Krotoszyn. Zabytki sakralne miasta

W swoim poprzednim wpisie przedstawiłam historię i świeckie zabytki miasta Krotoszyn. Dziś chciałbym zająć się jego wspaniałymi świątyniami. Postanowiłam odwiedzać je w kolejności ich powstawania, czyli zacząć od najstarszego w mieście, farnej bazyliki św. Jana Chrzciciela. Jej masywną wieżę widać z daleka, a po dotarciu na plac przy którym jest usytuowana z radością stwierdzam, że kościół jest otwarty.

Czytaj dalej

Krotoszyn. Historia miasta i jego świeckie zabytki.

Do Krotoszyna wezwały nas obowiązki, ale ponieważ od dawna chciałam zobaczyć to miasto, humoru nie zepsuła mi nawet bardzo wczesna pobudka, ani dość monotonna jazda „eską”. Kiedy wjechałyśmy do miasta od razu zaczęłam rozglądać się w jego topografii, aby zorientować się, gdzie usytuowane są jego największe atrakcje, które po pracy chciałam obejrzeć. Odetchnęłam z ulgą, gdy przekonałam się, iż większość z nich znajduje się w ścisłym  centrum. Czytaj dalej

Pałac Szołdrskich w Żegrowie

Kiedy wyjeżdżałyśmy z Poznania lało jak z cebra.  Taka pogoda stawiała pod dużym znakiem zapytania realizację naszych „popracowych” planów, które obejmowały zwiedzenie pałacu w Żegrowie. Winę za ulewę wzięła na siebie Szefcia, przyznając się, że poprzedniego dnia umyła okna, a to, jak powszechnie wiadomo, zawsze złośliwie skutkuje deszczem. Na szczęście w miarę przemieszczania się na południe, niebo zaczęło się przejaśniać… Czytaj dalej

Baszków. Pałac Mielżyńskich i kościół NMP

Tego dnia obowiązki służbowe zajęły nam więcej czasu, niż pierwotnie zakładałyśmy. Byłyśmy już zmęczone, a czekała nas jeszcze droga powrotna do Poznania. Jednak żal nam było opuszczać ziemię zduńską  nie zobaczywszy zupełnie „niczego”. Postanowiłyśmy więc podjechać do  pobliskiego Baszkowa, w którym chciałyśmy obejrzeć znajdujące się we wsi zabytki: kościół i pałac wzniesiony przez Mielżyńskich.

Czytaj dalej

Gębice. Pałac Gorzeńskich

Tego dnia zakończyłyśmy obowiązki służbowe w okolicy Gostynia i zaraz zaczęłyśmy się zastanawiać który, z licznie rozsianych na tym terenie obiektów, powinnyśmy odwiedzić. Oczywiście miałyśmy ochotę na wszystkie, ale to było niemożliwe, więc trochę „w ciemno” zdecydowałyśmy się pojechać do Gębic. O tyle „w ciemno”, że  nie znałyśmy aktualnego statusu tamtejszego pałacu. Wiedziałyśmy, że niedawno został sprzedany w prywatne ręce, a w takich przypadkach nigdy nie wiadomo, co, i ile, uda się zobaczyć. Czasem (choć też nie zawsze),  zwłaszcza gdy jeszcze trwa remont udaje się uzyskać  zgodę na obejście budynku dookoła i trochę na to liczyłyśmy.  I udało się! Nowi właściciele (przemili ludzie), nie tylko pozwolili nam obejrzeć założenie z zewnątrz ale także oprowadzili po wnętrzach… Czytaj dalej

Trzebiny. Pałac Gurowskich

Przed wyjazdem w kierunku Leszna, tak na wszelki wypadek, przygotowałam sobie listę obiektów, które  chciałam po drodze obejrzeć.  Na pierwszym miejscu znajdował się pałac w Trzebinach, Wielkiej nadziei na jego zobaczenie nie miałam, gdyż Szefowa jeszcze w Poznaniu zaznaczyła, iż czasu nie będziemy miały zbyt dużo i w związku z tym „żadnych skrętów w bok” czynić nie będziemy. No ale ona prawie zawsze tak mówi…  Gdy w rekordowym tempie udało nam się przejechać większy odcinek drogi, a do pierwszego umówionego spotkania została nam jeszcze godzina, dała się przekonać, iż warto ten czas spożytkować na zwiedzenie pałacu…

Czytaj dalej

Złotów. Historia i atrakcje miasta

Podczas poprzedniej mojej wizyty w Złotowie miałam niewiele czasu i  wtedy musiałam zdecydować się co najbardziej  chciałabym zobaczyć. Mój wybór padł wtedy na  ufundowany przez Andrzeja Karola Grudzińskiego złotowski kościół pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny, któremu  kiedyś poświęciłam osobny wpis. Tym razem, odwiedzając miasto z  jeleniem w herbie, chciałam zobaczyć inne jego atrakcje.

Czytaj dalej

Glesno. Dwór Chłapowskich i kościół św. Jadwigi.

Jak co roku, tak i w tym, koniec wakacji postanowiłyśmy uczcić wyjazdem gdzieś, gdzie nas jeszcze nie było. Rozważałyśmy różne kierunki ale w końcu wybrałyśmy trasę na Osiek. Stamtąd miałyśmy zamiar odbić w bok, ale zanim zdążyłyśmy dojechałyśmy do mostu na Noteci,  nagle obu nam zamarzyła się kawa. I to, nie jakaś tam rozpuszczalna, czy nie daj Panie „fusiata”, tylko porządna, najlepiej kolumbijska z ekspresu.  Wiedziałyśmy, że po zjechaniu  z głównej szosy o przyzwoitą „małą czarną” trudno będzie, tereny są tam słabo zaludnione i nie obfitują w klimatyczne lokale. Zmuszone więc byłyśmy do weryfikacji pierwotnego planu i pomknięcia prosto, do Wyrzyska. Dopiero tam, w znanej nam już z poprzedniego pobytu w mieście kawiarni, mogłyśmy zaspokoić swoje pragnienie. Przy kawusi, torcie i pogawędce z sympatyczną właścicielką czas  chyba biegł jakoś szybciej…  Wychodząc z lokalu zorientowałyśmy się, że zrobiło się późno i wszystkiego co zaplanowałyśmy, zobaczyć nie zdążymy. W związku z tym, zdecydowałyśmy się na wizytę w pobliskim Glesnie. Czytaj dalej