Dwór Garczyńskich (?) w Węgorzewie. Śladami von Tresków. Wielkopolskie rezydencje

Wybrałyśmy się do Węgorzewa… Nie tego słynnego, na Mazurach, lecz niewielkiej wioski w powiecie gnieźnieńskim noszącej to samo miano. Już sama podróż do tej miejscowości dostarczyła nam mnóstwo radości. Drogi obsadzone kwitnącymi drzewami owocowymi, soczysta zieleń pól i białe kwiecie na krzakach rosnących wzdłuż przydrożnych rowów były źródłem estetycznych doznań, które stanowiły preludium do tych, które miały nas czekać u celu podróży.Pierwsze wzmianki o wsi pochodzą z końca XIV wieku i wtedy była ona gniazdem rodowym Węgorzewskich. W połowie XVI wieku należała do opata przemęckiego klasztoru cystersów i poznańskiego biskupa pomocniczego, Jana Węgorzewskiego. Duchowny odsprzedał rodzinną posiadłość bratu, Wojciechowi Węgorzewskiemu, żonatemu z Zuzanną Grodzińską. Zuzanna i Wojciech mieli trzech synów: Adama, Jana i Stanisława. Po rodzicach posiadłość dziedziczyli wszyscy, ale spłaciwszy udziały braci,  gospodarował w nim Adam. On to, w 1611 roku sprzedał  ojcowiznę Janowi Nałęczowi Sławińskiemu. W cztery lata później właścicielem Węgorzewa był Wojciech Cykowski herbu Gryf, żonaty z Zofią z Kąsinowskich. Przez cały XVII wiek Węgorzewo było kupowane i sprzedawane, a jego właściciele zmieniali się średnio co dziesięć lat. Dzierżyli je synowie Urszuli z Mielęckich i Jakuba  Koszutskich herbu Leszczyc, Paweł i Baltazar oraz Stefan Tarnowski, Jan Nieźwiecki i Stanisław Zbyszewski. W 2 połowie stulecia Węgorzewo stało się własnością Kazimierza Krzywosędzkiego herbu Niesobia, po którym objęli go Łukasz, Zygmunt i Andrzej Krzywosędzcy.

U schyłku stulecia, od Krzywosedzkich, dobra zkupił Stefan Radzikowski, który w 1723 roku swój majątek, za sześć tysięcy talarów wyderkował wikariuszom katedry gnieźnieńskiej. Później majątek przeszedł na własność Rokossowskich herbu Glaubicz, a następnie ok połowy XIX wieku Dziembowskich herbu Pomian.

W 2 połowie tego stulecia, drogą koligacji rodzinnych,  właścicielami majątku stali się Garczyńscy. Z dokumentów wynika, iż w 1871 roku dziedzicem Węgorzewa był Nepomucen Garczyński żonaty z Emilią z Bogusławskich. Ich córka Józefa, poślubiła doktora filozofii, Ignacego Paczkowskiego profesora gimnazjalnego w Gnieźnie. Syn, Stanisław Michał, ożenił się z Zofią Frazer zu Lubochin und Schwetz herbu Alabanda. Emilia Garczyńska zmarła w Węgorzewie w 1871 roku. Pod koniec tego stulecia włości zakupili potomkowie dobrze znanej czytelnikom mojego bloga, rodziny von Treskow. Wprawdzie skupiali oni już w swoich rękach szmat wielkopolskiej ziemi, w większości „okazyjnie” kupionej od Rządu Pruskiego po kasacie owińskiego klasztoru cystersek, ale jako ród niezmiernie rozgałęziony, nigdy nie zaniedbywali okazji, aby swe włości powiększyć. Majątek prawdopodobnie pozostawał w ich rękach co najmniej do 1919 roku.

Po II wojnie majątek został przejęty przez Skarb Państwa Polskiego a w dworku mieściła się szkoła podstawowa. W początkach XXI stulecia dwór i przyległy teren zostały sprzedane w prywatne ręce. Nowy właściciel zdążył zadbać o ogród i wymienić dach i na tym inwestycje się z jakiś powodów skończyły. Wielka szkoda, bo to prześliczny obiekt nadający się zarówno do celów mieszkaniowych jak i działalności gospodarczej.

Kto jest inwestorem obecnie stojącego dworu dokładnie nie wiadomo.  Budynek datowany jest na połowę XIX wieku więc w grę wchodzą albo Dziembowscy albo Garczyńscy. Natomiast jest niemal pewne, że jego dwukrotna rozbudowa ( w 1890 i 1910 roku) jest inicjatywą rodziny von Treskow.

Dwór położony jest na lekkim wzniesieniu co nadaje mu odpowiednią perspektywę. Jest to budynek podpiwniczony, parterowy, wzniesiony na planie prostokąta i składający się z korpusu głównego oraz późniejszych, przyległych doń, dwóch poprzecznych skrzydeł, które tworzą parterowe ryzality w obu elewacjach. Korpus nakryty jest dachem naczółkowym.  Na osi fasady umieszczony jest ryzalit w którym znajduje się wejście główne, poprzedzone kilkoma jednobiegowymi schodami i niewielkim podestem. Nad nim znajduje się trójokienna, piętrowa wystawka. Całość wieńczony pokaźny, manierystyczny w swej formie fronton, zwieńczony półkolistym naczółkiem. Ryzalit, jak przystało na centrum budynku, to najefektowniej dekorowana część dworu. Ryzalit ujęty jest w  pary płaskich pilastrów (po jednej w każdej kondygnacji). Nad umieszczonymi w prostym portalu dwuskrzydłowymi drzwiami wejściowymi znajduje się dekoracyjny naczółek z palmetą. W szczycie, na osi znajduje się oculus a pod nim płaskorzeźba maszkaronu. Schodki szczytu zwieńczone są ślimacznicami a jego półokrągły naczółek wypełniony jest dekoracją sztukatorską.

