Wschowa. Kościół i klasztor pobernardyński, lapidarium i Kripplein Christi cd.

W poprzednim poście pokrótce opisałam historię miasta oraz część jego zabytków. Dziś chciałabym zająć się pozostałymi, głownie tymi związanymi z protestanckimi dziejami Wschowy. Jednak zanim do nich przejdę zacznę od olśniewającego (moim zdaniem) pobernardyńskiego zespołu kościelno-klasztornego pod wezwaniem św. Józefa.Początki zakonu Bernardynów wiążą się z osobą św. Jana Kapistrana (Giovanni da Capestrano). Ów franciszkanin przybył do Krakowa na zaproszenie Kazimierza Jagiellończyka i  biskupa Zbigniewa Oleśnickiego  i tam założył pierwszy klasztor Braci Mniejszych Obserwantów, który powierzył opiece św. Bernarda ze Sieny. Jako ciekawostkę mogę podać, że to właśnie Jan Kapistran udzielił ślubu Kazimierzowi Jagiellończykowi z Elżbietą Habsburską. Stało się tak na wskutek waśni między prymasem  gnieźnieńskim (Janem Sporowskim herbu Odrowąż) a kardynałem krakowskim (Zbigniewem Oleśnickim herbu Dębno) o to, któremu z nich powinien przypaść zaszczyt celebrowania królewskich zaślubin. Cóż, gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta…

Bernardyni, dzięki swym głoszonym na wysokim poziomie kazaniom, pieśniom w języku polskim, procesjom, szopkom i jasełkom, szybko zyskali dużą popularność. Do Wschowy trafili już w 1457 roku. Osiedlili się za murami starego miasta i szybko wznieśli tam swe pierwsze zabudowania. zakon rozwijał się prężnie do połowy XVI wieku, kiedy to Wschowę opanował nurt luterański, za którym opowiedziała się większość mieszkańców. Doszło do otwartego konfliktu i w 1558 roku bernardyńskie szachulcowe konstrukcje spłonęły w pożarze wznieconym przez protestantów. Wówczas bracia przenieśli się do Kościana (pisałam niegdyś o tamtejszym zespole szpitala psychiatrycznego powstałym na terenie dawnego klasztoru bernardyńskiego). Do Wschowy powrócili w 1629 roku i przy finansowej pomocy starosty Mikołaja Tarnowieckiego, wznieśli nowy kościół i klasztor.  Ponieważ Mikołaj Tarnowiecki był dworzaninem  Opalińskiego, wielce prawdopodobnym jest, iż plany owej świątyni sporządzał Krzysztof Bonadura  Starszy, związany z Opalińskimi. Uroczysta konsekracja świątyni nastąpiła w 1652 roku a celebrował ją sufragan poznański Maciej Marian Kurski herbu Prawdzic.

W 1667 roku, kolejny pożar częściowo zniszczył dopiero co wzniesioną świątynię. Została  jednak ponownie odbudowana, a w XVIII stuleciu, rozbudowano założenie. Do kościoła dobudowano wówczas kaplicę św. Krzyża, powstał dziedziniec odpustowy. Ostatnim etapem rozbudowy było podwyższenie wieży według projektu Jana Steiera z Rydzyny. Nowy wystrój zyskały też wnętrza nawy i prezbiterium, które pokryto barwną polichromią. W 1827 roku, po kasacie zakonu kosciół przekazano parafii a w budynkach klasztornych ulokowano szkołę. W 1945 roku obiekt w całości przejęli franciszkanie.

Po przekroczeniu muru oddzielającego założenie od ruchliwej ulicy, nagle znajdujemy się w „innym świecie”, wolnym od zgiełku, pośpiechu i hałasu. Tu czas przestaje mieć znaczenie, a panująca cisza uspokaja i skłania do refleksji.   Otaczające dziedziniec krużganki zawierają XIX wieczne stacje Drogi Krzyżowej. Zostały wykonane w 1889 roku przez Karola Poschmana z Głogowa. Do dziś widnieją pod nimi niemieckie napisy.

