie, podobnie jak pałac, użytkował go miejscowy PGR, jednak wraz z upadkiem mecenatu państwa, wszystko zaczęło niszczeć. Folwark miał jednak znacznie więcej szczęścia niż pałac i trafił w czułe na historię i estetykę ręce prywatne. W tej chwili  chobienicki zespół folwarczny to prawdziwa perełka, w której umiejętnie połączono historię ze współczesnością. Kiedy mijamy pałacowy park i podjeżdżamy pod główną bramę, obu nam się nasuwa skojarzenie z „Folwarkiem” w Pszczewie, zespole równie starannie odrestaurowanym.

Zabudowania zgrupowane są wokół obszernego, gospodarczego dziedzińca. Wszystkim im nadano nowe funkcje.

Vis a vis bramy wjazdowej, w krótszym boku podwórza usytuowana jest dawna rządcówka, czyli siedziba administratora majątku.  Budynek na planie wydłużonego prostokąta, parterowy i nakryty dachem naczółkowym z facjatkami. Fasada zachowała pierwotny, czterokolumnowy portyk kolumnowy, natomiast w elewacji ogrodowej, na potrzeby mieszczącej się w budynku restauracji, z wielkim wyczuciem dobudowano obszerny taras.

Budynki ciągnące się wzdłuż prawego boku podwórza to dawne stajnie, w których hrabiowie Mielżyńscy trzymali konie (zarówno te powozowe jak i „remontowe” dla wojska). Teraz zostały one przerobione na luksusową strefę SPA z pięknym basenem. Jak wszystko w chobienickim folwarku, tak i one budzą podziw pieczołowitością odrestaurowania i umiejętnością połączenia starej architektury ze współczesnymi elementami.

Po lewej stronie podwórca stoi wysoki, XIX wieczny spichlerz nakryty mansardowym dachem. Budynek obecnie pełni funkcje  hotelowe, a w piwnicach urządzono lokal specjalizujący się w wysokoprocentowych napojach.

Dalej, przy gmachu dawnej gorzelni czy browaru, trwają jeszcze prace budowlane. Zapewne po remoncie budynkowi zostaną nowe funkcje.

Tym, co robi największe wrażenie w chobienickiej Ostoi, to umiejętne zestawienie elementów historycznych ze współczesnymi i wkomponowanie ich w otaczającą zieleń. Tu nic nie jest przypadkowe, każdy detal został przemyślany a efekt tych starań po prostu zapiera dech.

Przy Ostoi, jak przystało na ziemiański folwark są również paddocki dla koni. Kilka z nich pasie się na pobliskiej łące, dwa wygrzewają się w słońcu w towarzystwie owcy i kozy.

Ostoja to bajeczne miejsce.  Zastanawiałam się tylko skąd  wzięła się nazwa ośrodka. Ostoja to herb Błociszewskich, którzy wprawdzie byli skoligaceni z Mielżyńskimi, jednak o ile mi wiadomo, w Chobienicach nigdy nie gospodarowali, więc nazwa raczej nie jest związana z ich herbem. Skłonna jestem przypuszczać, iż „Ostoja” zawdzięcza swe miano drugiemu znaczeniu słowa czyli: „miejscu które zapewnia ciągłość i trwałość pewnemu porządkowi”. I to by się jak najbardziej zgadzało…

 

 

10 uwag do wpisu “Chobienice. Ostoja

    • Oj Piotrek, po Twoim komplemencie aż do góry pofrunęłam i dopiero uderzenie głową o sufit sprowadziło mnie z powrotem do parteru 😀 😀 😀 Dzięki wielkie. Co do herbu „Ostoja” to w Chobienicach być go raczej nie powinno (i nie ma) Nazwa ośrodka związana jest z drugim znaczeniem słowa „ostoją”. Zdawało mi się, że napisałam to w ostatnim zdaniu postu… Też Ci życzę (od razu hurtowo) udanego całego tygodnia 🙂 Niech Ci słonko świeci, a zwierzaki pchają przed obiektyw 😉

      Polubione przez 2 ludzi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s