Aneksy boczne od strony fasady są bliźniacze, dwuosiowe i nakryte płaskimi dachami otoczonymi balustradą.

Elewacja ogrodowa jest nieco odmienna.Brakuje tutaj centralnego ryzalitu, za to oba skrzydła boczne połączone są biegnącym na całej długości korpusu wspólnym tarasem. Z  tarasu do ogrodu prowadzą trzy ciągi schodów, z których środkowy jest od bocznych dwa razy szerszy. Detal architektoniczny tej elewacji ogranicza się do gzymsów,  opasek z naczółkami wokół otworów okiennych i drzwiowego oraz ażurowej balustrady tarasu korelującej z attykami na aneksach bocznych.

Zastanawiającym jest fakt, iż  wokół dworu nie ma, zwyczajowego w XIX wieku, parku krajobrazowego. Prawdopodobnie przez stulecia drzewostan został wycięty i teraz tylko nieliczne, pojedyncze okazy starodrzewu rzucają cień na węgorzewski ogród, któremu uroku przydaje połyskująca w słońcu tafla wody na niewielkim stawie.

Opuszczamy Węgorzewo, jednak to nie wszystkie atrakcje tego wyjazdu. Przy wjeździe do wsi  Sroczyn zatrzymuje nas na chwilę widok starego młyna. To dawna własność Pągowskich z Łubowic. Młyn na owe czasy był bardzo nowoczesny, motorowy a jego ostatnim przedwojennym prywatnym właścicielem był Karol Pągowski herbu Pobóg. Szerzej o rodzinie Pągowskich herbu Pobóg pisałam w poście o  dworze w Łubowicach. Chciałabym teraz jedynie przypomnieć, że właśnie w tym młynie (lub może raczej w budynku mieszkalnym doń przynależącym) zmarł dziedzic Łubowic, Stanisław Pągowski herbu Pobóg. Śmierć nastąpiła po powrocie z wojennej tułaczki, podczas której Stanisław  „na dłużej” przebywał w Kazimierzy Wielkiej, gdzie administrował dobra hrabiego Łubieńskiego. W czasie okupacji starał się pomagać i miejscowym, i akowskiej partyzantce, i ukrywającym się Żydom.  Jednak, kiedy Rosjanie wkroczyli do Kazimierzy, chcieli go, jako „dziedzica” rozstrzelać. Podobno od niechybnej śmierci uratował go jeden z przybyłych z armią Żydów.  Stanisław Pągowski zapisał się tak dobrze w pamięci okolicznej ludności, iż prosiła go, aby wśród niej pozostał. On jednak pragnął powrócić do swego majątku w Łubowicach. Kiedy po wielodniowej podróży w trudnych warunkach dotarł w końcu do Gniezna, w tamtejszym starostwie dowiedział się, że nic już do niego nie należy.  Miał powiedzieć „Niemcy wypędzili, Polacy nie wpuszczają” … Prawdopodobnie, i tak już nadwątlone wojennymi przeżyciami, siły w tym momencie opuściły go zupełnie. Zmarł w listopadzie 1945 roku, właśnie tutaj, w Sroczynie.

Zawsze zachwyca mnie staranność, z jaka niegdyś wznoszono budynki przemysłowe. Fasada młyna jest bardzo starannie potraktowana, na osie dzielą ją płaskie lizeny, które dodatkowo, w drugiej i trzeciej kondygnacji, połączone są gładkimi pasami fryzu zdobionego na dole ząbkowaniem. Zamknięte łukiem wycinkowym okna dodają masywnej ścianie lekkości. Trzykondygnacyjny budynek z czerwonej cegły połączony jest z okazałym (jak na wieś) piętrowym budynkiem mieszkalnym, który najprawdopodobniej był siedzibą miejscowego młynarza.Dwukondygnacyjny, pięcioosiowy z kutym balkonem i mansardową wystawką zwieńczoną szczytem zdobionym łagodnymi wycinkami łuków i oculusem, jest świadectwem tego, że młynarzom w Węgorzewie żyło się bardzo dostatnio…

 

 

4 uwagi do wpisu “Dwór Garczyńskich (?) w Węgorzewie. Śladami von Tresków. Wielkopolskie rezydencje

    • Jeśli jesteś pewien że winien jest temu stanu rzeczy jest wyłącznie opis architektury, to mea culpa… Może jednak zdejmiesz ze mnie choćby część winy przerzucając ją na czynniki płynne tradycyjnie towarzyszące majówce- grillówce? 😀

      Polubione przez 1 osoba

      • Pierwszy raz słyszę (czytam) o pozytywnym aspekcie urwania głowy 😀 Byłam pewna, że piszę przystępnie, a terminy architektoniczne, którymi się posługuję są ogólnie znane 😦 Nie przejmuj się, ja z kolei mam problem ze zrozumieniem pism prawniczych. Nigdy nie wiem, o co w nich chodzi 😀 Pozdrowionka 😉

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s