W narożnikach krużganków  znajdują się czworoboczne, kopulasto zwieńczone kaplice. Od strony prezbiterium, wśród zieleni ustawiony jest posąg patrona kościoła, św. Józefa. Figura powstała w 1742 roku z fundacji dziedzica Dębowej Łęki, Franciszka Koszutskiego herbu Leszczyc.W ścianę czołową prezbiterium wmurowane jest okazałe epitafium zmarłego w 1730 roku, Michała Nieżychowskiego herbu Pomian.Wspomniałam już, że w 1731 roku do kościoła dobudowano kaplicę św. Krzyża. Znajduje się w niej dębowy krucyfiks z połowy XV wieku. Związana jest z nim historia opisana w kronice klasztornej…

Podczas pożaru kościoła wznieconego przez protestantów w 1558 roku, krzyż został wrzucony do dołu i przysypany gruzem. Odnaleziono go dopiero przy odbudowie świątyni w 1638 roku. Mimo, iż krucyfiks przeleżał w ziemi 80 lat, nie odniósł żadnego uszczerbku, co poczytano za cud. Pierwotnie krzyż umieszczono na zewnętrznej ścianie prezbiterium, a po wybudowaniu kaplicy przeniesiono go do jej wnętrza.W kaplicy znajduje się również rokokowy nagrobek Katarzyny Cieleckiej i jej córki Konstancji Działyńskiej. Nie mogę go dokładnie zobaczyć bo akurat trwa adoracja Najświętszego Sakramentu i nie chcę przeszkadzać.

Do wnętrza kościoła wchodzi się przez trójarkadowe przejście ozdobione figurami świętych ustawionych na cokołach pilastrów oraz we wnękach.Przez ciemnawą kruchtę (stanowiącą  fragment krużgankowego obejścia) wchodzę do  nawy i doznaję olśnienia… Kościół jest przepiękny!Mimo swego przebogatego wystroju, nawa sprawia wrażenie klarownej. Widać tu dbałość o każdy szczegół (nawet współczesny ekran czytnika oprawiony jest w stylową ramę) przy absolutnym braku zbędnych, nierzadko dość tandetnych, „ozdób” w typie wstążek, banerków, ołtarzyków, które często szpecą wnętrza świątyń.

W ołtarzu głównym umieszczono, ufundowany przez Ludwika Krzyckiego, obraz będący kopią rubensowskiego „Zdjęcia z Krzyża”.

Na ścianie północnej znajduje się manierystyczne epitafium, dobrodzieja i współinwestora kościoła, Mikołaja Tarnowieckiego (zmarłego w 1640 roku).Poza tym, na ścianach nawy rozmieszczone są także epitafia rodziny Gurowskich (Jadwigi, Ludwiki, Weroniki, Rozalii i Rafała) herbu Wczele.Portretom trumiennym towarzyszą inskrypcje w bogatej oprawie zawierającej symbole vanitas vanitatis.Wnętrze kościoła pokrywają polichromie. Te, z wyobrażeniami scen religijnych, umieszczone na sklepieniu, wykonał Ernest Engelfeldner.Malowidła na ścianach zawierają motywy roślinne i herby.  Ich autorami są bracia zakonni Walenty Żebrowski i Liberiusz Staniszewski.

Kościół posiada piękny prospekt organowy umieszczony w chórze muzycznym nad wejściem.Nawet ławki tego niezwykłego kościoła są warte uwagi ze względu na zdobiące je intarsje.Z zewnątrz kościół jest budowlą jednonawową, z trójbocznie zamkniętym prezbiterium, nakrytą dwuspadowym dachem z sygnaturką na kalenicy. Czworoboczną wieżę wieńczy baniasty hełm z latarnią. Świątynia posiada nietypowe, półkoliste i owalne okna rozmieszczone w dwóch poziomach.Opuściwszy (nie bez pewnego żalu) tę katolicką świątynię udaję się do dawnego zboru protestanckiego noszącego nazwę Kripplein Christi czyli „Żłóbka Chrystusa”.

Historia protestantyzmu we Wschowie zaczyna się w roku 1553, kiedy z Zielonej Góry, do miasta przyjeżdża Andrzej Knobloch. On to  zorganizował pierwszą gminę protestancką, do której przystąpiła wówczas większość mieszkańców. Już w pięć lat później doszło do zamieszek między społecznością luterańską a katolicką, w wyniku których spłonął klasztor a Bernardyni musieli opuścić miasto. Wówczas też protestanci zajęli wschowski kościół farny i przekształcili go w zbór.

