Rgielsko

Aby zrekompensować sobie ostatni niedostatek wyjazdów służbowych, wyjeżdżamy prywatnie. Jako dzisiejszy cel obieramy bardzo malownicze i przepięknie położone Rgielsko. To wioska  na ziemi wągrowieckiej. Ma ona długą i ciekawą historię…

Miejscowość położona jest bardzo malowniczo nad brzegiem jeziora Rgielskiego, a dodatkowego uroku dodaje jej, wypływająca z tego akwenu, rzeczka Nielba,  przecinająca teren wsi. Takie usytuowanie wpłynęło zapewne na wczesne osadnictwo na tym terenie. Jeśli  teza etymologów o wywodzeniu się nazwy Rgielska od Rgieła, słowiańskiego boga urodzaju, jest słuszna to musiała tu istnieć osada w czasach przed przyjęciem przez Polskę chrześcijaństwa. Jest to o tyle prawdopodobne, że w dokumencie fundacyjnym dla klasztoru cysterskiego w Łeknie wydanym w 1153 roku, Rgielsko wymienione jest jako „ziemie zagospodarowane”.

W XII wieku należały one do Zbyluta z Pałuków, bratanka arcybiskupa gnieźnieńskiego ze Żnina.  W swoim ręku skupiał on potężny majątek ziemski, piastował godność komesa i zaliczał się do wąskiego grona wczesnośredniowiecznych polskich feudałów. O tym, jak wysoka była jego pozycja świadczyć  może wymienianie go jako świadka  przez księżne Salomeę z Bergu (drugiej żony Bolesława Krzywoustego, dobrodziejki klasztorów w Trzemesznie i Mogilnie) oraz jej syna księcia Mieszka III Starego w wystawianych przez nich dokumentach. W 1143 roku Zbylut Pałuka sprowadził na swoje tereny zakon cysterski, a  dziesięć lat później ufundował im klasztor w Łeknie. Aby braciszkom źle się nie działo, uposażył klasztor swymi ziemiami, w skład których wchodziły Panigrodz i Rgielsko wraz z jeziorem. W zamian cystersi obiecali mu Królestwo Niebieskie które, jako że był już u kresu ziemskiego żywota, zapewne bardziej go interesowało. Do dóbr ofiarowanych klasztorowi przez Zbyluta dorzucili  się, najwidoczniej również zainteresowani zabezpieczeniem sobie wieczystego bytu, jego żona, synowie i bracia. W ten sposób  opactwo, czerpiąc dochody nie tylko z donacji ale także z transakcji kupno-sprzedaż i z dziesięcin ściąganych z należących do niego przeszło czterdziestu wsi, stało się bardzo bogatą i samodzielną jednostką.

W końcu XIV wieku cystersi, z nie do końca znanych przyczyn, przenieśli swój klasztor z Łekna do Wągrowca, jednak okoliczne ziemie przez kolejne stulecia nadal należały do zgromadzenia. Braciszkowie samodzielnie nie gospodarowali w swoich włościach, puszczali je w dzierżawę, zadowalając się czynszem w gotówce i produktach. Do znanych z nazwiska dzierżawców należeli m.in Studzieńscy, Laskowscy i Łopieńscy z nieodległego Łopienna, pieczętujący się Szaszorem.

W połowie XVIII wieku, m.in. Rgielsko stało się przyczyną sporu wewnątrz klasztornego. Chodziło oczywiście o kasę, a ściślej mówiąc, o rozdział dochodów z posiadanych dóbr. W końcu osiągnięto consensus ustalając, iż odtąd dochody z Rgielska będą zasilać tylko opacką kieszeń. Jednak niewielu opatów zdążyło z tego skorzystać, gdyż w 1797 roku władze pruskie przeprowadziły kasatę dóbr zakonnych i dochody  opata przepadły.

Rgielsko znalazło się w tak zwanej „domenie” czyli rękach Skarbu Państwa pruskiego. Od niego, w XIX wieku, wydzierżawiali majątek Anna Rozyna z domu Busse i Andrzej Plucińscy herbu Odrowąż. Po Andrzeju prawdopodobnie dzierżawę objął jeden z jego siedmiu synów, który gospodarował także w podwągrowieckim majątku Łaziska, o których niegdyś pisałam.