W 1604 roku, gmina protestancka ugięła się pod naciskami Zygmunta III Wazy i zwróciła katolikom zajmowany dotychczas kościół. Luteranie stanęli przed problemem budowy dla siebie nowej świątyni. W tym celu zakupili dwie sąsiednie kamienice przy murach miejskich i Bramie Polskiej, które zaledwie w ciągu trzech miesięcy zaadaptowano na zbór. Pierwsze nabożeństwo odbyło się w nim 25 grudnia i na pamiątkę tego dnia świątynia zyskała wezwanie „Żłóbka Chrystusa” czyli Kripplein Christi.

Po pożarze w 1685 roku oba zakupione budynki przykryto jednym dachem, a wieżę Bramy Polskiej przebudowano na dzwonnicę. Przybudówki przy świątyni pochodzą z lat 20tych XVIII wieku.

Fasada budynku przepruta jest otworami okiennymi o różnych kształtach. Najciekawszy jest wysoki szczyt zboru, zdobiony  dwu i trzyłucznymi blendami oraz rzeźbioną sceną  Ukrzyżowania.Niestety, wnętrze obiektu z  siedemnastowiecznymi, trzykondygnacyjnymi, drewnianymi emporami, nie jest dostępne.  Podobno znajdują się w nim także renesansowe stalle. Zbór służył ewangelickiej wspólnocie do 1945 roku, po wojnie utworzono w nim magazyn. Wielka szkoda, że obecnie Kripplein Christi nie jest wykorzystane.

W czasie prac archeologicznych przeprowadzonych w początkach XXI wieku, pod posadzką świątyni odkryto kryptę grobową ze szczątkami Zofii z Gryfów Ujejskich Radomickiej, żony wschowskiego starosty, Hieronima Radomickiego herbu Kotwicz.  Choć Hieronim Radomicki był katolikiem, szanował wyznawaną przez żonę religię dlatego też gdy zmarła, Zofia spoczęła w luterańskiej świątyni. Mąż pochował ją w pięknej sukni ze złocistego, włoskiego (?) aksamitu zdobionej motywami kwiatów i owoców granatu, w których znawcy tematu upatrują się symboli zmartwychwstania. Zmarła spoczęła w okazałej trumnie zdobionej srebrnymi medalionami. Tak bogaty pochówek był zarazem wyrazem pozycji Radomickich jak i uczucia, jakim Hieronim darzył zmarłą małżonkę. Jego wyraz starosta dał też w tablicy epitafijnej, w której deklaruje „cześć i miłość, która nigdy nie umrze” oraz głosi przymioty Zofii „…bardzo żarliwa w modlitwach, życzliwa z usposobienia, wytworna w  obyczajach, troskliwa w opiece…”  Oczywiście ta „miłość, która nigdy nie umrze” nie przeszkodziła Radomickiemu później jeszcze dwukrotnie wstąpić w związki małżeńskie (z Katarzyną z Sobieskich herbu Janina oraz Barbarą z Dołęgów Kretkowskich, wdową po Hieronimie Rozdrażewskim).

Wielka szkoda, że budynek  dawnego zboru do dzisiaj pozostaje nieużytkowany. Przedmioty z krypty grobowej Zofii Ujejskiej trafiły do muzeum.

W 1607 roku protestanci, od Georga Herberga, kupują kolejną, przyległą do świątyni kamieniczkę.  Przeznaczają ją na  szkołę ewangelicką. Budynek charakteryzuje się wysokim szczytem o falistych spływach ozdobionym dwiema profilowanymi arkadami. Na gzymsie poddachowym umieszczono napis: „Fundamentum Rei Republicae Recta Adlescentium Educatio” (Fundamentem Rzeczypospolitej właściwe wychowanie młodzieży). Obecnie w dawnej szkole ewangelickiej mieści się katolicka księgarnia św. Antoniego.

W rok po otwarciu szkoły, z inicjatywy pastora Valeriusa Hergegera, powstaje pierwszy w mieście cmentarz ewangelicki. Ten unikalny w skali kraju obiekt, w dużej części jest zachowany do dziś. To jeden z najstarszych  nowożytnych cmentarzy polskich, który nie został założony przy kościele. Lokalizacja  cmentarza przy zborze ewangelickim, który przylegał do murów miejskich nie była możliwa z powodu braku odpowiedniej ilości miejsca, Nekropolia została więc założona poza murami miasta i zaplanowano ją na wzór włoskich campo santo. Czworoboczny teren z czterech stron został otoczony wysokim murem, na którego ścianach poczęto osadzać płyty nagrobne. Jako pierwszą, na wschowskim cmentarzu, pochowano Małgorzatę, żonę zmarłego ówczesnego burmistrza Wschowy Piotra Deutschlendera. W ciągu stuleci cmentarz zapełnił się zmarłymi ze znanych wschowskich rodów : Herbergerów, Lauterbachów, Lemprachtów, Vechnerów, Chwałkowskich, Grosmannów i innych.

Na ich nagrobkach widnieją napisy w językach niemieckim i łacińskim a umieszczone na płytach symbole w postaci czaszek,  piszczeli, klepsydr, zgaszonych świec odnoszą się do kruchości ludzkiego żywota. Na innych z kolei widnieją radosne symbole życia wiecznego, obfite girlandy owoców i kwiatów.

Wschowski cmentarz ewangelicki to piękne miejsce nie tylko ze względu na unikalne nagrobki, ale i na otaczającą je przyrodę. W centrum placu znajduje się tak zwana „kapliczka pastorów” obok której rośnie wiekowa lipa. Według legendy to lipa Fryderyka Lauterbacha, którą posadzono korzeniami do góry. Fryderyk Lauterbach we Wschowie pełnił funkcję pastora i był autorem pierwszej „historii Polski” spisanej po niemiecku. Oprócz płyt wmurowanych w ogrodzenie cmentarza, na wschowskiej nekropolii znajdują się także nagrobki i okazałe grobowce.

Po zwiedzeniu lapidarium udaję się na ulicę Głogowską, aby zobaczyć znajdujący się przy niej  dawny pałac Szlichtyngów z końca XVIII wieku.Budynek jest dwukondygnacyjny w dziewięcioosiowej fasadzie umieszczono półkolumny jońskie wielkiego porządku podtrzymujące trójkątny fronton. Gmach nakryty jest dachem naczółkowym. Obecnie ma w nim swoją siedzibę szkoła muzyczna.

Odwiedzam też dawny kościół ewangelicki obecnie katolicki pod wezwaniem św. Trójcy. Świątynia, według planów K. F. Schinkla, została wzniesiona w końcówce lat 30tych XIX wieku.

Resztę dnia poświęcam na spacer ulicami miasta. Przyglądam się detalom takim jak rzeźba murzynka umieszczona nad wejściem kamienicy z numerem „5”. Podobno niegdyś figurka murzynka zdobiła wejście do apteki  Johana Caspra Imgartena i miała inną lokalizację. Po wojnie oryginał posążku umieszczono w muzeum, a kopią ozdobiono dom przy ulicy Bohaterów Westerplatte.

Często zatrzymuję się przy drzwiach kamienic, które uwodzą mnie swoim misternym zdobnictwem.

Podziwiam piękne, okazałe wille ze wspaniałym detalem architektonicznym i skromne kamieniczki, których jest we Wschowie bez liku. Mnie najbardziej podobała się ta, przy ulicy Moniuszki w czasach pruskich nosząca nazwę „Willa Wittig”.W jej fasadzie ze zdumieniem odkrywam znaki wolnomularskie, cyrkiel i ekierkę.Niestety, nic bliższego nie potrafię powiedzieć o historii budynku, ale przypuszczam, że skrywa on niejedną tajemnicę. Zaglądam na podwórko i stwierdzam, że z budynkami bywa podobnie jak z ludźmi, za piękną fasadą kryje się nijaka (po bardzo nieudanej renowacji) elewacja tylna.

Niestety, czas przeznaczony na zwiedzanie Wschowy mija bardzo szybko. Musimy się już żegnać z tym pięknym miastem. Na marginesie mogę jeszcze dodać, że Wschowa i jej zabytki są tłem kryminalnej historii „Pokuszenie” napisanej przez Piotra Bojarskiego. Jako powieść, „Pokuszenie” nie jest specjalnie interesujące, jednak warto po nie sięgnąć, ze względu na ciekawostki związane z miastem.

 

10 uwag do wpisu “Wschowa. Kościół i klasztor pobernardyński, lapidarium i Kripplein Christi cd.

    • Super! Cieszę się tym bardziej, że siadając do spisywania swych wrażeń zawsze się trochę obawiam, iż nie potrafię oddać całego kolorytu i bogactwa miejscowości, które odwiedzam. Pani opinia nieco mnie uspokoiła. Serdecznie pozdrawiam 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s