Kto dzierżawił wieś w 2 połowie XIX wieku i w początkach XX niestety nie wiem.  Tym samym nie wiem też, dla kogo, gdzieś u schyłku XIX stulecia, wzniesiono tutejszy dwór. Intuicyjnie stawiałabym na  niemieckiego inwestora, bo budynek jest w typie miejskiej kamienicy i frontem skierowany ku zabudowaniom gospodarczym. Za tą koncepcją przemawiałaby też nazwa „Seehausen”, jaką Prusacy określali Rgielsko.

Po I wojnie światowej  Rgielsko przeszło na własność Skarbu Państwa polskiego, od którego wydzierżawili je Stefania i Lucjan Laskowscy. Prawdopodobnie utrzymali się na Rgielsku do 1939 roku. Po drugiej wojnie światowej majątek w  Rgielsku został znacjonalizowany.

Parkujemy w cieniu wiekowych lip i ruszamy w kierunku dworu. Podziwiamy architekturę tego okazałego budynku dworskiego. Został on wzniesiony na planie prostokąta, jest wysoko podmurowany i dwupiętrowy z użytkowym poddaszem. Nakryty dachem czterospadowym. W fasadzie na osi umieszczony jest  nieznaczny ryzalit osłonięty osobnym daszkiem. W nim mieści się, zamknięte łukiem wycinkowym, wejście główne. Poprzedzone jest ono jednobiegowymi schodami po obu stronach zabezpieczonych metalową balustradą. Jeden jej fragment (ten po lewej stronie najbliżej wejścia), ze względu na ozdobną gałkę oraz ozdobnie wygięte elementy wydaje się być pierwotnym. Autentyczna jest także stolarka dwuskrzydłowych drzwi wejściowych o bardzo dekoracyjnie potraktowanych płycinach i wąskim nadświetlu.  Nad otworem drzwiowym w wyższej kondygnacji umieszczone jest szerokie okno. Reszta okien w drugiej i trzeciej kondygnacji fasady zamknięta jest łukiem wycinkowym.

O urodzie budynku w znacznej mierze decyduje zestawienie elementów ceglanych z powierzchniami tynkowanymi. Wysoka podmurówka jest ceglana z wkomponowanymi kamiennymi kostkami. Cegłą podkreślone są narożniki budynku i ryzalitu, opaski wokół okien oraz dekoracyjne pasy pomiędzy oknami. Drugą kondygnację, od trzeciej  oddziela gzyms podkreślony  cegiełkowym fryzem. Z prawej strony fasady, w osobnym ryzalicie, umieszczone jest wejście boczne. Zaglądamy na klatkę schodową,na której zachowała się oryginalna stolarka.

Przechodzimy na tył budynku. Ta elewacja także posiada na osi ryzalit.

W zasadzie na tym mogłyśmy skończyć, ale skoro już tam byłyśmy, postanowiłyśmy powęszyć dalej i zagłębiłyśmy się w resztki parku dworskiego. W nim odkryłyśmy skwerek z kapliczką poświęconą NMP. Bardzo urokliwe miejsce. Spacerując  dalej doszłyśmy do brzegu jeziora, od którego dwór oddalony jest co najwyżej o kilkaset metrów. Zawróciłyśmy więc i skierowałyśmy się ku zabudowaniom gospodarczym. Zachwycił nas pięknie (choć jedynie częściowo) odrestaurowany budynek dawnej stajni, a z daleka podziwiałyśmy bryłę gorzelni, na teren której nie udało nam się wejść.  Miejsce jest tak urokliwe, że postanowiłyśmy je wybrać jako „tło” dla naszego (zabranego ze sobą z domu) posiłku. Jedząc drugie śniadanie w cieniu wiekowych lip przyglądałyśmy się leniwemu nurtowi rzeczki Nielby, która przepływa między zabudowaniami dworskimi a wsią. W życiu, (w przeciwieństwie do Insta i FB) idealnie nie bywa więc tę sielankę zakłócały nam topolowe „puszki”, które wiatr wciskał nam i we włosy, i w burgery. No ale takie są  „uroki” pikników…Mrówki, pyłki, źdźbła, owady są ich nieodłączną częścią.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s